Sens kontra Maszyna. O nadziei w epoce dyktatury lewej półkuli mózgu

Relich_1024x1024.jpg
Autor:
Piotr Relich
wiejska-sielanka-nowoczesnosc_02.jpg
Oprac. PCh24.pl

Skoro technologia jest jak nóż – można nim zabić, a można też pokroić chleb, to współczesne technologie informacyjne są jak nóż, który sam zdecyduje w jaki sposób go użyjesz.

Krytykowanie osiągnięć rewolucji przemysłowej zakrawa dziś o herezję. Nikt o zdrowych zmysłach nie podważa korzyści jakie od ponad 200 lat zapewnia ludzkości rozwój technologii. Ale jednocześnie, niemal podskórnie czujemy, że coś poszło nie tak. Że ten cały postęp, sprzedawany jako najdoskonalsza emanacja potęgi ludzkiego umysłu, posiada również swoją drugą, ciemniejszą stronę.

Żyjemy dłużej niż nasi przodkowie, ale coraz częściej sami się z tego życia wypisujemy. Mamy najskuteczniejsze leki, ale wciąż cierpimy – tym razem na choroby nieznane nigdy wcześniej. Śmiertelność noworodków spadła do rekordowo niskich wartości, ale jednocześnie drastycznie spadła liczba samych noworodków. Po co nam super-szybka mobilność w świecie, gdzie każdy lokal, każda marka i każda rozrywka wszędzie wygląda tak samo? Nawet maszyna, na której powstał ten tekst ma swoje wady – papier wciąż jest trwalszy niż wirtualny plik, a pióro i kartka porządkuje myśli lepiej niż niejeden chat-bot.

Żyjemy w cementowych bunkrach, oddzielonych od światła poranka i wilgoci porannej rosy. Opleceni siecią kabli, rur i przewodów, tracimy kontakt z żywiołami trzymającymi w ryzach naszą psychikę. Odcięci od świata naturalnego, desperacko trzymamy się nawet tak absurdalnych skrawków normalności, jak płonący ogień wyświetlony na plazmowym telewizorze. Internet miał łączyć, utrwalać demokrację i zapewniać dostęp do wiedzy. W zamian otrzymaliśmy plagę samotności, wirtualne bańki, darmową pornografię i patologizację podstawowych zdolności umysłowych.

Zróbmy to razem!

I nie chodzi tutaj o bezmyślną krytykę naturalnego ludzkiego dążenia do czynienia egzystencji znośną. Nie chodzi tym bardziej o ukąszenie „luddyzmu”, absolutystyczny techno-sceptyzm w stylu Teda Kaczynskiego czy radykalnych ekologistów. Nikt przecież nie narzeka na to, że ma w domu lodówkę czy prąd.

Problem leży w tym, co uczeni nazywają nadpodażą technologiczną – otrzymujemy możliwości o których nie wiedzieliśmy, nie prosiliśmy i nie są nam do niczego potrzebne. Nie nadążając za ich absorbowaniem, ostatecznie biernie przyjmując kolejne „aktualizacje”, „zmiany regulaminu” czy „nowe standardy społeczności”, nie pytając nawet o ich zasadność. A wraz z adwentem tzw. sztucznej inteligencji, techne, niczym Galateia - posąg Pigmaliona, otrzymała swój własny głos. Wchodzi do ciał i umysłów, staje się podmiotem, nadzieją na lepsze jutro i obiektem pożądania. Wchodzimy w okres, który przeróżni „wizjonerzy” określają rewolucją post-industrialną, czwartą rewolucją przemysłową czy przemysłem 4.0. Wszystkie te określenia oznaczają w zasadzie to samo: epokę połączenia człowieka z maszyną, a jednocześnie próbę przekształcenia go w cyfrową postać rzeczy. Zapisany w postaci zero-jedynkowego kodu, homo sapiens zostaje poddany procesowi rozmycia sięgającym dużo głębiej niż chociażby tak niepokojące kwestie „płynności” płci.  

Wizja człowieka podlegającego ciągłej zmianie, zrównanego z pozostałą biosferą, pozbawionego jakichkolwiek punktów zaczepienia w rzeczywistości, napawała przerażeniem poetów. To właśnie ją opisywał Orwell z Huxleyem, to przed nią ostrzegał Jacques Ellul w swoim „Społeczeństwie technologicznym”. To jej obraz próbowali nam przybliżyć autorzy „Metropolis”, „Zielonej Pożywki”, „Terminatora”, „Łowcy androidów” czy „Matrixa”.

Chyba jednak najpełniej stan w jakim się znaleźliśmy oddaje dzisiaj brytyjski eseista Paul Kingsnorth. Ogłoszony następcą Chestertona i Tolkiena autor nie zatrzymuje się na łatwych, pobieżnych czy też wąskich diagnozach. W odróżnieniu od wielu współczesnych krytyków rewolucji postindustrialnej, na ławie oskarżonych nie stawia łatwych i nośnych haseł typu hiper-kapitalizm czy techno-oligarchia. Jako świadomy spadkobierca zachodniej cywilizacji, Kingsnorth doskonale zdaje sobie sprawę, że przyczyny sytuacji w której się znaleźliśmy leżą dużo głębiej.   

Uważam, że sednem kryzysu, który ogarnia dziś tak wielką część świata – kulturowego, ekologicznego i duchowego – jest ten nieustanny proces masowego wykorzenienia. Jest to również (…) źródło obecnych zawirowań na Zachodzie. Moglibyśmy po prostu nazwać ten proces nowoczesnością, która nie jest tyle okresem historycznym, co raczej opowieścią, którą sobie powtarzamy. Ja jednak wolę nazywać go Maszyną, ponieważ – jak pokazali mi poeci – dokładnie w taki sposób daje się odczuć. Ten trwający od wieków proces wyrywania nas z natury, kultury i Boga prowadzi nas do społeczeństwa masowego, kontrolowanego przez technologię i dla niej, w którym od co najmniej czasów rewolucji przemysłowej zmierzamy ku temu, by stać się zwykłymi trybikami w gigantycznym mechanizmie, nad którym nie mamy żadnej kontroli - pisze w książce „Against the Machine: The Unmaking of Humanity”.

Wyprawa po skarb

Dawniej człowiek umierał szybciej, był przywiązany do ziemi, nie miał dostępu do bieżącej wody, narzędzi komunikacyjnych czy pozostałych współczesnych udogodnień. Posiadał jednak poczucie sensu; wiedział skąd pochodzi i po co żyje. Stary świat nie dostarczał może wystarczającej „jakości życia”, ale za to zapewniał porządek – struktury wyznaczające kierunek zarówno wspólnotowej, jak i indywidualnej wędrówki człowieka.

Współczesny liberalny humanizm wyniósł osobiste motywacje do rangi moralnego kompasu społeczeństw. Ale jak pokazuje najnowsza historia, na tak rozproszonej i wielowektorowej strukturze nie da się zbudować niczego stałego. Nic dziwnego, że kumulacja kolejnych błędów doprowadziła dzisiaj do epoki permanentnego kryzysu, który zamienia naszą egzystencję w nieustanny strach o jutro. Skoro sami zburzyliśmy filary katedry sensu, dobrowolnie pozbawiając się sacrum, nic dziwnego, że poszukujemy narzędzi pozwalających poskładać wszystko na nowo. I tutaj wchodzi na scenę owa kingsnorthowska Maszyna, marzenie o wszechpotężnym i wszechogarniającym mechanizmie, potrafiącym uporządkować rzeczywistość z chirurgiczną precyzją i nadludzką doskonałością.

Ale szkody jakie przynosi ludzkości ekspansja Maszyny widać już gołym okiem. „Raj” lewej półkuli mózgu okazuje się piekłem dla wszystkiego, co wyrywa się ścisłym parametrom przepustowości, prędkości czy efektywności. Innymi słowy – objawia się śmiercią duszy, czyli najważniejszej i konstytutywnej części składowej człowieczeństwa. Jak tłumaczy Kingsnorth, „Nie da się od tego uciec. Maszyna jest naszym nowym bogiem, a nasze społeczeństwo buduje się wokół jej kultu”. Nie pomogą  wyrastające z dotychczasowych błędów powierzchowne recepty w postaci radykalnego alterglobalizmu czy zrównoważonego rozwoju. W ostateczności wszystkie sprowadzają się najwyżej do utrzymania status quo. Na głęboki kryzys potrzeba rozwiązań, po które trzeba sięgnąć równie głęboko.  

Ratunku należy szukać tam, gdzie rewolucja postindustrialna widzi wroga. W ludziach, zakorzenieniu, lokalnych, organicznych wspólnotach, ale nader wszystko – w modlitwie i przeszłości. A najlepszą bronią w starciu z wszechogarniającym, zawsze czujnym i wszędzie obecnym przeciwnikiem okazuje się praktyka stara jak świat – asceza. Kamień węgielny najpierw praktyki duchowej, a następnie sposobu w jaki korzystamy z technologii.

Z konkretami ponownie przychodzi brytyjski autor:

Po pierwsze: należy wyznaczyć granice i umieć powiedzieć „dość”. Po drugie: upewnić się, że wszelkie technologie, z których korzystamy, przechodzą przez sito krytycznej oceny. Czemu – lub komu – ostatecznie służą? Ludzkości czy Maszynie? Naturze czy technologii? Bogu czy Jego przeciwnikowi? Jeśli będziemy w ten sposób analizować wszystko, z czym się spotykamy (…) wtedy zbliżymy się do tego rodzaju rozsądnej relacji z technologią, której nasza kultura wydaje się z natury niezdolna do zaoferowania.

Właściwie zadane pytania wyposażą nas w umiejętności niezbędne do przetrwania cyfrowej ery. Dostarczy ich zaś jedynie Stary Świat. Jego tradycje, jego święci i jego Kościół. Skarb, który tylko czeka na odkrycie. I jeżeli tylko szczerze chcemy uciec przed Maszyną, uchronić przed jej wpływem najbliższych i nasze rodziny, wyprawa ku jego odnalezieniu powinna stać się najważniejszą misją naszego życia.

Piotr Relich    

  

 

Relich_1024x1024.jpg
Autor:
Piotr Relich
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: