Wprowadzenie Strefy Czystego Transportu w Krakowie sprawiło, że właściciele pojazdów, które nie mieszczą się w wymaganych normach, tracą podwójnie. To już nie tylko wykluczenie komunikacyjne. To również cios finansowy związany z koniecznością wymiany auta i pogodzenia się, że wartość ich auta właśnie znacząco spadła.
Ruch cenowy widoczny jest już w komisach. Było to do przewidzenia, bowiem SCT oznaczała brak możliwości poruszania się (bez opłat) po Krakowie pojazdem, który nie spełnia wymaganych norm. Wprawdzie są tu wyłączenia dla mieszkańców, ale tylko w przypadku aut nabytych przed 26 czerwca 2025 roku.
Teraz pojawiają się głosy, że właściciele zakazanych w Krakowie pojazdów powinni otrzymać rekompensatę za spadek wartości ich mienia. Są nawet pomysły na pozew zbiorowy.
Wesprzyj nas już teraz!
Urzędnicy uważają, że nie ma ku temu podstaw prawnych i wskazują, że pojazdy… nadal można używać poza obszarem SCT. Warto przypomnieć, że w czasie dyskusji nad SCT, w puli bonusów dla kierowców, magistrat nie miał atrakcyjnych zachęt – chyba, że można do nich zaliczyć bonus na bilet MPK, albo ulgę na wypożyczenie roweru.
Tymczasem, jak czytamy na wp.pl, wprowadzenie SCT oznacza de facto brak możliwości sprzedaży „wykluczonych” samochodów, a ich ceny są absurdalnie niskie. Do tego i tak nie ma chętnych na ich odkup. Potwierdzają to właściciele autokomisów, którzy mocno zastanawiają się czy w ogóle „brać na plac” samochody, które nie mogą jeździć po krakowskiej SCT.
Szanse na sprzedaż takiego pojazdu są, ale raczej z dala od Krakowa lub na rynek ukraiński, ale i tam zainteresowanie takimi autami znacząco zmalało, w porównaniu z okresem pierwszych lat wojny.
Źródło: wp.pl
MA