10 maja 2021

Niemiecka schizma. Świat nagle dostrzegł fakty?

(rys. Aleksander Bednarski)

O schizmie w ostatnich tygodniach mówią już wszyscy. W Kościele katolickim w Niemczech grupa duszpasterzy zdecydowała się zorganizować manifestacyjną akcję błogosławienia par jednopłciowych. Kilku biskupów wprost zapowiedziało bezkarność dla wszystkich kapłanów, którzy pogwałcą nauczanie Kościoła. Kierownictwo Episkopatu odcięło się od „politycznego” wymiaru akcji, ale bynajmniej nie od samej idei.

W Kościele katolickim w co najmniej kilku krajach Europy już od bardzo wielu lat udziela się regularnie błogosławieństw związkom homoseksualnych. Tak dzieje się nie tylko w Niemczech, ale również w Austrii, Szwajcarii, Belgii czy Holandii. Nie zliczę tekstów na portalu PCh24.pl, w których opisany lub wspomniany został ten karygodny fenomen. W wymienionych państwach są księża, którzy zupełnie wprost, nawet na łamach świeckiej prasy, ogłaszają, że błogosławią każdego, kto o to poprosi. Ich biskupi z tym w ogóle nie walczą, często zresztą po prostu takie działania wspierają. Niekiedy nawet oficjalnie – choćby w roku 2018, gdy diecezjalna gazeta w Linzu w Austrii zapraszała wszystkich do kościoła na akcję błogosławienia zakochanych z okazji Walentynek, obojętnie, z kim żyją w związku. Wówczas, tak jak i we wprost niezliczonych podobnych sytuacjach z innych miejsc i chwil, nie było w Kościele katolickim żadnej reakcji.

Kongregacja przypomina nauczanie Kościoła

Wesprzyj nas już teraz!

Teraz jest inaczej. W połowie marca Kongregacja Nauki Wiary wydała dokument, w którym mówi się o całkowitej niemożności udzielania błogosławieństwa parom homoseksualnych oraz parom rozwodników. Co ważne, dokument nie ustanawia takiego zakazu – jedynie o nim przypomina, bo przecież rzecz obowiązywała w Kościele katolickim zawsze, można powiedzieć – odwiecznie. I to nie tylko w domyśle, ale wyraźnie sformułowana w wielu dokumentach tej samej Kongregacji choćby z okresu prefektury kard. Józefa Ratzingera. Kongregacja zabrała głos właśnie teraz, bo problematyka homoseksualizmu znalazła się w samym centrum niemieckiej Drogi Synodalnej. Biskupi i świeccy uczestniczący w tym procederze zupełnie otwarcie stawiają postulat opracowania dla Niemiec specjalnego błogosławieństwa dla par jednopłciowych. Ich zdaniem nauczanie Kościoła jest przestarzałe, bo bazuje na dosłownej, literalnej interpretacji Pisma, tymczasem powinno raczej nauczanie św. Pawła wziąć w nawias kultury mentalnej jego czasów – i oprzeć się na „ustaleniach współczesnej nauki”, dla której homoseksualizm to nieledwie cnota.

Za czasów władzy kard. Reinharda Marxa sprawa również miała swoje znaczenie, ale nie tak fundamentalne; odkąd w początkach roku 2020 przewodniczącym Episkopatu został bp Georg Bätzing rzecz nabrała zdecydowanie nowej, agresywnej dynamiki, a niemieccy biskupi zaczęli prezentować kwestię kościelnej akceptacji dla homoseksualizmu jako już niemal rozstrzygniętą w duchu rewolucyjnym. Kongregacja Nauki Wiary, zaniepokojona takim obrotem spraw, a być może i naciskana przez jakichś biskupów czy kardynałów z bardziej katolickich państw, postanowiła zainterweniować.

Homoseksualni księża wkraczają do akcji

Być może na publikacji dokumentu by się zakończyło, gdyby nie gwałtowna reakcja grupy tęczowych ideologów w sutannach. Dwóch niemieckich księży tak bardzo oburzyło się na Watykan, że postanowiło nauczanie Kościoła oprotestować. Pod koniec marca ogłosili, że 10 maja będą błogosławić w swoich parafiach wszystkie związki, właśnie w odpowiedzi na dokument Kongregacji. Rzecz firmuje przede wszystkim ks. Bernd Mönkebüscher z archidiecezji Paderborn, zresztą sam zadeklarowany homoseksualista. Do inicjatywy przyłączyło się w ciągu następnych tygodni w całym kraju kilkadziesiąt parafii i wspólnot; na kilka dni przed 10 maja było to około 70. Akcja zyskała sobie spory poklask w mediach społecznościowych; przez dłuższy czas jednak w Niemczech niewiele się o niej mówiło; ot, tęczowa hucpa jakich wiele. Jednak gdy sprawę rozdmuchały duże katolickie media anglojęzyczne zrobiło się naprawdę głośno.

Biskup Bätzing zaciąga hamulec

Do tego stopnia, że odciąć się od inicjatywy zobowiązany poczuł się sam bp Bätzing. 28 kwietnia wydał oświadczenie w którym stwierdził, że „takie publiczne akcje ja tak zaplanowana na 10 maja nie są pomocnym sygnałem i drogą, która może zaprowadzić dalej”. „Nabożeństwa z błogosławieniem mają swoją własną teologiczną wartość i pastoralne znaczenie. Nie są właściwe jako instrument kościelnopolitycznych manifestacji czy akcji protestacyjnych” – dodał. Przy tym przewodniczący Episkopatu zapewniał, że pary homoseksualne „mają swoje miejsce w Kościele”, są przez Kościół „mile widziane” i Kościół jest zobowiązany „oddawać im sprawiedliwość” oraz im „duszpastersko towarzyszyć”; oświadczył też, że w Kościele w Niemczech i innych miejscach „trwa debata” nad „dalszym rozwojem kościelnej moralności seksualnej”, a jej centrum stanowi Droga Synodalna. Innymi słowy, bp Bätzing odciął się od prowokacyjnej formy inicjatywy 10 maja, ale już w żadnym razie nie od jej treści. Tego przecież nie mógłby zrobić, bo sam wielokrotnie wypowiadał się na rzecz wprowadzenia oficjalnych błogosławieństw związków jednopłciowych.

„Tradycja” nieposłuszeństwa

Samych inicjatorów akcji 10 maja chyba nieco zaskoczyła skala negatywnych opinii. Przykładowo ks. Hans-Werner Thönnes z diecezji Essen, jeden ze współorganizatorów całej hucpy, nie krył pewnego zdziwienia sytuacją. – Dla nas w parafii w Wattensched-Höntrop jest jasne, że ceremonia błogosławienia [par jednopłciowych] to część tradycji, która jest u nas już od dawna. […] Nasz stary biskup powiedział nam kiedyś w kontekście rozwodników w nowych związkach: Tu nie możemy wprowadzać żadnych reguł, to wy, jako duszpasterze, musicie wiedzieć, co macie robić – powiedział w rozmowie z portalem Katholisch.de. Obecnie biskupem Essen jest bp Franz-Josef Overbeck; to jeden z tych hierarchów, który zapowiedział całkowitą bezkarność dla wszystkich księży łamiących zakaz przypomniany przez Watykan. Podobnych deklaracji było zresztą więcej: w Niemczech akceptację dla działań księży zapowiedział na przykład bp Helmut Dieser z Akwizgranu, w Szwajcarii bp Joseph Bonnemain z Chur; większość niemieckojęzycznych hierarchów nie mówi jednak nic z prostej przyczyny – powszechnie wiadomo, że z błogosławieniem par jednopłciowych od lat nie mają problemu. Sam bp Bätzing krótko po wydaniu pisma Watykanu powiedział mediom, że oczywiście „rozumie rzymskie stanowisko”, ale po prawdzie to w wielu krajach „sprawy poszły już naprzód”, zatem tak naprawdę nie ma o czym mówić…        

„Niepotrzebny” rozgłos

Z perspektywy bp. Bätzinga cała akcja jest dość kłopotliwa. Gdyby nie ona, nikt pewnie nie mówiłby teraz o grożącej schizmie; Droga Synodalna mogłaby swoje heretyckie treści wykuwać dalej w prawie całkowitym spokoju, niepokojona tylko przez naprawdę wąskie grono hierarchów z dalekiej Ukrainy czy jeszcze dalszego Kazachstanu. Teraz jednak powstał problem i heretyckość Kościoła w Niemczech nagle dostrzegły nawet takie prominentne figury, jak kard. Camillo Ruini, przewodniczący Episkopatu Włoch w latach 1991-2007, który w rozmowie z włoskim portalem „Il Foglio” powiedział, że „istnieje ryzyko schizmy”. Podobnych głosów jest przecież więcej, a media katolickie na całym świecie zadają pytanie o przyszłość Kościoła za Odrą. Z perspektywy rewolucjonistów to doprawdy niepotrzebne; dotąd rozmaite progresywne przeinaczenia doktrynalne udawało się osiągnąć bez takiego rozgłosu.

Kto jest, a kto nie jest w Kościele

Być może jednak sytuacja przysłuży się sprawie katolickiej? Bo przecież w istocie wszyscy księża, którzy błogosławią związki homoseksualne, są ekskomunikowani – podobnie jak biskupi, którzy o tym wiedzą, ale nic nie robią lub nawet to popierają. Przypomniał o tym w rozmowie z konserwatywnym portalem Kath.net z Austrii ks. dr Gero Weishaupt, ekspert w dziedzinie prawa kanonicznego. „Nieposłuszeństwo […] narusza jedność z papieżem. […] Biskup, który ignoruje papieski zakaz błogosławienia par jednopłciowych i działa wbrew niemu, ściąga na siebie jako sankcję ekskomunikę; to oznacza, że ekskomunika występuję w tym dokładnie w momencie, w którym biskup publicznie angażuje się na rzecz pobłogosławienia związku homoseksualnego, na mocy samego czynu” – powiedział. Jak dodał kanonista, żeby ekskomunika miała skutki prawne, musiałaby zostać ogłoszona przez papieża. Problem w tym, że papież tego nie ogłasza – ani Franciszek, ani Benedykt XVI, po przecież to za jego pontyfikatu lawendowe parafie w Kościele niemieckojęzycznym zaczęły afiszować się ze swoją działalnością.

Schizma JUŻ jest

Jeżeli jednak jest tak, że część niemieckich biskupów i księży jest ekskomunikowana – to czy można mówić o schizmie jako jakiejś ewentualności? Tak jak powiedział niedawno kard. Walter Brandmüller, schizma rozpoczęła się już dawno. Kiedy? Czy w roku 2019, kiedy rozpoczęła się Droga Synodalna? A może rok wcześniej, gdy biskupi dopuścili do Komunii świętej niektórych protestantów? A może raczej w roku 2017, kiedy do Komunii świętej dopuszczono rozwodników? Czy raczej jeszcze wcześniej, w roku 1968, kiedy Episkopaty Niemiec, Austrii i Szwajcarii powiedziały jednoznaczne „nie” św. Pawłowi VI i odrzuciły Humanae vitae?

Odwagi!

O to, kiedy schizma się rozpoczęła, można się spierać – ale na pewno nie o to, czy ona jest, czy jej nie ma! Jest – ale większość świeckich, księży, biskupów i kardynałów udaje ślepych. Kolejni papieże udają, że tak można – głosić w Kościele różną doktrynę, część prawdy Chrystusowej akceptować, a innej części – nie. Mówi się niekiedy, że najważniejszym świętym w Kościele katolickim w Polsce jest święty spokój. W istocie dotyczy to od kilkudziesięciu co najmniej lat bynajmniej nie tylko Polski, ale całego Kościoła, ze Stolicą Apostolską włącznie. Akcja 10 maja nie jest żadnym przełomem na fatalnej drodze Kościoła niemieckojęzycznego; jeżeli cokolwiek ma się zmienić, to tylko wówczas, gdy Ojciec Święty przerwie milczenie i adekwatnie zareaguje. Publikacja dokumentu Kongregacji Nauki Wiary nie wystarczy. Gdy w społeczeństwie pojawia się zbrodniarz nie wystarczy, by policja wydała komunikat przypominający o konieczności przestrzegania prawa. Przestępcę trzeba schwytać i ukarać. To samo dotyczy Kościoła. Heretyków trzeba wskazać po imieniu, wezwać do opamiętania, a jeżeli to nie pomoże – ogłosić ich wyłączenie ze wspólnoty Kościoła. Podkreślam: ogłosić, bo przecież ono już się dokonało.

Paweł Chmielewski

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(34)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie