Poseł Zapałowski: bez odstrzału wilków i niedźwiedzi ich ataki będą się mnożyć

Kilkanaście lat temu naukowcy określali, że Polska może „pomieścić” około 1,6 tysiąca wilków. Żyło ich na terenie naszego kraju zaledwie kilkadziesiąt sztuk i do dzisiaj drapieżniki te pozostają tu pod ochroną. Chociaż trudno obecnie oszacować dokładnie wielkość ich pogłowia, to zdaniem posła można mówić, że liczy ono około 8 tysięcy osobników. Coraz częściej dochodzi do ataków na zwierzęta gospodarskie. Z kolei ofiarami napaści niedźwiedzi są już także ludzie.
- One są już widziane w całej Polsce, bo wilk jest terytorialny i żyje w watahach, przeważnie po kilkanaście sztuk. Pozostałe wilki są wypychane na nowe tereny – mówił poseł Konfederacji, prof. Andrzej Zapałowski. – Więc jeżeli w 2023 roku Ministerstwo Klimatu szacowało, że to jest około 5 tysięcy sztuk, to rok później, kiedy te środowiska „eko-szalonych” ludzi doszły do władzy, to podały w oficjalnych danych ministerstwa, że 5 tysięcy wilków spłodziło w następnym roku 60 kolejnych. Z tego w połowie województw w Polsce nie urodził się ani jeden wilk – mówił parlamentarzysta w programie Piotra Szlachtowicza na kanale YT Do Rzeczy.
W opinii posła, takie informacje stanowią świadome wprowadzanie w błąd opinii publicznej. Samica wilka bowiem rodzi w jednym miocie od kilku do kilkunastu sztuk.
Z kolei 20-30 lat temu w naszym kraju żyło tylko kilkadziesiąt niedźwiedzi. Dzisiaj w samej gminie Cisna jest ich około 70, zaś w całej Polsce – ponad 400 osobników.
Na terenie sąsiedniej Słowacji, po wielu śmiertelnych atakach na ludzi, odstrzelono tam mniej więcej 350 niedźwiedzi. Podobną praktykę stosują też władze Ukrainy, więc zwierzęta przemieszczają się stamtąd do Polski, gdzie szczególną opiekę nad nimi roztacza „zielona” lewica wchodząca w skład koalicji rządowej.
Chociaż misie rozmnażają się wolniej niż wilki, to i tak przybywa ich każdego roku co najmniej 50 sztuk. Brakuje dla nich pożywienia w lasach, gdyż będące dla obydwu gatunków pożywieniem inne zwierzęta zostały w znacznym stopniu przetrzebione. Dzisiaj w Ustrzykach Dolnych można napotkać chmarę jeleni pasących się pomiędzy kilkupiętrowymi blokami mieszkalnymi, gdyż z powodu silniejszych drapieżników czują się tam bezpieczniej niż w lesie.
W stołecznych siedzibach ministerstw ta sytuacja jest jednak konsekwentnie bagatelizowana.
Pierwszy w ostatnich latach śmiertelny atak na człowieka nastąpił około 2013 roku w Olszanicy. Władze próbowały zatuszować sprawę w taki sposób, by tragedia nie została przypisana niedźwiedziowi.
Ostatni atak skutkujący zgonem ofiary nastąpił trzy tygodnie temu w gminie Bukowsko. Wcześniej, pod koniec lutego w gminie Lutowiska zaatakowany przy drodze mężczyzna przeżył, lecz trafił do szpitala. Poseł Zapałowski skierował w tej prawie zapytanie do Ministerstwa Klimatu. Według oficjalnej odpowiedzi resort o zdarzeniu nie wiedział. Parlamentarzysta uzyskał natomiast potwierdzenie u dyrektor miejscowego szpitala.
Kilkanaście dni później mieszkaniec gminy Cisna w odległości 300 metrów od własnego domu został bardzo poważnie raniony przez niedźwiedzia,
Natomiast według wiedzy Andrzeja Zapałowskiego tragiczne śmiertelne zdarzenie, do którego doszło pod koniec kwietnia, nie było efektem przypadkowego zbiegu okoliczności, lecz przeprowadzonego przez zwierzę z premedytacją polowania. Kobieta, która padła jego ofiarą, została zaciągnięta do młodnika. Zwierzę zostało spłoszone przez jej krewnego. Po założeniu przez mieszkańców fotopułapki okazało się jednak, że wieczorem wróciło w to samo miejsce.
- Skandal polega na tym, że po tych atakach niedźwiedzi one natychmiast powinny zostać odstrzelone. Tak się nie stało i zwierzęta, które przyzwyczajają się do ataku na ludzi, po prostu będą atakować, gdy nie będą miały pożywienia, będą polować także na człowieka – ostrzegał.
Problem bezpośrednio dotyczy kilkunastu gmin. Mieszkańcy, samorządy protestują i wysyłają apele o odstrzał. Jedyny pomysł władz na rozwiązanie problemu zakłada… odstraszanie groźnych zwierząt za pomocą gumowych kul.
Nic dziwnego, że coraz częstszy jest widok niedźwiedzi buszujących po ulicach podkarpackich miejscowości, w tym w okolicach szkół czy przedszkoli.
Kilkanaście dni temu w Polańczyku kilka niedźwiedzi wtargnęło do kurnika w środku wsi, zabijając ponad tysiąc sztuk drobiu. W wielu bieszczadzkich wioskach wilki wytrzebiły już psy pilnujące gospodarstw.
- Przypomnę, że tylko w tym roku zniesiono ochronę i można odstrzeliwać wilki w Niemczech, Holandii. Oczywiście dzieje się to już od lat we wszystkich państwach skandynawskich, bałtyckich, Słowacji, Czechach... W wielu krajach odstrzeliwuje się niedźwiedzie. Rok temu służbowo byłem w parlamencie Słowenii i rozmawiałem o tym problemie. Szacuje się, że żyje tam około 1 300 niedźwiedzi i tam od lat, corocznie odstrzeliwuje się około 150, żeby ich populacja nie rosła – opowiadał poseł Zapałowski.
Źródło: Do Rzeczy / You Tube
RoM






