Dzisiaj

Koniec postchrześcijaństwa? To wyjątkowość wiary, a nie duch dostosowania, przyciąga konwertytów

(Giovanni Francesco Barbieri, called Il Guercino, Public domain, via Wikimedia Commons; opr. PCh24.pl / GS)

Kościół wciąż oddalony od świata… „archaiczny” i demonizowany w liberalnej prasie. Nie ma w nim miejsca na żonatych księży. Ani zamężnych kobiet – bo przecież kapłaństwo zarezerwowane pozostaje dla mężczyzn. Z Watykanu nie płynie akceptacja dla aborcji, a Stolica apostolska nigdy nie podważyła naganności moralnej antykoncepcji. Tak niewspółczesny katolicyzm, zgodnie z narracją progresistów, powinien przecież odpychać. Tymczasem „reszta” ze zlaicyzowanych pokoleń Zachodu wraca do wiary coraz chętniej. Rosnące z roku na rok szeregi konwertytów w wielu krajach szukają w wierze odpowiedzi na kryzys kultury pozbawionej fundamentu. Łakną nadprzyrodzoności, cenią liturgię oraz jasną doktrynę moralną. Kościół święty pociąga ich tym, w czym różni się od rewolucyjnej rzeczywistości. Ten kontrast uwypukla boski geniusz katolickiej religii.

Jeden z najbardziej popularnych w mediach biskupów, bp Robert Barron na kilka dni przed tegoroczną Wielkanocą mówił w rozmowie z „Fox News Digital” o wyraźnym i stałym napływie nawróconych w jego diecezji. To już kolejny rok, kiedy ordynariusz Winony-Rochester przyjmie rekordową liczbę konwertytów do zbawczej łodzi Kościoła katolickiego.

Coraz więcej nawróceń

Wesprzyj nas już teraz!

Rosnący trend nawróceń na katolicyzm to doświadczenie Kościoła w całych Stanach Zjednoczonych. W archidiecezji Oklahomy w zeszłym roku moralny obowiązek przyjęcia prawdziwej wiary spełniło 635 osób. W tym roku będzie ich już 1000.

Wedle danych, opublikowanych przez portal ncregister.com, największe wzrosty liczby konwersji odnotują diecezje Norwich (112 proc.), Pueblo (105 proc.) oraz Rapid City (96 proc.).

Tendencja ta daje o sobie znać także po naszej stronie Atlantyku. Intensywny napływ do chrzcielnic w Wigilię Paschalną we Francji to już znany fenomen. Ma on swoją odsłonę również w Wielkiej Brytanii. W Belgii w 2025 roku do Kościoła wstąpiły 534 osoby. Teraz tę zbawienną decyzję podjąć ma już 689 mieszkańców kraju.

Rekord nawróceń padł również w tym roku w Irlandii. W pierwszych miesiącach 2026 r. do Kościoła powróciło i wstąpiło 130 osób w porównaniu do… 14, jakie zdecydowało się na to przed czterema laty.

Rosnący napływ konwertytów w państwach silnie naznaczonych sekularyzacją to ważny sygnał. Era postchrześcijaństwa dobiega końca. Płaszczyzna religijna ukazuje już nie tylko masy odchodzące od Kościoła. Sytuacja jest wielowymiarowa, a ruch w drugą stronę – ku katolicyzmowi – z liberalnych denominacji protestanckich, czy rodzin bezwyznaniowych – zauważalny. Obejmuje on również kraje, w których w ostatnich dekadach panowały silne antyklerykalne odium, jak ojczyznę Św. Patryka.

Prym wśród powracających do Kościoła oraz katechumenów wiodą młodzi z „pokolenia Z” oraz tzw. „Millenialsi”. Co przyciąga ich do chrzcielnic? Czy to zasługa otwarcia Kościoła na świat? A może eksperymenty liturgiczne i nacisk na doktrynalne zmiany w końcu wydają owoc?

Nic nie wskazuje, by nawróconych przyciągał katolicki progresizm. Opisy konwertytów, jakie przedstawiają mający z nimi kontakt biskupi, sugerują coś zgoła innego. Z wypowiedziami hierarchów pokrywa się to, co nawróceni sami mają o sobie do powiedzenia. Do katolicyzmu wiedzie ich poszukiwanie prawdy, wielowiekowej tradycji i powaga pełnej czci liturgii.

Prawda, tradycja i tożsamość

Profil konwertytów rysuje m.in. wesoła anegdota z amerykańskiej diecezji Providence. Stojący na czele lokalnego wydziału ds. formacji religijnej dr Edward Trendowski uważa, że za nawróceniami stoi poszukiwanie głębszego sensu. Na jego przejawy pracownik diecezji natrafia, jak twierdzi, w najmniej spotykanych okolicznościach. Opisał m.in. poważną rozmowę religijną z fryzjerką. Kobieta – wychowana w zielonoświątkowej herezji – przyznała, że nosi się z zamiarem nawrócenia na katolicyzm lub prawosławie, a także, że czyta z zainteresowaniem „Summę Teologii” św. Tomasza z Akwinu.

Nie brak i poważniejszych głosów, wskazujących na ukierunkowanie konwertytów ku takim wielowiekowym skarbom Kościoła. Według wspomnianego już bp. Roberta Barrona, zapytani o powody przystąpienia do Kościoła katechumeni często wskazują na – po prostu – poszukiwanie prawdy.

Wśród kandydatów do sakramentu chrztu i wracających do wiary wyróżnia się silna obecność młodych. Według amerykańskiego hierarchy młodzież wychowana w ponurym świecie sekularyzacji zwraca się ku religii jako budulcowi dla własnej tożsamości. Konwertyci chcą, jego zdaniem, fundamentu stabilnego życia o głębokich korzeniach na przekór dezorientującego „pluralizmu” zeświecczonego Zachodu. Kościół wypełnia tę rolę dzięki 2 tysiącom lat swojej Tradycji.

Nasza kultura jest dziś bardzo efemeryczna, wręcz zanikająca (…) Katolicyzm przemawia do czegoś głębszego, starszego i bardziej trwałego – uważa duchowny. – Sądzę również, że ludzi pociąga rytualny wyraz katolicyzmu, piękno naszej liturgii. (…) Wkraczamy w ten starożytny piękny rytuał z szatami, świecami, starożytnymi modlitwami i śpiewami. Myślę, że to przemawia do ludzkich dusz, szczególnie do młodych – stwierdził biskup.

Podobnie motywacje konwertytów opisał ordynariusz irlandzkiej diecezji Raphoe, bp Niall Coll. – Często konwertyci są przyciągani przez doktrynalną solidność, głębię sakramentalną i ciągłość z tradycją Kościoła. Dla nich Kościół opiera się na prawdzie zrozumiałej w swoim wymiarze cielesnym i wymagającej, a nie na dostosowywaniu się – mówił.

W opinii pasterza północno-irlandzkiej diecezji, takie oczekiwania szczególnie charakteryzują młodzież. Zgodnie z doniesieniami z Zielonej Wyspy to właśnie „pokolenie Z” ma powracać do wiary i praktyki religijnej po latach kryzysu wiary w kraju.

Dorastając (od 1995 roku) całkowicie w postchrześcijańskiej, cyfrowej, moralnie rozfragmentaryzowanej kulturze, nie mają oni odziedziczonej pamięci o katolickiej Irlandii. Paradoksalnie prowadzi to wielu z nich do poszukiwania jasności, spójności i tradycji – mówił o młodych hierarcha.

Po naszej stronie Atlantyku na przyjęcie do Kościoła rekordowej liczby wiernych, kolejny rok z rzędu, czeka biskup angielskiego Southwark. W Wielki Poniedziałek artykuł hierarchy poświęcony nawróceniom ukazał się na łamach thecatholicherald.co.uk.

Ordynariusz przyznał w nim, że jest stale pytany o powody licznych konwersji. Jego odpowiedź rozczarowuje jednak niektórych. Duchowy nie ma bowiem żadnej sprytnej strategii do ujawnienia ani nie radzi, jak skutecznie wyjść naprzeciw współczesnej mentalności.

„Prawda jest taka, że jedynie podążamy za wzorem czasów apostolskich i kroczymy wypróbowanym i sprawdzonym szlakiem misji. Zapraszamy ludzi do spotkania z Panem Jezusem”, tłumaczył biskup.

„Wszystko zaczyna się od zaproszenia. Zaproszenia do nawrócenia ku Chrystusowi; zaproszenia, by bliżej Go poznać, Jego prawdę i Jego przyjaźń. Z tego powodu jest dla nas jasne w archidiecezji, że nigdy nie powinniśmy przestawać głosić Chrystusa i że powinniśmy nie bać się mówić o Jezusie i Jego zbawczej Ewangelii”, dodawał.

W swoim tekście duchowny jako kluczowe w procesie nawrócenia wskazał m.in. kult eucharystyczny oraz trwanie przy nauce Pisma Świętego i Ojców Kościoła.

Sami o sobie

Chcąc zrozumieć nawróconych, nie sposób pominąć tego, co oni sami mają do powiedzenia. Jednym z nich jest Brytyjczyk, Tom Colsy.

„Gdy zacząłem uczęszczać na Mszę Świętą jako zaciekawiony student uniwersytetu w 2019 roku (…) szukałem i docierałem do wiary w Boga, ale na tamtym etapie nie byłem jeszcze zdecydowany między moim anglikanizmem z dzieciństwa, katolicyzmem, estetycznie tradycyjnym urokiem prawosławia, a nawet islamem. W ciągu dwóch lat jednak stałem się całkowicie przekonanym katolikiem, uczęszczającym na Tradycyjną Mszę Łacińską”, pisał na łamach catholicherald.co.uk mężczyzna.

„Co jeszcze ciekawsze, dostrzegłem podobny trend wzrastający wokół mnie. Gdy zacząłem się nawracać w 2019 roku, Chris był jedynym naprawdę praktykującym chrześcijaninem, jakiego znałem. Dwa lata później, gdy zostałem przyjęty do Kościoła katolickiego, miałem wielu nowych przyjaciół z których znacząca część była młodymi nawróconymi, jak ja sam”, dodał.

Jak zaznaczył Colsy, wzrost liczby konwertytów w przypadku Wielkiej Brytanii dotyczy Kościoła katolickiego oraz ruchów pentekostalnych. Choć od zielonoświątkowców Kościół dzieli niemal wszystko, to mają one pewną wspólną cechę: to dwie alternatywy zliberalizowanego protestantyzmu, nie idące drogą rozwodnienia moralności chrześcijańskiej oraz sprawiające wrażenie głębszej pobożności: katolicyzm przez wymiar sakramentalny, a pentekostalizm przez nurt charyzmatyczny.

W zeszłym roku artykuł na temat nawróceń w brytyjskim medium katolickim opublikowała również Georgina Mumford. Kobieta podobnie oceniła przyczyny popularności Kościoła wśród młodego pokolenia. Wskazała dodatkowo na szczególną rolę klasycznej liturgii.

Dmowski i Chesterton

Co za postępowe priorytety! Jak na dłoni widać, że kościelny progresywizm rzeczywiście spełnił obietnicę zatrzymania exodusu katolików. Wszyscy ci konwertyci lgną przecież do katolicyzmu dzięki dostosowaniu do współczesnego świata, eksperymentom liturgicznym i niosą ze sobą nadzieję na doktrynalną rewolucję. Ich pierwsze oczekiwanie, tak jak kard. Hollericha, to kobiety kapłanki i zmiana nauczania o mniejszościach seksualnych…

Niewczesne żarty. Podobna ocena – rzecz jasna – nie ma nic wspólnego z faktami. Skontrastowana ze słowami hierarchów i samych nawróconych jaskrawo pokazuje za to właśnie fiasko programu „unowocześnienia” Kościoła. Jego życiodajną siłą, ku której „reszta” z młodego pokolenia coraz chętniej ciągnie, jest wielowiekowa tradycja, starożytna liturgia i depozyt prawdy religijnej.

Zdaje się, że narastająca tendencja nawróceń przyszła do nas „jak złodziej w nocy”. W krajach przeoranych wręcz przez sekularyzację nagle setki i tysiące osób szukają Boga, nadprzyrodzoności i prawdy religijnej. Chcą się modlić, przyjmować sakramenty, uczestniczyć w starożytnych obrzędach… Wszystko to, co przecież miało odwrócić od Kościoła nawet najbardziej zabobonnych obywateli „ciemnogrodu”, okazuje się glebą wydającą obfite plony.

To godne uwagi, że podobnego zwrotu doświadczają Wielka Brytania, Francja, Stany Zjednoczone, Holandia, a w państwach wciąż nieco bardziej religijnych takiej tendencji brak. Nasza ojczyzna jest tu bolesnym przykładem – notując dramatyczny spadek praktyki sakramentalnej. Najlepiej nie radzi sobie również Hiszpania – tracąc wielu katolików – choć tam widać pewne wzrosty konwersji wśród młodych mężczyzn.

Ilekroć poświęcam refleksję temu trendowi, przychodzi mi na myśl raczej metapolityczna niż religijna refleksja Romana Dmowskiego oraz epistemologiczna myśl Gilberta Keitha Chestertona, ciekawie zazębiające się w pouczającą obserwację.

W rozpoznawalnej pracy „Kościół, Naród, Państwo” Roman Dmowski wskazywał, że skutki obumierania religii w społeczeństwach ukazują się z pewnym odroczeniem. Dlatego w pierwszych dekadach laicyzacja nie daje w pełni znać o swoich dramatycznych konsekwencjach. Rzecz tkwi w wychowaniu. Zdaniem męża stanu, pierwsze zeświecczone pokolenie wciąż nosi w sobie dyspozycje wyrobione przez chrześcijańskie wychowanie. Stąd zachowuje odruchy cywilizacyjne właściwe Christianitas oraz resztki cnót zaszczepionych w młodości. Dopiero jego potomkowie przynoszą dalej posunięte zdziczenie.

Świat zdewastowany przez kryzys zdrowia psychicznego, niestabilność więzi rodzinnych, ekspansję sprzecznych z naturą ideologii – to właśnie dojrzały owoc laicyzacji. Młodym, którzy smakują go od dzieciństwa, wskazuje on, jaki chaos niesie za sobą nieobecność religii. W konsekwencji młodzież nie może zignorować kontrastu, jaki dzieli religię świętą od realiów dekadenckiej kultury. Zaczyna zdawać sobie sprawę, że chrześcijaństwo to w istocie wyraz obcego i dalekiego geniuszu. Nie przesłania go już obraz na poły zaangażowanego religijnie dziadka – który może i pokarmy święcił, ale żył w konkubinacie. Nie zasłania oczu chodzenie do kościoła „bo tak się robi”. Przecież do świątyń chodzi już mało kto.

Swego czasu Gilbert Keith Chesterton w „Wiecznym Człowieku” pisał, że aby zrozumieć rzeczy pozornie bliskie, czasem trzeba spojrzeć na nie z dystansu. Jak zauważał ten wytrawny literat, wystarczy różnica geograficzna, by zabobonne wierzenia hinduistyczne i buddyjskie wydawały się ciekawą egzotyką, a chrześcijaństwo padało ofiarą bezpodstawnych uproszczeń. Postchrześcijanom – pewnym, że w rodzimej religii nic nie może ich zadziwić – szkoda nawet czasu na jej poznanie.

Ale postchrześcijaństwo w wielu miejscach się kończy. Świat zdaje sobie sprawę, że od wiary dzieli go bardzo wiele – a tym samym wiara na nowo staje się ona tajemnicą. Nie dlatego, że jest jak świat – ale dlatego, że dziwi na tle nowoczesności starożytnymi, trwałymi i dawno zapomnianymi skarbami.

Filip Adamus

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie