Prezes Światowego Forum Ekonomicznego Klaus Schwab stwierdził, że „pandemia reprezentuje rzadkie, choć wąskie okno możliwości refleksji, poddania wyobraźni, wyobrażenia na nowo i zresetowania naszego świata”. Choć trudno powiedzieć o co mu chodziło, to sytuacja wielu czołowych gospodarek zachodnich zmierza do uzależnienia przedsiębiorstw i jednostek od państw, a państw od banków centralnych.
Pod koniec marca Fed zapowiedział skup obligacji korporacyjnych zarówno poprzez fundusze inwestycyjne (ETF), jak i zakup indywidualnych obligacji. Jak zauważyła „Rzeczpospolita”, tego kroku nie podjęto nawet podczas kryzysu 2008 roku. Co więcej, amerykańskie prawo zabrania Fedowi kupowania papierów wartościowych prywatnych firm. Wystarczało jednak założenie spółki zarządzanej przez fundusz inwestycyjny Black Rock i niemożliwe stało się możliwe. Program skupu obligacji początkowo miał objąć jedynie papiery stosunkowo wypłacalnych firm. Jednak już w kwietniu ogłoszono, że wystarczy rating BBB-, a więc niemal śmieciowy. Warto pamiętać, że niski rating stanowił problem nawet takich gigantów jak Ford czy Kraft Heinz. Fed kupuje nie tylko na rynku wtórnym, ożywiając rynek finansowy, lecz również na rynku pierwotnym, co oznacza pomoc publiczną w postaci pożyczek na gigantyczną skalę. W kwietniu 2020 ogłoszono, że na programy skupu z papierów wartościowych rynku wtórnego, jak i pierwotnego Fed przeznaczy 750 miliardów dolarów.
Wesprzyj nas już teraz!
Jak komentował 9 kwietnia 2020 roku Krzysztof Kolany na łamach bankier.pl „w sensie inwestycyjnym oznacza to skok w inny wymiar. Nie liczy się już wypłacalność emitenta obligacji, czy zdolność spółki do generowania zysków. Skoro Fed kupi wszystko po każdej cenie, to każdy papier wart jest w zasadzie tyle samo. A dokładnie: tyle, ile mianowany polityczne szef Fedu jest skłonny za niego zapłacić. Zamiast rynku finansowego mamy teraz gigantyczną piramidę finansową opartą o biliony USD wykreowane z powietrza przez Rezerwę Federalną i inne banki centralne. Korzystają na tym prezesi firm o najgorszej kondycji finansowej, które w normalnych warunkach ogłosiłyby upadłość, puszczając z torbami swoich nierozsądnych wierzycieli”.
Tego typu decyzja to zatem krok milowy w stronę socjalizmu dla bogatych. Na programie korzystają bowiem korporacje, które bez względu na swe wcześniejsze wybory zyskują niemal gwarancję ochrony przed bankructwem, co utrudnia wykorzystanie zasobów w bardziej wydajny sposób. Korzyści te nie dotyczą jednak mniejszych przedsiębiorstw, nieemitujących obligacji korporacyjnych.
Na tego typu interwencjach zyskują także rynki finansowe, a więc w szczególności osoby posiadające znaczące zasoby papierów wartościowych. W środku pandemii i bezrobocia kluczowy dla amerykańskiej giełdy indeks akcji S&P 500 z poziomu kilkuletniego dna (z 23 marca) wzrósł do początku maja o około 27 procent (na początku maja). Choć amerykański bank centralny skupował obligacje a nie akcje, to wizja poprawy płynności finansowej firm przyczyniła się do wzrostów również cen udziałów. Widzimy więc całkowite rozjechanie się wyników rynków finansowych z wynikami realnej gospodarki.
Kolejna sprawa to zwiększanie udziału amerykańskiego banku centralnego w długu państwowym i korporacyjnym, co stwarza możliwości wywierania wpływu na państwo i firmy. Nie chodzi tu o twierdzenie, jakobyśmy mieli do czynienia ze świadomym dążeniem do tego celu – choć i tego nie można wykluczyć. Z pewnością jednak zagrożenie zdominowaniem gospodarki przez pojedynczego właściciela – bank centralny – jest realne.
Od czerwca 2016 roku obligacje korporacyjne skupuje też Europejski Bank Centralny. W marcu 2020 roku w związku z pandemią poszerzono ten program, ogłaszając, że do końca 2020 roku EBC nabędzie papiery wartościowe za 750 miliardów euro. Obejmuje to zarówno dług przedsiębiorstw, jak i państw. Z kolei Japonii proces ten jest nawet bardziej zaawansowany niż w USA i UE. W Kraju Kwitnącej Wiśni polityka masowego pompowania pieniądza na rynki („luzowanie ilościowe”) trwa od późnych lat 90. XX wieku, a bank centralny posiada 80 procent aktywów tamtejszych funduszy inwestycyjnych ETF oraz 8 procent tamtejszego rynku akcji. To wszystko oznacza też znaczący udział w nieruchomościach. Przykład Japonii warto śledzić, gdyż jak zauważył inwestor i autor Cezary Głuch (w nagrodzonym przemówieniu „Wielki Reset” na XTB Masterclass 2020) kraj ten stanowi swego rodzaju poligon doświadczalny dla globalistów. Przodował on też we wprowadzeniu ujemnych stóp procentowych i charakteryzuje się praktycznie zerowym wzrostem (stanowiącym dla niektórych przedstawicieli elit coś pożądanego).
Rzucanie wykreowanego pieniądza z powietrza na rynki finansowe i przejmowanie zadłużenia korporacji ma więc charakter dość powszechny. O jego skali świadczą bilansy banków centralnych. W 2000 bilans czołowe banki centralne świata, jak Fed, Bank Ludowy Chin, Europejski Bank Centralny miały bilans na poziomie około 2-2,5 biliona dolarów. Dziś jest to 6-7 bilionów, a reakcja na pandemię w 2020 roku ogromnie przyspieszyła to tempo. Jak zauważa Cezary Głuch (znany w sieci jako Trader 21) obecnie banki centralne kreują tyle pieniędzy w ciągu 7 miesięcy, co wcześniej w ciągu 8 lat. Jego zdaniem nie wywołało to inflacji wyłącznie dlatego, że lwia część tych środków trafia na rynki finansowe (pompując ceny papierów wartościowych, a nie realnych dóbr); jak również za sprawą stosunkowo niewielkiej cyrkulacji pieniądza. Widmo wysokiej inflacji nie zostało jednak zażegnane i powróci, gdy ludzie przestaną się bać i zaczną wydawać pieniądze, zagrożenie powróci ze zdwojoną siłą.
Ujemne stopy procentowe czyli dopłać za to że mi pożyczasz
Oprócz operacji otwartego rynku (wspomniany skup papierów wartościowych) inflacji sprzyja też polityka niskich stóp procentowych. Gdy banki komercyjne mogą tanio pożyczać pieniądze od banku centralnego, stać ich na tanie udzielanie kredytów firmom i ludziom na masową skalę. Pobudza to gospodarkę, lecz grozi wysoką inflacją. Obecnie w niektórych krajach stopy procentowe są wręcz ujemne, co oznacza, że bank centralny dopłaca bankom pożyczającym od niego pieniądze! Taką politykę według Cezarego Głucha stosuje obecnie aż 10 z 25 największych banków centralnych (szczęśliwie nie NBP).
Sytuacja ta jest zresztą na rękę rządzącym, gdyż obniża realne odsetki od długu państwowego. Dziś na przykład posiadacze obligacji Niemiec muszą dopłacać za przywilej posiadania „bundów” i nie jest to bynajmniej wyjątek. To wymarzona sytuacja dla rządzących i zachęta do dalszego zadłużania. Dług ten będzie prawdopodobnie wzrastał, gdyż według prognoz w 2020 roku wszystkie kraje Europy skończą z deficytem (w 2019 roku część miała nadwyżki). To oczywiście skutek lockdownów zmniejszających wpływy do budżetu i programów pomocowych zwiększających wydatki.
Niszczenie klasy średniej i uzależnienie od państwa
Warto pamiętać, że choć polityka negatywnych stóp procentowych łagodzi skutki zadłużenia, to okazuje się katastrofalna dla oszczędzających (z wyjątkiem najzamożniejszych lokujących znaczne środki na giełdzie). Posiadacze obligacji czy wpłacający na lokaty bankowe realnie tracą, co bynajmniej nie motywuje ich do oszczędzania, lecz do wydawania pieniędzy. W efekcie pozbawieni oszczędności ludzi w sytuacji kryzysu (takiego jak pandemia z 2020 roku) stają się bezbronni i zdani na łaskę państwa. Dochodzi więc – zauważa Cezary Głuch – do niszczenia klasy średniej. Obejmuje to także mniejsze przedsiębiorstwa (w Nowej Zelandii politycy wprost wypowiadają się przeciwko średnim i małym firmom). Nie bez znaczenia może okazywać się też zapatrzenie na Chiny, w których wciąż istnieje raczej wieczysta dzierżawa niż własność w klasycznym rozumieniu. W każdym razie otwiera się pole do popisu dla rozmaitych mniej lub bardziej trącących socjalizmem pomysłów. Jednym z nich jest bezwarunkowy dochód podstawowy. Choć ma on pewne zalety (jak ograniczenie biurokracji), to wiąże się również z oddzieleniem dochodu od pracy. Ponadto niewykluczone, że rządy mogą postawić niewielką gwiazdkę przy tej bezwarunkowości. „Trader 21” sugeruje tu na przykład możliwość odcięcia ludzi od dopływu rządowych pieniędzy dla osób odmawiających szczepień czy uczestniczących w protestach przeciw władzy.
Uzależnienie pozbawionych oszczędności (wskutek psucia pieniądza) i pracy osób od rządowego kurka z pieniędzmi dopełniłoby procesu budowania socjalizmu XXI wieku. Pieczę nad nim mogłyby objąć czołowe banki centralne świata, zdolne do kreowania pieniądza zerowym kosztem i mające w swych kieszeniach tonące w długach przedsiębiorstwa a nawet całe państwa.
Marcin Jendrzejczak