Można powiedzieć, że twierdzenia par homoseksualnych, iż ich dzieci mają się podobnie dobrze, jak inne, a nawet lepiej, jest podobnie wiarygodne, jak twierdzenie komunistów, że w Związku Radzieckim ludziom żyje się lepiej niż w Stanach Zjednoczonych – pisze ks. prof. Dariusz Oko, we wstępie do książki Nauka mówi „nie!”. Oszustwo „homo-małżeństwa”.
Poniżej prezentujemy fragment wstępu książki, której autorem jest Gerard van den Aardweg.
Obszerne fragmenty tej książki są poświęcone losowi dzieci wychowanych w związkach homoseksualnych, w tym także przedstawieniu osobistych świadectw ich tragicznego losu, ich niezmierzonych cierpień. W świetle tych danych można powiedzieć, że twierdzenia par homoseksualnych, iż ich dzieci mają się podobnie dobrze, jak inne, a nawet lepiej, jest podobnie wiarygodne, jak twierdzenie komunistów, że w Związku Radzieckim ludziom żyje się lepiej niż w Stanach Zjednoczonych. Podobny typ ludzi, podobny typ oszustwa.
Wesprzyj nas już teraz!
I nie jest to przypadkowe, ponieważ by ukryć prawdę o homoseksualizmie potrzeba wielu oszustw – analogiczne jak w przypadku komunizmu, co doskonale opisał już George Orwell w Folwarku zwierzęcym. Kłamstwo w systemie homoideologii jest wszechobecne – jak w komunizmie, bo jest równie potrzebne, podobnie wynika z samej istoty rzeczy. Tutaj proroczo opisał go z kolei Aldous Huxley w Nowym wspaniałym świecie.
A jest tych kłamstw tak wiele! Choćby o tym, jak wspaniałe, wierne są ich związki i jak cudownie są w nich wychowane dzieci. Jak bardzo geje nie marzą o niczym innym, jak tylko o małżeństwie i wyłącznej wierności na zawsze. A zarazem – według nich samych – nie można ani słowa powiedzieć o ich promiskuityzmie ani o chorobach fizycznych i psychicznych, które ich dotyczą w skali niespotykanej nigdzie indziej. Jeżeli w ogóle spotyka się jakieś zło w ich środowisku, to zawsze jest to w całości winą opresyjnego środowiska, a nie gejów. Geje są zupełnie bez żadnej winy – niczym jakieś byty idealne, nadziemskie. Dlatego nie wolno ich krytykować nawet jednym zdaniem, gdyż każde zdanie krytyki, choćby najbardziej nawet uzasadnionej, to akt nienawiści, homofobii, który powinien być surowo ukarany.
Można zatem powiedzieć, że geje wynoszą się ponad wszelką krytykę, jakby byli osobami nadludzkimi, niemal boskimi, niepodlegającymi żadnym wątpliwościom i żadnemu kwestionowaniu. Tu znowu widać analogię do przywódców komunizmu, którzy tworzyli wokół siebie aurę wręcz boskiej nieomylności i wzniosłości – oni także nie chcieli podlegać żadnej krytyce i każdą jej próbę jak najsurowiej karali. Każde zdanie krytyki, odnoszące się do ich ideologii, zrównywali z aktem nienawiści do ludzkości w ogóle. Podobnie homoideologowie każde zdanie krytyki pod swoim adresem nazywają homofobią, czyli aktem nienawiści do swojej grupy. Jednak w ten sposób można zdusić w zarodku każdą krytykę, choćby lekarzy wobec stylu życia pacjentów, wychowawców wobec wychowanków czy wyborców wobec polityków. W duchu tej ideologii można by ich natychmiast nazwać pacjentofobami, dzieciofobami i politykofobami. Tymczasem każdy człowiek, jako istota wielorako skończona i ograniczona, podlega krytyce, potrzebuje jej i to zwykle tym bardziej, im bardziej od niej ucieka. Tylko Bóg jest idealny pod każdym względem, dlatego nie podlega żadnemu kwestionowaniu, bo zupełnie nie ma czego w Nim krytykować. Odrzucanie a priori wszelkiej możliwości krytyki pod swoim adresem jest jakby przypisywaniem sobie statusu boskiego, co również znamy z komunizmu. Tymczasem łatwo można wskazać wiele absurdalnych założeń i konsekwencji takiego stanowiska, co mistrzowsko czyni Gerard van den Aardweg, ukazując na przykład jak bardzo nieuzasadnione jest zrzucanie całej winy ze środowisk homoseksualnych na dyskryminację, której rzekomo nagminnie doświadczają w społeczeństwie.
Brak argumentów na prawdziwość tej teorii, a wręcz przeciwnie – jest wiele dowodów jej zaprzeczających. Chociażby fakt, że w krajach, gdzie homoseksualizm jest najbardziej akceptowany, a nawet faktycznie wynoszony ponad normalne sposoby życia, choroby homoseksualistów stają się jeszcze częstsze, jeszcze bardziej obciążają to środowisko, rozwijając się w formie wręcz epidemicznej. Na przykład w Danii ryzyko samobójstwa geja żyjącego w prawnie usankcjonowanym związku partnerskim nadal pozostaje osiem razy większe, niż mężczyzny żyjącego w małżeństwie z kobietą. Ewidentnie więc nie chodzi tutaj o zły wpływ wrogiego środowiska, bo trudno o środowisko bardziej akceptujące homoseksualizm niż Skandynawowie, zwłaszcza w Danii. Jest oczywiste, że chodzi raczej o skutki zaburzeń, z których powstaje homoseksualizm, którymi on sam się żywi i które powoduje. Na podstawie tych i podobnych badań widać, że homoseksualiści usiłują się bronić podobnie jak narkomani, którzy tłumaczyliby, że ich słaba kondycja psychiczna, w tym zdecydowanie większa skłonność do samobójstwa absolutnie nie jest skutkiem ich narkomanii, a całkowita odpowiedzialność za tospada na ich otoczenie społeczne, które nieustannie tak źle ocenia styl ich życia i ciągle namawia do porzucenia go. Oni sami natomiast są całkowicie niewinni, nie robią nic złego i nigdy nie robili.
Tymczasem winnymi prawdziwej dyskryminacji okazują się raczej sami działacze gejowscy, którzy ze wszystkich sił, wszelkimi możliwymi środkami starają się zagłuszyć i uniemożliwić jakąkolwiek krytykę swojego stanowiska. A najbardziej nietolerancyjni i dyskryminacyjni są wobec homoseksualistów, którzy porzucili swój homoseksualizm i żyją normalnie – bo też oni najbardziej zaprzeczają ich ideologii. Inną formą częstej, fundamentalnej niesprawiedliwości, jakiej dopuszczają się te środowiska, jest nieuzasadnione preferowanie „swoich”, co zawsze oznacza dyskryminację innych. Ten mechanizm jest szczególnie dobrze znany chociażby w niektórych dziedzinach sztuki (jak choćby polski teatr) czy też w Kościele katolickim (o czym piszę szeroko w książce Lawendowa Mafia).
Niestety, trzeba stwierdzić, że bardzo aktualnym przykładem głębokiej naiwności i niewiedzy w odniesieniu do homoseksualizmu są deklaracje uczestników Drogi Synodalnej Kościoła Niemieckiego, dlatego jest czymś bardzo wskazanym, a wręcz koniecznym, aby wszyscy oni zapoznali się książką doktora van den Aardwega, bez wątpienia jedną z najlepszych pozycji na ten temat w skali całego świata. Dobrze byłoby postarać się o jej bezpłatne dostarczenie im osobiście. Inaczej będą oni głosować i decydować zgodnie z homopropagandą, a nie obiektywną wiedzą naukową. W ogóle można powiedzieć, że chrześcijanie, którzy poddają się homoideologii i ideologii gender, postępują bardziej według filozofii Hegla, niż według Ewangelii. Dla Hegla bowiem religia Chrystusa jest tylko jednym z etapów na drodze do czegoś wyższego, czyli filozofii samego Hegla – niezależnie od tego, jak poza tym byłyby one między sobą sprzeczne. Podobnie wydaje się, że dla uczestników niemieckiej Drogi Synodalnej nauczanie Chrystusa jest tylko przygotowaniem do czegoś wyższego, czyli do dominujących aktualnie ideologii XXI wieku, w tym zwłaszcza ideologii gender i homoideologii – niezależnie od tego, jak poza tym byłyby one z nim sprzeczne. Książka holenderskiego uczonego może tutaj bardzo pomóc w dostrzeżeniu prawdy i wyzwoleniu się z ideologicznego złudzenia.
Po lekturze całej książki szczególnie dobrze można zrozumieć, na czym polega fundamentalny błąd homoideologów oraz ludzi przez nich uwiedzionych i zmanipulowanych. Zachowują się tak, jakby nie uznawali, że seksualność człowieka może podlegać jakimś poważnym zaburzeniom czy wypaczeniom. Jakby wszystko w tej dziedzinie, jeśli tylko jest w jakiś sposób możliwe do przyjęcia i akceptowane aktualnie przez dwie lub więcej stron, jest w porządku. Podobnie trzeba by zaakceptować zatem wspólne upijanie się lub narkotyzowanie – bez względu na ich skutki dla danych osób i całego społeczeństwa. Tymczasem każdy wymiar naszego człowieczeństwa może podlegać różnego rodzaju zaburzeniom, które mogą powodować w nawet dziesiątki form różnych dolegliwości albo nawet poważnych chorób natury fizjologicznej, psychicznej czy duchowej. Takim zaburzeniom może podlegać system neurologiczny, immunologiczny, kostny, krwionośny, hormonalny, pokarmowy, ale także seksualny, każdy system naszego organizmu. Jak znakomicie widać na podstawie książki doktora van den Aardwega, homoseksualizm jest ewidentnie jednym z licznych zaburzeń ludzkiej natury, a nie jedną z jej pożądanych form. Nie jest jak odmienny kolor skóry czy włosów – jest raczej podobny do nałogu palenia papierosów czy narkomanii, jest wypaczeniem, zaburzeniem, które wyrasta z innych zaburzeń i samo z powoduje kolejne liczne zaburzenia. I trzeba po prostu uczciwości i pokory, żeby to przyznać, nawet jeśli samemu jest się obciążonym czymś takim. Inaczej będzie się budować piętrowe uzasadnienia homoseksualizmu, które będą podobnie wiarygodne, jak uzasadnienia dowodzące, że palenie papierosów czy zażywanie narkotyków jest tyle samo warte, co całkowite ich odrzucenie. Oczywiście palaczy i narkomanów trzeba fundamentalnie szanować, podobnie, jak i osoby nie zniewolone tymi nałogami, ale trzeba to robić w prawdzie. Nie można twierdzić, że ich styl życia jest właściwy i zdrowy, nawet gdyby stanowili znaczną część społeczeństwa, albo nawet jego większość (jak to niestety jest w wielu krajach). Trzeba im mówić prawdę o ich stanie oraz starać się – z całym szacunkiem, życzliwością, a jeśli możliwe, to i z miłością – pomóc im wyjść z tego stanu.
Podobnie jest z homoseksualizmem, a ta książka skutecznie do tego przekonuje. To bezcenna odtrutka na zalew homoseksualnej propagandy, z którą coraz bardziej mamy do czynienia w skali całego świata – podobnie jak wcześniej mieliśmy do czynienia z propagandą marksistowską.
Ks. prof. Dariusz Oko
Tekst jest fragmentem wstępu do wydania polskiego książki Gerarda van den Aardwega Nauka mówi „nie!”. Oszustwo „homo-małżeństwa”
Wydawca: Aromat Słowa, Kraków
Patronat nad książką objął portal PCh24.pl