19 marca 2020

Koronawirus uderza w walkę z klimatem. To koniec handlu emisjami CO2? [OPINIA]

(fot. Pibwl/commons/creative)

Pandemia koronawirusa uderza we wszystkie dziedziny gospodarki, nie wyłączając sektora energetycznego. W poszukiwaniu funduszy na walkę z kryzysem, rząd być może zrezygnuje z niezwykle obciążających budżet europejskich rozwiązań w walce ze zmianami klimatu. Jak wskazują niektórzy eksperci, jest to doskonały czas na wypowiedzenie handlu emisjami CO2.

 

Wychodzimy i gasimy światło

To oczywiste, że za kilka tygodni przedstawiciele ciał decyzyjnych europejskich struktur zmuszeni będą podjąć kroki zmierzające do ograniczenia skutków kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią koronawirusa. W związku z koniecznością poszukiwania oszczędności gdzie tylko to możliwe, partycypowanie w europejskich inicjatywach klimatycznych jest dla części krajów – w tym Polski – skrajnie niekorzystne. Jak wskazuje np. wiceminister aktywów państwowych Janusz Kowalski, jest to najwyższy czas dla wyłączenia Polski z systemu handlu emisjami CO2 w Unii Europejskiej. „Decyzją polityczną na szczeblu UE powinno być trwałe wyłączenie Polski z EU ETS” – podkreśla w wywiadzie dla portalu Biznesalert.pl. Swoje stanowisko argumentuje nieubłagalnymi dla nas liczbami.

 

Jeżeli Polska emituje mniej więcej rocznie przy produkcji energii elektrycznej i ciepła ok. 160 mln ton CO2, a bezpłatna pulę obejmuje jedynie 51 mln ton, to około 109 mln ton musimy kupić. Od 2021 roku koszty wzrosną do co najmniej 30 euro za tonę. Jednocześnie liczba bezpłatnych emisji będzie się dla Polski dalej zmniejszała. Jak wskazuje Kowalski „szereg analiz dowodzi, że polska energetyka jest w złym stanie i w latach 2021-2028 musiałaby ponieść gigantyczne koszty związane z polityką klimatyczną oderwaną od realiów”. W perspektywie najbliższych kilkunastu lat nie ma technicznej możliwości zastąpienia węgla energią z innych źródeł. Kowalski zauważa, że za tą „ideologiczną mrzonkę” płaca miliony Polaków. W związku z tym, czas najwyższy porzucić wielkie europejskie plany odejścia od węgla do 2030 r. Jak to zrobić? Kowalski nie widzi problemu.

 

„Proces decyzyjny w Unii Europejskiej przyspieszył. Decyzje polityczne będą podejmowane nadzwyczajnie szybko i – mam nadzieję – z pozytywnym skutkiem dla całej Europy” – mówi. Konieczność szybkich reakcji w obliczu zagrożenia pandemią pokazała zdolność unijnych polityków do szybkich reakcji. Podobnie może być w przypadku leczenia gospodarki ze skutków pandemii.

„Należy zapomnieć o absolutnie ideologicznych planach Fransa Timmermansa podkręcania celów klimatycznych do 2030 roku. Europa zacznie zapominać o zielonym ładzie (…) Koronawirus wyeliminuje ten sposób myślenia, bo nie będzie na to pieniędzy” – przewiduje. Nie przekreśla on jednak konieczności walki ze zmianami klimatu. Jego zdaniem jednak, państwa narodowe doskonale poradzą sobie z tym problemem na własnych zasadach.

 

Nie jesteśmy sami

Podobne zdanie podzielają także Czesi. W wywiadzie dla „Reutersa”, premier Andrej Babiš powiedział, że „Europa powinna zapomnieć o Zielonym Ładzie i zamiast tego zająć się koronawirusem”. „Europa stała się światowym epicentrum choroby” – dodał, wskazując na priorytety jakimi powinna zająć się obecnie Unia Europejska.

 

Wśród ekspertów trwa debata wokół następstw kryzysu, jaki odbije się na światowej energetyce. Jedni podkreślają rolę szybkiego powrót do czasów z przed recesji, w czym może pomóc energetyka oparta o paliwa kopalne. Wiele krajów nie stać bowiem, by ryzykować inwestycje w energię odnawialną – która zwraca się dość długo – szczególnie w tak trudnym dla gospodarki czasie. Są też inni, mówiący, że w dobie globalnego kryzysu być może nastąpi czas na „rozpoczęcie wszystkiego od nowa” i wprowadzenie prawdziwej zielonej rewolucji energetycznej.

 

O nierentowności rynku OZE, zwłaszcza w czasach kryzysu gospodarczego może wskazywać sytuacja w Niemczech. Jeszcze przed pandemią koronawirusa zarówno segment wiatraków jak i paneli fotowoltaicznych wpadły w głęboką zadyszkę. „W pierwszych trzech kwartałach 2019 roku liczba nowych turbin wiatrowych w Niemczech spadła do poziomów najniższych od prawie dwóch dekad” – czytamy na portalu Energetyka24.

 

Dzisiaj minister środowiska RFN, Svenja Schulze, apeluje o dofinansowanie i wyciągnięcie z kryzysu branży źródeł odnawialnych. „Bez pomocy dla dalszego rozwoju źródeł odnawialnych Niemcy mogą mieć poważne problemy z przeprowadzeniem swojej transformacji energetycznej (Energiewende). Zakłada ona bowiem wyjście z węgla do 2038 roku i jeszcze szybsze wyjście z atomu (już do roku 2022)” – podaje Energetyka24. Skoro koronawirus takz bardzo zagraża w osiągnięciu założeń Zielonego Ładu Niemcom, to o ile bardziej innym, dużo słabszym gospodarkom wspólnoty?

 

Co zrobi rząd

Wygląd na to, że rząd podziela przedstawione obawy. „Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić że pandemia koronawirusa spowoduje osłabienie gospodarki i koszty związane z systemem ETS staną się relatywnie jeszcze większym obciążeniem dla podmiotów” – przekazało ministerstwo klimatu. Czyżby nasi przedstawiciele uznali, że dalsze partycypowanie w zielonych inicjatywach okaże się kroczeniem w przepaść? „W przypadku utrzymywania się trudnej sytuacji gospodarczej rząd RP będzie proponował KE wprowadzenie doraźnych rozwiązań mogących wpłynąć na poprawę sytuacji” – czytamy w komunikacie ministerstwa.

 

Pozostaje czekać. Jak widać w czasach powszechnego szaleństwa, koronawirus skutecznie sprowadza wszystkich na ziemię.

 

Źródło: Twitter.com / biznesalert.pl / energetyka24.pl / reuters.com

Piotr Relich

 

 

Polecamy także nasz e-tygodnik.

Aby go pobrać wystarczy kliknąć TUTAJ.

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie