Dzisiaj

Łukasz Warzecha: Przemysław Czarnek jako pozorant

Nominację pana Przemysława Czarnka na kandydata PiS na premiera trzeba analizować na trzech poziomach. Nominację, trzeba od razu powiedzieć, bardziej symboliczną niż w jakikolwiek sposób wiążącą. Wszak wyznaczanie kogokolwiek na premiera dzisiaj jest jedynie spektaklem. Wynik wyborów parlamentarnych jest skrajnie niepewny, zaś PiS od dawna nie jest już po prawej stronie hegemonem i nie może ot tak wyznaczać sobie szefa rządu, jako że prawdopodobieństwo jego samodzielnej wygranej jest minimalne.

Pierwszy jest poziom wewnątrzpartyjnej rozgrywki i tutaj wyznaczenie pana Czarnka może pomóc w opanowaniu chaosu – ale tylko na krótko. Niemal na pewno nie do wyborów. Emablowanie przez panów Kaczyńskiego i Czarnka siedzącego w pierwszym rzędzie pana Mateusza Morawieckiego nic nie da. Ten ostatni jest zbyt ambitny, aby miał trwale pracować na rzecz kogoś innego. Jeśli uzna, że swoje ambicje może bezpiecznie i z dużą szansą na powodzenie realizować poza PiS – to tak uczyni. Nominacja pana Czarnka, nawet jeżeli ma on pełnić jedynie rolę „zderzaka”, i tak wzmocni jego pozycję w PiS (o ile będzie ją potrafił dobrze wykorzystać, ale to bardzo inteligentny polityk, więc tak raczej się stanie), a to z kolei oznacza, że rywalizacja w partii osiągnie nowy poziom. Do pewnego momentu można próbować sklejania struktur i pacyfikowania walczących pod dywanem buldogów metodą wymierzenia im wszystkim kopniaka na rozpęd, ale powyżej pewnego poziomu konfliktu i napięcia to przestaje działać lub też działa bardzo niedługo.

Drugi poziom to odzyskanie wyborców, którzy od PiS odeszli. Tych z kolei można podzielić na dwie grupy: tych, którzy w ogóle zniechęcili się, przynajmniej na razie, do wyborów, oraz tych, którzy znaleźli sobie nową, ich zdaniem lepszą ofertę w postaci Konfederacji Wolność i Niepodległość lub Konfederacji Korony Polskiej. W tej pierwszej grupie nominacja pana Czarnka może zrobić jakieś wrażenie i skłonić część osób do ponownego wsparcia PiS. Osoby te bowiem zniechęciły się, ale nie znalazły sobie innej swojej reprezentacji. A to znaczy, że wciąż partią pierwszego wyboru jest dla nich PiS. Ci odczytają nominację jako dowód, że może jednak istnieje tam jakiś pomysł na siebie, a też pojawił się nowy, młodszy, elokwentny lider. Ta grupa może być skłonna dać PiS kolejną szansę, bo i tak nie ma alternatywy. Jednak w drugiej grupie, ważniejszej i większej, skuteczność będzie znikoma.

Wesprzyj nas już teraz!

Osoby, które przeniosły swojej poparcie na którąś z Konfederacji, zwykle miały do PiS bardzo konkretne zastrzeżenia, oparte na swoich wrażeniach z ośmiu lat ich rządów. Może to być sprzeciw wobec polityki covidowej, polityki wobec Ukrainy, traktowania przedsiębiorców, polityki fiskalnej czy wszechobecnego centralizmu, paternalizmu i etatyzmu. Te osoby mogłyby do PiS wrócić, gdyby istniała twarda i wyraźna przesłanka świadcząca o tym, że partia pana Kaczyńskiego dany błąd lub błędy za takowe w ogóle uznała, zmarginalizowała osoby za nie odpowiedzialne i ma jasną, konkretną propozycję, jak je naprawić. Nic takiego jednak się nie zdarza.

W swoim wystąpieniu pan Jarosław Kaczyński jasno zadeklarował, że rządy PiS były absolutnie wspaniałe. Mało tego, ostrzegł, że jeżeli ktokolwiek z wnętrza PiS będzie próbował tamte osiem lat krytykować – zostanie „odrzucony”. Czytaj: nie znajdzie się na listach wyborczych. Tym samym tropem poszedł pan Czarnek, który w swoim przemówieniu nawet jednego zdania nie poświęcił choćby najbardziej symbolicznemu zmierzeniu się z wątpliwą częścią bilansu rządów PiS.

Jeśli wyborca dezerter do obozu konfederatów słuchał „kandydata na premiera”, to usłyszał na przykład, że trzeba zakomunikować Brukseli, iż Polska wycofuje się z systemu ETS. Ta deklaracja może takiego wyborcę bardzo ucieszyć, ale zaraz potem pojawi się pytanie: dlaczego miałbym uwierzyć, że PiS to naprawdę zrobi, skoro nie zrobił tego przez osiem lat rządzenia, a nawet premier z tej partii podpisywał kolejne etapy zaostrzania celów klimatycznych?

Mógł również usłyszeć, że pan Czarnek zapowiada dalszą pomoc dla Ukrainy, o ile ta będzie nam „okazywać szacunek”. Taki pamiętliwy wyborca przypomni sobie, jak politycy PiS nazywali przez przynajmniej półtora roku „ruską onucą” każdego, kto ośmielił się wyrazić wątpliwość wobec skrajnie proukraińskiej polityki, a jeśli ma pamięć ponadprzeciętną jak na zwykłego wyborcę – będzie również pamiętał, że ABW zamykała dostęp do nieprawomyślnych mediów, a panu Zełenskiemu, fetowanemu w Polsce jak zbawca ludzkości, nikt nigdy żadnych warunków nie stawiał. Ba, może nawet taki wyborca wie, że prawie cała delegacja PiS do Parlamentu Europejskiego dopiero co dwukrotnie głosowała za przekazaniem Ukrainie 90 mld euro i zaciągnięciem kolejnego wspólnego unijnego długu na ten cel.

Zresztą jak w ogóle można rozważać, że wyborca pana Brauna, a wcześniej PiS, miałby wrócić do tej drugiej partii, skoro świeżo upieczony kandydat na premiera oznajmił już, że z panem Braunem to nigdy? I nie jest nawet największym problemem samo to oświadczenie – to znaczy: nie byłoby nim, gdyby było źródłem suwerennej refleksji pana Czarnka. Ale ten wyborca wie, że jest to po prostu powtórzenie komunikatu pana Kaczyńskiego, ogłoszonego po spotkaniu z jego ekscelencją Tomem Rosem, ambasadorem USA. A więc jest to odbicie tego, czego ów wyborca nie znosi organicznie: uległości wobec zewnętrznej siły.

Wreszcie poziom trzeci: czy obiektywnie rzecz biorąc pan Czarnek jako „kandydat na premiera” jest oznaką jakiejś nowej jakości? Otóż absolutnie nic na to nie wskazuje – jest jedynie pozorantem. Być może jego główną rolą w zamyśle pana prezesa w ogóle nie jest odzyskiwanie utraconych wyborców, a jedynie zapobieżenie dalszej degeneracji i rozpadowi ugrupowania, a więc jest to ruch bardziej w logice wewnętrznej niż zewnętrznej. Czy bowiem istnieje jakakolwiek racjonalna przesłanka, pozwalająca sądzić, że ustała którakolwiek z przyczyn, dla których PiS przegrał władzę w 2023 r.? Bynajmniej. I z całą pewnością nie jest taką przesłanką pan Przemysław Czarnek.

Łukasz Warzecha

Przemysław Czarnek. Kandydat otwarcia czy przełomu?

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie