Obronili ludność polską na Kresach. Bohaterowie AK spod Wilna i Nowogródka

Osiemdziesiąt dwa lata temu z wielkim trudem odtworzono struktury wileńskiego i nowogródzkiego okręgu AK. Na przełomie kwietnia i maja pod bronią było już około 15 tysięcy żołnierzy. To głównie dzięki ich ofiarnej walce podczas operacji „Ostra Brama” (zginęło ponad 500 AK-owców) zdobyto Wilno.
W latach pierwszej okupacji sowieckiej (wrzesień 1939 - czerwiec 1941) podziemie niepodległościowe na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie zostało zdziesiątkowane. Na tych ziemiach Sowieci przeprowadzili aż cztery masowe wywózki Polaków na Wschód. Wielu zatrzymanych oficerów komuniści zgładzili podczas zbrodni katyńskiej w pobliskich Kuropatach koło Mińska (białoruska lista katyńska liczy ponad 3700 nazwisk). Nowogródzki Okręg AK po odejściu Rosjan, musiał odbudowywać swoje struktury praktycznie od początku. Ta rekonstrukcja prowadzona była w nader niesprzyjających warunkach, gdyż działo się to podczas ciągłych ataków Niemców i radzieckiej partyzantki. Jedynie w okręgu nowogródzkim do maja 1944 roku oddziały AK ścierały się z wrogiem około 200 razy.
„W kwietniu 1944 roku wstąpiłem do oddziału. Należał on do VII Brygady AK dowodzonej przez porucznika Wilhelma Tupikowskiego. Dlatego, że nosiłem okulary nadano mi pseudonim Okularnik. Otrzymałem także broń - francuski karabin Lebell, naboje i granat. Zaraz potem nasz oddział wysłano na akcję” – czytamy w niepublikowanych wspomnieniach Kazimierza Michałowskiego (1922- 2024).
Wszystkie te bitwy i potyczki były prowadzone w celu ochrony ludności polskiej na Kresach. Dowództwo AK od wiosny 1944 planowało zajęcie Wilna i Lwowa, gdzie większość mieszkańców tych miast stanowili Polacy. Pierwszy plan zajęcia Wilna nosił nazwę „Serce”. Zakładał on opanowanie całej Puszczy Rudnickiej, aby tam umacniać istniejące oddziały i tworzyć nowe, w celu ataku na Wilno. Zrezygnowano z tej akcji, gdyż okazało się, iż w Puszczy Rudnickiej operuje zbyt wiele formacji sowieckiej partyzantki i zanim AK zdołałaby się z nimi uporać, miałaby już „na plecach” Armię Czerwoną.
Po raz drugi postanowiono o przeprowadzeniu akcji zdobycia Wilna podczas narady dowództwa połączonej komendy wileńskiego i nowogródzkiego AK, która odbyła się 12 czerwca 1944. Chodzi tu o znaną z historii operację „Ostra Brama”. Jej celem było zdobycie Wilna, jeszcze przed wkroczeniem Armii Czerwonej, tak aby ustanowić tam polskie władze. Na przełomie maja i czerwca w nowogródzkim okręgu AK było pod bronią około 5 tysięcy żołnierzy podziemia. W Wileńskim co najmniej dwa razy więcej. Oddziały te prowadziły wówczas bardzo intensywne walki z Niemcami, w których zdobyto wiele sztuk broni i amunicji. To znacznie poprawiło ich możliwości bojowe.
Mieliśmy dużo niemieckiej broni, dlatego mogliśmy często atakować okupantów. Był duży zapał bojowy. Chłopcy rwali się do walki. Ja byłem wtedy bardzo młody, więc zrobili mnie łącznikiem. Przenosiłem rozkazy i nikt mnie nie zaczepiał, bo Niemcy nie podejrzewali żeby taki dzieciak mógł należeć do AK. Ale ruscy uważali inaczej. Kiedy nas aresztowano dostałem wyrok 25 lat łagrów. Z czego cudem przeżyłem w tym syberyjskim piekle, w Workucie 6 lat - relacjonował podczas rozmowy, którą przeprowadziłem z nim w roku 2004 Władysław Uchnalewicz ps. „Kret” (1926 – 2024) zwiadowca 9 obwodu AK, uczestnik operacji „Ostra Brama”.
Operację Ostra Brama przeprowadzono w ramach Akcji „Burza”, dlatego podczas zdobywania Wilna siły AK wspierały oddziały Armii Czerwonej. Jednak kiedy z Wilna zostali wyparci Niemcy, na rozkaz sowieckiego gen. Iwana Czerniachowskiego, zwanego katem AK, podstępnie aresztowano dowództwo i oficerów wileńskiego AK, w tym dowódcę wileńskiego okręgu AK ppłk. Aleksandra Krzyżanowskiego ps. „Wilk”. Sowieci przeprowadzili też liczne obławy na oddziały AK operujące w terenie.
„Próbowaliśmy się wydostać z okrążenia. Maszerowaliśmy bez przerwy kilka dni i nocy. Byłem tak wyczerpany, że maszerowałem i spałem. Budziłem się tylko, gdy ktoś mnie z tyłu szturchnął łokciem. Szliśmy leśnymi ścieżkami gęsiego. Nic z naszej ucieczki nie wyszło, bo Ruscy nas okrążyli. Mieli czołgi i samoloty, którymi z góry śledzili nasze ruchy. Nie było szans” – opisuje ostatnie dni VII Wileńskiej Brygady AK jej żołnierz Kazimierz Michałowski, wówczas aresztowany i wywieziony na Sybir.
Zatrzymanym AK-owcom Sowieci wiązali dłonie drutem lub sznurem i więziono ich w nieludzkich warunkach. Większość została zesłana na Wschód. Część oficerów rozstrzelano. Dla upokorzenia Polaków, ciało gen. Czerniachowskiego, który zginął w Pieniężnie (luty 1945) i to z rąk swoich żołnierzy, pochowano w Wilnie, jako zdobywcę tego miasta.
„Po zdobyciu Wilna, tak jak inni AK-owcy, zostałem aresztowany przez Sowietów. Dostałem wyrok - 10 lat Sybiru. Jeszcze trochę dłużej mnie tam przetrzymali, tak że do domu wróciłem dopiero w roku 1956. Mogłem wyjechać do Polski, ale żal mi było zostawiać rodziny. Zostałem więc w Grodnie. Tu się ożeniłem, założyłem swoją rodzinę i tu, w ukochanym Grodnie przeżywam swoje lata” – powiedział mi w roku 2006 Antoni Marcinkiewicz ps. „Góral” (1923 - 2018) wybitny żołnierz Okręgu Białostockiego Armii Krajowej (Obwód Grodno Lewy Niemen) oraz szef łączności w 1. kompanii 81. Pułku Piechoty AK.1 dowodzonej przez porucznika Bolesława Wolskiego ps. „Wierzynek”. Przez lata pełnił funkcję prezesa najliczniejszych struktur Związku Polaków na Białorusi w Grodnie.
Adam Białous






