Przy okazji rozpoczęcia w wielu krajach świata programów szczepień przeciwko COVID-19 opinia publiczna zwróciła uwagę na dotąd powszechnie ignorowany problem wykorzystywania tzw. materiału biologicznego, którego pochodzenie wiąże się z aborcjami dokonanymi przed kilkoma dekadami. Kościół orzekł (zresztą nie pierwszy raz), że w określonych okolicznościach dopuszczalne jest korzystanie ze szczepionek obciążonych tego typu skazą. Ale co w sytuacji, gdy nie mówimy o medycynie, zdrowiu czy wręcz ratowaniu ludzkiego życia, ale np. o elektronicznych gadżetach, których także dotyka problem odległej – ale jednak – współpracy ze złem?
Aborcja jest potwornym grzechem polegającym na zamordowaniu niewinnej istoty ludzkiej. Nic więc dziwnego, że Kościół – idąc za głosem Dekalogu – jednoznacznie sprzeciwia się przepisom oraz mentalności dopuszczającej uśmiercanie dzieci w prenatalnej fazie rozwoju. To właśnie dlatego technologia stojąca za produkcją niektórych szczepionek wektorowych przeciwko COVID-19 wzbudza tak silne emocje oraz jest przedmiotem rozważań teologów moralnych – i to pomimo faktu, że mówimy o aborcji sprzed kilku dekad, zaś wykorzystywane obecnie (nie tylko zresztą przy produkcji szczepionek na koronawirusa, ale i szerzej w branży farmaceutycznej, kosmetycznej, a nawet spożywczej) linie komórkowe nie pochodzą bezpośrednio od zabitego wtedy dziecka, ale są odległymi, laboratoryjnymi „potomkami” komórek wtedy pobranych. Kościół naucza jednak, że należy unikać wszystkiego, co ma choćby pozór zła, a także i tego, co wiąże się ze współpracą ze złem bądź sprzyjaniem mu. Dlatego też katoliccy teologowie musieli niejako zważyć argumenty i ocenić, czy moralne dobro, jakim jest ochrona ludzkiego życia, uzasadnia warunkową akceptację owych preparatów i w jakich okolicznościach wolno z nich korzystać, apelując przy tym o zastąpienie owej nieetycznej technologii niebudzącą zastrzeżeń metodą produkcji preparatów. W tym przypadku jednak cały czas na szali stawiane są racje nie tylko „przeciw”, ale i „za”, zaś cel – brak przedwczesnego zgonu z powodu zakażenia SARS-CoV-2 – jest ewidentnym dobrem, także w wymiarze moralnym.
Jednak wbrew pozorom aborcja nie jest jedynym grzechem, jaki może wiązać się z zagadnieniem odległej współpracy ze złem. Co więcej, nie zawsze w rozważaniach etycznych tego rodzaju stawką jest ludzkie życie. Czasami chodzi o sprawy, których zwykle nie analizujemy pod kątem moralności: wygodę, rozrywkę czy nawet słodycze.
Wesprzyj nas już teraz!
Pierwszym przykładem takiego problemu jest elektronika rodem z komunistycznych Chin, która pod względem stosunku parametrów do ceny prezentuje się atrakcyjnie, często deklasując rywali z innych krajów (i nie chodzi tutaj o zagraniczną elektronikę wytwarzaną w tym państwie, ale o produkty lokalnych koncernów). Niejednokrotnie przeglądając oferty widzimy, że – szczególnie w tzw. średnim segmencie cenowym – ChRL wręcz dominuje. Cóż więc, kupujmy! Ale zaraz, zaraz. Czy aby na pewno katolik winien kierować się w transakcjach wyłącznie materialistyczną perspektywą: więcej za mniej? Kontynentalne, komunistyczne Chiny to przecież totalitarny kraj prześladujący chrześcijan, który przez dekady uprawiał aborcyjno-sterylizacyjną politykę jednego dziecka, zaś dzisiaj jest oskarżany o „kradzież organów” więźniom politycznym (szczególnie członkom Falun Gong, ale też innym grupom, w tym chrześcijanom) i wykorzystywanie niewolniczej pracy etnicznej mniejszości muzułmańskich Ujgurów zamykanych w obozach „reedukacyjnych”. Oczywiście ktoś słusznie zauważy, że większość marek (acz nie wszystkie!) nie jest łączona z nieludzkimi praktykami rządu w Pekinie. Znając jednak specyfikę reżimów totalitarnych ciężko zakładać, że ktoś prowadzący potężny, dochodowy biznes i eksportujący wysoko zaawansowaną technologię do m.in. krajów potencjalnie wrogich (ale przecież nie tylko) nie będzie chociaż w umiarkowanym stopniu zblatowany z elitą polityczną i podatny na wykonywanie poleceń administracji lub służb specjalnych. Nawet jednak jeśliby tak nie było, to cały czas wybierając produkt firmy z ChRL budujemy – w sposób mniej niż śladowy, ale jednak – finansową siłę konsorcjum, a więc pośredniego i państwa, które można bez przesady nazwać współczesnym imperium zła. Czy mimo tych wszystkich zastrzeżeń i kontrowersji można mówić o współdziałaniu ze złem przez osoby wybierające takie produkty? Z całą pewnością odległość potencjalnej winy jest olbrzymia i bardzo pośrednia. Często nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego, skąd pochodzi dany producent i jak potężną część rynku zajmują podmioty z ChRL – czasami wręcz nie sposób kupić coś innego bez rezygnacji z mocy obliczeniowej lub podnoszenia budżetu. Z drugiej jednak strony mówimy o zachciankach, gdyż wielu zwykłych użytkowników właśnie w ten sposób traktuje telefony czy laptopy (używając języka sportowego powiedzielibyśmy, że to zupełnie inna liga, inna kategoria wagowa niż w przypadku preparatów medycznych z moralną skazą). Gros konsumentów nie jest jednak nawet w stanie wykorzystać pełnej siły urządzeń, zaś w bogacącym się społeczeństwie różnica kilkunastu procent ceny nie jawi się jako bariera nie do przeskoczenia. Ciężko wydać więc jednoznaczny wyrok w sprawie ewentualnej winy nabywania takich sprzętów i – jak to często bywa – każdy musi podjąć właściwą decyzję w swoim sumieniu. Niemniej jednak warto mieć świadomość problemu, zaś wydając pieniądze zastanawiać się nie tylko nad stosunkiem ceny do jakości.
Inny przykład problematycznych wydatków, jakie mamy okazje ponosić, także wiąże się z nowymi technologiami – choć nie z samym sprzętem. Mowa o różnorakich usługach sieciowych, za które płacimy bądź to pieniędzmi, bądź też dzieleniem się z dostawcą naszą prywatnością i naszymi preferencjami zakupowymi, które to potem nabywca może sprzedać korporacjom kierującym następnie do nas spersonalizowane reklamy. Problem w tym, że najwięksi giganci IT – a o nich mowa – mocno wspierają zmiany społeczne w duchu postępowym, uczestnicząc w rozmaitych akcjach promujących polityczne postulaty ruchu LGBT i tworzenie w poszczególnych państwach aktów normatywnych zgodnych z interesem owego środowiska. Z kolei korzystając ze swojej niemalże monopolistycznej pozycji, pozwalają sobie na cenzurowanie treści niepoprawnych politycznie. W ten sposób obrywa się zarówno osobom niechętnym wobec rewolucji seksualnej, jak i obrońcom życia. Okno Overtona przesuwa się jednak na tyle, że do grona poglądów nieakceptowalnych w mediach społecznościowych zaczynają dołączać coraz częściej przekonania umiarkowane, centrowe. Kreatywne modelowanie rzeczywistości w socialmediach wpływa także na opinię publiczną poprzez kształtowanie postaw – dla wielu niezaangażowanych zbyt mocno w życie społeczne użytkowników ktoś „zbanowany” może jawić się nie jako niewinna ofiara cenzury, ale fundamentalista. I to niezależnie od tego, co głosi. Poza wszelką dyskusją jest natomiast wpływ na społeczeństwo platform oferujących dostęp do filmów i seriali, które stają murem za homoseksualnym ruchem politycznym oraz innymi żądaniami nowej lewicy – z aborcją „na życzenie” włącznie. Nie stronią ponadto od wywierania nacisków w duchu cywilizacji śmierci na decydentów czy prezentują bluźniercze przedstawienia centralnych postaci chrześcijaństwa. Czy wobec tego katolik może korzystać z tego rodzaju usług internetowych? Na pozór odpowiedź wydaje się oczywista: nie. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. Giganci IT realnie są bowiem w wielu dziedzinach monopolistami, a funkcjonowanie – czy to prywatne czy też zawodowe – bez ich usług byłoby niezwykle trudne, a niekiedy nawet zwyczajnie niemożliwe. To, w połączeniu z osobistą niezgodą na naganne praktyki, powoduje, że nie sposób nazwać każde korzystanie z takich produktów grzechem. Sprawa, jak zwykle w takich sytuacjach, musi być indywidualnie rozstrzygana w sumieniu, jednak z racji wagi problemów natury etycznej warto mieć ją na względzie.
Kolejną dziedziną mogącą rodzić – dość niespodziewanie – problemy moralne jest korzystanie z produktów sektora spożywczego. Nie chodzi tu jednak o powiązanie producentów z władzami państw totalitarnych, gdyż na polskim rynku na razie takich marek nie odnajdziemy wiele. Nie chodzi również o rodzimych producentów, którzy w skali globalnej należą raczej do grona małych, rzadziej – średnich, zaś ich społeczny wpływ ideologiczny pozostaje niewielki, a chęć do takiej aktywności – znikoma. Co innego najpotężniejsze koncerny globalne. Tutaj możemy mówić zarówno o angażowaniu się w działalność mającą na celu zmianę postrzegania kwestii obyczajowych przez społeczeństwa świata, wykorzystywaniu składników, których laboratoryjna geneza wiąże się pośrednio ze stosowaniem postaborcyjnych linii komórkowych, jak i korzystaniu z produktów wytworzonych dzięki niewolniczej pracy – w tym niewolniczej pracy dzieci. W tym miejscu omówmy ostatni, nie poruszany dotąd w tym tekście problem: co w sytuacji, gdy producent naszych ulubionych słodyczy oferuje nam produkt po niezwykle atrakcyjnej cenie, która jest możliwa do osiągnięcia z powodu płacenia pracownikom głodowych stawek lub zmuszania ich do pracy? Oczywiście jako klienci nie mamy obowiązku znać sposobów pozyskiwania surowców – także w sytuacji, gdy nieetyczna procedura została gdzieś opisana. Gdy jednak wiemy o takiej sytuacji, to decyzję o zakupie możemy i powinniśmy rozpatrywać pod kontem moralnym. Bowiem tak, jak nie chcemy wspierać aborcji czy rewolucji seksualnej, tak też sprzeciwiamy się niewolnictwu (którego zasięg wykracza poza producentów żywności oraz słodyczy i dotyczy chociażby także branży motoryzacyjnej). Trudno jednak z całą stanowczością stwierdzić, że każdorazowo zakup produktów firm oskarżanych o powiązanie z procederem niewolnictwa jest grzechem ciężkim, gdyż nasza kooperacja ze złem jest odległa. Można natomiast powiedzieć, że moralną wartością dodaną byłaby rezygnacja z takich produktów, gdyż mówimy o zachciankach, a nie towarach niezbędnych do życia. Problem jest jednak złożony, a wiele osób może – skądinąd słusznie – zauważyć, że dla niejednego człowieka otrzymującego głodową (patrząc z naszej perspektywy) stawkę za swoją pracę zarobione w taki sposób pieniądze to jedyne możliwe do uzyskania środki konieczne do utrzymania rodziny, wobec czego lepszym rozwiązaniem od rezygnacji z zakupów byłoby raczej skuteczne naciskanie na producentów, by lepiej wynagradzali pracowników.
Lista spraw mogących rodzić wątpliwości etyczne jest jednak znacznie dłuższa. Wiele międzynarodowych koncernów dopuszcza się bowiem rabunkowego wykorzystywania zasobów naturalnych. Inne firmy z kolei swoją działalnością zatruwają wodę i powietrze w okolicy, zagrażając w ten sposób dobytkowi, zdrowiu, a często nawet życiu osób mieszkających w pobliżu. Nie trzeba być natomiast „zielonym” fundamentalistą, by z trwogą obserwować takie działania – wystarczy chcieć pozostawić kolejnym pokoleniom, własnym dzieciom, świat w formie nadającej się do życia i umożliwiający podziwianie piękna Bożych dzieł. Dlatego też na takie praktyki trudno się godzić – podobnie jak na stosowanie szkodliwych dla ludzkiego zdrowia konserwantów czy innych składników produktów. Odmiennego rodzaju wykroczeniem moralnym jest natomiast zaleganie pracownikom z wypłatami. Kościół zatrzymywanie lub odmowę zapłaty należnej za pracę uznaje bowiem za jeden z grzechów wołających o pomstę do Nieba. Za problem moralny uznać należy także różne bezprawne „optymalizacje” – od zatrudniania „na czarno” po unikanie płacenia podatków wynikających z prawa (acz należy przy tym zaznaczyć, że niemoralne są także zbyt wysokie podatki doprowadzające do ubóstwa). Kolejne wykroczenia, jakich niekiedy dopuszczają się firmy, dotyczą nadużywania pozycji przełożonych względem pracowników (np. mobbing). Należy także pamiętać, że w sianie niemoralnej czy ideologicznej propagandy mogą angażować się nie tylko firmy z branży IT. Ponadto problematyczne pod względem etycznym często okazują się badania prowadzone przez niektóre konsorcja. Wszystkie wymienione tu praktyki – a z pewnością ową listę można by jeszcze rozszerzyć – są, patrząc z perspektywy katolickiej, naganne, zaś korzystanie z produktów lub usług firm dopuszczających się takich czynów wymaga głębokiej refleksji etycznej, która częstokroć może potencjalnego klienta-katolika doprowadzić do decyzji o rezygnacji z oferty przedsiębiorstwa.
Przy analizowaniu zakupów po kątem moralnym pojawia się jednak problem źródeł, z których możemy czerpać wiarygodne informacje na temat działań konkretnych firm. W sieci pełno jest bowiem rozmaitych, często sprzecznych doniesień oraz materiałów sensacyjnych. Opieranie się wyłącznie na krzykliwych tytułach mediów bulwarowych może wręcz doprowadzić do nieuzasadnionego wykluczenia przez nas pewnych przedsiębiorstw, a więc swoistej niesprawiedliwości. Ponadto przeprowadzanie gruntownych kwerend i dokonywanie głębokich analiz wymaga sporo czasu i chociaż zdecydowana większość produktów oraz usług nie ma żadnego związku z nagannymi praktykami, to i tak weryfikacja przynajmniej części firm zmusi nas do nie lada wysiłku. Wtedy też warto wykonać go raz, a porządnie – by nie musieć za każdym razem zagłębiać się w problematykę. Niemniej jednak zawsze z analizującym pozostanie niepewność co do słuszności podjętej decyzji.
Nie powinniśmy natomiast ulegać antykonsumpcjonistycznym trendom, jakie sufluje nam nowa lewica często propagująca w ten sposób naiwną i uproszczoną wizję ochrony środowiska naturalnego. Z drugiej jednak strony popadnięcie w bezrozumny wir nieograniczonego nabywania i konsumowania także jest odległe od nauczania Kościoła, który traktuje umiarkowanie jako jedną z cnót kardynalnych. Kupowanie produktów i korzystanie z nich nie jest wszak złe samo w sobie, jednak warto rozważyć praktykowanie w swoim życiu odpowiedzialnych zakupów i podejmując decyzje kierować się czymś więcej niż wyłącznie ceną oraz jakością. Czym innym jest bowiem skromne życie w duchu chrześcijańskiego umiarkowania, a czym innym motywowane ideologicznie odrzucanie owoców życia gospodarczego i budowanie swojej codzienności na modłę społeczeństw pierwotnych pozbawionych wygód, ale też korzyści, jakie daje współczesność. Jesteśmy bowiem katolikami, a nie wyznawcami jednej z historycznych sekt dualistycznych, dlatego też nie odrzucamy ludzkiej cielesności czy w ogóle świata materialnego. Człowiek tymczasem potrzebuje wielu produktów, by mógł żyć. I ważne jest w jaki sposób użytkujemy poszczególne towary: czy ułatwiają nam, czy jednak utrudniają zmierzanie do ostatecznego celu – życia wiecznego?
Michał Wałach