3 lipca 2022 r., w niedzielę, w miejscowości o wdzięcznej nazwie Surprise, będącej w gruncie rzeczy przedmieściem Phoenix w stanie Arizona, Raul Mendez wraz z rodziną przyszedł do sąsiada na przyjęcie z okazji amerykańskiego Święta Niepodległości. W domu zebrała się grupa około 30 znajomych. Mendez był tam ze swoimi dwoma córkami i żoną, będącą wtedy w siódmym miesiącu ciąży.
Na przyjęciu pojawił się również sąsiad gospodarza, 46-letni Jason Hunt. W pewnym momencie, bez żadnego powodu czy ostrzeżenia, Hunt wyjął pistolet kalibru 9 mm i zaczął strzelać w tłum zebranych ludzi. Mendez został trafiony jako pierwszy. Pocisk uderzył w twarz i strzaskawszy szczękę oraz nos wyszedł przez lewe oko. Mężczyzna zalał się krwią i stracił przytomność. Jego żona zaciągnęła dzieci własne i cudze, w sumie pięcioro, do pokoju w głębi domu, gdzie zabarykadowała się używając szafy. Dwie kobiety w bezpośredniej bliskości Hunta próbowały go powstrzymać. Rozpaczliwie wzywały na pomoc Mendeza, wiedząc, że ten jest legalnym posiadaczem pozwolenia na noszenie broni w ukryciu (concealed carry license), aczkolwiek stan Arizona pozwala na mocy swojej konstytucji na noszenie broni nawet bez pozwolenia, którego posiadanie daje jednak dodatkowe przywileje i uprawnienia.
Mendez miał przy sobie broń. Mimo utraty krwi i szoku, dotarły do niego wołania kobiet. Jak sam relacjonował, zmobilizowała go także myśl o konieczności ochrony własnej rodziny. Zadziałał trening i pamięć mięśniowa. Mendez zdołał sięgnąć do kabury (typu IWB, czyli ukrytej pod paskiem od spodni) i wydobyć swojego glocka 19, załadowanego amunicją grzybkującą, najlepszą do samoobrony (ten typ amunicji zaprojektowany jest w taki sposób, aby zatrzymywać się w celu oraz ograniczyć rykoszetowanie). Hunta dosięgły cztery pociski, zabijając go na miejscu. Niestety, wcześniej napastnik sam zdołał zabić dwie osoby i zranić trzy poza Mendezem.
Wesprzyj nas już teraz!
Policja bardzo szybko oceniła sprawę jednoznacznie: Mendez korzystał z prawa do samoobrony i w żadnym wypadku nie może zostać oskarżony o jego przekroczenie. Kodeks karny stanu Arizona w paragrafie 13 zawiera zasadę Stand Your Ground, inaczej nazywaną „zasadą linii w piasku” (line in the sand rule). Mówi ona, że broniący się przed określonymi typami przestępstw – zapisanymi w tym samym paragrafie ustęp wcześniej – nie ma obowiązku wycofywania się wobec przemocy napastnika. Kluczowe przepisy kodeksu karnego stanu Arizona brzmią:
There is no duty to retreat before threatening or using physical force or deadly physical force justified by subsection A of this section.
[Nie istnieje obowiązek ustąpienia przed groźbą użycia lub użyciem siły fizycznej, w tym siły fizycznej ze skutkiem śmiertelnym, uzasadnionej na podstawie ustępu A niniejszego artykułu.]
A person is presumed to be acting reasonably for the purposes of this section if the person is acting to prevent what the person reasonably believes is the imminent or actual commission of any of the offenses listed in subsection A of this section.
[Przyjmuje się na potrzeby niniejszego artykułu domniemanie, że osoba działa w sposób uzasadniony, jeżeli działa ona w celu zapobieżenia temu, co w jej uzasadnionym przekonaniu stanowi nieuchronne lub faktyczne popełnienie któregokolwiek z przestępstw wymienionych w ustępie A niniejszego artykułu.]
Katalog przestępstw z ustępu A jest szeroki: podpalenie obiektu, w którym mogą znajdować się ludzie, kradzież z włamaniem pierwszego lub drugiego stopnia, porwanie lub uprowadzenie, nieumyślne spowodowanie śmierci (w specyficznych warunkach może obejmować też zabójstwo w afekcie), zabójstwo pierwszego lub drugiego stopnia, czynności seksualne z małoletnim, napaść na tle seksualnym (zgwałcenie), molestowanie dziecka, rozbój z użyciem broni, wreszcie napaść kwalifikowana (np. z użyciem niebezpiecznego narzędzia lub mogąca skutkować ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu).
Po strzelaninie w Surprise okazało się, że Hunt był zaopatrzony w kilka załadowanych magazynków, zatem gdyby nie interwencja Mendeza, sytuacja mogła się skończyć jeszcze większą tragedią. Mendez przeszedł kilka operacji rekonstrukcji twarzy, choć oka nie udało się uratować. Jest członkiem National Rifle Association i w publicznych wystąpieniach propaguje odpowiedzialne użycie broni w celu samoobrony.
Historia z Surprise to oczywiście tylko jeden z niezliczonych przykładów uzasadnionego użycia broni w USA, w następstwie którego uratowani zostają ludzie. Wiele przypadków nie jest w ogóle zgłaszanych – to przede wszystkim te, w których posiadacze broni jedynie ją pokazali i to wystarczyło, aby odstraszyć napastników.
Pamiętajmy, że USA nie sposób porównywać do Polski pod względem zasad posiadania broni czy jej nabywania. To dwa całkiem inne światy. Można jednak porównywać podejście do ludzi, którzy użyją jej w samoobronie. Pomiędzy opisanym systemem prawnym Arizony a polskim kodeksem karnym jest tutaj uderzająca różnica.
W polskim prawie nie istnieje zasada Stand Your Ground, istnieje za to pojęcie ekscesów intensywnego i ekstensywnego (nie jest ono użyte w kodeksie karnym, ale należy do języka prawnego). Oto jak brzmi kluczowy dla obrony koniecznej artykuł 25 kodeksu karnego, zawierający tak zwany kontratyp:
Art. 25. § 1. Nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem.
§ 2. W razie przekroczenia granic obrony koniecznej, w szczególności gdy sprawca zastosował sposób obrony niewspółmierny do niebezpieczeństwa zamachu, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia.
§ 2a. Nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej, odpierając zamach polegający na wdarciu się do mieszkania, lokalu, domu albo na przylegający do nich ogrodzony teren lub odpierając zamach poprzedzony wdarciem się do tych miejsc, chyba że przekroczenie granic obrony koniecznej było rażące.
§ 3. Nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej pod wpływem strachu lub wzburzenia usprawiedliwionych okolicznościami zamachu.
O wspomnianych ekscesach mówi paragraf 2. Eksces intensywny zachodzi, gdy użyto siły nieproporcjonalnie dużej do zagrożenia, ekstensywny zaś – gdy użyto siły w momencie, kiedy zagrożenie już ustało (na przykład sprawca uciekał). Przed pochopnym oskarżeniem lub przynajmniej uznaniem za winnego broniącego się mają zabezpieczać paragrafy 2a i 3.
Tyle teoria. Praktykę możemy właśnie obserwować na przykładzie głośnej sprawy z Bystrzycy Kłodzkiej, gdzie kilka dni temu legalny posiadacz broni podczas wieczornego spaceru z psem wystrzelił pięciokrotnie do grupy trzech osób, zabijając jedną z nich. Posiadacz broni oddał wcześniej strzał ostrzegawczy (choć nie ma takiego obowiązku) oraz sam zgłosił się na policję. W tej chwili – w ciągu zaledwie niewiele ponad doby – strzelający dostał już zarzut zabójstwa z artykułu 148 kodeksu karnego, a prokuratura skierowała wniosek o zastosowanie aresztu tymczasowego.
Oczywiście materiału dowodowego nie znamy. W sieci można znaleźć tylko jedno nagranie ze zdarzenia, na podstawie którego – poza liczbą oddanych strzałów – trudno wyciągać jakiekolwiek stanowcze wnioski. Inne pojawiające się informacje – o wcześniejszych agresywnych zachowaniach grupy napastników, posiadanych przez jej członków niebezpiecznych narzędziach czy ataku na inną osobę niedługo przed zdarzeniem – są niepotwierdzone i dlatego tymczasem nie sposób brać je pod uwagę. Poczyniwszy to zastrzeżenie, trudno jednak nie odnaleźć w działaniach prokuratury niepokojącego schematu, pojawiającego się właściwie zawsze w podobnych sytuacjach w Polsce.
Ten schemat to, po pierwsze, bardzo szybkie postawienie zarzutów, po drugie – wniosek o areszt. Z pełnym przekonaniem mogę napisać, że jest to dowód na głęboką patologię w prokuraturze, która jest – poza policją – jednym z pierwszych organów państwa, jakie powinny zostać gruntownie przebudowane. W bardzo wielu sytuacjach prokuratorzy działają nie tyle w interesie publicznym, co asekuracyjnie i na zapas (nie dotyczy to zresztą tylko spraw z obroną konieczną, ale bardzo wielu rodzajów przestępstw, włącznie z gospodarczymi). W przypadku użycia broni w domniemanej samoobronie postawienie zarzutów broniącemu się jest właściwie standardem. Długo można by się zastanawiać nad przyczynami takiego stanu rzeczy. Jedną z nich jest z pewnością fikcyjność prokuratorskiej niezależności, skutkująca nieustanną gonitwą za względami przełożonych. Ale to temat na inną dyskusję.
Spójrzmy jednak – nawet nie znając detali – na sytuację z Bystrzycy Kłodzkiej. Po jednej stronie mamy grupę pijanych napastników (to wiemy bez wątpliwości), z których jeden zginął. Po drugiej – praworządnego obywatela. To także wiemy na pewno, bo zgodnie z art. 25 ustawy o broni i amunicji pozwolenia na broń nie może mieć osoba mająca na koncie prawomocne skazanie za przestępstwo z winy umyślnej lub umyślne przestępstwo skarbowe oraz nieumyślne przestępstwo przeciwko życiu i zdrowiu, a także przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji popełnione w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego albo gdy sprawca zbiegł z miejsca zdarzenia. Posiadacz broni musi być świętszy od żony cezara.
Praworządny obywatel, który użył broni, zgłosił się na policję sam. Błyskawicznie dostał bardzo ciężki zarzut zabójstwa (od 15 lat do dożywocia, ewentualnie w razie silnego wzburzenia od roku do 10 lat) i trafi do aresztu, gdzie może siedzieć wiele miesięcy. To ostatnie jest szczególnie oburzające: człowiek, który wyjął broń w okolicznościach niewątpliwie wymagających wyjaśnienia, ale w których nie ma mowy o planowaniu zabójstwa, w których broń nie służyła do dokonania rozboju czy innego zaplanowanego przestępstwa i w których – wszystko na to wskazuje – można ewentualnie mówić jedynie o przekroczeniu granic obrony koniecznej zostanie teraz wyjęty z życia ze wszystkimi tego konsekwencjami dla siebie i swojej rodziny. Prawdopodobnie straci pracę, źródło utrzymania, a w warunkach aresztu jego kontakt nawet z najbliższymi będzie zależał od łaskawości prokuratora. Aresztowani mają bowiem bez porównania mniejsze prawa niż odbywający już karę. Coś tu bardzo mocno nie gra.
Wnioski wydają się oczywiste.
Po pierwsze – trzeba zmienić w polskim prawie przepisy dotyczące kontratypu obrony koniecznej, być może dodając w kodeksie postępowania karnego wyjątki dotyczące stosowania aresztu tymczasowego wobec osób z takim zarzutem, tak aby nie wystarczyło jedynie samo wysokie zagrożenie karą, ale aby musiały występować jeszcze inne przesłanki łącznie. Zresztą stosowanie aresztu tymczasowego w ogóle wymaga gruntownego przebudowania – niestety, krok w tym kierunku zablokował ostatnio pan prezydent, wetując zmiany w kodeksie postępowania karnego.
Po drugie – wspomniana już kwestia prokuratury, co jest tematem na dużą debatę, w zasadzie kompletnie w Polsce nieobecną, bo podejście do tego organu wymiaru sprawiedliwości jest u polityków podobne jak podejście do państwowych mediów: jest krytykowany w czambuł, gdy jest się w opozycji, a potem wykorzystywany bardzo chętnie, gdy jest się u władzy.
Po trzecie – zmiana mentalności wokół posiadania i użycia broni. Podstawowa różnica pomiędzy duchem polskiego kodeksu karnego a kodeksu karnego w Arizonie – abstrahując od niezliczonych różnic formalnych i odmiennego systemu prawnego – jest taka, że w Arizonie stanem domyślnym, który przyświecał twórcom przepisów, jest uznanie, że napadnięty ma prawo się bronić, nawet za pomocą środków ostatecznych, do jakich zalicza się broń palną. W Polsce prawo zbudowane jest inaczej: stanem domyślnym jest uznanie winy, broniącego się i jedynie ewentualna możliwość, wyrażona w postaci kontratypu, aby z postawienia zarzutów, oskarżenia i skazania zrezygnować.
Łukasz Warzecha