Gromadzenie danych, uzależnianie przedsiębiorstw od pomocy publicznej, masowe programy społeczne, rozdawnictwo środków dla organizacji trzeciego sektora i kontrola mediów – to wszystko narzędzia zwiększające kontrolę państwa nad obywatelem. PiS wykorzystując pandemię opanował je do perfekcji. Choć niektóre z tych posunięć okazały się potrzebne, nie zapominajmy też o skutkach ubocznych. Podzieleniu i uzależnieniu społeczeństwa.
Inżynier potrzebuje do swojej pracy materiałów. Nawet ten społeczny. W jego przypadku tym materiałem są dane. Współczesny świat to dla niego ziemia obiecana. W 2020 roku każdego dnia na całym świecie wytwarzano 2,5 kwintylionów bitów. Kwintylion to jedynka z 18-oma zerami. W styczniu 2021 roku internetu używało 4,66 miliarda osób, a więc około 60% populacji. Odsetek ten stale się zwiększa – zauważa portal techjury.net. Na przykład w 2020 roku liczba użytkowników sieci wzrosła o 319 milionów nowych użytkowników. Krótko mówiąc – otrzymaliśmy dostęp do znacznie większej liczby danych niż kiedykolwiek wcześniej. Stwarza to ogromne pole do popisu dla zwolenników wszelkiej maści inżynierii społecznej.
To jednak włodarzom nie wystarcza. Dlatego też sięgają również po bardziej tradycyjne metody zwiększania zakresu wiedzy o obywatelach. Jak wiadomo nowoczesne państwo nie może się obejść bez statystyki. Sam źródłosłów nieprzypadkowo nasuwa na myśl „państwo” (ang. state, hiszp. el estado). Pierwszym krajem prowadzącym działalność statystyczną na masową skalę okazała się protestancka Szwecja. Księgi parafialne jej podporządkowanego władzy zboru szczegółowo odnotowywały narodziny kolejnych obywateli.
Wesprzyj nas już teraz!
Właśnie do gromadzenia danych o obywatelach posłuży ogłoszony niedawno Narodowy Spis Powszechny. Wymaga on w większości przypadków podawania danych dotyczących numerów PESEL osób współzamieszkujących w danym lokum. A także szczegółowych informacji dotyczących pozyskiwania energii (aspekt ekologiczny). Uzbrojony w tę władzę rząd otrzyma możliwość inteligentnego realizowania programów na szeroką skalę. Czy skorzysta na tym obywatel? Czas pokaże.
Pandemia
Nieocenionym argumentem za zwiększaniem kontroli społecznej stała się pandemia. Wytworzyła ona pretekst do monitorowania ruchu obywateli i ich kontaktów. Pandemia stworzyła także nieuniknioną okazję do naprzemiennego otwierania i zamykania gospodarek. Rządy na całym świecie promowały aplikacje służące temu monitorowaniu.
Zresztą konieczność walki z pandemią doprowadziła do przeobrażenia zachowania ludzi na niespotykaną dotąd skalę. Gdyby półtora roku temu ktoś powiedział, że za kilka miesięcy spotykając się z ludźmi, będziemy odmierzać odległość, na twarzach nosić maski, połowa branż (a niekiedy wszystkie) zostanie zamknięta, setki tysięcy ludzi znajdzie się na kwarantannie, wolność praktyk religijnych zostanie poważnie ograniczona, a odwiedzenie babci grozić będzie jej śmiercią, odpowiedzią byłoby pukanie się w czoło. Dziś jednak to norma.
Nie wchodzę tu w dyskusję czy środki te były konieczne. Zagrożenie zdrowotne istniało, a rząd starał się coś zrobić. Mniej lub bardziej po omacku. Teraz jednak, nawet jeśli powoli z pandemii wychodzimy, ślad w zbiorowej psychice pozostał. Społeczeństwa, także nasze, znają już z autopsji niezmienną zmienność, stałą niestałość, stabilny roller-coaster.
Teraz już jesteśmy mądrzejsi. Wiemy, że najbardziej nienaruszalne prawa i wolności są możliwe do zawieszenia mocą jednej konferencji prasowej. Że to co jest oczywiste dziś jutro okazuje się błędne. Że jesteśmy równi, ale niektórzy są równiejsi. Że jesteśmy wolni, ale tylko wtedy jak zgodzą się na to nasi panowie. Gdyby ktoś stał za tą pandemią, nie mógłby tego wymyśleć lepiej.
Ten aspekt naprzemiennego luzowania i obostrzania; karania i nagradzania; zamykania i otwierania nie ominął także Polski. Oprócz aspektów psychologicznych (lęk, depresje, stres) wywołał także skutki gospodarcze. Rząd zabronił podejmowania działalności gospodarczej w całych branżach, co doprowadziło do groźby bankructwa. Obok kija zaoferował też marchewkę, oferując wsparcie w ramach różnego rodzaju tarcz antykryzysowych. Gigantyczne środki doprowadziły do spacyfikowania pomocy społecznej i uzależnienia przedsiębiorstw czy wręcz całych branż od pomocy państwa. Nawet jeśli (bądźmy wielkoduszni), nie taki był cel, to taki jest skutek.
Transformacja ekologiczna
Przygotowane przez regulacje pandemiczne społeczeństwo łatwo może paść łupem nowej transformacji zaplanowanej przez koryfeuszy nowej normalności. Jej plany wykluły się już podczas Wielkiego Resetu, wyrażone przez Klausa Schwaba opiewającego wielkie inwestycje wspierające zrównoważony rozwój (ang. sustainability) i równość. W tym też duchu możemy rozpatrywać unijny Fundusz Odbudowy.
Jak chwali się na swojej stronie [ec.europa.eu] Komisja Europejska „długoterminowy budżet UE w połączeniu z Next Generation EU, tymczasowym instrumentem pobudzającym ożywienie gospodarki, to największy pakiet środków, jaki został dotychczas sfinansowany z unijnego budżetu. Łączna kwota 1,8 bln euro pomoże odbudować gospodarkę Europy po kryzysie wywołanym COVID-19”.
Znaczną część środków przeznaczono na walkę ze zmianą klimatu „30 proc. środków unijnych, czyli dotychczas największy odsetek na ten cel w europejskim budżecie”. Kolejna sprawa to ochrona różnorodności biologicznej i równouprawnienia płci. Widzimy więc, że ogromne środki zostaną wykorzystane do celów związanych z ideologią ekologiczną i feministyczną.
Ekologiczna transformacja czeka również nasz kraj. Ktoś zyska, ktoś straci. A nawet jednocześnie straci i zyska. Gdyby ktokolwiek rok czy dwa lata temu powiedział, że PiS zarżnie polskie górnictwo, zostałby wyśmiany. Tymczasem to właśnie przyjazne górnikom PiS doprowadziło do śmierci całej branży. Pod koniec kwietnia górnicy doszli do porozumienia z rządem w kwestii wygaszania kopalń, które nastąpi do 2049 roku. W zamian górnicy otrzymają ustawowe gwarancje pracy do emerytury albo urlopy przedemerytalne (80% wynagrodzenia) i odprawy (120 tysięcy złotych). Zaplanowano także dopłaty do stopniowego redukowania pracy w kopalniach oraz plany inwestycyjne dotyczące czystych technologii. Zaplanowano również inwestycje w technologie oparte na czystym węglu (16 miliardów dolarów) oraz powołanie specjalnego Funduszu Transformacji Śląska, którego kapitał wynosi 500 milionów i zagwarantowanym kolejnym miliardem. Za kilkadziesiąt lat Śląsk stanie się centrum zielonej energii. Z PiS to możliwe.
Rozdawnictwo
Głównym narzędziem zdobywania głosów przez PiS jest rozdawnictwo. Wielkie programy społeczne za pieniądze podatników służą kupowaniu ich poparcia na skalę masową. Sztandarowy przykład to 500+. Doprowadził on do realnej poprawy bytu polskich rodzin, w szczególności wielodzietnych. Ten efekt okazał się ważniejszy niż efekt demograficzny. Wcześniej bowiem skazane one były jedynie na groszowe zasiłki rodzinne wypłacane pod warunkiem nieprzekraczania bardzo niskiego kryterium dochodowego.
Skąd rząd ma jednak pieniądz, by rozdawać je podatnikom? Od podatników właśnie. Sęk w tym, że nie wszyscy tracą i zyskują jednocześnie. W ramach 500+ najbardziej skorzystali wielodzietni. Najwięcej zaś stracili bezdzietni i zamożniejsi (gdyż to ich wyższe podatki zasiliły budżet). Środki z 500+ rychło stały się stałą pozycją w budżecie obywateli, a PiS przedstawił się w roli gwaranta ich stałego wypłacania. Uzależnione już od stałego dopływu kroplówki od państwa rodziny związały się poniekąd na stałe z partią rządzącą. Geniusz tego posunięcia polegał nie tylko na kupieniu poparcia za pieniądze innych (w tym często przeciwników politycznych, wśród których często znajdują się właśnie osoby zamożniejsze i z mniejszą liczbą dzieci). Polegał on również na wspomnianym uzależnieniu części elektoratu i to na znacznie większą skalę niż w przypadku programów skierowanych do wąskiej grupy osób.
Kierowanie umysłami
Innym genialnym posunięciem PiS okazał się Narodowy (a jakże!) Instytut Wolności. W jego ramach działa choćby Program Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018–2030 (PROO) uznawany za pierwszy w dziejach Polski program bezpośredniego wspierania organizacji obywatelskich w Polsce. Za pośrednictwem tych instytucji państwo wypłaca fundusze organizacjom pozarządowym.
To ma się jednak nijak do tego, jak organizacje pozarządowe rozumie wolne społeczeństwo. Zgodnie z nimi powinny utrzymywać się z dobrowolnych datków osób podzielających ich cele statutowe. Pozwali im to zapewnić im niezależność – także a może przede wszystkim – od władz państwowych. Wszak wiele organizacji pozarządowych zajmuje się właśnie ich monitorowaniem tropieniem nieprawidłowości czy choćby przedstawianiem i promowaniem alternatywnych rozwiązań społeczno-politycznych. Dlatego właśnie stanowią one niezbędny element wolnego społeczeństwa. Jeśli jednak instytucja państwowa zdemoralizuje te organizacje łatwym pieniądzem, nawet nie dokonując światopoglądowej selekcji, to zadziała psychologiczny mechanizm uzależniający biorcę od dawcy. Co dopiero jeśli w grę wejdzie światopoglądowy filtr.
To prosta droga do rządu dusz. Jednak potrzeba jeszcze czegoś. I tym czymś są media. Telewizja publiczna stanowi doskonały środek do urabiania opinii elektoratu zgodnie z opinią rządzących. Sącząca się z niej jednostronna propaganda sprzyja kształtowaniu w umysłach manichejskiego obrazu absolutnego dobra rządzących i absolutnego zła opozycji. Przekaz nie pozostawia wiele miejsca na myślenie. Musi być jasny. Kto podaje go w wątpliwość napotyka trudności – vide Jan Pospieszalski
Wyposażone w dane o obywatelach uzależnionych od państwa i karmionych jedynie słuszną propagandą i zasilone strumieniem pieniędzy z UE Państwo PiS znajduje się w doskonałym punkcie wyjścia do rozpoczęcia Nowego Ładu. Czym on się okaże, wie w pełni Naczelnik i jemu bliscy. Wkrótce jednak uchylą rąbka tajemnicy…
Marcin Jendrzejczak