Policja w Iranie po raz kolejny otworzyła w czwartek ogień i użyła gazu łzawiącego, by rozpędzić manifestantów, protestujących od kilkunastu dni przeciw rządowi – poinformowały organizacje pozarządowe. Według grupy monitorującej internet Netblocks w całym kraju nie ma połączenia z siecią.
Policja użyła gazu łzawiącego m.in. w miastach Kerman na południowym wschodzie Iranu oraz Tonekabon nad Morzem Kaspijskim – podały organizacje pozarządowe.
Według opublikowanych w czwartek nowych obliczeń organizacji pozarządowej Iran Human Rights z siedzibą w Norwegii od początku protestów zginęło co najmniej 45 manifestantów.
Wesprzyj nas już teraz!
Irańska agencja prasowa Fars powiadomiła tymczasem, że pod Teheranem został ugodzony nożem i po kilku godzinach zmarł policjant „uczestniczący w wysiłkach, mających na celu opanowanie zamieszek”.
Irańskie protesty rozpoczęły się od strajku związanego z gwałtownym spadkiem wartości krajowej waluty i trudną sytuacją ekonomiczną, ale szybko nabrały charakteru politycznego. Pojawiły się hasła wymierzone w rząd i władzę ajatollahów. W ciągu kilkunastu dni manifestacje objęły – zdaniem opozycyjnego portalu Iran International – powyżej 200 miast.
Syn byłego szacha, mieszkający na uchodźstwie opozycjonista Reza Pahlavi wezwał w czwartek do udziału w manifestacjach. „Reżim jest panicznie przerażony i po raz kolejny usiłuje wyłączyć internet”, aby utrudnić mobilizację – napisał Pahlavi na platformie społecznościowej.
Ze swej strony siedem opozycyjnych partii kurdyjskich w Iraku zaapelowało o strajk generalny Kurdów w Iranie w czwartek na znak poparcia demonstracji. Według ruchu obrony praw człowieka Hengaw, również z siedzibą w Norwegii, wezwanie to spotkało się z odzewem w około 30 miastach i miejscowościach, gdzie mieszkają Kurdowie.
Źródło: PAP
Jakub Majewski: Zamieszki w Iranie: czy rząd zostanie obalony? [ANALIZA]