23 stycznia 2013

Niechaj Polska zna, jakich synów ma!

(Jacek Kowalski. Fot. Ł. Korzeniowski)

„Idźmy! Śpiewy powstańcze 1863” to tytuł najnowszej płyty Jacka Kowalskiego. Warszawskie obchody rocznicy wybuchu powstania uświetnił koncert barda, urozmaicony jak zwykle  barwną i dowcipną konferansjerką wykonawcy. Spotkanie zorganizowane przez portal Rebelya.pl, Teologię Polityczną oraz Hipster Prawicę poprzedziła dyskusja pt. „Bić się czy nie bić?” między publicystami: Piotrem Gursztynem i Łukaszem Warzechą.

 

Bić się czy nie bić?

 

W noc spokojną do domów wpadniemy,

Gdzie szczęśliwi cichemi śpią snami

Naszą pieśnią ich spokój skłóciemy

Niech się zerwą, niech idą za nami

 

– „Pieśń akademików warszawskich” otwierająca spotkanie wybrzmiała mocno. W założeniu miała ona dać bodziec do dyskusji, ale… trudno dyskutować z pieśnią. Można było odnieść wrażenie, że choćby padło wiele najrozsądniejszych argumentów o konieczności zachowania umiaru, prowadzenia pragmatycznej polityki oraz uwzględnianiu rozmaitych czynników zewnętrznych przy podejmowaniu jakichkolwiek działań, i choćby nawet wszyscy się rzeczywiście z tymi argumentami zgodzili, to wszystkie one przestaną mieć znaczenie, kiedy tylko Polacy usłyszą nutę, która zabrzmi tak, że pójdą za nią, gdziekolwiek ich zaprowadzi.

 

Co to jednak za nuta? I czy rzeczywiście chodzi tu tylko o emocje? A może romantyczne mrzonki? I co to znaczy: „romantyczne”? I czy rzeczywiście są to mrzonki? Paneliści zgłębiali te zagadnienia, dyskutując zarówno o sensie samego powstania styczniowego, jak i o tradycji romantycznej tudzież pozytywistycznej. Krótko mówiąc – jak to zresztą zauważył moderator – dyskusja na te tematy może z powodzeniem zostać przeniesiona na łamy wszystkich tygodników prawicowych i trwać tam przez kolejne lata. – Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przypuszczać, że jeśli spotkalibyśmy się na 500-leciu wybuchu powstania, toczony spór byłby równie zażarty – podsumował moderujący dyskusję Mateusz Matyszkowicz. I to także należy do naszej tradycji.

 

Jak zauważył Łukasz Warzecha, Polacy „działają tak, jakby mieli tylko dwa biegi” – albo zupełny marazm, albo stawianie sobie celów tak śmiałych, że aż zahaczających o działania straceńcze. Ciekawą tezę postawił Piotr Gursztyn, który spór między powstańcami a zwolennikami „działań stopniowych” dostrzegł nie w kategoriach podziału na „romantyków” i „pozytywistów”, ale raczej na zwolenników prowadzenia polityki ugodowej i polityków aktywnych. Byłyby to zatem dwie zupełnie różne koncepcje rządzenia państwem, nie zaś dwie drogi prowadzące do tego samego celu. Może właśnie tutaj należałoby szukać sedna tego, czego w istocie dotyczy spór o sens powstań.

 

Jakieś koncesje, jakieś amnestie…

 

Podobnie widziano to zresztą w roku 1863. Słowa pieśni powstańczych wykonywanych przez Jacka Kowalskiego zabrzmiały tak aktualnie, że widownia szybko określiła je mianem ściganej dziś z urzędu „mowy nienawiści”. Repertuar pieśni był bardzo bogaty – od prostych przyśpiewek żołnierskich po wyrafinowane strofy poetyckie Mieczysława Romanowskiego, określonego przez Jacka Kowalskiego mianem „Baczyńskiego czy Gajcego powstania styczniowego”. Pieśni sprzed 150 lat, nie tylko brzmią aktualnie, a niejednokrotnie nabierają zaskakujących kontekstów, jak choćby „Marsz żuawów” Włodzimierza Wolskiego:

 

Nie lubim spierać się o czcze kwestie

Ale nam marne carskie dekrety

Jakieś koncesje, jakieś amnestie

Jedna odpowiedź: marsz na bagnety!

 

Ta pieśń śpiewana w okresie stanu wojennego wywoływała znaczne ożywienie, kiedy padało hasło „amnestie”, dziś natomiast bardziej aktualne stało się chyba słowo „koncesje” – żartował Jacek Kowalski.

 

Inni szatani byli tam czynni

 

Wiele piosenek z okresu powstania styczniowego ujmowało zagadnienie skomplikowanych stosunków z naszym wschodnim sąsiadem w krótkich żołnierskich słowach – „Spraw się chwacko bracie młody, bo z Moskwą nie ma już zgody, świadczą czyny Muriawiewa, jaką piosnkę car nam śpiewa”. Co ciekawe, śpiewano wtedy także i pieśni dotyczące spraw wewnątrznarodowych. Już wówczas zadawano sobie pytania o zakres odpowiedzialności tych, którzy zostali użyci jako narzędzia w intrygach prowadzonych przez wroga:

 

Ależ o Panie! Oni niewinni,

Choć naszą przyszłość cofnęli wstecz

Inni szatani byli tam czynni

O! Rękę karaj nie ślepy miecz! […]

 

Te słowa, choć przecież napisane półtora wieku temu przez Kornela Ujejskiego, dzisiaj wracają w dyskusjach o zmanipulowanych ludziach dobrej woli, którzy uwierzyli we wtłaczaną im propagandę, ale którzy zaczynają rozumieć, że zostali oszukani. Aktualność tekstów kultury świadczy o tym, że dziedzictwo powstania styczniowego jest żywe, a jego wymiar dużo głębszy niż dotyczący zakresu i skuteczności ówczesnej działalności militarnej i politycznej. Tak jak w 1863 roku, podobnie i dziś, jedną z największych słabości Polski stało się wewnętrzne skłócenie narodu. Możemy zatem życzyć sobie i innym, aby ziściły się słowa pieśni„Z dymem pożarów” Ujejskiego:

 

Zbłąkanym braciom otworzym serca

Winę ich zmyje wolności chrzest

Wtenczas usłyszy podły bluźnierca

Odpowiedź naszą: Bóg był i jest!

 

Agnieszka Żurek 

***

Polska kultura tkwi w nas głębiej niż sądzimy

 

Rozmowa z Jackiem Kowalskim – historykiem, poetą, pieśniarzem.

 

Jest Pan członkiem społecznego komitetu obchodów 150. rocznicy powstania styczniowego. Co legło u podstaw tej decyzji? Czy zawiązanie się komitetu miało bezpośredni związek z decyzją władz państwowych o odmowie organizowania obchodów tej rocznicy?

 

– Poniekąd. Komitet zawiązał się przecież wówczas, gdy Sejm odrzucił ustawę o upamiętnieniu powstania styczniowego. Zostałem do Komitetu zaproszony – i uczestnictwo w nim uważam za swego rodzaju zaszczyt. Oczywiście, ma to niewątpliwe konotacje polityczne, skoro chodzi także o sprzeciw wobec sytuacji, która nas dzisiaj dotyka. Bo przecież de facto mamy do czynienia z prowadzeniem polityki a-historycznej. Świadczy o tym cały szereg posunięć rządu. Wygląda na to, że skoro nie ma woli ze strony władz państwowych, trzeba obchody zorganizować samemu. No i w efekcie komitet obchodów rocznicy powstania styczniowego musi być i jest kojarzony opozycyjnie. Czy – także opozycyjnie.

 

Można odnieść wrażenie, iż rząd osiągnął odwrotny od zamierzonego efekt, ponieważ Polacy zmuszeni do wzięcia na siebie odpowiedzialności za zorganizowanie obchodów, zrobili to z dużą determinacją i włożyli w to bardzo wiele serca.

 

– Nie wiem, czy tak jest – ale takie właśnie odnosi się wrażenie. Rzecz zadziwiająca, że mało znane piosenki powstańców styczniowych, które śpiewamy na koncertach – publiczność podejmuje z dużą satysfakcją. Z lubością wchodzi w atmosferę styczniowej nocy. Ale niewątpliwie nie dlatego, nie tylko dlatego, że jest okazja czcić coś, czego rząd nie czci. Nie. Raczej jest w tej rocznicy coś, co pozwala się „wykrzyczeć”… w sposób ponadpartyjny. I ludzie krzyczą, na przykład, wraz z nami: „Po moskiewskich łbach – ciachu, ciachu, ciach”. Przecież nie sądzę, żeby ktokolwiek myślał o wywołaniu wojny polsko-rosyjskiej (no, już na pewno nie chcą tego ci, których się o taką chęć oskarża). Mimo to – piosenki okazują się nad wyraz aktualne! Rzecz arcyciekawa.

 

Pańska najnowsza płyta składa się właśnie z pieśni powstania styczniowego. Wydaje się, iż nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo są one aktualne także na gruncie językowym. Podczas manifestacji skandowane bywa hasło „Tu jest Polska”, a chyba niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że jest to cytat z pieśni z okresu tegoż powstania.

 

– Tak: „tu Polska jest” – to słowa „Pieśni strzelców”, zaczynającej się od słów „Hej strzelcy wraz” … Mam wrażenie, że polska tradycja  tkwi w nas bardzo głęboko, ale my sami nie jesteśmy tego świadomi. Dlatego bywa, że ludzie z wielkim zdziwieniem odnajdują się w tych – i nie tylko tych – tekstach. Wydają się być zapomniane, aż tu czasem – bach!, niespodziewanie posłuży się nimi polityk, wybucha awantura –  a to wychynęła na wierzch polska tradycja romantyczna, o której niektórzy zapomnieli. No, tkwi w nas także tradycja dawniejsza – XVI czy XVII wieku. Najlepszym przykładem – polskie kolędy. Ostatnio koleżanka mojej córki po tym, gdy zaśpiewaliśmy sobie wspólnie kilka mniej znanych kolęd, odezwała się: „Ale dlaczego gracie te jakieś stare kolędy, zagrajcie coś współczesnego, na przykład „Przybieżeli do Betlejem”!”.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała: AŻ

 

Więcej o powstaniu styczniowym

 

{galeria}

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie