Dzisiaj

„Dlaczego nie pozwolić cierpiącej osobie odejść na własnych warunkach i w cywilizowanych okolicznościach?” – takie komentarze towarzyszyły w polskim internecie sprawie Noelii Castillo Ramos, Hiszpanki, ofiary zbiorowego gwałtu i własnej wcześniejszej próby samobójczej, która skończyła się dla niej częściowym paraliżem. To bardzo groźny sposób myślenia, pokazujący, że wielu komentujących poprzestaje na radykalnie prostym widzeniu sprawy, nie zastanawiając się nad głębszymi konsekwencjami i nie badając sytuacji w krajach, gdzie eutanazja stała się dopuszczalna.  

Przypadek Hiszpanki można uznać za ilustrację ogólnej sytuacji. Trzeba przy tym pamiętać, że bioetyka – także opierająca się na fundamencie chrześcijańskim – rozróżnia pomoc w samobójstwie (obojętnie – czynną, a więc podanie zabójczej substancji, czy bierną, a więc udostępnienie jej danej osobie) od odstąpienia od uporczywej kuracji poprzez świadome życzenie chorego. Do tego mamy będące jeszcze innym przypadkiem sytuacje ludzi będących przez długi czas w śpiączce, gdy jakakolwiek świadoma decyzja chorego jest wykluczona, a o odłączeniu od aparatury podtrzymującej życie decydują sądy.

Czasami dzieje się to w okolicznościach doprawdy wstrząsających. Jeszcze w 2018 r. brytyjski sąd najwyższy zdecydował, że szpitale mają prawo odcinać pacjentów w stanie wegetatywnym od sztucznie dostarczanych pożywienia i wody, co w praktyce prowadzi do ich śmierci z pragnienia i głodu. Tak stało się choćby z 6-letnią Pippą Knight, odłączoną od szpitalnej aparatury w 2021 r. na wniosek lekarzy, uwzględniony przez sąd, mimo że matka chciała zabrać dziewczynkę do domu, wierząc w możliwość odzyskania przez nią świadomości. Mówiąc wprost: sąd zadecydował wówczas o zabiciu dziecka wbrew woli rodzica. A pamiętać trzeba, że w medycynie nic nie jest zero-jedynkowe i wielokrotnie pojawiają się przypadki łamiące statystyczne reguły.

Wesprzyj nas już teraz!

Przyjrzyjmy się jednak przypadkom takim jak Ramos: człowiek jest przytomny, świadomy i domaga się, aby pomóc mu się zabić lub zrobić to za niego. Argumentów przeciwko legalizacji eutanazji w różnych wariantach jest multum. Oto one w największym skrócie.

Po pierwsze: można założyć, że osoba, która domaga się, aby ją zabito – nawet jeśli powtarza to życzenie wielokrotnie – nie może być uznana per se za w pełni rozumiejącą sytuację. Naturalnym ludzkim instynktem jest ocalenie siebie samego przed śmiercią. Nie znamy przyszłości – o ile w danym momencie mogą istnieć czynniki, tłumiące ten naturalny instynkt, to nigdy nie można wykluczyć, że w przyszłości one ustaną, a spojrzenie danej osoby się radykalnie zmieni. Problem z eutanazją jest taki, że jest ona – co oczywiste – nieodwracalna. Ramos próbowała wstawać z łóżka, pokonywała niewielkie odległości, bardzo możliwe, że w miarę oddalania się w czasie traumatycznych wydarzeń ta młoda dziewczyna, siłą rzeczy patrząca na życie z perspektywy niewiele ponad dwóch dekad, odnalazłaby sens własnego istnienia. Zabójstwo w majestacie prawa tę możliwość definitywnie odbiera.

Po drugie: ryzyko nacisków ze strony otoczenia, zarówno rodzinnego jak i lekarskiego. Wielokrotnie zdarzało się, że o umożliwienie zabicia dziecka sądowe spory toczyli z sobą rodzice. Niektórzy będą się kierowali egoizmem i chęcią pozbycia się ciężaru. Nie można też wykluczyć, że na lekarzy w sprawie ich opinii będą naciskały osoby oczekujące na organy potencjalnej ofiary. Takie sugestie pojawiały się i w sprawie Ramos.

Po trzecie: ryzyko rutynizacji procedur i ich pobieżności. To objawia się szczególnie w krajach, gdzie przyjęto liberalne reguły przeprowadzania eutanazji, takich jak Holandia. Mówimy tutaj o sprawach życia i śmierci, gdzie w teorii każdy przypadek powinien być jak najgłębiej badany. Tymczasem powszechność procedury powoduje, że zaczyna się do niej podchodzić jak do jeszcze jednego rutynowego obowiązku. Wyrażenie pozytywnej opinii na temat czyjegoś wniosku o eutanazję przypomina papierkową robotę przed operacją wyrostka czy ekstrakcją zęba.

Po czwarte: próba samobójcza czy wniosek o eutanazję – w gruncie rzeczy bardzo do siebie podobne – są w istocie wołaniem o pomoc i chęcią zwrócenia na siebie uwagi. Dlatego przyjęło się, że samobójców przed dokonaniem zamachu na własne życie ratujemy. W cywilizowanych krajach takie zadanie ma policja. Gdyby podejść do samobójstwa tak, jak chcą tego zwolennicy eutanazji, należałoby zaprzestać ściągania ludzi z dachów czy barierek mostów. Jednak praktyka takich sytuacji (przypadków tego typu jest zatrzęsienie: jak tutaj, tutaj, tutaj czy tutaj) pokazuje, że samobójcy tak naprawdę chcą zostać uratowani. Zgoda na eutanazję jest niczym innym jak pozbyciem się problemu z samobójcami. Przesunięcie samobójstwa z torów kolejowych, mostu czy dachu do szpitala. Jaka to różnica poza miejscem? W każdym kraju, gdzie badane są różne współczynniki mówiące o kondycji społecznej, liczba samobójstwa jest istotnym wskazaniem. Legalizacja eutanazji to w gruncie rzeczy powiedzenie: nie interesują nas wasze problemy; chcecie się zabijać, to się zabijajcie, tylko przestańcie nam zawracać głowę.

Po piąte: ryzyko równi pochyłej. Definicje, przyjmowane w przypadku zezwolenia na eutanazję, są zawsze płynne. W wielu przypadkach spełniają je także ludzie starsi – ich normalna sytuacja, a więc problemy z poruszaniem się, samodzielnym radzeniem sobie na co dzień, samotnością są tym samym, co w przypadku osób młodszych może zdecydować o zezwoleniu na bycie zabitym. Wobec starzenia się społeczeństwa Zachodu i związanych z tym problemów finansowych istnieje poważne niebezpieczeństwo, że kryteria eutanazyjne zaczną być stopniowo poszerzane na osoby starsze po prostu tylko z powodu ich wieku, tak aby zmniejszyć obciążenie budżetów. Taki ktoś, kto powinien być otoczony troską i opieką, może być łatwy do zmanipulowania. Bez trudu można sobie wyobrazić skłonienie nie w pełni rozumiejącego sytuację 85-latka do podpisania odpowiedniego dokumentu.

Po szóste wreszcie: zadaniem lekarza jest ratowanie życia. Odstąpienie od tego zadania można w pewnych przypadkach zrozumieć i usprawiedliwić (wspomniana wyżej kwestia terapii uporczywej, przekonanie medyka, że nie jest już w stanie pomóc cierpiącemu i polepszyć jego stanu), natomiast w żaden sposób nie da się usprawiedliwić przechodzenia lekarza z roli ratownika do roli zabójcy albo pomocnika samobójcy. To zmiana o głębokim znaczeniu cywilizacyjnym, która znajduje swoje koszmarne analogie w działaniach „lekarzy” praktykujących w niemieckich obozach koncentracyjnych.  

Eutanazja jest nie tylko bardzo ryzykowna. Jest też głęboko niemoralna z punktu widzenia absolutnie fundamentalnych założeń społecznego ładu. Dlatego tak niepokojący jest bezrefleksyjny zachwyt nad tym rozwiązaniem.

Łukasz Warzecha

Zobacz także:

Filip Obara: Noelię zamordowało państwo „opiekuńcze”. Dlaczego wszyscy udają ślepych?

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(2)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie