Maroko atakuje migrantami hiszpańskiego sąsiada. Kryzys to nie przypadek, w tle interesy wielkich graczy

mid-epa13143481.jpg
Fot. EPA/Reduan Dris Dostawca: PAP/EPA.

Rozgrywki pomiędzy Marokiem a Hiszpanią z wykorzystaniem migrantów nie są niczym nowym. Wszak już pięć lat temu Ceuta była świadkiem podobnego zorganizowanego najazdu. Co tym razem skłoniło Mohameda VI do sięgnięcia po taką broń. I czy w tej rozgrywce biorą udział wielcy światowi gracze? Są bowiem poszlaki, by sądzić, że swoje interesy rozgrywają tu USA i Izrael.

Historia jest podobna do tej sprzed pięciu laty, kiedy duża liczba marokańskich migrantów szturmowała Ceutę, po tym jak hiszpański rząd zgodził się na przyjęcie Ibrahima Ghaliego, przywódcy Sahary Zachodniej. Wówczas mowa była o 14 tys. osób. Obecnie służby donoszą, że jednej doby granicę, w sposób niekontrolowany, pokonało 49 tys. migrantów.

Co było katalizatorem? Sama Hiszpania. A dokładnie orzeczenie tamtejszego Sądu Najwyższy, który uznał, że tzw. push backi imigrantów przybywających drogą morską są niedopuszczalne. A skoro tak… Marokańczycy postanowili wykorzystać sytuację.

Zróbmy to razem!

Tyle tylko, że wiele wskazuje na to, że mamy do czynienia z akcją zaplanowaną i całkiem dobrze zorganizowaną. I doskonale wpisującą się w plany marokańskiego króla Mohamed VI, który chce budować stabilny kraj. Wydawać się, że nie służy temu odpływ z kraju młodych, silnych mężczyzn. To jednak tylko jedna strona medalu. Gdy spojrzeć głębiej widać, że wielu dzisiejszych uciekinierów do „lepszego świata” jeszcze niedawno oglądała Maroko zza krat. Wedle doniesień rp.pl, wysłannicy króla, po niedawnych masowych ułaskawieniach (w ub. Roku to nawet 20 tys. osób), prowadzili w tym właśnie środowisku akcje zachęcające do obrania za cel Hiszpanii.

Jeśli to władza stoi za falą migracyjną, widać tu analogię do wydarzeń z lat 70-tch i tzw. Zielonego Marszu, gdzie celem była Sahara Hiszpańska. Dziś jest to Ceuta, którą Afrykańczycy chętnie by przejęli, oczywiści wraz z Melilli. Podmiana ludnościowa z pewnością byłaby tu pomocna.

W całej sprawie zastanawia dlaczego na agresywne ruchy migracyjne Maroko zdecydowało się właśnie teraz. I nie brakuje głosów, że potyczka na linii Maroko – Hiszpania, to tylko element gry interesów znacznie większych graczy.

Mowa o USA.  Nie jest tajemnicą, że Hiszpania ostatnio zaliczyła „wpadkę” próbując się przeciwstawiać polityce Donalda Trumpa. Zresztą sam Pedro Sanchez jawi się jako lider ruchu antytrumpowego. Niby spór załagodzono, a sam prezydent USA deklarował, że Hiszpanie są dobrym partnerem (czytaj: będą więcej płacić na obronę), ale też Trump lubi „pokarać” za niesubordynację.  Do tego nie kto inny, jak Hiszpanie zdobywający piłkarski puchar świata, odganiali Trumpa, będącego gospodarzem (wraz z Kanadą i Meksykiem) mundialu ze zdjęcia zwycięzców.

Jeśli zaś chodzi o Maroko, to premier Sanchez niedawno pokrzyżował temu krajowi plany w kwestiach gazowych (eksport surowca do Europy). A Maroko ma z USA stosunki nienaganne. Jest nawet pomysł, by uczcić amerykańskiego przywódcę nadając nowej autostradzie jego imię. Donald Trump to lubi… Odegranie się na Hiszpanii byłoby zatem jak owe „dwie pieczenie na jednym ogniu”.

Ale jest jeszcze jeden gracz, którego ambicje wspiera USA. To Izrael i jego umowa stowarzyszeniowa z UE. Hiszpania chce jej zakończenia. Taki wniosek w kwietniu 2026 roku złożył premier Sanchez podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych UE. Hiszpański polityk otworzył tu poważny front walki, bo – jak informował onet.pl „oskarżył premiera Izraela Binjamina Netanjahu o dopuszczanie się ludobójstwa w Strefie Gazy, a wspólne amerykańsko-izraelskie uderzenia na Iran nazwał ogromnym błędem”.

Co ciekawe, kryzys w Ceucie skomentował Danny Danon, stały przedstawiciel Izraela przy UE, który krytykując działania Hiszpani przypomniał, ze kraj ten nie stroni od pouczania Izraela. „Być może, zanim zacznie nas dalej pouczać, pora, by wyjaśniło światu, dlaczego wciąż utrzymuje kolonialne enklawy w Afryce” – dodał.

Na słowa celnie zareagował Rafał Buca, politolog i obserwator polityki hiszpańskiej, punktując Danona za kolportowanie fałszywej tezy, że Ceuta i Melilla to pozostałości kolonializmu. „To ziemia hiszpańska i zamieszkiwana przez Hiszpanów od wieków.  Traktowanie każdego terytorium europejskiego państwa, które znajduje się poza Europą jako kolonii to absurd” – przypomniał.

Wróćmy jednak do marokańsko-hiszpańskiej potyczki migracyjnej, a szukając jej źródeł, odpowiedzmy na pytanie: Cui bono?

MA

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: