Problem matek, które do nas trafiają polega na tym, że są to po prostu osoby opuszczone – fizycznie i psychicznie. Nie mają wsparcia własnej rodziny a ojciec dziecka jest daleko. W 99 procentach przypadków zamiar zabicia dziecka bierze się właśnie z faktu porzucenia – mówi w rozmowie z PCh24.pl ksiądz Tomasz Kancelarczyk, prezes Fundacji „Bractwo Małych Stópek”.
Wesprzyj nas już teraz!
Młoda kobieta waha się, czy urodzić. Ojciec dziecka, rodzina, niemal całe otoczenie naciskają, by pozbyła się „problemu”. W końcu dziewczyna za radą kogoś życzliwego trafia do Fundacji. Czy często spotyka się Ksiądz z taką sytuacją?
Na tyle często by mieć ręce pełne pracy. Sam nie rozglądam się za tymi wszystkimi przypadkami, to one „trafiają” do nas. Niestety, najczęściej osoby stające w obliczu podobnych sytuacji otrzymują we własnym środowisku pseudo-pomoc. Dzisiaj bardzo proste jest rozwiązanie problemu w postaci którejś spośród form „aborcji”. Łatwo pozbyć się człowieka, ale – jestem przekonany – również nie tak trudno go ocalić. Tak zwani obrońcy praw kobiet chętnie pomagają w zabijaniu nienarodzonych. Nie słyszałem jednak, by kiedyś zbierali fundusze na pomoc matce, która jest samotna, ma małe dziecko i trudną sytuację.
Kobiety trafiają do nas z reguły nie bezpośrednio, ale dzięki osobom ze swojego otoczenia. Ważne, byśmy umieli odpowiednio reagować. Kiedy ktoś dzwoni do mnie z prośbą o pomoc, najpierw pytam go, czy sam nie jest w stanie zorganizować ekipy, która pospieszy kobiecie ze wsparciem. Często okazuje się, że jednak może i przekazujemy tylko jakąś niewielką pomoc materialną. Możemy większą, ale już jest to niepotrzebne, bo w międzyczasie znalazły się osoby, które towarzyszą matce, chcą się nią zaopiekować.
Kiedy ktoś przekazuje nam informację o takiej sytuacji, myślimy, jak ją „ugryźć”. Staramy się pomówić telefonicznie z osobą, której to dotyczy. Jeśli nie chce rozmawiać, niech chociaż wysłucha. Staram się zawsze rozpoczynać rozmowę od zapewnienia o udzieleniu tego co niezbędne w codziennym życiu, czyli od pomocy materialnej. Przede wszystkim jej dziecko na początku potrzebować będzie pieluch, wózka, łóżeczka, ubranek, chemii kosmetycznej. Już taka minimalna pomoc sprawia, że ta młoda osoba nie ma już takiego obciążenia, konieczności martwienia się o podstawowe sprawy konieczne dla dziecka.
Co jest największym problemem dla młodych matek, które posuwają się do zamiaru zabicia własnego dziecka?
Obecnie prowadzimy zbiórkę na rzecz młodej warszawianki, której wszyscy najbliżsi nalegali na przeprowadzenie „aborcji”. Kilka czy kilkanaście tysięcy złotych, jakie uda nam się uzyskać poprzez setki drobnych wpłat, stanowi dla tej osoby kwotę nieosiągalną. Zamieszka w nowym miejscu, wynajmie mieszkanie czy pokój. Dzięki pomocy, jaką otrzyma, znajdziemy się na zupełnie innym poziomie rozmowy o przyszłości jej dziecka.
Problem matek, które do nas trafiają polega na tym, że są to po prostu osoby opuszczone – fizycznie i psychicznie. Nie mają wsparcia własnej rodziny a ojciec dziecka jest daleko (w 99 procentach przypadków zamiar zabicia dziecka bierze się z faktu porzucenia przez ojca). Oczywiście, na samym początku tych dramatów znajduje się grzech współżycia pozamałżeńskiego, luźnych relacji seksualnych, ale wtedy w rozmowach do tego nie nawiązuję. Przeciwnie, często to właśnie od tych kobiet słyszę: „ale ja byłam głupia”.
Głównym argumentem przemawiającym za zabiciem dziecka, a przewijającym się w rozmowach z tymi osobami jest wrogie nastawienie ze strony środowiska matki. Zwłaszcza chodzi o ojca dziecka. Dlatego tegoroczny szczeciński Marsz dla Życia [24 kwietnia 2016 r.] odbędzie się pod hasłem: „Mężczyzna – waleczne serce”. Widzę, że z problemem tzw. aborcji przychodzą do mnie jako księdza najczęściej kobiety. Mężczyzn widuję rzadko a tak naprawdę powinno być odwrotnie.
Które metody docierania do świadomości ludzi z kwestią obrony życia uważa Ksiądz za najskuteczniejsze?
Nie chciałbym ich klasyfikować, wszystkie są dobre, jeżeli tylko docierają do odbiorcy. Dla niektórych pewne argumenty są fascynujące, dla innych zaś te same – nie do przyjęcia. Nasza Fundacja jest mocno zaangażowana w działalność na terenie szkół. Obserwuję, że metody pokazujące w dosłowny sposób okrucieństwo „aborcji” nie trafiają do młodzieży. Psychika młodych ludzi w dzisiejszym świecie jest bardzo wyprana z wrażliwości, chociażby poprzez medialną wszechobecność przemocy i okropieństw. Głowimy się więc, jak do nich dotrzeć.
Bardzo ważna jest pomoc informacyjna czy formacyjna w różnych wymiarach: obrazu i treści, w wymiarze naukowym, za pomocą statystyk. Gdy pokazuję młodzieży film wykonany laparoskopem, gdzie widoczne jest bicie serca od czwartego tygodnia życia płodowego dziecka, nikomu z oglądających nie przyjdzie do głowy powiedzieć, że to nie jest człowiek. Mimo, iż ten nie zdążył jeszcze w pełni wykształcić swoich wszystkich organów.
Podstawową naszej działalności jest świadczenie pomocy w sytuacjach bezpośrednio grożących zabiciem dziecka, jednak angażujemy się też w działalność edukacyjną na poziomie gimnazjów i szkół średnich. W podstawówkach rozdajemy „Jasie”, czyli modele nienarodzonego dziecka. Kiedyś zamawialiśmy ich u producenta jednorazowo po kilkadziesiąt sztuk, dzisiaj już po kilkadziesiąt tysięcy. Przekonaliśmy się, że to działa. W jednej ze szkół wręczyłem wszystkim dziewczynom model dziecka dziesięciotygodniowego. Po lekcji jedna z nich podeszła do mnie zapłakana mówiąc, że ona „tego” już nie zrobi. Z początku nie wiedziałem, o co jej chodzi, okazało się, że ona była w ciąży i pod presją rodziny zamierzała się pozbyć dziecka. Na początku przyjęła naszą pomoc, ale gdy odezwała się znowu po kilku tygodniach, miała już wsparcie ze strony bliskich i nie potrzebowała naszego.
Motywem, dla którego ocalało już niejedno dziecko, są okna życia. Nawet samo ich funkcjonowanie wpływa nieraz na zmianę tragicznej decyzji. Często wystarczy zachęcić matkę do urodzenia, pomóc w znalezieniu położnej, by zrezygnowała z „aborcji”. Mija miesiąc i nie ma już mowy ani o pozostawieniu noworodka w oknie, ani o adopcji. Dziecko zostaje w rodzinie.
Zwolennicy swobody zabijania dzieci poczętych usiłują zepchnąć spór o „aborcję” do poziomu religijnego. Co Ksiądz sądzi na ten temat?
Być obrońcą życia to znaczy być po prostu człowiekiem wrażliwym. Wrażliwym na wartość życia. Uważam, że powinno się oddzielać kwestię wartości życia od wiary. Nie widzę jednak możliwości trwania w komunii z Bogiem i równoczesnego opowiadania się przeciwko życiu, na gruncie wiary jest ono bowiem doświadczeniem mistycznym. Nie można kochać Boga nie kochając bliźniego. Nie można uznawać istnienia Boga, który jest, nie uznając człowieka, który także jest, bo został poczęty.
Próbował Ksiądz liczyć, ile dzieci udało się uratować poprzez działalność fundacji?
Trudno to oszacować, chodzi o indywidualne, złożone przypadki. Myślę jednak, że około czterdziestu nie urodziłoby się bez naszej interwencji. Przekazaliśmy 120 tysięcy pieluch matkom około 90 dzieci, niekoniecznie tylko w sytuacjach, które bez naszego wsparcia skończyłyby się zabiciem nienarodzonego istnienia. Działamy nie tyle w Szczecinie, co praktycznie w całej Polsce i wszędzie szukamy współpracowników. Dziękuję wszystkim darczyńcom, którzy wpłacają swoje złotówki żeby ta działalność była możliwa. Łatwo to przeliczyć: każde 10 złotych to dwadzieścia pieluch. W zeszłym roku otrzymaliśmy 27 tysięcy złotych z podatkowych odliczeń 1 procenta (Stowarzyszenie Rodzin Katolickich, „Małe Stópki”, KRS 0000048068). Za tę kwotę uda nam się kupić 60 tysięcy pieluch.
Ile osób zaangażowanych jest w działalność Fundacji jako pracownicy i wolontariusze?
Mamy kilku pracowników, w najbliższym czasie zwrócimy się do darczyńców o pomoc w zatrudnieniu kolejnej osoby, która zajmie się obsługą przesyłek i magazynu. W całej Polsce pomaga nam stale kilkadziesiąt osób. To niesamowite osoby, mają serce, aż się prosi żeby otworzyć kolejne oddziały w różnych miastach Polski. Może dorośniemy kiedyś do tego.
Musimy postawić na obronę życia. W przeciwnym razie jako naród, jako ludzie, jednostki, rodziny, społeczności nie rozwiniemy skrzydeł. Nie sposób, żebyśmy rozwijali się tłamsząc tych najsłabszych. Wystarczy spojrzeć na Zachód, który teraz ma już stryczek na szyi. To efekt pogardy dla życia ludzkiego, nie mówić już o aspekcie religijnym, czyli odejściu od Pana Boga. A my mamy być jak orły. Siłę musimy opierać na duchu, na moralności. Bądźmy zatem wrażliwi na to, co dzieje się w naszych środowiskach. Jeśli potrafimy, pomagajmy, a jeśli nie – szukajmy sojuszników. Wspierajmy się nawzajem.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Roman Motoła