Akceptacja homoseksualizmu u bram. Niebezpieczny raport Watykanu

Watykański Sekretariat Generalny Synodu Biskupów opublikował w ubiegłym tygodniu najnowszy Raport Synodalny. Dotyczy homoseksualizmu i proponuje całkowicie rewolucyjną perspektywę w ocenie tego zjawiska.
Raport jest dziełem jeden z kilkunastu Synodalnych Komisji Studyjnych, jakie do życia powołał papież Franciszek. Jorge Mario Bergoglio chciał, aby te komisje – złożone z ekspertów dobranych przez synodalne struktury Watykanu – opracowały podstawy pod gruntowną, wielopłaszczyznową reformę Kościoła katolickiego. Docelowo, reforma miałaby zostać przeprowadzona albo zainicjowana jesienią 2028 roku, kiedy odbędzie się wielkie Zgromadzenie Kościelne – spotkanie świeckich i biskupów, wspólnie obradujących nad sprawami Kościoła.
Synod czy sobór?
Całość projektu Franciszka jest bardzo podobna do sposobu organizacji Soboru Powszechnego. Synodalne Komisje Studyjne odpowiadają komisjom, które przed soborem opracowują wstępne schematy, poddawane później pod głosowanie Ojców Soborowych. Z kolei sam Sobór Powszechny miałby odpowiednik w Zgromadzeniu Kościelnym. Adekwatna jest też tematyka: na soborze chodzi zwykle o całą paletę zagadnień; podobnie jest w przypadku Franciszkowego procesu synodalnego. Prace są prowadzone w sprawie takich zagadnień jak rola kobiet w Kościele, przeżywanie kapłaństwa, trudne sprawy doktrynalne i moralne, sposób wyboru biskupów, kolegialność i wiele innych.
Wcześniej Stolica Apostolska opublikowała już kilka raportów finalnych Synodalnych Komisji Studyjnych. Teraz dołączył do nich raport Komisji nr 9, który jest niemal całkowicie poświęcony homoseksualizmowi.
Co ciekawe, początkowo Komisja nr 9 miała zająć się „trudnymi kwestiami doktrynalnymi, moralnymi i duszpasterskimi”. W toku prac zmieniła jednak swoją nazwę, zajmując się już nie „trudnymi”, ale „pojawiającymi się kwestiami”. W dodatku w praktyce zajęto się tylko jedną kwestią, czyli właśnie homoseksualizmem. Jakby dla zatuszowania tej fiksacji, w raporcie finalnym Komisji nr 9 zawarto też refleksję na temat odejścia od przemocy w kontekście wojen. Kwestii przemocy poświęca się jednak tylko kilka stron, a homoseksualizmowi – kilkadziesiąt.
Perspektywa, którą przedstawia Komisja nr 9, jest całkowicie rewolucyjna. Raport finalny zakłada całkowite odwrócenie zwykłych kategorii, tak, by ostatecznie uznać homoseksualizm za całkowicie normalny i akceptowalny w Kościele katolickim.
Watykan opublikował w sumie aż cztery materiały związane z pracami Komisji nr 9. Zasadniczy tekst to „Raport finalny” mający ponad 30 stron. Dodatkowo opublikowano jeszcze mające trzy strony „Podsumowanie wykonawcze” oraz dwa „Aneksy” ze świadectwami.
Zwrócę najpierw uwagę na oba aneksy. To szerokie wynurzenia dwóch homoseksualistów – z Portugalii i ze Stanów Zjednoczonych. Obaj mężczyźni żyją w cywilnych związkach jednopłciowych, które nazywają „małżeństwem”. Deklarują, że cenią swój homoseksualizm i uważają go za dar od Pana Boga.
Afirmatywne świadectwa homoseksualistów
Homoseksualista z Portugalii ma około 40 lat. Żyje z mężczyzną, którego nazywa „mężem”, od 20 lat. Przekonuje, że otrzymał „doświadczenie akceptacji” od strony matki, która pozwoliła mu zaakceptować własną inność. Po okresie nastoletnich perturbacji, zyskał też przekonanie o wsparciu ze strony samego Jezusa Chrystusa. Twierdzi, że chce akceptować własną seksualność w wymiarze homoseksualnym, bo to pozwala mu na poczucie „całości”. Zarazem przekonuje, że seksualność nie powinna być niczym szczególnym: to tylko jeden z aspektów jego życia i nie chciałby, aby ktoś oceniał go przez ten pryzmat. Portugalczyk jest przekonany, że to Pan Bóg stworzył go jako homoseksualistę. Mężczyzna twierdzi, że „różnorodność jest cechą Stworzenia” świata przez Boga. Uważa dlatego, że Jezus Chrystus akceptuje jego związek z drugim mężczyzną. Deklaruje, że dzięki życiu w relacji homoseksualnej ma więcej czasu, który może wykorzystać dla społeczeństwa, bo nie musi zajmować się własnymi dziećmi.
Homoseksualista ze Stanów Zjednoczonych to znany w swoim kraju aktywista na rzecz ruchu LGBTQ. Jest związany z progejowskim jezuitą, o. Jamesem Martinem. Napisał nawet książkę o homoseksualizmie, w której o. Martin zamieścił wstęp. Amerykanin żyje w związku „małżeńskim” z czarnoskórym protestantem. Co ciekawe, to właśnie oni otrzymali od o. Martina błogosławieństwo udokumentowane w mediach zdjęciami – było to pierwsze takie wydarzenie na gruncie publikacji „Fiducia supplicans” przez papieża Franciszka i kardynała Victora Manuela Fernándeza w grudniu 2023 roku. Homoseksualista uważa, że jego skłonności to „dar od Boga”. Kategorycznie odrzuca rozumienie swojej homoseksualności jako „perwersji, nieuporządkowania albo krzyża”. „Mam szczęśliwe, zdrowe małżeństwo i wzrastam jako otwarcie gejowski katolik. Gdybym mógł wybrać bycie gejem, tak właśnie bym zrobił, bo to potężna i piękna droga dostrzegania obrazu Bożego w świecie” – oznajmia w watykańskim „świadectwie”. Amerykanin przekonuje, że dzięki homoseksualizmowi jest „bardziej empatyczny, troskliwy i zainteresowany sprawiedliwością, i bardziej twórczy”. Wyjaśnia, że uczęszcza zarówno do parafii katolickiej, jak i do wspólnoty protestanckiej, do której należy jego partner („mąż”, jak czytamy w „świadectwie”). Homoseksualista narzeka na homofobię w Kościele. Twierdzi też, że o ile „geje” mogą jakoś odnaleźć się w strukturach Kościoła, to prawdziwy problem mają „lesbijki”, bo te oprócz homofobii borykają się również z problemem patriarchatu. Ponadto mężczyzna bardzo krytycznie ocenia okołokościelne inicjatywy, które są nakierowane na wydostanie katolików z homoseksualizmu, takie jak cieszącą się wsparciem episkopatu USA grupę „Courage”.
Co ciekawe, Komisja nr 9 nie przygotowała żadnego „świadectwa” wskazującego na życie w czystości, chęć przezwyciężenia homoseksualizmu jako grzechu i tak dalej. Zamieszczono wyłącznie te dwa „świadectwa”, całkowicie afirmatywne wobec homoseksualizmu, związków jednopłciowych oraz realizowania w tych związkach popędu seksualnego. Teoretycznie oba „świadectwa” są tylko ilustracją dla prac Komisji nr 9, a nie konkluzją, ale jak zobaczy za chwilę Czytelnik, perspektywa Komisji nr 9 jest w istocie tożsama z tą, którą przedstawili obaj mężczyźni.
Nie ma dostępu do „uniwersalnej prawdy”
Z perspektywy funkcjonalnej najważniejsze jest, oczywiście, krótkie „Podsumowanie wykonawcze”. Tekst zawiera szereg bardzo mocnych wypowiedzi, które wcale nie ukrywają chęci zmiany nauczania Kościoła katolickiego. „Podsumowanie” zaczyna się od twierdzenia, zgodnie z którym Dzieje Apostolskie pozwalają na akceptowanie w Kościele „różnorodności antropologicznej i kulturowej”. „Różnorodność kulturowa” jest oczywiście pewną oczywistością. Większe zdziwienie budzi hasło „różnorodności antropologicznej”. Antropologia mówi o człowieku – Kościół katolicki ma powszechne Magisterium, które traktuje o człowieku właśnie zawsze w ten sam sposób. Kościół wychodzi od tego, że człowiek jest stworzony przez Boga i obdarzony konkretną naturą, która jest taka sama niezależnie od czasu i miejsca. „Podsumowanie” traktuje to jednak trochę inaczej. W tekście czytamy, że należy „ponownie odkryć biblijne pojęcie Bożej prawdy” tak, by zrozumieć, że jest „objawiana w historii”. Twierdzi się wprost, że ludzie nie mają bezpośredniego dostępu do uniwersalnej prawdy o ludzkości: „Uniwersalna prawda o ludzkości nie jest określona raz na zawsze, ale zostaje objawiona przez konkretne formy różnych kultur”. Brzmi to tak, jakby nie istniała „ludzka natura” w sensie ścisłym – jej miejsce zdają się zajmować raczej „konstrukty kulturowe na temat człowieka”, zależne od czasu i miejsca. To swoisty relatywizm antropologiczny, albo inaczej, by użyć języka samego „Podsumowania”, wspomniana wcześniej „różnorodność antropologiczna”. Tekst mówi też wiele na temat „nawrócenia relacyjnego”, starając się podkreślić wagę ludzkich relacji – zarówno dla tworzenia tożsamości każdego człowieka, jak i pod kątem etycznej oceny jego życia. To zdaje się nawiązywać do koncepcji „etyki relacyjnej”, którą wypracowano w Niemczech, a która sugeruje, że to nie ludzka natura, ale właśnie charakter relacji jest właściwym polem oceny moralnej naszych działań.
W tym świetle staje się jasne, że homoseksualizm można ocenić zupełnie inaczej, niż wcześniej.
Po pierwsze, nie mówi się już o ludzkiej naturze, która – zgodnie z nauką Kościoła – byłaby heteroseksualna. Skoro nie ma takiej natury, to nie może być heteroseksualna – homoseksualność staje się dorozumianym „wariantem” przeżywania człowieczeństwa.
Po drugie, istnieje „różnorodność antropologiczna”, a ludzka tożsamość to wyraz kultury, bo nie mamy dostępy do „uniwersalnej prawdy”. Wobec tego nie można z góry twierdzić, że coś jest dobre albo złe w odniesieniu do obiektywnych niezmiennych zasad, bo takich zasad też nie może być, skoro nie ma „uniwersalnej prawdy”.
Po trzecie, jedynym punktem odniesienia stają się właśnie relacje. To, co prowadzi do „dobra” i co pomaga społeczeństwu, może być słuszne.
Konkluzja jest prosta. Aktywny seksualnie homoseksualista może być dobrym chrześcijaninem, jeżeli z perspektywy relacyjnej jego życie jest produktywne i „dobre”.
„Trzeba zmiany”
Daje temu wyraz już właściwy „Raport finalny”. Tekst ogłasza „nieadekwatność naszych obecnych kategorii oraz paradygmatów operacyjnych” i krytykuje „trwały opór” niepozwalający na „zmianę naszego zwykłego habitusu mentalnego i behawioralnego”, co ma konstytuować „niebezpieczeństwo klinczu”. Autorzy „Raportu finalnego” twierdzą, że „misja Kościoła nie polega na abstrakcyjnym ogłaszaniu i dedukcyjnym stosowaniu zasad, które są wyłożone w sposób niezmienny i sztywny, ale na wspieraniu żywego spotkania z osobą zmartwychwstałego Jezusa, poprzez angażowanie się w konkretne doświadczenie wiary Ludu Bożego w jego osobistej i społecznej relacji”. W „Raporcie” odrzuca się też „pokusę jałowego i regresywnego skostnienia zasad i twierdzeń, norm i przepisów, niezależnych od doświadczenia jednostek i wspólnot”. Co ciekawe, tekst powołuje się na słowa papieża… Leona XIV, który w przemówieniu z 17 maja 2025 roku mówił o doktrynie w kategoriach poszukiwania i zmienności. „[K]ażda doktryna jest owocem poszukiwań, a więc hipotez, różnych głosów, osiągnięć i niepowodzeń, poprzez które stara się przekazać rzetelną, uporządkowaną i systematyczną wiedzę na dany temat. W ten sposób doktryna nie jest tożsama z opinią, lecz stanowi wspólną, harmonijną, a także interdyscyplinarną drogę ku prawdzie. Indoktrynacja jest niemoralna, uniemożliwia ocenę krytyczną, narusza świętą wolność sumienia – nawet jeśli jest ono błędne – i zamyka się na nowe refleksje, odrzucając rozwój, zmiany lub ewolucję idei wobec nowych problemów” – mówił papież.
Czy homozwiązki są grzeszne?
„Raport finalny” odnosi się też do aneksów ze „świadectwami” homoseksualistów. Tekst wyciąga wniosek, że według jednego ze świadectw „grzech, co do swego korzenia, nie istnieje w (homoseksualnym) związku pary, ale w braku wiary w Boga, który chce naszego spełnienia. Ta nowa uważność staje się punktem startowym, który pozwala wyjść poza rozumienie chrześcijańskiej wspólnoty jako wyłącznie miejsca akceptacji i współczucia, dochodząc do doświadczenia wspólnoty chrześcijańskiej jako miejsca, w którym wszyscy są kochani”. Drugie świadectwo miałoby z kolei pokazywać, że społeczność chrześcijańska może być miejscem decydującym o „uzdrowieniu i inkluzji”, a to dzięki praktykom „akceptacji i gościnności”. Raport krytycznie ocenia „rozpad więzi pomiędzy wiarą a seksualnością”, którego mieliby doświadczać homoseksualiści pozbawieni pełnej akceptacji w swojej wspólnocie chrześcijańskiej. Jasno przeciwstawia się „doktrynalną stanowczość” innej postawie, która jest określana jako „duszpasterska akceptacja”. Właściwe miałoby być odejście od „modelu teoretycznego, który wyprowadza praktykę z «gotowej» doktryny, stosując ogólne i abstrakcyjne zasady do konkretnych i osobistych sytuacji życiowych”. Należy uznać, że jest odwrotnie: że to refleksja teologiczna powinna wypływać z doświadczeń „dobra”, które staje się udziałem konkretnych ludzkich doświadczeń życiowych.
„Raport finalny” nie proponuje wprost pozytywnej oceny aktów czy związków homoseksualnych. Chce jednak, by – między innymi – przemyśleć nauczanie biblijne na temat homoseksualizmu, tak, aby czytać Pismo Święte w bardziej różnorodnym kluczu egzegetycznym. Trzeba też według „Raportu” zastanowić się nad nowym miejscem homoseksualistów w Kościele oraz nad kościelnym podejściem do związków jednopłciowych, zadając pytanie, czy możliwe jest określanie ich mianem małżeństwa.
Co z papieżami?
Nie ma wątpliwości, że „Raport finalny” wraz z przyległościami jest silnie zakorzeniony w teologii papieża Franciszka. Często odwołuje się zresztą do jego programowej adhortacji „Evangelii gaudium”, która krytycznie oceniała „monolityczną doktrynę” i wzywała do uznania „różnorodności” w tym zakresie. Jorge Mario Bergoglio pisał też w swoich tekstach o konieczności uprawiania teologii „od dołu”, czyli wychodząc od konkretnego doświadczenia życiowego, zamiast takiej, która wychodzi od zasad i norm. Czynił to na przykład w krótkim tekście „Ad theologiam promovendam” z 2024 roku. Związek między podejściem do homoseksualizmu, które marginalizuje doktrynę i tradycję moralną na rzecz „duszpasterskiej akceptacji”, a nauczaniem Franciszka, jest oczywisty.
Kluczowe pytanie brzmi jednak, co na to papież Leon XIV. Tu odpowiedzi jeszcze nie mamy. Warto jednak zauważyć, jak zachował się obecny Ojciec Święty, kiedy został w kwietniu zapytany na pokładzie samolotu o swoją ocenę uroczystego błogosławienia par LGBT w Kościele katolickim w Niemczech. Leon XIV zdystansował się od tej praktyki, ale zarazem podkreślił, że w sprawach moralnych są „inne, ważniejsze kwestie”, takie jak sprawiedliwość, wolność czy równość. Wyraźnie podkreślił, że nie należy tyle uwagi poświęcać sprawom seksualnym. Można powiedzieć, że to podejście Leona XIV dość silnie koresponduje z obecną w tekstach Komisji nr 9 narracją o „etyce relacyjnej”. Nie jest zatem wykluczone, że papież będzie przynajmniej w jakiejś mierze przychylny wobec nowego podejścia do tematyki homoseksualnej, które akcentuje raczej „duszpasterską bliskość i akceptację”, a nie „doktrynalną pryncypialność”.
Paweł Chmielewski







