Fast food „halal” jako „znak czasów”
Dotyczy to Europy i jest to jeden ze skutków masowej imigracji i zakorzeniania się na naszym kontynencie islamu. We Francji przechodzenie „na 100% halal” dotyczy coraz większej liczby sieci fast food. Jes to poniekąd „znak czasów”. W przypadku takich sieci, rolę gra czynnik ekonomiczny, bo coraz większa ilość konsumentów to muzułmanie. Jest to jednak także element islamizacji kraju i budzi oburzenie wśród niektórych konsumentów, którzy są zmuszeni do jedzenia produktów certyfikowanych przez meczety. Ilośc takich resturacji wzrasta i media piszą już, że we Francji nastąpił „punkt zwrotny” w sektorze fast foodów. 21 stycznia obecna we Francji amerykańska sieć restauracji KFC, jako kolejna już, zdecydowała się na przekształcenie 24 swoich restauracji w obiekty oferujące dania w 100% halal. Oficjalne tłumaczenie brzmi, że to odpowiedź na „rosnące zapotrzebowanie konsumentów we Francji”. W podobny sposób postąpiło już wiele innych sieci, jak Quick, Pizza Hut i Five Guys. Takie restauracje zmieniają menu głównie na osiedlach i w miastach, gdzie mieszka duża ilość muzułmanów. Wzmacnia to jednak „islamską gettoizację” („komuinotarzym”) takich miejsc.
Według badania firmy Solis, zajmującej się badaniami etnicznymi, przeprowadzonego w 2023 r., obroty generowane przez rynek halal we Francji osiągnęły wówczas 7 miliardów euro. W 2009 roku było to jeszcze 5,5 miliarda. Mięso „halal” pochodzi z rytualnego uboju. Wkroczyło już dawno, razem z innymi produktami do sklepów, lokalnych rzeźników, cateringu i sieci handlowych. Z kolei według agencji akredytującej żywność halal, Francja ma obecnie „największą populację muzułmańską w Europie Zachodniej”, która liczy około 5,7 miliona wyznawców islamu, co stanowi około 10% populacji. Biorąc pod uwagę prężnie rozwijający się rynek, wybór ekonomiczny sieci fast-foodów polegający na przejściu na żywność halal może stać się powszechny w restauracjach wszystkich sieci.
Wesprzyj nas już teraz!
Halal to tylko skutek zachodzących procesów
Na takie rozwiązanie wszystko wskazuje. Aspekt żywności pokazuje postępowanie procesu islamizacji Europy. Jest wspierany przez demografię i wyższą dzietność rodzin imigracyjnych, niż tubylczych, ale przede wszystkim imigrację. Imigracja rośnie i to głównie muzułmanów. Liczba wydanych przez Francję w 2025 roku zezwoleń na pobyt wzrosła o 11,2%, co stanowi rekordową liczbę. W ubiegłym roku wydano 384 230 pierwszych pozwoleń na pobyt, co stanowi wzrost o 40 000 w porównaniu z 2024 rokiem. Pozwolenia dotyczyły głównie studentów (118 000), imigracja „związana z pracą” stanowi obecnie tylko 13% zezwoleń. Studenci jednak nie zawsze wracają, Dochodzi do tego „łączenie rodzin” i „azylanci”.
Rząd stara się imigrację ograniczyć i liczba aresztowań nielegalnych imigrantów wzrosła o 30% w porównaniu z rokiem 2024, co dotyczyło głównie „konsumentów halal” z Algierii, Tunezji i Maroka. Nie oznacza to jednak liczby deportacji, bo na te działania zgodę musi wyrazić kraj pochodzenia. Francja zaakceptowała w 2025 roku 52% wniosków azylowych. Wśród krajów pochodzenia osób ubiegających się o azyl w czołówce są Demokratyczna Republika Konga, Afganistan i na trzeciej pozycji Ukraina. Roczne liczby napływu migrantów do Francji są obecnie około trzy razy wyższe niż liczba zezwoleń na pobyt wydawanych trzydzieści lat temu. Na przykład w 1997 roku wydawano około 120 000 zezwoleń na pobyt, co już uważano za liczbę niebezpieczną. Nowa dynamika wzrostu przybyszów trwa jednak od około 25 lat i przyspiesza.
W Europie spada, we Francji rośnie
Zmienia się też profil społeczno-ekonomiczny imigracji we Francji. Są to osoby coraz gorzej zintegrowane z rynkiem pracy, a wskaźnik zatrudnienia imigrantów we Francji jest jednym z najniższych w Unii. Francja jest też krajem europejskim o najwyższym odsetku imigrantów z Afryki. Odsetek imigrantów urodzonych w Afryce w całkowitej populacji imigrantów jest około trzy razy wyższy niż średnia w Unii Europejskiej. W całej Europie w ubiegłym roku liczba nowych wniosków o azyl spadła o ponad 20%. Spadek ten był szczególnie wyraźny w niektórych krajach, takich jak Niemcy. We Francji natomiast liczba ta utrzymała się na bardzo wysokim poziomie – w ubiegłym roku zarejestrowano około 150 000 wniosków o azyl. Przepływy, które wcześniej kierowały się do krajów takich jak Niemcy czy kraje skandynawskie, są obecnie przekierowywane do Francji. Powód jest prosty. Wskaźniki przyznawania azylu są we Francji wyższe dla niektórych narodowości, np. dla Afgańczyków (80% pozytywnych decyzji). Dodatkowo, inne kkraje zmieniły i ograniczyły materialne wsparcie przyjmowania uchodźców, zwłaszcza pod względem finansowym. We Francji takie warunki okazują się korzystniejsze niż w kilku krajach sąsiednich. Francja stała się więc „krajem odbicia”.
W całej Unii Europejskiej liczba nowych zezwoleń na pobyt wydawanych każdego roku wzrastała o około 20–30%. W 2024 po raz pierwszy spadła z około 3,7 miliona do 3,5 miliona. Jednak nie we Francji, gdzie odnotowano wzrost o 11%. W przypadku polityków mówi się o odpowiedzialności czynnej i odpowiedzialności biernej. I tak wspieranie kilka lat temu za prezydentury Emmanuela Macrona, przyjmowania na studia, zaowocowało imigracją studencką, która stała się drogą omijania innych obostrzeń. Dla przykładu, obywatele Algierii, którzy uzyskali zezwolenie na studia nawet 10 lat temu, w ponad 60% nadal posiadają ważne zezwolenie na pobyt we Francji. Imigracja studencka nie ogranicza się do czasu nauki, ale stanowi furtkę do uzyskania stałego pobytu. Osobna sprawa to odpowiedzialność wynikająca z bezczynności wladzy. Francja nie zmniejszyła swojej „atrakcyjności” dla przepływów migracyjnych, wszelkie próby zaostrzenia polityki migracyjnej storpedowała Rada Stanu, a lewica wprost wspiera ideę tzw. podmiany narodu, czyli tworzenia nowego, wielokulturowego tygla zamiast tradycyjnego społeczeństwa. Można dodć, że np. w Radzie Stanu wydziałem spraw wewnętrznych od kilku lat kieruje Thierry Tuot, wysoki rangą urzędnik, który nigdy nie ukrywał swojego poparcia dla masowej imigracji. Podobnie było z nominacja proimigracyjnego, lewicowego polityka Richarda Ferranda na stanowisko Przewodniczącego Rady Konstytucyjnej.
Francja atrakcyjna dla migrantów
Francja wydaje się dziś atrakcyjna dla migrantów z wielu powodów. Mają już tam rodziny, znajomych, własne diaspory i jest choćby pełny dostęp do wspomnianej żywności… „halal”. Diaspory te często pełnią funkcję gościnnych ośrodków dla przybyszów, dają miejsca pracy, wsparcie. Chodzi też jednak o system opieki zdrowotnej i systemy opieki społecznej, który obowiązuje od momentu, gdy migrant postawi stopę na francuskiej ziemi. Obejmuje to opiekę zarówno dla imigrantów legalnych, jak i nielegalników. Do tego dochodzi łagodny system prawny, który często chroni „nielegalników”, ale też wydaje łagodne wyroki w sprawach dotyczących przestępczości tego środowiska. Dośćłagodnie traktuje się obecnie kryteria azylowe. Sa nawet rozszerzane. W ostatnich miesiącach na wszystkie kobiety z Somalii, Palestyńczyków z Gazy, dzieci z Konga oskarżone o czary, a które osiągnęły pełnoletność, wcześniej na albinosów z Nigerii. Do tej listy dodano również homoseksualistów z kilku krajów, takich jak Togo, Kongo, Mjanma i Gwatemala. Ostatnio także osoby transpłciowe z Peru zostały uznane za uprawnione do uzyskania azylu we Francji. Niektórzy ławnicy w Krajowym Sądzie Azylowym są też powoływani na podstawie rekomendacji Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców, co z góry ustawia ich sposób wyrokowania.
Argumenty zwolenników imigracji są zawsze takie same, np. „niezbędne zasilenie rynku pracy” w obliczu kryzysu demograficznego. Tymczasem we Francji wciąż jest około 2,5 miliona bezrobotnych i około 1,7 miliona imigrantów, którzy nie pracują, nie uczą się, ani nie są na emeryturze. Nie ma strukturalnej potrzeby masowej imigracji zarobkowej. Mit ten jednak od dawna kształtuje część debaty politycznej, zwłaszcza na lewicy. Imigracja tymczasem rośnie, a jej zwolennicy robią wszystko, by nie ujawniać dla celów ideologicznych rpawdziwych liczb. Obecnie we Francji trwał spis powszechny INSEE (Instytutu Statystyki), ale politycy i „organizacje humanitarne” zalecały bojkot np. pytania o możliwe zagraniczne pochodzenie rodziców. Typowy „Francuz” to już nie facet w berecie z bagietką pod pachą, ale konsument „halalu”, często w galabii… Prawdziwe dane o demografii tego kraju będzie nie długo można lepiej wywnioskować po ilości fast foodów sprzedających hamburgery z certyfikatem islamskiej „koszerności”?
Bogdan Dobosz