Dobrze znamy biblijną historię mędrców ze Wschodu. Zdominowała ona chrześcijańską wyobraźnię do tego stopnia, że święto Epifanii – Objawienia Pańskiego, starsze przecież niż obchodzone 25 grudnia Boże Narodzenie – bywa kojarzone niemal wyłącznie z nimi. Tymczasem Kościół wspomina tego dnia także chrzest Chrystusa w Jordanie oraz wesele w Kanie Galilejskiej.
Być może jednak to właśnie postać mędrców najpełniej oddaje sens Epifanii, który dziś bywa słabo dostrzegany. Są oni bowiem ludźmi nienaiwnymi, uważnymi obserwatorami świata. W rzeczywistości mierzalnej i poddającej się badaniu odnajdują wskazanie na „coś więcej”: porządek, harmonię i sens, które rodzą pytanie o źródło tego zachwytu. Tradycja chrześcijańska nazywa to objawieniem naturalnym – poznaniem Boga przez dzieło stworzenia, przez świat rządzący się prawami, a jednocześnie domagający się wyjaśnienia głębszego niż on sam.
Od czasów nowożytnych, a szczególnie po Oświeceniu, próbuje się jednak przekonywać, że świat jest „niemy”: nie mówi nic o Bogu, bo sam się wyjaśnia. Nauka miałaby zamykać pytania o sens, a nie je otwierać. Tymczasem rozwój współczesnej fizyki, przekraczający czysto newtonowski obraz rzeczywistości, ponownie stawia ludzki rozum wobec granic opisu i pytań, których nie da się zbyć. Nic dziwnego, że teologia naturalna przeżywa dziś swój renesans – i że budzi to opór. Hipotezy w rodzaju teorii wieloświatów, funkcjonujące bardziej jako eksperymenty myślowe niż sprawdzalne teorie, często pełnią rolę intelektualnych zapór: mają zatrzymać rozum przed postawieniem pytania o Boga.
Wesprzyj nas już teraz!
Przypomina to znaną XIX-wieczną opowieść o płaszczakach – istotach dwuwymiarowych, którym opowiada się o istnieniu trzeciego wymiaru. Nie negują one faktów, lecz odrzucają możliwość sensu przekraczającego ich własną perspektywę. Podobnie bywa dziś z rozumem zamykanym w granicach, poza które „nie wolno” mu pytać.
Droga biblijnych mędrców rodzi się właśnie z takiej uważnej obserwacji świata. To, co znane i zwyczajne, odsyła ich dalej. Chrześcijańska wiara nie traktuje wszechświata jako celu samego w sobie, lecz jako drogę. Wbrew oskarżeniom o obskurantyzm nie jest ona wroga nauce, lecz zdolna odczytywać w jej odkryciach głęboką „mowę stworzenia” o Stwórcy.
Tę właśnie „mowę” stworzenia, przez którą świat opowiada o swoim Stwórcy, odczytali mędrcy. Podobnie jak nauka w swojej najwyższej godności jest próbą odczytania języka Boga, który „wielokrotnie i na różne sposoby” (por. Hbr 1,1) mówi o Sobie samym i pozostawia człowiekowi wiele dróg prowadzących ku Niemu. Mędrcy zobaczyli to, co było dostępne dla wszystkich – i poszli dalej. Boga odnaleźli nie w ucieczce od świata, lecz w jego najgłębszym poznaniu. Trudno nie dostrzec, że właśnie z takiego napięcia rodziła się wiara, która inspirowała powstawanie uniwersytetów i wielkie odkrycia: z napięcia między tym, co widzialne i niewidzialne, między zwyczajnością świata – a nawet betlejemskiej szopki – a ukrytym sensem tego, co działa racjonalnie i daje się ująć w prawa opisujące wszechświat.
Można sobie łatwo wyobrazić, że środowisko kulturowe czy „naukowe” epoki mędrców studziło ich zapał. To tylko gwiazdy – mówiono – ich konfiguracja nie jest niczym nadzwyczajnym, a wasze interpretacje idą zbyt daleko. Wystarczy nacieszyć się pięknem nocnego nieba, zapamiętać chwilę zachwytu i wrócić do codzienności. Gdyby żyli dziś, usłyszeliby zapewne, by zrobili zdjęcie i nie zadawali zbędnych pytań religijnych. A już na pewno – żadnego wyruszania w drogę, żadnych kosztów, żadnych darów. Można snuć hipotezy, ale bez decyzji, by za nimi pójść. Niech pozostaną ciekawostką. Sprawdzać ich nie należy.
Ich droga nie była jednak prostym marszem od punktu A do punktu B. Była poszukiwaniem, w którym gwiazda bywała zasłaniana przez pseudo-znaki. Najpoważniejszym z nich okazał się Herod. Nie kłamie on wprost, lecz manipuluje prawdą, wykorzystując informacje z Pisma Świętego jako narzędzie władzy. To klasyczny przykład dezinformacji: nie zaprzeczania prawdzie, lecz jej instrumentalizacji. Żyjąc w epoce wojny informacyjnej, rozumiemy to aż nazbyt dobrze.
A jednak nawet Słowo przekazywane ze złą intencją zachowuje swoją moc. Mędrcy potrafią odróżnić prawdę od manipulacji. To kolejna lekcja Epifanii: w świecie zagłuszania sensu punktem odniesienia pozostaje Słowo Boże, którego nie wolno wrzucać do jednego worka z ideologiczną grą.
Historia mędrców stawia także pytanie o współczesny rozum. Czy będzie on jeszcze zdolny widzieć Boga w rzeczywistości, czy też – wyręczany przez technologię i sztuczną inteligencję – zadowoli się powierzchownym wrażeniem? Rozum może prowadzić do Boga, ale może też służyć manipulacji, jak u Heroda. Może być narzędziem poszukiwania sensu albo ideologii, która działa jak zagłuszacz fal radiowych: byle tylko nie dopuścić pytania o Boga. Taka redukcja rozumu jest jednak stratą dla samej kultury.
Finałem drogi biblijnych mędrców od świata do Boga jest zachwyt nad Dziecięciem w stajence. Zobaczyli w Nim coś więcej niż płaczące niemowlę, coś więcej niż wzruszającą scenę rodzinną. Mędrcy dostrzegli w Nim Króla i Pana. To dlatego są mędrcami – bo widzą głębiej, a nie powierzchownie. Są patronami poszukiwań sensu, którzy pozwalają się prowadzić samemu Bogu. Gwiazda, która znika i pojawia się, doprowadza ich do miejsca Narodzenia. Gdy jej nie widzieli, mieli światło Pisma Świętego, któremu uwierzyli, a to sprawiało, że ponownie odkrywali gwiazdę. Czy ją zgubili, czy nie widzieli, a ona była? Tego nie wiemy. To jednak obraz harmonii nauki i religii – nie wykluczają się, lecz prowadzą do siebie nawzajem.
Zauważmy jeszcze jeden szczegół: mędrcy byli prowadzeni przez gwiazdę nie na sznurku, tak aby nigdy nie zboczyli z drogi do Betlejem, lecz w sposób dyskretny. Bóg nie chronił ich przed złymi ludźmi, dezinformacją czy trudnościami, ale przeprowadził przez nie dalej. Droga była długa i niepewna – możemy sobie wyobrazić jej koszty – ale kończyła się adoracją Dziecięcia. Dotarli do Tajemnicy, która jest Osobą – Logosem, dzięki któremu wszystko nabiera sensu (por. J 1,1). Dlatego wracają starą drogą, nie powtarzają schematów ani nie wikłają się w gierki i rozgrywki. Widzą świat z nowej, pełnej perspektywy. Rodzi się nowe objawienie – już nie naturalne, lecz nadprzyrodzone – spotykają Mesjasza i słyszą we śnie anioła. Zaczyna się inna droga, która staje się tajemnicą ich duszy.
Święto Epifanii pokazuje również styl, w jaki chrześcijanie mierzyli się zawsze z pogaństwem: nie przez wymazanie jego poszukiwań, lecz przez ich spełnienie i wskazanie na głębszy sens. Poszukiwania „po omacku” (por. Dz 17,27) otrzymują niespodziewany strumień światła, dzięki któremu widzi się lepiej. To, czego poganie szukali w świecie stworzonym – pięknym i uporządkowanym – znajduje pełną odpowiedź w Chrystusie. W Nim spełnia się tęsknota ludzkiej duszy i objawia prawdziwe znaczenie świata.
Ks. Piotr Roszak