Rząd Tuska przegrał kolejną bitwę. Wojna o porządek i cywilizację trwa dalej

Trybunał Konstytucyjny nie mógł zdecydować inaczej: transkrypcja aktów homomałżeństw zawartych za granicą jest niezgodna z polskim porządkiem prawnym. To koniec pewnej bitwy, ale nie wojny.
Rząd Donalda Tuska usilnie próbuje wprowadzić do Polski homomałżeństwa. Cel jest oczywisty: uderzenie w naturalną i uświęconą przez Kościół instytucję małżeństwa po to, by doprowadzić do gigantycznej zmiany kulturowej.
Jeżeli małżeństwo przestałoby być związkiem kobiety i mężczyzny, otwarta zostałaby prawdziwa puszka Pandory. Homomałżeństwa natychmiast chciałyby mieć prawo do adopcji dzieci. Nawet jeżeli nie otrzymałyby go tak od razu, przecież i tak mogliby wychowywać dzieci jednego z partnerów takiego związku.
Oficjalne ugruntowanie „tęczowych rodzin” natychmiast wpłynęłoby na polską edukację. Barbara Nowacka wie, co robi. Stara się przeforsować w szkole obowiązkową edukację zdrowotną, w ramach której podaje się uczniom ideologiczne bzdury dotyczące życia rodzinnego.
Dodajmy 1+1. Zgoda na homomałżeństwa równa się indoktrynacji polskich uczniów. Każdy młody Polak dowiadywałby się w szkole, że musi akceptować, tolerować, szanować i „celebrować” różnorodność, wyrażając wielką radość z powodu powstawania homozwiązków i wychowywania przez nie dzieci.
Na tym nie koniec, bo homomałżeństwa oznaczają też in vitro. To norma w zdeprawowanych społeczeństwach: homoseksualni partnerzy płacą kobiecie za to, żeby zaszła w ciążę, urodziła dziecko, a następnie im je oddała. Tak naprawdę to zwykły handel ludźmi.
To wszystko pojawiłoby się w Polsce, gdyby zaakceptowane zostały homomałżeństwa. Właśnie dlatego decyzja Trybunału Konstytucyjnego jest tak ważna: stawia tamę temu ideologicznemu absurdowi.
Rząd Tuska nie jest w stanie wprowadzić homomałżeństw ustawą, bo to rzecz otwarcie niezgodna z polską konstytucją. Dlatego imał się wybiegów. Ostatnio jeden z nich powstrzymał prezydent Karol Nawrocki. Większość parlamentarna chciała przeforsować ustawę o „statusie osoby najbliższej”, czyli wprowadzić takie zmiany w prawie, które ułatwiałyby funkcjonowanie prawne związkom homoseksualnym. Dla każdego było oczywiste: to dopiero początek; „status” miał stać się kotwicą, która pozwoli na późniejsze zdobycze na polu ideologicznej wojny. Prezydent powiedział temu „nie” i ustawę zawetował. Bardzo słusznie.
Teraz dobrą decyzję podjął Trybunał Konstytucyjny: nie ma możliwości dokonywania transkrypcji aktów homomałżeństw, które zawarto za granicą. Wcześniej taką transkrypcję próbowały wprowadzić w Polsce różne sądy, powołując się na unijne regulacje nakazane przez Trybunał Sprawiedliwości UE – tak, jakby unijne wytyczne były dla Polaków ważniejsze, niż ich tradycja, tożsamość, religia, konstytucja… Trybunał Konstytucyjny zrobił to, co do niego należało: ocenił, czy pomysł ministra Krzysztofa Gawkowskiego jest zgodny z ustawą zasadniczą, czy nie. Werdykt mógł być tylko jeden: jest niezgodny! Polska konstytucja chroni wyjątkowość małżeństwa jako związku między kobietą a mężczyzną – i nie ma tutaj o czym dyskutować.
Tusk przegrał zatem kolejną bitwę. To nie znaczy jednak, że liberałowie przegrali całą wojnę. Bynajmniej. Progresiści będą próbowali zniszczyć polski porządek cywilizacyjny różnymi sposobami, na czele z edukacją. Dlatego decyzja Trybunału Konstytucyjnego nie może usypiać czujności środowisk konserwatywnych. Wprost przeciwnie: niech będzie zachętą do jeszcze ostrzejszej walki przeciwko kulturowym barbarzyńcom, którzy chcą podeptać naturę, rozum i prawo Boże.
Paweł Chmielewski







