Dzisiaj

Krakowska SCT już przynosi efekty. Głównie obywatelski bunt!

(Źródło: Zorro walczy z SCT - stopklatka -Facebook/Maciej Szczygieł)

No i mamy w Krakowie obywatelski bunt! W zasadzie nietrudno było przewidzieć, że po wprowadzeniu – wbrew mieszkańcom – Strefy Czystego Transportu podniosą się głosy niezadowolonych obywateli. Ale chyba nikt nie spodziewał się, że dojdzie do rękoczynów. Mowa tu o znikających czy zamalowywanych znakach wytyczających granice strefy. Ale to tylko jeden element buntu, bowiem jak grzybów po deszczu przybywa grup, które – dziś już w praktyce – dostrzegają urzędnicze absurdy. I się buntują. Czy to dopiero początek drogi, a poszkodowani obywatele sprawy tak nie zostawią?

Liczba negatywnych reakcji oraz komentarzy wytykających absurdy krakowskiej Strefy Czystego Transportu, głównie w mediach społecznościowych, mnoży się jak przez pączkowanie. To dobrze, że obywatele się budzą, ale trochę szkoda, że dzieje się to dopiero, gdy strefa już weszła w życie. Bo warto przypomnieć, że fakt ten poprzedziła wielomiesięczna, by nie rzec wieloletnia, batalia organizacji i ruchów społecznych, które ostrzegały przed realizowanym dziś scenariuszem i namawiały do aktywności na etapie tworzenia prawa.

Dość wspomnieć liczne akcje informacyjne i protesty, punktowanie pomysłów urzędników na konsultacjach choćby przez przedstawicieli ruchu społecznego Nie Oddamy Miasta, przedstawicieli Fundacji Wolność i Własność oraz wielu mieszkańców, którzy celnie odczytywali intencje władz miasta.

Wesprzyj nas już teraz!

Niestety, władze ów głos społeczny konsekwentnie lekceważyły, mieszkańcy zwykle nie dowierzali… Strefa powstała.

Walka nadal trwa

Ale wejście SCT w życie nie znaczy, że środowiska jej przeciwne zaprzestają działań. Już na 10 stycznia 2026 roku planowany jest w Krakowie ogólnopolski protest „Mówimy NIE dla Strefy Czystego Transportu”. Jego organizatorzy nie kryją, że mają dość wyrzucania głosu obywateli do kosza (w konsultacjach porażająca większość głosów była na „nie”) i lekceważenia samorządów – przeciwko SCT opowiedziało się osiem rad dzielnic i 13 małopolskich gmin.

„Dość aroganckiej polityki wymierzonej w społeczeństwo. SCT to nie ekologia – to ideologia, która uderza w naszą wolność i prawo własności. Te strefy uderzają w najsłabszych: seniorów, rodziny i osoby mniej zamożne. Nie pozwólmy na wykluczenie komunikacyjne i przymusowe opłaty!” – piszą organizatorzy akcji zapraszając w sobotę na godz. 10:00 na protest przed siedzibę Zarządu Dróg Miasta Krakowa (ul. Centralna 53, Kraków).

Więcej informacji o proteście i organizatorach znajdziesz TUTAJ

„Partyzantka” daje o sobie znać

Tego rodzaju publiczne wyrażenie głosu sprzeciwu jest łagodniejszą formą protestu. Oto bowiem w Krakowie wraz z nastaniem SCT zaczęły znikać znaki wytyczające jej granice. Niektóre zostały z kolei zamalowane… Już 5 stycznia służby informowały o 20 odnotowanych przypadkach zniszczenia czy usunięcia charakterystycznych biało-zielonych symboli strefy. A tego rodzaju kolejne akty – jak się okazało – były tylko kwestią czasu. I są one odnotowywane każdego dnia…

Ową samozwańczą i anonimową działalność niezadowolonych mieszkańców dokumentuje społeczność „Blade Runners SCT Kraków” działająca na Facebooku. W krótkim czasie zdobywa coraz większą popularność wśród internautów.

Co ciekawe, nagłaśniane – jakby nie było – akty grabieży i wandalizmu spotykają się z pozytywnym odbiorem społecznym i odbierane są jako działanie w słusznej sprawie. Pojawiają się nawet porównania tej aktywności do praktyk „społecznych bohaterów” dawnych czasów, jak choćby Zorro czy Janosik.

Skojarzenie jest poniekąd celne, bowiem w praktyce SCT nie jest żadnym narzędziem walki o lepsze powietrze, ale sposobem na wykluczenie komunikacyjne osób, których zwyczajnie nie stać na wymianę swojego samochodu na nowszy, spełniający normy model.

Klimat jako wytrych

Szybko okazało się też, że rację mieli przeciwnicy SCT, którzy wskazywali, że to nie ruch samochodowy jest kluczowym generatorem zanieczyszczeń. Nikt z decydentów nie chciał jednak słuchać tego głosu. Tuż po nowym roku portal Interia w zasadzie potwierdził informację, że w Krakowie problem jakości powietrza to tylko pretekst do utrudniania życia kierowcom.

„Przekroczenia norm NOx odnotowano tylko na jednej stacji pomiarowej, przy al. Krasińskiego i to kilka lat temu” – czytamy w serwisie. „Z ogólnodostępnych danych Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska (GIOŚ) wynika natomiast, że w 2025 roku na żadnej ze stacji pomiarowej w Krakowie norma NOx nie została przekroczona przez nawet jeden dzień” – ujawniła interia.pl.

Czy to znaczy, że strefa już nie jest potrzebna i może zniknąć? Takie scenariusz jest, niestety wątpliwy, bo władze miasta nie będą skore do tego typu ruchu. Być może z pomocą przyjdzie dopiero ustawa o elektromobilności (będąca źródłem problemów z SCT), która mówi o możliwości uchylenia strefy w przypadku jeżeli roczna ocena jakości powietrza w kolejnych trzech latach kalendarzowych nie wykaże przekroczenia średniorocznego poziomu dopuszczalnego dwutlenku azotu – będzie to wówczas pretekst do wywołania szerszej debaty o SCT. Niestety, to dość późno.

Nie dziwi więc, że kierowcy starszych pojazdów czekają na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który 14 stycznia ma zająć się sprawą po wniosku wojewody małopolskiego. Tu jednak ponownie brakuje dobrych informacji, bo o ile sądowa krytyka SCT może być mocna, to na prawomocne zakończenie sporu możemy poczekać dłużej niż byśmy sobie tego życzyli…

Wspomniana już FWW także dołączyła do skargi na SCT, stawiając jej aż 11 zarzutów. Chodzi m.in. o wadliwie prowadzone konsultacje społeczne, ale też błędy w samej uchwale Rady Miasta Krakowa i w załączniku do niej. To także zarzuty dotyczące naruszenia konstytucyjnej swobody przemieszczania się, nieproporcjonalnego ograniczenia konstytucyjnie chronionego prawa własności i naruszenia prawa do prywatności.

Kuriozum goni absurd

A jak działa SCT? Otóż jeśli Twój pojazd nie spełnia określonych norm, to nie może wjechać do strefy… chyba, że kierowca wniesie określoną opłatę. Z roku na rok coraz wyższą. Oczywiście takie rozwiązanie będzie funkcjonowało czasowo i docelowo starsze auta do Krakowa nie wjadą wcale.

Mieszkańcy zostali jednak wpuszczeni w cały szereg pułapek. Część z nich można było próbować uniknąć, ale zabrakło informacji, a pewnie też po cichu liczono, że „ludzie na to nie pozwolą”.

Tak oto 1 stycznia 2026 roku część mieszkańców stolicy Małopolski z zaskoczeniem przyjęła informację, że jednak podlega ograniczeniu SCT, bo nie spełnia któregoś z kryterium wyłączenia – a to brak meldunku w Krakowie, to znów niewłaściwe miejsce płacenia podatków…

Tu roi się od poszkodowanych, bo wiele osób wiążących swoje życie z Grodem Kraka nie może się tam zameldować, gdyż nie umożliwia im tego właściciel mieszkania. Inni nieco się „zagapili” i nabyli pojazd niespełniający norm już po granicznej dacie (25 czerwca 2025). Bywa też, że osoba spełniająca warunki nie jest wpisana jako współwłaściciel pojazdu (częsty przypadek w rodzinach), a auto zarejestrowane jest na małżonka, który nie spełnia warunków…

Niektórzy właściciele z prawem do wyłączeń dopiero teraz dowiadują się, że muszą zarejestrować się w systemie, a aby to uczynić skutecznie muszą uzupełnić dokumentację… Albo przekonują się, że ich pojazd zarejestrowany na spółkę żadnym zwolnieniem nie podlega…

A to wszystko ma przecież swoją cenę… Opłata za auto „nierezydenckie” w 2026 roku to 100 zł/miesiąc (możliwe są opłaty też krótkoterminowe – 2,5 zł za godzinę lub 5 zł stawka dzienna). W kolejnych latach koszty będą rosły (miesięczne kolejno 250 zł i 500 zł), a od 2029 obowiązywać będzie już bezwzględny zakaz wjazdu dla tych samochodów.

Tysiące poszkodowanych

Pierwsze dni obowiązywania SCT w Krakowie nie daje pełnego obrazu jeśli idzie o liczbę osób wykluczonych komunikacyjnie. Wiadomo jednak, że zaledwie w ciągu tygodnia miesięczne ryczałty zezwalające na wjazd do strefy wykluczonym pojazdem wniosło ponad 20 tysięcy osób. Jak podał portal lovekrakow.pl, w tym samym czasie system przyjął 45 tysięcy opłat godzinowych.

To oczywiście przekłada się na konkretne kwoty. Łącznie pierwsze dni dały wpływ do budżetu Krakowa rzędu 2,2 mln zł. Władze szacują zaś, że roczny koszt funkcjonowania i obsługi SCT to kwota około 7 mln zł.

Warto dodać również, że w tle opłat za strefę pojawia się jeszcze jedna istotna deklaracja – na razie ot tak rzucona przez prezydenta Aleksandra Miszalskiego, że oto dochód z całego przedsięwzięcia będzie przekazywany na wymianę pieców w sąsiednich gminach…

Czy to wskazówka, że władze miasta doskonale wiedzą, gdzie należy walczyć o lepsze powietrze dla Krakowa, a kierowcy stali się tu tylko łatwą grupą „do oskubania”? Kraków od dawna robi wiele, by pozbyć się aut z centrum. Opłaty za SCT doskonale wpisują się w szeroką paletę narzędzi do utrudniania, a zatem i zniechęcania kierowców do korzystania ze swych pojazdów.

Poszkodowani pójdą do sądu?

Sławomir Skiba, prezes Fundacji Wolność i Własność zapowiedział, że taka aktywność jak protesty uliczne, to tylko wycinek działań zmierzających do nakłonienia władz do likwidacji SCT. Nie ma wątpliwości, że poszkodowani decyzjami władz Krakowa kierowcy pójdą do sądu. FWW już zapowiedziało, że będzie wspierać takie osoby.

Fundacja już uczestniczy w procesach przed sądem administracyjnym. Najbliższa rozprawa już 14 stycznia 2026 roku. Będziemy te postępowania administracyjne kontynuować. Jednak będziemy również występować przed sądami cywilnymi, gdzie chcemy poszkodowanych, oczywiście wszystkich nie damy rady, ale przynajmniej grupę poszkodowanych, reprezentować. Zatem będziemy też przed sądami cywilnymi – powiedział.

Chcemy również, aby mieszkańcy nie tylko Krakowa i gmin ościennych, wszyscy, którzy czują się poszkodowani przez SCT, mieli dostęp do porad w tym zakresie. Dlatego przygotowujemy specjalną publikację dla poszkodowanych przez Strefę Czystego Transportu. To poradnik: jak składać skargę, jakie prawa przysługują mieszkańcom i jakie mają możliwości obrony – dodał.

Jak wyjawił Sławomir Skiba, do Fundacji napływają liczne zgłoszenia osób, które są poszkodowane przez strefę. Są one na bieżąco analizowane. Skala zjawiska jest ogromna. To przecież nie tylko właściciele aut definitywnie wykluczonych, ale i ci, którzy powinni móc skorzystać z wyłączeń od wymogów SCT, a z jakiegoś powodu ich wnioski odrzucono. – Już widzimy, że uchwałodawca nie przewidział wszystkich możliwych sytuacji, które są związane ze strefą, także w zakresie tych uprzywilejowanych sytuacji. Widzimy już zatem całą masę niedoróbek, sytuacji, w których będziemy interweniowali i będziemy je wykazywali – dodał.

Krytyki doczeka się także sama ustawy o elektromobilności, która jest źródłem kłopotów mieszkańców z istnieniem SCT. Fundacja chce wykazać jej niekonstytucyjność i liczy w tym zakresie na pomoc ze strony tych parlamentarzystów, którzy dostrzegają problem.

Udane gotowanie żaby

I tak oto Krakowianie pozwolili się ugotować. Na wolnym ogniu. A potrawa tylko na zewnątrz ukraszona jest kuszącą posypką wyłączeń. Bo Kraków ma obecnie SCT z normami wyższymi niż pierwotnie zakładano! Przecież w uchwale z 2022 roku (została ona zastąpiona obecną regulacją) mowa była, że w pierwszym etapie do strefy obejmującej całe miasto mogły wjeżdżać auta benzynowe/LPG z co najmniej normą Euro 1 i diesle z co najmniej normą Euro 2. Kolejny etap planowany był na 1 lipca 2026 r. (to był etap docelowy) – pojazdy benzynowe/LPG – co najmniej norma Euro 3, diesle – co najmniej norma Euro 5.

A co mamy obecnie? Od 1 stycznia 2026 ograniczenia nie dotyczą aut spełniających normy: Euro 4 dla benzyny i Euro 6 dla diesla, przy wprowadzeniu wyłączeń dla mieszkańców i nieznacznym zmniejszeniu obszaru strefy.

Sprawy zaszły więc dość daleko… I tak oto dzielnica Swoszowice (a dokładnie jej radni) nagle zmienili zdanie na temat strefy i będąc wcześniej jej przeciwnikami, zapragnęli w całości zostać ujętym w SCT. Powód? Nowe okoliczności i obawy. Bo kiedy SCT już funkcjonuje, mieszkańcy tej części miasta nie chcą, by rejon uzdrowiska nie stał się teraz „parkowiskiem” dla samochodów „wyłączonych”. Więc wolą profilaktycznie strzelić sobie w stopę…

Cóż… Jak widać „pięknie” ugotowano tę żabę… Ale jest nadzieja… Bo dziś mieszkańcy jakby się budzą, rośnie niezadowolenie i widoczne są oznaki buntu. Jaki będzie tego efekt? Czy społeczeństwo jest w stanie jeszcze stanąć razem i powalczyć o swoje prawa we własnym mieście? Czas pokaże. I oby nie okazało się, że obserwowana energia społeczna, to tylko chwilowy efekt… galwanizacji.

Marcin Austyn

 

Małopolanie mają dość. W sobotę pierwszy protest przeciwko dyskryminacji kierowców

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(13)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie