16 czerwca 2021

Koniec złudzeń – jednostronna polityka nie da Polsce bezpieczeństwa

( KEVIN LAMARQUE / Reuters / Forum)

Żadna szanująca się babcia nie trzyma wszystkich jajek w jednym koszyku. Dobrze sobie bowiem zdaje sprawę, że jeśli on upadnie, to jego zawartość się stłucze. O tej prostej zasadzie zapomniała jednak polska dyplomacja. Postawiwszy wszystko wyłącznie na amerykańską kartę, znalazła się w potrzasku.

 

Przed kilka ostatnich lat polska polityka zagraniczna była bezwarunkowo nakierowana na Waszyngton. Z rządami Donalda Trumpa wiązano wielkie nadzieje, a symbolem podporządkowania okazał się widok stojącego Andrzeja Dudy obok siedzącego prezydenta USA. Później doszło do odwrócenia ról, jednak niesmak pozostał. W warstwie symbolicznej istotne okazało się również przemówienie amerykańskiego przywódcy, wygłoszone na warszawskim Placu Zwycięstwa. Również w kwestiach cywilizacyjnych, stanowiących przecież o tak zwanej miękkiej sile danego państwa, Polakom i Amerykanom za rządów Donalda Trumpa było po drodze. Dość powiedzieć, że ograniczał on choćby państwowe dotacje dla organizacji aborcyjnych i walczył z finansowaniem zabijania nienarodzonych za granicą.

Wesprzyj nas już teraz!

Obrana przez Prawo i Sprawiedliwość linia oparta na postawieniu wszystkiego na jedną kartę budziła wątpliwości od samego początku. Podczas kadencji reprezentanta Republikanów miała jednak mimo wszystko jakiś sens. Polska znajdowała się wówczas w silnym dość froncie kontestacji lewicowo-liberalnej wizji świata. Amerykański prezydent sprzeciwiał się krajom Europy Zachodniej. Kością niezgody był natowski wymóg przeznaczania minimum 2 procent budżetu na cele obronne. Wiele krajów Starego Kontynentu nie stosowało się do niego, co wytykał im Donald Trump. 

Poprzedni przywódca Stanów Zjednoczonych swój sukces  zawdzięczał wyborcom pracującym w tradycyjnych gałęziach przemysłu. Przeciwstawiał się zatem radykalnemu ekologizmowi, czego przejawem było wystąpienie z klimatycznego Porozumienia Paryskiego. Teraz jednak gdy do władzy doszedł Joe Biden, musiały przyspieszyć takie procesy jak likwidacja górnictwa.  

Bezalternatywna polityka Warszawy okazała się krótkowzroczna także z powodu tego, że koniec końców Joe Biden to jednak polityk spolegliwy wobec Rosji. Widać to na przykładzie jego postawy w sprawach żywotnych z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju. 4 czerwca zakończono układanie pierwszej nitki gazociągu Nord Stream 2, już gotowej do transportowania surowca. Prace nad drugą nitką trwają – podał Business Insider. Tymczasem Stany Zjednoczone zadeklarowały, że nie będą nakładać sankcji na spółkę prowadzącą budowę. W takiej sytuacji deklarowany sprzeciw to tylko puste słowa.

„Byłem przeciwny Nord Stream 2 od samego początku, ale gdy objąłem urząd, gazociąg był prawie ukończony. Wprowadzenie sankcji w tym momencie byłoby szkodliwe dla naszych relacji europejskich. Poza tym nie jest tak, że mogę pozwolić na coś Niemcom albo nie” – powiedział Joe Biden w odpowiedzi na pytania Marka Wałkuskiego z Polskiego Radia. „Ta wypowiedź amerykańskiego prezydenta” – trafnie komentuje Jacek Dziedzina z „Gościa Niedzielnego” – „mówi więcej o powadze sytuacji niż jakiekolwiek zaklęcia o nierozerwalnym sojuszu polsko-amerykańskim: Stany Zjednoczone, mówiąc Europa mają na myśli wyłącznie Niemcy”.

Polska stała się więc osamotniona, zmarginalizowana. „I tu pojawia się pytanie, gdzie my w tym jesteśmy? Uważam, że błędna geopolityczna decyzja o tym żeby wszystkie nasze geopolityczne jajka włożyć do amerykańskiego koszyka, sprawiła, że nasze jajka, o ile nie stanie się coś, czego jeszcze nie widać, szlag trafił. W dodatku nasz absolutny kierunek na Waszyngton sprawił, że dziś pozbawieni w jakimś stopniu jego parasola, mam wrażenie, że nie posiadamy minimalnej militarnej samodzielności […]” – pisze Cezary Krysztopa na łamach tysol.pl. 

Jak z kolei zauważa Jacek Bartosiak na łamach „Strategy and Future”, „po ostatnich rozmowach Blinkena z Ławrowem oraz dogadywaniu się USA i Niemiec w sprawie Nord Streamu zapachniało nam Rapallo. Oczywiście innym niż sto lat temu, ale mechanizm jest podobny. O ważnych sprawach dotyczących naszego regionu mocarstwa decydują bez nas (to nawet nie jest nowina), ale z udziałem Rosji (a to oznacza powrót Rosji do gry o równoważenie na kontynencie po upadku Sowietów; zatem to jest nasza klęska). Nie oszukujmy się i nie pocieszajmy. To oznacza obezwładnienie decyzyjności naszej części Europy, znów wpadającej na dobre w strefę zgniotu. Między zachodnią Europą a Rosją, z USA balansującymi układ z oddali”.

Tymczasem śmiałe plany sprowadzania przez Polskę gazu z Norwegii za pośrednictwem Baltic Pipe krzyżuje obecnie Dania. Na początku czerwca cofnęła pozwolenie na przechodzenie rurociągu przez jej terytorium. Andrzej Duda zapowiadał otwarcie linii w październiku 2022 roku. To jednak okazuje się co najmniej problematyczne.

Inny kraj postrzegany jako sojuszniczy – mianowicie Czechy – też postanowił zagrać Polsce na nosie. Świadczy o tym jego postawa w sprawie Turowa. W odpowiedzi na skargę Pragi Trybunał Sprawiedliwości UE w ramach „zabezpieczenia” zdecydował o konieczności niezwłocznego zatrzymania pracy tej kopalni.  

Okazało się, że Polska nie ma co liczyć ani na Amerykanów, ani na czeskich sąsiadów niechętnych do pójścia nam na rękę, ani na unijne instytucje. W świetle tego wszystkiego stanęliśmy w bolesnej prawdzie o konieczności przyjęcia strategii niezależnej względem geopolitycznych centrów. Pewną jej próbą okazała się wizyta Andrzeja Dudy w Turcji. Miała ona jednak cokolwiek desperacki charakter i świadczy o szukaniu po omacku. W dniach 24-25 maja prezydent RP starał się skłonić Ankarę do wzmocnienia relacji z Polską oraz do odgrywania przez dawne imperium osmańskie większej roli w odstraszaniu Rosji. Nie ograniczono się do kurtuazyjnej wizyty. Polska sprowadzi z Turcji drony w ramach procedury „pilnej potrzeby operacyjnej” definiowanej przez Ministerstwo Obrony jako konieczność zakupu sprzętu wojskowego w związku z pilnym zagrożeniem militarnym. Zdaniem Jacka Dziedziny, chodzi tu o próbę odegrania się na nosie Amerykanom, a nie realne nagłe zagrożenie.

Pamiętajmy przy tym, że dzieje polsko-tureckie to też kawał historii. Siły Rzeczypospolitej w 1683 roku powstrzymały pod Wiedniem napór Imperium Osmańskiego na Europę. Następnie jednak wzajemne relacje ociepliły się, o czym świadczy popularna anegdota o przedstawicielu Turcji, który podczas międzynarodowych spotkań podkreślał, że „poseł z Lechistanu jeszcze nie przybył”. W przeciwieństwie do mocarstw europejskich Turcja bowiem nie uznała rozbiorów. Powstaje jednak pytanie, czy na relacjach obydwu państw nie zaważy decyzja polskiego parlamentu, który jako jeden z pierwszych krajów świata w 2005 roku potępił (i słusznie!) ludobójstwo Ormian.

Uczyniliśmy jednak ważny ruch w kierunku niezależności. Tak też postrzega to Jacek Bartosiak z zespołu „Strategy and Future”. „Lepiej więc pokażmy siłę, zbudujmy własne instrumenty polityki państwa, które spowodują, że nie będzie można ustanowić nowego equilibrium bez nas. Zacznijmy od tego, że nie musimy wszystkiego konsultować z Waszyngtonem ani Berlinem, tak jak oni nie konsultują się przecież z nami. Spotykajmy się z Turcją i innymi bez dokonywania uzgodnień z tymi, co próbują ponad naszymi głowami podejmować decyzje. Rozgrywajmy ich, to nic zdrożnego. Tak robią wszyscy, którzy wygrywają w polityce międzynarodowej. Nie ma już dawnego ładu, podlega on rewizji i należy wziąć udział w grze o nową równowagę” – podkreśla ekspert.

Czas przemyśleć politykę na nowo  

Podczas konferencji „Bankructwo polskiej polityki wschodniej” Jacek Bartosiak zwrócił uwagę, że nasze państwo po 1989 roku nie regulowało kwestii ruchu ludzi, towarów, kapitału, wiedzy, inwestycji. W polskiej debacie publicznej dominuje cokolwiek naiwne przekonanie, jakoby to „Solidarność” obaliła komunizm, a nie po prostu doszło do zwycięstwa Stanów Zjednoczonych w zimnej wojnie. Ignorowano kwestie strategiczne, współzależności, lecz zadowalano się miłą atmosferą. Analityk skrytykował polską wiarę w sprawstwo polityczne uzyskiwane dzięki wartości, która okazała się w polskim przypadku nieskuteczna. Polityka opiera się bowiem na wzajemnych powiązaniach, a nie na „krzyczeniu z wyżyn moralnych”.

Jacek Bartosiak zwrócił uwagę na potrzebę odstraszania krajów takich jak Rosja, a jednocześnie prowadzenia z nimi rozmów. Podkreślił, że realnymi sojusznikami Rzeczypospolitej w regionie są: Szwecja, Ukraina, Rumunia i Turcja.  Jego zdaniem Francja potrzebuje zaś Rosji, więc trzeba się od niej uniezależnić. Potrzebne jest również utworzenie przestrzeni wolności dla Ukraińców i Białorusinów, otwarcia się na nich, na młode umysły pochodzące z tego regionu i wiążące z naszym krajem swą zawodową przyszłość. W bieżącej polityce trzeba też zapomnieć o historycznych zaszłościach i skupić się na obecnych interesach. Przykładem jest sojusz amerykańsko-rosyjski.

Podczas tej samej konferencji Bartłomiej Radziejewski z „Nowej Konfederacji” ocenił, że Polska jest państwem peryferyjnym, a więc uzależnionym. Jako taki musi zaś występować w podwójnej roli: z jednej strony realizować interesy systemu światowego, a z drugiej pilnować interesu narodowego. Widać to na przykładzie Białorusi, która z punktu widzenia Polski jest kluczowa, lecz dla Waszyngtonu czy Berlina znajduje się daleko na liście priorytetów.

Prelegent podkreślił też myśl Johna J. Mearsheimera z książki pt. The Great Delusion: Liberal Dreams and International Realities The Great Delusion: Liberal Dreams and International Realities. Autor napisał tam, że polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych opiera się na przekonaniu jakoby kraje „autorytarne” znajdowały się w stanie wojny z własnymi społeczeństwami i łamały prawa człowieka. Umożliwia to dokonanie interwencji zbrojnej w celu obrony tych praw, co w praktyce oznacza interwencję USA przekształcających cały świat na swój wizerunek.

„III Rzeczpospolita to w istocie struktura parapaństwowa, twór państwopodobny. Na pozór nie różni się specjalnie od organizacji politycznych społeczeństw wysokorozwiniętych. Wypłaca emerytury, utrzymuje policję i służby ratownicze, urzędy skarbowe i reprezentacje sportowe. To jednak funkcje niższego rzędu, co do zasady możliwe do wypełnienia przez struktury samorządowe czy administrację kolonialną. Gdy ma realizować długofalowe plany lub przedsięwzięcia wymagające ponadministerialnej koordynacji (co dziś oznacza wszelkie ambitniejsze projekty) – okazuje się w najlepszym przypadku nieefektywne, a często zwyczajnie bezradne” – stwierdził Radziejewski.

Błędy polityki wschodniej

Polskim problemem jest też brak niezależnej i dobrze przemyślanej polityki wschodniej. Powinna ona stanowić istotny element działalności państwa. Tymczasem pod tym względem nie wypadamy – delikatnie rzecz ujmując – najlepiej. Na przykład dr Leszek Sykulski w wywiadzie z 2019 roku dla telewizji „WRealu24” (dostępnym na YouTube pod tytułem „Polska polityka wschodnia”) podkreślił, że bez Białorusi i Ukrainy nie ma Imperium Rosyjskiego. Polskie elity wierzyły w misję niesienia kaganka demokracji na Białoruś, czym tylko rozjuszały Mińsk. Warszawa zaognia relacje z nim choćby przez propagandę TV Biełsat, wymagającą znaczących nakładów pieniężnych. Te potężne środki przeznaczone choćby na nadawanie stacji w wielu językach zostały w znacznej mierze zmarnowane. Z kolei ambasadorem Rosji w Mińsku jest wojskowy do zadań specjalnych Władimira Putina. Pokazuje to, że zamierza on trzymać sąsiada twardą ręką i bynajmniej nie zdecyduje się na żadne ustępstwa.

Leszek Sykulski zwrócił ponadto uwagę, że w Polsce nie jest realizowana doktryna Giedroycia, polegająca na przyjaźni z Litwą, Ukrainą i Białorusią. Realizuje się natomiast „doktrynę Kwaśniewskiego” opartą na przekonaniu, że „nie ma niepodległej Polski bez niepodległej Ukrainy”. Według niej nie ma znaczenia, kto rządzi Ukrainą – czy komuniści, czy też radykalni antypolscy nacjonaliści. Ukraina tocząca niemalże wojnę z Rosją jest jednocześnie głównym importerem rosyjskiej broni a jej prezydent Poroszenko posiada w Moskwie zakłady przemysłowe.

Wojsko i bezpieczeństwo

Oprócz braku samodzielnej polityki problemem jest również słaba kondycja polskich sił zbrojnych. Brakuje tu refleksji nad tym, jak długo armia będzie zdolna opierać się najeźdźcy, a wiele wskazuje na to, że bardzo krótko. Czekanie na pomoc NATO może zaś okazać się złudne. Interia podała, że ćwiczenia „Zima-20” w ramach których starano się wiernie oddać rzeczywistość, pokazały katastrofę. Nasza armia uległa bowiem po upływie około tygodnia od rozpoczęcia działań, a już w 4. tygodniu wróg okrążył Warszawę. To jednak tylko przecieki, gdyż zapytywane przez Interię władze odmówiły komentarza. Informacje na ten temat mają bowiem charakter niejawny.

Kolejnym problemem jest rozbrojenie Polaków. Choć oręż w ręku obywateli w czasie pokoju wiąże się z potencjalnym zagrożeniem, to podczas wojny umożliwia wsparcie działań obronnych armii. Często ludowa partyzantka okazuje się skuteczniejszą siłą niż regularne jednostki. Przekonali się o tym choćby Sowieci podczas swych działań zbrojnych w Afganistanie.

Jaskrawym dowodem na niski poziom naszej dbałości o bezpieczeństwo jest katastrofa smoleńska. Bez względu na to bowiem, czy uznamy ją za wypadek, czy zamach, obnaża nieprzygotowanie polskiego państwa. W tym świetle strach pomyśleć, co stałoby się w przypadku najazdu na nasz kraj. Jak pisze Bartłomiej Radziejewski na stronie „Nowakonfederacja.pl” „[…] w dość powszechnej opinii specjalistów Polska jest dziś niezdolna do samodzielnej obrony przed ewentualną rosyjską agresją. Może przetrwalibyśmy tydzień, może dłużej. W możliwość defensywy o własnych siłach nikt nie wierzy. Elity dały się uśpić rosyjskiej smucie lat 90. i natowskim gwarancjom sojuszniczym”. Także przeprowadzane „gry wojenne” pokazują, że w razie potrzeby nie zostanie nam dużo czasu na obronę.

Dodatkowym problemem okazuje się brak spójności społecznej. Mnożą się kolejne podziały: na tzw. ciemnogród i jasnogród, przełożone następnie na spór PiS-u i PO; obrońców życia z jego przeciwnikami oraz obecnie zwolenników i przeciwników reżimu sanitarnego, w tym szczepionek. Masowe demonstracje aborcjonistek w środku drugiego lockdownu w pewnym momencie pokazały państwowy nieład. Służby tolerowały agresywne, liczne demonstracje urządzane wbrew surowym limitom zgromadzeń (5 osób), chociaż w innych przypadkach bardzo dbały o ich przestrzeganie. Władze ugięły się więc pod wpływem ulicy. Trudno oprzeć się tu porównaniom z ruchem Black Lives Matter, który również wywrócił działanie państwa.

Radykalne zniechęcanie do urzędów i oficjalnych instytucji to stała praktyka opozycji, zresztą widoczna po obydwu stronach sceny politycznej. Z drugiej strony obserwujemy zawłaszczanie państwa przez aktualnie rządzące partie. Tymczasem wszystkie tego typu społeczne konflikty są na rękę przeciwnikom danego kraju, którzy mogą je wykorzystać do swoich potrzeb. Do tego dochodzi niechęć ze strony władz – podobnie jak i niektórych hierarchów kościelnych – wobec narodowców i kibiców. Jednak, choć z różnymi akceptami nacjonalizmu można się nie zgadzać, doświadczenie (choćby serbskie) pokazuje, że jest to grupa szczególnie ofiarna wobec ojczyzny. W sytuacji wojennej to jej przedstawiciele właśnie chwycą za broń w obronie kraju.

Ponadto Polsce jest potrzebna nie tylko silna klasyczna armia, lecz również siły zdolne do reagowania w innych kwestiach – zauważa Marek Budzisz w książce „Wszystko jest wojną. Rosyjska kultura strategiczna”. Zdaniem autora, działania taktyczne Kremla wykraczają dalece poza konwencjonalne zastosowanie siły zbrojnej. Federacja Rosyjska realizuje swe militarne cele również za pomocą innych metod. Przykładem są osławione farmy trollingowe.  

Jednak dezinformacja to problem powszechny i bardzo poważny. „(…) tworzy egzystencjonalne zagrożenie dla autonomiczności jednostki ludzkiej, a nawet dla jej egzystencji w ogóle” – jak zwrócił uwagę profesor Ryszard Szpyra z Akademii Sztuki Wojennej.

Czas na nowy kurs

Niezbędna jest troska o spójność społeczną (nie wykluczającą różnorodności), przemyślaną politykę i dobre przygotowanie wojskowe. Dr Bartosiak wezwał do stworzenia systemu odporności państwa i proaktywnego odstraszania militarnego, także na etapie wojny nowej generacji. „(…) powtórzę w tym miejscu niczym Katon o Kartaginie: musimy wystawić Armię Nowego Wzoru, która będzie wynikiem nowego przemyślenia strategicznego dotyczącego stawianych jej zadań w wojnie nowej generacji, wykonującą rozkazy z Warszawy. Musimy opracować system decyzyjny odporny na wpływy mocarstw zewnętrznych. To oczywiście nie wszystko. Potrzebujemy systemu odporności państwa, by kolejnym krokiem przeciwnika nie były porwania białoruskich opozycjonistów albo nawet obywateli RP z Warszawy. Potrzebujemy proaktywnego (a nie defensywnego) odstraszania wojskowego, ale także – widać to wyraźnie – proaktywnego odstraszania w całym spektrum wojny nowej generacji. Tak na poziomie służb wywiadowczych, jak operacji specjalnych i selektywnych działań ofensywnych. Żeby się przeciwnicy bali podnieść rękę z obawy przed niekontrolowaną przez nich lub przez naszych sojuszników reakcją. Ważne, by nie wiedzieli, co i kiedy ich spotka w zamian. Nieuchronność naszej reakcji ma wywoływać ich strach. Nie możemy czekać na reakcję Zachodu w podobnych sprawach, bo po pierwsze jest on podzielony, a po drugie może nie chcieć wziąć udziału w takiej czy innej akcji, ze względu na różnice interesów, rozdział ryzyka czy nawet brak potencjału lub inne własne interesy” – pisał analityk na łamach strony Strategy and Future.

Polska nie mogąc liczyć na wybawienie ze strony Amerykanów, musi nauczyć się praktykować realistyczną geopolitykę. Ta oznacza grę na wielu strunach naraz. Najwyższy czas już zerwać z romantycznym zapatrzeniem w zachodnie mocarstwa, gdyż te akurat dbają – i słusznie – głównie o swoje interesy. Alternatywą nie jest również oddanie się w ręce rosyjskiego niedźwiedzia (to już przerabialiśmy!) czy chińskiego smoka.

Mądre powiedzenie mówi: umiesz liczyć – licz na siebie! I warto by wzięła je w końcu sobie do serca polska dyplomacja.

 

Marcin Jendrzejczak

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(26)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie