Papieska nieomylność wymaga konkretnego dookreślenia. Nauczanie I Soboru Watykańskiego jest wprawdzie jasne co do zasady, ale jego praktyczne zastosowanie stwarza problemy – również obecnie.
I Sobór Watykański trwał bardzo krótko, ale podjął niezwykle brzemienne w skutki decyzje. Przypomniał o możliwości poznania istnienia Boga naturalnym rozumem, co stanowiło silny cios w popularyzowany wówczas ateizm. Ku niezadowoleniu prawosławnych i protestantów sobór uroczyście potwierdził też prymat jurysdykcji papieskiej nad wszystkimi chrześcijanami. Wreszcie – i tylko tym chciałbym się tu szerzej zająć – ogłosił, że kiedy papież wypowiada się ex cathedra na temat wiary lub moralności, jest nieomylny.
To oznacza, że definicja, którą przedstawi papież w uroczystej wypowiedzi ogłoszonej jako nauczanie zobowiązujące wszystkich chrześcijan, nie może podlegać odwołaniu czy istotowej zmianie.
Wesprzyj nas już teraz!
Sobór ogłosił to w konstytucji dogmatycznej „Pastor aeternus” w następujących słowach:
Dlatego wiernie stojąc przy tradycji, od początków wiary chrześcijańskiej nam przekazanej, ku chwale Boga i Zbawiciela naszego, dla podwyższenia katolickiej religii a zbawienia ludów chrześcijańskich, za zgodą świętego Soboru, uczymy i orzekamy jako dogmat od Boga objawiony: że Papież Rzymski, gdy z katedry mówi (ex cathedra), to jest, gdy spełniając urząd Pasterza i Nauczyciela wszystkich chrześcijan, według najwyższej swojej Apostolskiej powagi orzeka naukę o wierze i obyczajach, mającą być wyznawaną przez Kościół powszechny, wskutek Bożej pomocy, jemu w osobie bł. Piotra przyrzeczonej, w orzekaniu nauki o wierze i obyczajach tę nieomylność posiada, w którą Boski Odkupiciel chciał Kościół swój mieć zaopatrzony, gdy o wierze i obyczajach orzeka (definit); że zatem tego rodzaju orzeczenia rzymskiego Papieża same z siebie, nie zaś ze zgody (ex consensu) Kościoła przekształcone być nie mogą
Trudny dogmat
Nie tylko prawosławni i protestanci, ale również wielu katolików było przeciwnych ogłaszaniu nauki o nieomylności papieskiej – jeszcze przed ogłoszeniem konstytucji. Sam tekst soborowy został w Kościele przyjęty w różny sposób. Oczywiście lwia część katolików zaakceptowała go i tylko nieliczni zdecydowali się na bunt, popadając w schizmę, jak zrobił choćby Ignaz von Döllinger, jeden z duchowych „ojców” tzw. „Kościoła” starokatolickiego. Nie brakowało jednak w pełni wiernych Rzymowi katolików, którzy pomimo przyjęcia konstytucji „Pastor aeternus” uważali, że cytowany powyżej paragraf ma poważne słabości. Niezadowolenie mogło budzić choćby odwołanie do „tradycji, od początków wiary chrześcijańskiej nam przekazanej” – w związku z faktem, że ani w Piśmie Świętym, ani w historycznych świadectwach epoki Ojców Kościoła nie ma wyraźnego, naprawdę dobitnego poświadczenia wiary w papieską nieomylność. Prymat jurysdykcyjny biskupa Rzymu – to inna rzecz, zdecydowanie wyraźniej obecna w tych źródłach (niezależnie od tego, jak konkretnie rozumie się jego zakres i wykonywanie). Skoro jednak w czasach I Soboru Watykańskiego rosnąca liczba teologów coraz większą wagę przykładała do argumentacji ściśle biblijnej i patrystycznej, nic dziwnego, że dogmat o nieomylności wywołał trudności interpretacyjne. Jego ogłoszenie zasadzało się raczej na wierze Kościoła w to, że Tradycja jest czymś znacznie szerszym, niż tylko Pismo Święte – że Duch Święty cały czas mówi do Kościoła i prowadzi go, pogłębiając rozumienie wiary. W gruncie rzeczy te same argumenty co przeciwko ogłoszeniu dogmatu o nieomylności papieskiej wysuwano wcześniej i również później przeciwko nowym dogmatom Maryjnym – o niepokalanym poczęciu oraz wniebowzięciu Najświętszej Panienki. Oba dogmaty miały oczywiście pełne uzasadnienie w historii wiary Kościoła i wewnętrznej logice ortodoksyjnego chrześcijaństwa. Zawarta w nich prawda, jako zbyt słabo zakotwiczona w Piśmie i nauce Ojców, nie powinna była być zdaniem części teologów ogłaszana w formie dogmatycznej. Pius IX – tak jak później Pius XII – uważał jednak inaczej.
Zastosowanie dogmatu
Zostawiam jednak te zastrzeżenia, bo interesuje mnie w tym momencie nie tyle ugruntowanie teologiczne dogmatu o papieskiej nieomylności, co raczej jego praktyczne zastosowanie. Żeby nieomylność mogła być faktem, papież ma mówić ex cathedra, czyli spełniając urząd pasterza i nauczyciela wszystkich chrześcijan, według najwyższej powagi swojej władzy apostolskiej, orzekając jakąś prawdę na temat wiary i moralności, do której zobowiązuje cały Kościół. Z jednej strony nauczanie I Soboru Watykańskiego przedstawia konkretne warunki – wskazuje na najwyższą powagę, powszechność, uroczystość danego nauczania. Z drugiej strony brak tu jakiejś szczególnej precyzji, co zresztą jest zrozumiałe – ani sobór, ani nawet żaden papież nie ma władzy, by narzucać innym papieżom konkretną formułę „używania” dogmatu o nieomylności. To musi pozostać w zakresie szeroko rozumianej swobody biskupów Rzymu. Praktyka pokazuje jednak, że wynikają z tej swobody poważne trudności. Rzecz jest na tyle słabo wyjaśniona, że… sami papieże nie zawsze wiedzą, co jest nauczaniem omylnym, a co nieomylnym.
W 1950 roku w bulli apostolskiej „Munificentissimus Deus” papież Pius XII ogłosił dogmat o wniebowzięciu Matki Bożej. Pisał wprost, co robi: ogłasza dogmat, czyni to uroczyście, odwołuje się do nieomylności prawdy przez ten nowy dogmat wyrażanej. Co więcej, sama forma jego ogłoszenia była znacząca: bulla apostolska to dokument poważny, podkreślający rangę zawartego w nim nauczania. Nikt nigdy nie miał wątpliwości, że papież Pius XII ogłaszając dogmat o wniebowzięciu Maryi „skorzystał” z przysługującej papieżowi nieomylności.
Można zatem dość łatwo stwierdzić, co na pewno jest nauczaniem nieomylnym, o ile tylko autor tego nauczania dołoży starań, by to jasno i kategorycznie wyjaśnić. Problem zaczyna się tam, gdzie takich starań nie ma. Chciałbym tu wskazać na dwa konkretne przypadki.
Zakaz antykoncepcji. Nieomylny?
31 grudnia 1930 roku papież Pius XI ogłosił encyklikę „Casti connubii” na temat katolickiego małżeństwa. Publikacja dokumentu była odpowiedzią na zawirowania moralne w świecie chrześcijańskim wywołane upowszechnianiem antykoncepcji. Wspólnota Anglikańska wcześniej w tym samym roku ogłosiła, że wierni anglikanie mogą obezpładniać swoje akty małżeńskie, żeby w ten sposób regulować liczbę dzieci. Papież Pius XI z kolei takie postępowanie określił mianem grzechu ciężkiego, bez żadnych wyjątków.
„Castii connubii” ma formę encykliki – dokumentu może nie najwyższej rangi, ale jednak dość wysokiej. Jest adresowany do wiernych na całym świecie. Rozstrzygnięcie Piusa XI dotyczyło kwestii moralnej. Ojciec Święty pisał: „Kościół Katolicki, któremu sam Bóg powierzył zadanie nauczania i bronienia czystości i uczciwości obyczajów, […] odzywa się prze usta Nasze głośno i obwieszcza na nowo […]. Upominamy zatem najwyższą swoją powagą i powodowani troską o dusz wszystkich zbawienie spowiedników i duszpasterzy, aby wiernych swoich w sprawie tego niesłychanie ważnego przykazania Bożego nie pozostawiali w błędzie”.
Brzmi zatem poważnie – czy jest jednak nieomylne? Ani biskupi in toto, ani późniejsi papieże nie byli tego pewni – i chyba nadal nie są. Podczas II Soboru Watykańskiego toczyła się na ten temat bardzo intensywna debata. Jedni biskupi wskazywali na słuszność rozstrzygnięć Piusa XI, inni uważali, że papież się pomylił. Już to pokazuje brak jasności, ale do niej przyczynił się mocno jeszcze sam papież Paweł VI. Ojciec Święty nie chciał, by sobór dyskutował o antykoncepcji – ale nie podjął szybko żadnej decyzji. „Wyjął” temat spod obrad soborowych i przekazał specjalnej komisji. Większość jej członków doszła do wniosku, że nauczanie Piusa XI nie jest nieomylne – a co więcej, że należałoby je po prostu zmienić i dopuścić antykoncepcję. Zupełnie inaczej Pawłowi VI doradzał Karol Wojtyła. Ostatecznie papież poszedł za jego głosem, choć do samego końca nie był pewien tego, co robi. Jest na ten temat dość znamienna historia. W w drugim tomie swoich wspomnień („Umstrittene Wahrheit”, Piper Verlag, München 2007, s. 82-83) wyklęty teolog Hans Küng opisuje swoją rozmowę na ten temat z papieżem Montinim. Szwajcar rozmawiał z Ojcem Świętym właśnie o planowanej decyzji w sprawie antykoncepcji.
„Kiedy powiedziałem: «Finalmente, Santità, non si tratta di una dottrina infallibile – ostatecznie, Ojcze Święty, nie chodzi o nieomylną doktrynę», papież podniósł spontanicznie obie ręce, popatrzył przez chwilę w górę, później zwrócił wzrok na mnie i poprzez swoją pełną wątpliwości minę wyraźnie wskazał, że dla niego nie jest wcale pewne, że nie chodzi tu jednak o nieomylne nauczanie. Przez moment byłem tak zdumiony, jak jakiś zachodni naukowiec, który musiałby gdzieś w środku Afryki wytłumaczyć tubylcom, że chociaż powierzchnia Ziemi wszędzie jest płaska, to Ziemia jest jednak okrągła. Powiedziałem tylko – na więcej nie było już czasu – że wszyscy wiodący teologowie podzielają moją opinię, co papież przyjął tylko ponownie bezradnym podniesieniem rąk”.
Nie ma powodów, by kwestionować prawdziwość relacji Hansa Künga. Paweł VI opublikował encyklikę „Humanae vitae” w lipcu 1968 roku. Już sam wybór terminu był dość znamienny: środek lata, tuż przed głównym sierpniowym sezonem urlopowym, tak, by zminimalizować siłę krytyki. Treść tekstu była dość dwuznaczna. Z jednej strony papież podtrzymał nauczanie Piusa XI, które zakazuje stosowania antykoncepcji. Z drugiej – nie wspomniał już o sankcji grzechu ciężkiego. Jego wahanie, zobrazowane przez anegdotę Künga, znalazło w jakiejś mierze swój wyraz w dokumencie.
Świat i Kościół podzielił się w ocenie encykliki papieża – do tego stopnia, że kilka episkopatów wydało swoje własne dokumenty, w których odrzucono nieomylność rozstrzygnięcia Pawła VI (Niemcy, Austria, Szwajcaria, Kanada). Zaprotestowało wielu teologów i księży, a świeccy na Zachodzie w dużej mierze nauczanie zignorowali (pokazują to statystyki dzietności, także wśród katolików spadające od kilku dziesięcioleci). Paweł VI nie wyciągał wobec tego większych konsekwencji – bunt przeciwko „Humanae vitae” krytykowano, ale poniekąd tolerowano.
Jan Paweł II, jako de facto główny promotor decyzji o podtrzymaniu nauki Piusa XI, ostro krytykował antykoncepcję. Benedykt XVI raczej stronił od tego tematu, choć przypomniał, że obezpładnianie aktów małżeńskich jest zakazane – i to nawet w Afryce w obliczu problemu Aids. Papież Franciszek tymczasem na nowo otworzył dyskusję na ten temat. Pozwolił Papieskiej Akademii Życia publikować książki promujące dopuszczalność antykoncepcji; sam mówił, że sprawa jest dyskutowana i że Urząd Nauczycielski Kościoła będzie musiał podjąć jakąś decyzję – najwyraźniej nie uważał, żeby rozstrzygnięcia Piusa XI oraz Pawła VI faktycznie były nieomylne.
Za pontyfikatu Leona XIV Dykasteria Nauki Wiary ogłosiła notę doktrynalną „Una caro” o małżeństwie, gdzie na temat antykoncepcji prawie się nie wspomina – zarazem autor noty kardynał Fernández powiedział, że dokument „nic nie zmienia” w sprawie „Humanae vitae”. Nauczanie o antykoncepcji jest zatem od 1930 roku niezmienne – ale czy nieomylne, sami papieże mają ewidentną wątpliwość.
Kobiety na księży? „Ostateczna” decyzja Jana Pawła II
Drugi przykład to kwestia kapłaństwa kobiet. Po II Soborze Watykańskim środowiska progresywne zaczęły domagać się przeprowadzenia w Kościele katolickim swoistej rewolucji feministycznej, analogicznej wobec tego, co wydarzyło się w społeczeństwie świeckim. Skoro kobiety mogą głosować i piastować najwyższe urzędy państwowe, to najwyższy czas na to, by mogły otrzymywać również święcenia kapłańskie, twierdzono. Stolica Apostolska zareagowała na to krytycznie. Najpierw wypowiedziała się Kongregacja Nauki Wiary. W 1976 roku ogłosiła deklarację „Inter insginiores”, którą podpisał ówczesny prefekt Kongregacji kardynał Franjo Šeper. Dokument wykluczał możliwość udzielania kobietom sakramentu święceń, ale nie mógł być oczywiście traktowany jako przejaw nieomylnego nauczania papieskiego – chodziło w końcu o tekst Kongregacji, a nie o uroczysty dokument samego Ojca Świętego.
Jako że deklaracja nie zamknęła dyskusji i środowiska progresywne dalej głosiły te same postulaty, w końcu zareagował sam papież. W 1994 roku św. Jan Paweł II ogłosił list apostolski „Ordinatio sacerdotalis” na temat udzielania święceń kapłańskich wyłącznie mężczyznom. Zawarł w nim słowa:
Aby zatem usunąć wszelką wątpliwość w sprawie tak wielkiej wagi, która dotyczy samego Boskiego ustanowienia Kościoła, mocą mojego urzędu utwierdzania braci (por. Łk 22,32) oświadczam, że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne.
Ojciec Święty podjął zatem konkretną decyzję w sprawie wiary, powołał się na swoją papieską władzę i zażądał, by uznać to za rozstrzygnięcie finalne. Forma listu apostolskiego nie jest jednak szczególnie uroczysta, a przedstawiona w dokumencie argumentacja była nieco zawężona – stąd rozgorzał spór o to, czy Jan Paweł II wypowiedział się nieomylnie, czy też jednak nie. Ten spór nie został dotąd jednoznacznie rozstrzygnięty. Większość teologów na świecie uznałaby prawdopodobnie, że wypowiedź była nieomylna – ale wpływowe kręgi progresywne w Europie czy Stanach Zjednoczonych tak nie uważają.
Oliwy do ognia dolał ostatnio papież Franciszek. W 2023 roku opublikowano odpowiedzi, jakich Ojciec Święty udzielił na pytania grupy kardynałów dotyczące kilku żywo dyskutowanych spraw Kościoła. Jedno z nich dotyczyło właśnie kwestii kapłaństwa kobiet w kontekście decyzji Jana Pawła II z „Ordinatio sacerdotalis”. Papież Franciszek uznał, że rozstrzygnięcie papieża Wojtyły obowiązuje – ale że sprawa jego nieomylności jest przedmiotem dyskusji. To prawda, taka dyskusja się toczy – ale w tym wypadku niejako sam Urząd Nauczycielski w osobie papieża Franciszka uznaje, że nie wie, czy jego własna wypowiedź (podana przez osobę Jana Pawła II) jest nieomylna, czy też nie.
Sprawę komplikuje fakt, że Jan Paweł II pisał tylko o prezbiteriacie, tymczasem dyskutuje się dziś także o diakonacie kobiet – jest to przecież pierwszy stopień sakramentu święceń kapłańskich, ale zarazem diakon nie jest wyświęcany do kapłaństwa, lecz do posługi. W efekcie dyskusja o kapłaństwie kobiet cały czas trwa, a Stolica Apostolska na to pozwala.
„Ekumeniczne wyjaśnienia?” Nie tak szybko
Watykan jest przy tym w jakiejś mierze świadomy problemu, które stwarza obecna niejasna sytuacja. W czerwcu 2024 roku ukazał się dokument analityczny pt. „Biskup Rzymu”, który wyszedł z Dykasterii ds. Popierania Jedności Chrześcijan, czyli de facto Dykasterii ds. Ekumenizmu. Kieruje nią szwajcarski kardynał Kurt Koch. Dykasteria zaproponowała przedyskutowanie jakiejś formy „reinterpretacji” nauczania I Soboru Watykańskiego, tak, żeby dogmaty o powszechnym prymacie jurysdykcyjnym papieża oraz jego nieomylności mogły stać się akceptowalne dla niekatolików, zwłaszcza dla prawosławnych i anglikanów. Nie należy jednak sądzić, by sugestie zawarte w dokumencie – same w sobie zresztą dość mgliste – zostały zrealizowane, bo ani z prawosławnymi, ani z anglikanami nie da się dziś tak naprawdę skutecznie rozmawiać. Prawosławni są wewnętrznie podzieleni – patriarcha Bartłomiej z Konstantynopola ma dobre relacje z Rzymem, ale niewielki posłuch w prawosławnym świecie. Posług ma patriarcha Cyryl z Moskwy, który jest jednak skonfliktowany z Bartłomiejem i de facto nie utrzymuje relacji z papieżem. Anglikanie w 2025 roku rozpadli się na liberalną i konserwatywną część, nie ma więc żadnego podmiotu, który odpowiada za całość ich wspólnoty. Dokument „Biskup Rzymu” stał się więc poniekąd bezprzedmiotowy.
Przyszłość dogmatu o nieomylności
Do tego należy dodać fakt, o którym już tu pisałem: ani sobór, ani papież nie może narzucić papieżom konkretnej formy ogłaszania nieomylnej nauki. Papieże są wolni w swoich działaniach i mogą „ograniczać” siebie nawzajem tylko o tyle, o ile wynika to z Objawienia. Formuła ogłaszania nauki – czy ma to być bulla, czy encyklika, czy list apostolski; z użyciem tych czy innych określeń – nie należy do Objawienia.
Wydaje się, że ten czy inny papież – dlaczego nie Leon XIV? – mógłby pochylić się nad kwestią nieomylności i zaproponować konkretną i pogłębioną refleksję na ten temat, choćby w postaci noty doktrynalnej Dykasterii Nauki Wiary, tak, by zaistniał konkretny punkt odniesienia do dalszej dyskusji. Problem w tym, że to oznaczałoby jednak nieuchronnie zajęcie stanowiska w tak drażliwych sprawach, jak antykoncepcja czy kapłaństwo kobiet – a z racji swoistej wewnątrzkatolickiej dyplomacji Watykan woli unikać polaryzacji w tych kwestiach. Dlatego wydaje się, że przy wszystkich trudnościach i problemach, temat precyzacji „korzystania” z dogmatu o papieskiej nieomylności nie zostanie póki co pogłębiony.
Można rzec, że przy wszystkich trudnościach, płynie z tego dla nas pewna lekcja pokory: Kościół katolicki, jak mówi znane rzymskie powiedzenie, myśli w perspektywie stuleci. Czasami przerażeni tym czy innym wydarzeniem albo zjawiskiem mamy tendencję do rozpaczy albo jakiejś formy „oddzielenia się” od Stolicy Apostolskiej. Tego nie wolno nigdy robić. Katolicy muszą cierpliwie znosić to, że pewne rzeczy, pomimo a może właśnie z powodu ich wagi, są żywo dyskutowane, nie zawsze do końca wyjaśnione, niekiedy rozwiązywane dopiero po długich dziesięcioleciach czy całych wiekach. Taki właśnie jest katolicyzm. Patrzmy na sprawy Kościoła z troską, ale zarazem – z ufnością i spokojem pełnym nadziei.
Paweł Chmielewski