– Myślę, że dopóki jakiś rolnik nie rozbierze się i nie rzuci w śnieg, to w Polsce tego typu wielkie umowy handlowe nie wzbudzą szczególnego zainteresowania. Choć tutaj w śnieg musiałby się rzucić pracownik IT albo informatyk, ponieważ tutaj się wiele zmienia – przekonuje dr Radosław Pyffel z Instytutu Sobieskiego, komentując podpisanie umowy handlowej pomiędzy Unią Europejską a Indiami.
We wtorek 27 stycznia Unia Europejska ogłosiła zakończenie negocjacji w sprawie treści umowy handlowej z Indiami. Dokument, negocjowany ponad 20 lat między Brukselą a Delhi, nazywa się „matką wszystkich umów”. Obejmie 2 mld ludzi i prawie jedną czwartą światowego PKB. Mimo to, temat w Polsce przeszedł niemal bez echa.
– To dzisiaj najliczniejsza nacja na świecie, jeden z najszybciej rozwijających się rynków na świecie, ale nie sądzę żeby takie rzeczy zajmowały Polaków – zauważył Pyffel na antenie Radia Wnet. Jak podkreślił, Hindusi już są obecni w Polsce, szczególnie w branży IT, ale wraz z wejściem w życie nowych przepisów, rynek unijny dodatkowo zostanie rozluźniony zarówno dla indyjskich firm, jak i wykwalifikowanych pracowników. – Już dzisiaj dużo usług można było zamówić sobie w Indiach zdalnie. Obecnie firmy lub pracownicy indywidualni będą mogli operować na rynku europejskim dużo swobodniej – przekonywał.
Wesprzyj nas już teraz!
– To pasuje bardzo krajom Europy Zachodniej, państwom przemysłowym jak Niemcy czy Francja – wskazuje ekspert. Jak zauważył ironicznie, dostarczenie na polski rynek indyjskich informatyków jest w końcu nadejściem prawdziwych inżynierów i specjalistów, których lewica chciała dopatrywać się w każdej fali imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu.
Podobnego zdania jest dr Judyta Latymowicz, ekspert ds. relacji polsko-indyjskich. W jej ocenie zmiany wiążą się bezpośrednio z konkurencją dla polskich pracowników sektora IT. – Umowa może sprawić, że zyskamy dostęp do szerszej puli specjalistów, co zwiększy szanse na lokowanie w Polsce kolejnych centrów IT czy zespołów badawczo-rozwojowych – podkreśla w rozmowie z Forbesem.
– Oczywiście każda liberalizacja niesie ze sobą pewien element konkurencji, ale w sektorze IT kluczowe jest dziś łączenie kompetencji, budowanie zespołów międzynarodowych i uzupełnianie się nawzajem, a nie proste wypieranie lokalnych pracowników. Gdyby przyjąć logikę, że większa liczba specjalistów automatycznie oznacza zagrożenie, to podobne projekty nie miałyby racji bytu – bo skoro w Indiach jest tylu specjalistów, to po co „wozić drewno do lasu”? – tłumaczy.
Źródło: YouTube / Radio WNET / forbes/pl
PR
Umowa Unia Europejska – Indie otwiera Hindusom nieograniczony wjazd do krajów „wspólnoty”