31 stycznia zakończyło się szóste i zarazem ostatnie posiedzenie niemieckiej Drogi Synodalnej. Rewolucji Kościoła w RFN grozi klęska. Zaplanowana demokratyzacja sposobu sprawowania władzy może nie dojść do skutku.
Niemieccy synodaliści obradowali w Stuttgarcie w ramach ostatniego Zgromadzenia Synodalnego. Biskupi oraz świeccy aktywiści chcieli podsumować dotychczasowe osiągnięcia i porozmawiać o przyszłości. Wśród awangardzistów zmian nie brakowało dużego rozczarowania.
Mówiła o tym szefowa Centralnego Komitetu Niemieckich Katolików, Irme Stetter-Karp. To właśnie Komitet razem z biskupami przeprowadził całą Drogę Synodalną. Stetter-Karp wskazała, że Niemcy uchwalili na Drodze Synodalnej szereg propozycji, które przekazali do Watykanu. Stolica Apostolska nie udzieliła jednak żadnej odpowiedzi.
Wesprzyj nas już teraz!
Szefowa Komitetu stwierdziła też, że papież Leon XIV prawdopodobnie ma Niemców „na celowniku”. Takie słowa to wyraźna sugestia niezadowolenia progresywnej większości Drogi Synodalnej z kursu, jaki przyjęła wobec niej Stolica Apostolska.
Obecnie wszystko rozbija się o tak zwaną Konferencję Synodalną. W ramach Drogi Synodalnej Niemcy zastanawiali się nad tym, jak usprawnić sposób zarządzania Kościołem. Ostatecznie przyjęto specyficzny model: biskupi mieliby w jakimś sensie współrządzić razem ze świeckimi. Powołano nową instytucję – właśnie Konferencję Synodalną. W jej skład mieliby wejść biskupi diecezjalni, świeccy z Centralnego Komitetu oraz grupa wybrana przez obie poprzednie części. Konferencja Synodalna nie miałaby teoretycznie żadnej władzy nad diecezjami, ale mogłaby podejmować decyzje rekomendowane biskupom, co w praktyce byłoby trudne do odrzucenia. Niemcy długo debatowali z Watykanem o kształcie Konferencji Synodalnej. Na żądanie Stolicy Apostolskiej zrezygnowali z niektórych bardziej twardych rozwiązań dotyczących zakresu jej władzy. Nawet w obecnym kształcie Konferencja Synodalna wzbudza jednak niepokój.
W jej pracach nie będą uczestniczyć biskupi Kolonii, Ratyzbony i Pasawy. Zapowiedzieli, że uważają taką formułę za niezgodną z prawem kanonicznym.
Co ciekawe, dość negatywnie o Konferencji Synodalnej wypowiedział się też kardynał Reinhard Marx, arcybiskup Monachium i Fryzyngi. To właśnie Marx jako ówczesny przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec rozpoczął w 2019 roku Drogę Synodalną. Podczas spotkania w Stuttgarcie mówił jednak, że Konferencja Synodalna nie może być jakimś organem nadzorczym, który będzie wtrącać się w to, co dzieje się w danej diecezji.
Pod koniec lutego ustąpi z urzędu obecny przewodniczący Episkopatu, bp Georg Bätzing. To on kierował przez większość czasu pracami Drogi Synodalnej. Bätzing mógłby powtórnie kandydować na urząd, ale wycofał się, co może być wyraźnym znakiem przyznania się do klęski.
Niemiecka Droga Synodalna zaproponowała cały szereg głębokich reform w czterech obszarach: życia kapłańskiego, roli kobiet, moralności seksualnej, sprawowania władzy. Jak dotąd Stolica Apostolska nie rozpatrzyła pozytywnie żadnego z niemieckich pomysłów. W praktyce chodzi o dość standardowy zestaw reformistycznych postulatów: dobrowolny celibat, diakonat i kapłaństwo kobiet, aprobata antykoncepcji i homoseksualizmu, demokratyzacja władzy.
Niemcy sądzili, że nawet jeżeli w trzech pierwszych kwestiach Watykan nie wyda żadnej decyzji, to zainicjowana zostanie ogólnokościelna dyskusja, która umożliwi pożądane przez nich zmiany. Tak się jednak nie stało. Teraz klęska wisi nad czwartym postulatem Niemców. Jeżeli Konferencja Synodalna ostatecznie nie zostanie uruchomiona albo jeżeli jej kształt będzie tylko cieniem pierwotnych zamiarów, będzie można mówić o całkowitej przegranej Drogi Synodalnej.
Pach