21 stycznia 2015

O wieczności

(By Photo by Andreas Wahra, edited by Entheta/Wikimedia)

Myśl o wieczności pod pewnym względem słusznie przeraża ludzi, bo jest ona w najwyższym stopniu przerażająca. Ale gdyby umieli oni z tej bojaźni korzystać, gdyby wyciągali z tego prawdziwe wnioski i wedle nich urządzali swoje życie, oswoiliby się wkrótce z myślą o wieczności, mieliby w niej upodobanie i pociechę. Bo jeżeli ta myśl jest z jednej strony przerażająca, to z drugiej strony jest też niezmiernie pocieszająca. […]

Myśl o wieczności przeraża i powinna przerażać tych, którzy oddani swoim namiętnościom, postanowili dogadzać sobie we wszystkim. A skoro ta natrętna myśl zaprawia ich uciechy goryczą, powinni oni – zamiast, jak to zwykle czynią, odrzucać ją od siebie i starannie usuwać wszystko, co mogłoby im ją przypomnieć – poważnie zastanowić się nad tym, jak dalece jest ona ugruntowana i jak bardzo się zgadza z rozumem i z Objawieniem.

Gdyby się o tym przekonali, łatwo byłoby im wyciągnąć stąd wniosek, że ponieważ stworzeni są po to, by nie tylko żyli w czasie, ale i w wieczności, musieliby być obłąkani, gdyby dla rzeczy doczesnych poświęcili swój los wieczny. Od tego zaś wniosku do nawrócenia już tylko jeden krok.

Bo jeżeli rzeczywiście istnieje wieczność, to na cóż się przyda odsuwać lub odrzucać myśl o niej? Czyż prawda, o której nie myślimy albo myśleć nie chcemy, przestaje z tego powodu być prawdą? A jeżeli ma ona mieć dla nas następstwa, to czy je odwrócimy przez to, że z uporem nie będziemy chcieli nad nimi się zastanowić?

Myśl o wieczności przeraża i przerażać powinna tych, którzy nie oddając się wprawdzie namiętnościom, są jednak przywiązani do życia i do rzeczy doczesnych. Ale i tacy powinni się zastanowić, że jeżeli mają używać szczęścia w wieczności, do niego właśnie powinni zwracać się sercem; że wszelkie nadmierne przywiązanie do rzeczy ziemskich sprzeciwia się porządkowi ustanowionemu przez Boga.

Powinni pomyśleć, jak nierozumną jest rzeczą namiętnie przywiązywać się do tego, czego w zupełności posiąść nie mogą, i co będą musieli bezpowrotnie utracić, a jednocześnie być obojętnym na to, co ma trwać wiecznie i stanowić ich szczęście albo nieszczęście.

Wieczność, rozważana w ten sposób, nie będzie już dla nich przedmiotem zatrważającym; będą bowiem mówić sobie: „Nie jestem stworzony dla ziemi; po co mam się nią tak zajmować? Po obecnym życiu nastąpi inne, które się nigdy nie skończy; dlaczegóż nie miałbym robić wszystkiego, co w mojej mocy, ażeby sobie zapewnić posiadanie dóbr, które religia obiecuje mi w życiu przyszłym?” Przy takiej postawie nie będzie zbędnego ubiegania się o zdobycie dóbr znikomych: będziemy używali dóbr tego świata według woli Bożej, nie przywiązując się do nich; wszystkie poruszenia naszego umysłu i serca, wszystkie uczucia odnosić się będą do wieczności.

Myśl o wieczności jest też przestrogą dla chrześcijańskich dusz bojaźliwych, które służą Bogu dla własnej korzyści, które bardziej się Go boją, niż Go kochają, które zawsze troszczą się o swoje zbawienie i chciałyby mieć co do niego pewność, czego nigdy jednak osiągnąć nie mogą.

„Mogę być potępiony – mówią – mogę być wiecznie nieszczęśliwy; nie wiem, czy jestem w stanie łaski, czy nie umrę w grzechu śmiertelnym.” Takie myśli napełniają te dusze trwogą i przerażeniem, doprowadzają je do zniechęcenia i rozpaczy. Ale Bóg nie chce, żeby się tak niepokoiły; myśl o wieczności nie powinna sprawiać takiego wrażenia. Niech takie dusze będą pewne, że Bóg je kocha bardziej, niż one kochają siebie; że ich zbawienia On pragnie bardziej niż one same; że od nich zależy, by sobie to zbawienie zapewniły i że powinny w tym celu używać środków, jakie im podaje religia, potem zaś zdać na Boga wszelkie o to zbawienie staranie. Te dusze nie widzą, że ich zbyteczna trwoga pochodzi z miłości własnej; z tego, że Boga odnoszą one do siebie, zamiast siebie odnosić do Boga. Pragną zbawienia dla swojej własnej korzyści: ich celem ostatecznym nie jest miłość Boga, Jego chwała i wola, ale ich własna szczęśliwość. Niech się starają w tym poprawić; niech wzniosą się ponad swój własny interes; niech nie zaniedbując go, mają na celu przede wszystkim chwałę Bożą. Wtedy miejsce bojaźni zajmie w nich miłość: całą swoją ufność położą one w Bogu; będą się spodziewały zbawienia nie z tytułu własnych zasług, ale dlatego, że Bóg jest dobry i miłosierny; będą Mu służyły ze spokojem, a myśl o wieczności nie będzie ich przerażała.

O. Nicolas Grou, Przewodnik, życia duchowego, Wydawnictwo AA, s. 208 – 211.

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie