Karol Lwanga i towarzysze: o sile świadectwa, którą niweczy „inkluzywność”

Adamus_1024x1024.jpg
Autor:
Filip Adamus
Karol-Lwanga-i-towarzysze.jpg
Oprac. PCh24.pl

Pod koniec XVIII wieku Uganda obficie spływała krwią chrześcijan. Zaledwie kilka dekad wcześniej, gdy religia Chrystusowa dotarła nad brzegi Jeziora Wiktorii, misjonarze znaleźli tu ochocze przyjęcie. Wszystko zmieniło się dramatycznie, gdy dla władców Królestwa Bugandy stało się jasne, że chrześcijaństwa nie sposób pogodzić z krwawymi rządami, homoseksualizmem, czy poligamią. Widząc opór nawróconych wobec podobnych uczynków, król Mwanga II rozpoczął brutalne prześladowania. Dzięki świadectwu m.in. św. Karola Lwangi ziemska potęga nie była w stanie zmusić wierzących do niemoralnych czynów. Złe obyczaje musiały ukorzyć się przed religią chrześcijańską – a mentalność Ugandyjczyków zmieniła się na trwałe. Niestety – dziś w krajach wysoko rozwiniętych my sami pozbawiamy prawdę objawioną podobnej siły. Zamiast trzymać się jedności wiary, pozwalamy, by źle rozumiana „różnorodność” osłabiała nasze świadectwo.  

Społeczeństwa afrykańskie, wraz z Kościołem tego kontynentu, a także samo państwo Ugandy, znane są ze sprzeciwu wobec tęczowej agendy. Niemal cała Afryka zgodnie – poza europejskiego pochodzenia hierarchami z północy – jednoznacznie odrzuciła błogosławieństwa „par” homoseksualnych w ramach Fiducia Supplicans. W wielu państwach wprowadza się istotne ograniczenia propagowania ideologii gender i sprzecznego z naturą stylu życia. Kulturowej akceptacji dla subkultury LGBT próżno szukać.

Nie zawsze tak było. Trudno o większą pomyłkę, niż utożsamienie sprzeciwu wobec tęczowej agendy w Afryce z rdzennymi kulturami i plemiennymi przyzwyczajeniami. Wśród ludów żyjących na terenie dzisiejszej Ugandy nie brakowało obyczajów, których zanik opłakują postępowcy. Mowa nie tylko o homoseksualizmie i poligamii władców Bugandy. Według niektórych źródeł, wśród prymitywnych plemion istniały na przykład transwestytyczne i homoseksualne grupy społeczne. Tak miało być na przykład z subkulturą Mudoko Dako wśród ludu Lango. Byli to mężczyźni od małego pełniący żeńskie role płciowe i wchodzący w jednopłciowe związki.

Zróbmy to razem!

Ani „pierwotność”, ani cywilizacyjny zastój nie uczyniły Afryki przywiązaną do rodziny i małżeństwa. To chrześcijaństwo zmieniło mentalność ludów, a praca misjonarzy wykorzeniła akceptację dla praktyk, które próbuje nam się przedstawiać jako znak „nowoczesności”.

W II połowie XIX wieku rządzone przez króla Mwangę II Królestwo Bugandy pozostawało jeszcze wolne od „uprzedzeń”. Dominium – od którego nazwę wzięła dzisiejsza Uganda – znajdowało się akurat w „szczycie swojej chwały”. Podstawą jego siły były łupieżcze wyprawy, przed którymi drżały okoliczne ludy – od terenów dzisiejszej Kenii po Tanzanię. Do władców Bugandy spływał z nich trybut, mający ochronić przed zniewoleniem i rabunkiem. Mwanga II na swoim dworze prowadził gorszący tryb życia. Uwodził paziów i praktykował z nimi homoseksualizm. Nie stronił również od pijaństwa i hulanek.

Mimo krwawych i nieobyczajnych rządów, od połowy XIX wieku chrześcijaństwo rozwijało się bez przeszkód na ziemiach podporządkowanych bugandyjskim monarchom. Ewangelia dotarła tu, gdy na tronie zasiadał ojciec Mwangi II, Mutesa. Gdy syn objął po nim sukcesję, zdobywało ono kolejnych konwertytów. Władcy chętnie przyjmowali tak anglikańskich, jak i katolickich misjonarzy jako budowniczych szkół, lekarzy chorób i wykonawców dzieł miłosierdzia. Napływ duchownych był pożyteczny dla ich królestwa. Ekspansja nowej wiary, z niesionym przez nią postępem, miała tym bardziej utwierdzić siłę królów, których obawiały się ludy zamieszkujące współczesną Tanzanię, Kenię i Ugandę.

A jednak… wkrótce stosunek dworu do wiary chrześcijańskiej zmienił się diametralnie – gdy stało się, jasne, że religii katolickiej nie sposób sobie podporządkować.

Wraz z nawróceniami otoczenie władców stawało się coraz mniej tolerancyjne dla ich nieprawości. Gdy Mwanga II wciąż znajdował się u początków panowania, doszło do otwartego konfliktu między jego stylem życia a nauką Chrystusa, podbijającą kolejne serca.

Spór ten rozgorzał w pełni po tym, jak przełożonym paziów na dworze Mwangi został chrześcijanin, św. Józef Mukasa. Otwarcie skonfrontował się on z monarchą, piętnując niemoralny charakter jego homoseksualnych praktyk, hulanki, a także zamordowanie w Ugandzie anglikańskiego biskupa wraz z towarzyszami. Rozwścieczony śmiałością poddanego władca uśmiercił swojego urzędnika.

W tej właśnie chwili szczególną rolę w ugandyjskim kościele odegrał św. Karol Lwanga. To właśnie tego młodego mężczyznę mianowano na wakujące stanowisko. 

Pełniąc nowe obowiązki przyszły męczennik okazał przede wszystkim wierność Chrystusowi, a nie życzeniom władcy. Jako przełożony paziów św. Karol dbał, by jego podkomendni byli zajęci pracą, gdy Mwanga II znajdował się w pobliżu. W ten sposób starał się ich chronić przed niemoralnymi propozycjami. Nie poprzestawał jednak na tym – ale konsekwentnie wspierał braci w wierze, wyjaśniał im grzeszną naturę homoseksualnych zachowań i motywował do trwania przy zasadach wiary.

Doświadczając rosnącego oporu wobec swoich oczekiwań Mwanga II uwięził służących i nakazał, by Ci spośród nich, którzy są chrześcijanami, ujawnili się. Mimo ryzyka śmierci 22 chłopców i młodych mężczyzn zgodnie przyznało się do Chrystusa – wyrażając gotowość wytrwania do śmierci przy religii objawionej. Ich egzekucja miała miejsce 3 czerwca 1886 roku – w święto Wniebowstąpienia Pańskiego.

Świadectwo wiary 22 męczenników Ugandy okazało się nieocenionej wartości. Bugandyjskie prześladowania przeminęły, za to chrześcijaństwo na trwałe przemieniło kulturę. Tak, że dziś Uganda z innymi państwami Afryki, wiedzie prym w sprzeciwie wobec homoseksualnej agendy.

Przykład męczenników, podobnie jak starożytnych chrześcijan w Basenie Morza Śródziemnego, pokazuje, że religia może naprawdę przemienić kulturę. Ma to jednak jeden warunek. Jeśli bowiem Kościół nie chce dostosowywać się do światowych mód – ale samemu nadawać im kierunek, musi być stanowczy i jednomyślny.

Wśród zamordowanych za wiarę Ugandyjczyków nie było rozdźwięku moralnego. Próżno szukać wśród nich „różnorodności”, czy „pluralizmu” w ocenie moralnej aktów homoseksualnych. Zamiast dwudziestu dwóch „opinii” na jego temat łączyło ich wierne posłuszeństwo nauce katolickiej.   

Przykład męczenników stawia Kościół w krajach „pierwszego świata” przed koniecznością dokonania bolesnego rachunku sumienia. Czy dążenie do większego „pluralizmu” i „różnorodności” aby na pewno pozwalają nam skuteczniej świadczyć o Chrystusie w świecie współczesnym? A może jest dokładnie przeciwnie?

Czy przez pluralistyczną debatę i gesty otwarcia wobec środowisk homoseksualnych nie pozwalamy zepsutej kulturze zmieniać Kościoła? W sprawach moralnych nie ma on przecież być areną ścierania się różnych opinii, ale nauczycielem prawdy objawionej dla wszystkich narodów – utwierdzającym chwiejących się i wątpiących na wąskiej ścieżce zbawienia. 

W tym sensie próba znalezienia w Kościele miejsca „dla wszystkich” – nawet tych, którzy otwarcie negują prawdy moralne – wydaje się poważnym osłabieniem katolickiego świadectwa. Jaki inny skutek może odnieść ta tendencja, poza tym, że odbierze Kościołowi siłę uzdrawiania kultury, wystawiając go na infiltrację przez jej zepsucie?

Co z wzajemną pomocą i wsparciem wiernych w uświęcaniu się? Gdzie na nie miejsce w Kościele, który bezwarunkowo „wita” i „zaprasza” tych, którzy chcą trwać w grzechu?

Przedstawianie podobnego programu jako formuły mającej wspierać „duszpasterstwo” jest poważnym nieporozumieniem. „Pastoralną” wartość ma świadectwo życia chrześcijańskiego, a nie przemilczenie grzechu. Kościół „inkluzywny” nie utwierdza chrześcijan w drodze do nieba – ale zgadza się na infiltrację Ludu Bożego i rozwodnienie siły Ewangelii do przekształcenia kultury.  

Jeśli chcemy, by Kościół okazywał się trwale zdolny do przemieniania świata i wyznaczania norm, drogę wyznacza nam nie pluralistyczny program Kościoła inkluzywnego – ale św. Karol Lwanga i towarzysze.

Filip Adamus

 

Adamus_1024x1024.jpg
Autor:
Filip Adamus
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: