Rewolucja AI i aborcja. Co się stanie z godnością życia ludzi?

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
kobieta-w-ciazy-AI.jpg

Rewolucja AI będzie mieć przemożne skutki dla kwestii ochrony życia. Jakie to będą skutki, zależy w dużej mierze od aktualnej debaty. AI ma potencjał, by zwiększyć skalę aborcyjnego pandemonium – ale może też stanowić znakomity argument na rzecz silnego ograniczenia legalnej aborcji.

Aborcja, czyli codzienna śmierć człowieka

Najpierw o scenariuszu negatywnym. Obecnie na świecie przeprowadza się każdego roku ponad 70 mln aborcji. To oznacza, że aborcja jest najczęstszą przyczyną śmierci: ani choroby sercowo-naczyniowe, ani nowotwory nie zbierają tak wielkiego żniwa. W pewnym sensie uprawnione jest powiedzieć, że najtypowszym sposobem ludzkiej śmierci w XXI wieku jest śmierć w łonie matki – zadana przez lekarza albo wywołana pigułką wczesnoporonną.

Większość państw na świecie dopuszcza aborcję – kilkadziesiąt z nich nawet na życzenie. Są takie, które aborcje aktywnie promują, celem ograniczenia liczby ludności. Państwowa polityka może jednak ulec zmianie, jeżeli nasilać będą się problemy demograficzne. Dziś takie państwa jak Stany Zjednoczone, Francja czy Niemcy „radzą sobie” ze starzeniem się społeczeństwa poprzez sprowadzanie imigrantów. Wywołuje to jednak potężne napięcia społeczne, co może doprowadzić do zakończenia tej polityki. Co więcej, z samej swojej natury łatanie dziur demograficznych imigracją nie jest polityką, jaką można będzie stosować zawsze: kraje, które są dziś „dawcami” migrantów, też mają problemy demograficzne. Przykładowo najludniejsze państwo świata, Indie, przestało się rozwijać pod kątem populacyjnym: dzietność wynosi tam 1,9 – jest zatem niższa, niż wymaga tego zastępowalność pokoleń. Taki los czeka prawdopodobnie cały świat: antykoncepcja jest tania i szeroko dostępna, aborcja to norma, a bez dzieci ludziom żyje się na ogół wygodniej – dlatego większość decyduje się na ograniczenie ich liczby albo nawet całkowicie rezygnuje z potomstwa.

AI ogranicza „popyt” na ludzi

Zróbmy to razem!

Problemy demograficzne mają potencjał, by zmienić państwową politykę aborcyjną: skoro potrzeba ludzi, to zgoda na ich swobodne zabijanie w łonie matek jawi się jako czysta głupota, zagrożenie dal interesu państwowego.

Jednak właśnie tu AI może przynieść negatywne skutki, odbierając temu aborcyjnemu argumentowi jego siłę. Automatyzacja pracy powoduje, że te same zadania, które dotąd wykonywało 10 osób, teraz wykona znacznie mniejsza ich liczba. W efekcie państwa i wielkie firmy nie będą potrzebować aż tylu obywateli dla podtrzymania swoich funkcji czy nawet rozwoju ekonomicznego. W związku z tym pozytywny potencjał kryzysu demograficznego może zostać zniweczony: zamiast twardo zakazywać aborcji i walczyć z mentalnością antykoncepcyjną celem zwiększenia liczby ludności, państwa mogą bardziej stawiać na rozwój AI. Skutek może być oczywisty: ideologia aborcjonizmu jako rzekomego prawa człowieka pozostanie nienaruszona.

Nowa norma płodzenia

Na tym nie koniec możliwych skutków negatywnych. Tzw. sztuczna inteligencja może wpłynąć na procedurę in vitro. Już dziś dzięki AI w laboratoriach optymalizuje się wybór zarodka pod kątem skuteczności szans na ciążę. To sprawia, że in vitro jawi się jako bardziej opłacalne: zmniejsza się ryzyko wydatkowania środków bez osiągnięcia zakładanego rezultatu. Co więcej, AI może też wpływać na zwiększenie szans otrzymania „wymarzonego” dziecka, zgodnego z oczekiwaniami. AI nie jest w stanie genetycznie „zmodyfikować” zarodka, ale zarodki pozyskiwane w laboratorium są poddawane badaniom genetycznym – AI może interpretować te wyniki. Co więcej, tzw. sztuczna inteligencja może pomóc w przebadaniu danych genetycznych dawców materiału genetycznego – czyli matki i ojca. W efekcie może określić prawdopodobieństwo pojawienia się chorób genetycznych u zarodków powstałych z połączenia ich komórki jajowej oraz nasienia. Taka optymalizacja może tworzyć zupełnie nową percepcję społeczną: prokreacyjne połączenie intymne dwojga ludzi bez wcześniejszego przebadania genetycznego mogłoby zostać uznane za nieodpowiedzialne. Czy nie lepiej najpierw się przebadać, a w sytuacji ewentualnego wyższego prawdopodobieństwa chorób potomstwa – skorzystać z materiału innego dawcy?

Innymi słowy: ludzie łączą się w parę ze względów emocjonalnych, ale nie decydują się automatycznie na to, by dziecko, które będą wychowywać, było w pełni ich własne. Przebadają dzięki AI prawdopodobne szanse rozwojowe własnego potomstwa, a w przypadku uznania wyników za niezadowalające, skorzystają z materiału genetycznego innych ludzi – żeby uzyskać doskonalsze potomstwo. To oznaczałoby upowszechnienie in vitro jako zwykłego narzędzia płodzenia, dla każdego – niezależnie od tego, czy ma problemy z płodnością, czy nie. Tymczasem każde in vitro wiąże się z wyborem „najlepszego” z zarodków, co dla innych zarodków oznacza uśmiercenie albo zamrożenie (de facto śmierć odsuniętą w czasie: część zarodków nie przeżywa procesu odmrożenia; odmrożeniem innych nikt nie będzie nigdy zainteresowany). Łatwo też przewidzieć skutki aborcjonistyczne: dziecko, które pomimo użycia AI i tak zapadłoby na jakąś chorobę, byłoby postrzegane jako wadliwe – i przeznaczone do usunięcia na etapie ciąży (lub nawet po urodzeniu, jeżeli przyjąć skrajnie utylitarystyczne i materialistyczne koncepcje niektórych „etyków”, dziś już realizowane w Holandii i Belgii).

Taki scenariusz, mówiąc szczerze, wydaje mi się bardzo prawdopodobny. Ludzka cywilizacja, wyzuta z odniesień do Boga w rozumieniu chrześcijańskim, nie wydaje się posiadać żadnych naprawdę skutecznych hamulców moralnych: świadczy o tym obecna skala aborcji. Ponad 70 mln dzieci zabijanych każdego roku to naprawdę silny argument za tym, że człowiek nie traktuje uśmiercania nienarodzonych jako ważnego problemu – dlatego trudno znaleźć rozsądne argumenty przeciwko dopuszczalności skrajnej technicyzacji prokreacji w przyszłości.

Dewaluacja umysłu

Czy tak musi być? Nie – i chciałbym zwrócić uwagę również na scenariusz pozytywny, nawet jeżeli jest mniej prawdopodobny. Otóż rozwój tzw. sztucznej inteligencji w znaczący sposób wpływa na rozumienie źródeł społecznego prestiżu. Różnice w erudycji czy nawet inteligencji są do pewnego stopnia niwelowane – przecież AI i tak „wie” lepiej oraz „myśli” szybciej, niż nawet najbardziej oczytany i błyskotliwy człowiek; a z biegiem czasu ta dysproporcja pomiędzy potęgą pojedynczego ludzkiego intelektu a potęgą AI będzie się prawdopodobnie jeszcze zwiększać. To nie usuwa, oczywiście, wyjątkowości człowieka i fundamentalnej różnicy pomiędzy nami a AI – człowiek jest zdolny do autentycznej kreacji, a AI nie. Niemniej jednak, w szarej codzienności ta wyjątkowość ulega pewnemu zatarciu i wydaje się, że ten proces będzie postępować. Tym, czego tzw. sztuczna inteligencja nie ma i nie może mieć, jest ciało. Człowiek doświadcza za sprawą ciała; jego intelekt funkcjonuje w ciele; mamy zakotwiczone w ciele emocje. Jeżeli proces upowszechnienia AI doprowadzi do pewnej dewaluacji kompetencji intelektualnych, to źródeł wyjątkowości naszego człowieczeństwa możemy coraz częściej upatrywać właśnie w ciele. To może mieć pozytywne konsekwencje dla kwestii ochrony życia.

Aborcja racjonalności

Chodzi o nową ocenę znaczenia cielesności i ściślejszego powiązania posiadania ciała z wartością bycia człowiekiem. Współcześnie aborcja jest możliwa, bo utożsamia się człowieka z racjonalnością, a to zakłada i wymaga używania rozumu. Takie utożsamienie jest poniekąd zrozumiałe, bo to właśnie rozum stanowi o ludzkiej wyjątkowości w świecie zwierząt. Jednak z powodu na dewaluację praktycznych kompetencji i uzdolnień umysłowych, ciężar ludzkiego poszukiwania źródeł własnej wartości może w sposób niejako naturalny przenosić się na cielesność.

Jeżeli to ucieleśnienie – istnienie w ciele, posiadanie ciała, bycie ciałem – byłoby podstawą ludzkiej godności, a nie tylko i wyłącznie zdolność do używania rozumu – to aborcja byłaby praktycznie niemożliwa.

Zabijać dzieci narodzone?

Prawdopodobnie aborcjoniści nadal mogliby argumentować za uśmiercaniem dzieci chorych (o ile takie jeszcze będą się w ogóle pojawiać! patrz in vitro). W skali globalnej liczba aborcji wykonywanych na dzieciach chorych stanowi jednak mniejszość. Na świecie zabija się ponad 70 mln ludzi rocznie nie dlatego, że aż tak wielka liczba dzieci nienarodzonych jest lub mogłaby być chora – ale dlatego, że ludzie nie chcą tych dzieci, a jednocześnie nie uznają „płodu” za człowieka. 

Mogą nie uznawać go za człowieka, bo „płód” – podobnie zresztą jak noworodek – nie używa jeszcze rozumu. W perspektywie aborcyjnej, uśmierca się zatem nie ludzi sensu stricto – ale istoty humanoidalne o potencjale stania się człowiekiem. Ten potencjał aktualizuje się w tej perspektywie dopiero wtedy, kiedy dziecko zaczyna używać rozumu. 

Uwaga! To dzieje się zwykle około drugiego roku życia, kiedy pojawiają się pierwsze symptomy samoświadomości. Dlatego część skrajnie utylitarystycznych i materialistycznych „etyków” uważa, że co do zasady, wolno byłoby zabijać również narodzone dzieci przed mniej więcej 2. rokiem życia – ale że nie czyni się tego z powodów „estetycznych” i emocjonalnych. Nota bene, teoretyczna legalizacja mordowania rocznych dzieci to znakomita eksplikacja bestialstwa całej ideologii aborcyjnej.

Nie zabijaj ciała!

Jeżeli zatem przenieślibyśmy źródło ludzkiej godności z używania rozumu na fakt cielesności – aborcja staje się zawsze nieakceptowalna społecznie. Już ludzki zarodek jest cielesny – a zatem jako unikalny nie powinien być zabijany. 

Taki argument nie jest nowy: przecież to dokładnie nauczanie Kościoła katolickiego, które wyprowadza ludzką godność z faktu posiadania ludzkiego ciała – bo człowiek jest złożeniem ciała i duszy, a zatem już na najwcześniejszym etapie swojego życia jest istotą duchową, nawet jeżeli potencjał rozumowy potrzebuje jeszcze czasu, aby się zaktualizować.

W tym tkwi zarówno słabość jak i siła argumentu, a co za tym idzie – perspektywa na jego społeczną akceptację. Słabość, bo rzecz może zostać zdezawuowana jako „katolickie” albo „chrześcijańskie” czy nawet „religijne stanowisko” – i zostać uznana za niejako automatycznie nieprzystawalną do naukowego obrazu świata, który miałby, jakoby, rządzić współczesną cywilizacją globalną.

Siła, bo rewolucja wywołana przez AI może niejako nadać nowy impet katolickiej (religijnej) argumentacji, zyskując dla niej nowych sojuszników i zwiększając zakres i zdolność jej faktycznego oddziaływania.

Trzeba jednak pamiętać, że nie tylko Kościół/religie argumentują na rzecz uznania ciała za nierozerwalnie związane z ludzką godnością. Również w świeckiej filozofii pojawiają się podobne nurty, na przykład we francuskiej fenomenologii XX wieku. To ważne, bo może pomagać w budowie szerszej koalicji na rzecz ochrony dzieci poczętych jako istot cielesnych.

Jak potoczy się przyszłość, nie wie tego nikt i nic – ani człowiek, ani maszyna. Warto jednak zrobić choćby jedno: wskazywać, że w dobie AI zakotwiczenie godności człowieka w jego ciele jest wielką wartością, większą, niż mogło się dotąd wydawać. Jeżeli nawet nie uzyskamy w ten sposób globalnej zmiany paradygmatu oceny wartości ludzkiego życia, możemy – daj Boże! – chociaż odwieść niektórych ludzi od decyzji o uśmierceniu własnego potomstwa.

Paweł Chmielewski

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: