Ateistyczna utopia AI. Musk wieszczy „raj” bez pracy i pieniędzy

Nie będzie już żadnej koniecznej pracy, pieniądze nie będą odgrywać najmniejszej roli. Ludzie będą mieć to, czego chcą i potrzebują, a wysoki poziom życia zapewni dochód gwarantowany przez rząd. Taką wizję nakreślił Elon Musk, opowiadając o epoce radykalnej obfitości, którą ma zagwarantować rozwój AI.
Nadzieje doczesnej szczęśliwości
Żydom czekającym na Mesjasza nie spodobał się Jezus. Czekali na kogoś, kto mógłby przywrócić Izraelowi polityczną chwałę. Zapowiedzi Starego Testamentu interpretowali w perspektywie czysto doczesnej: Mesjasz wygna Rzymian, pokona wszystkich przeciwników, rozciągnie panowanie żydowskiego królestwa na nowe ziemie, zapewni potomkom Izraela dobrobyt. Jezus Chrystus głosił Królestwo nie z tego świata. Rozczarował Żydów – nie na takiego Zbawiciela czekali.
W ten sam błąd popadały w epoce chrześcijańskiej różne heretyckie albo heretyzujące grupy, odwołując się przede wszystkim do apokaliptycznej wizji tysiącletniego panowania Chrystusa. Stąd przypisuje im się miano millenarystów albo chiliastów – wierzących w trwającą całe tysiąclecie erę niesamowitej obfitości. Najbardziej znanym przykładem jest ruch joachimicki, biorący początek od kalabryjskiego mnicha, Joachima z Fiore. Joachimici wyczekiwali rychłego nadejścia Epoki Ducha, która miała wiązać się z rozwiązaniem zwykłych bolączek ludzkości, zbędnością religijnych struktur kościelnych, bezpośrednim kontaktem człowieka z Bogiem.
Rewolucja przemysłowa i Marksa wyzwolenie dzięki maszynom
Do tej pory idea raju na ziemi była mniej lub bardziej zakotwiczona w koncepcjach religijnych. Sekularyzacja koncepcji eschatologicznej szczęśliwości zaczęła się w XVI wieku, kiedy pojawiły się pierwsze przejawy przyspieszonego rozwoju technologicznego, wywołane odkryciami geograficznymi oraz ożywieniem europejskiej myśli naukowej. Angielski filozof Francis Bacon przekonywał, że Pan Bóg udziela człowiekowi nowych możliwości panowania nad ziemią, do tego stopnia, że niejako likwiduje się przekleństwo trudu związanego z grzechem pierworodnym. Chyba po raz pierwszy tak jasno pojawiła się tu koncepcja stworzenia raju na ziemi dzięki ludzkiej przemyślności, a nie dzięki jakiegoś rodzaju Bożej interwencji w dzieje. Pełnego rozerwania pomiędzy wizją ziemskiego raju a Bogiem dokonano w myśli socjalistycznej, która intelektualnie wyrastała z Oświecenia, ale mogła karmić się wizjami przyszłości przekształconej przez rozwój przemysłowy. Karol Marks uważał, że maszyny pozwolą na wyzwolenie człowieka od konieczności pracy. Jego wizja komunistycznej szczęśliwości była głęboko ugruntowana w przekonaniu o nieodwołalności postępu technologicznego, który tak usprawni ludzkie społeczeństwa, że ideały pełnej równości staną się naprawdę realizowalne – właśnie dzięki przeniesieniu ciężaru pracy na maszyny. „Królestwo wolności zaczyna się faktycznie dopiero tam, gdzie kończy się praca, którą dyktuje nędza i celowość zewnętrzna”, przekonywał autor „Kapitału”.
Świat bez pracy Elona Muska
Czołowi przedstawiciele branży AI powtarzają myśl Karola Marksa niemal słowo w słowo. Utopijna wizja powszechnej szczęśliwości, przejęta przez komunistów z żydowsko-joachimickich mesjańskich milenaryzmów, została w czysto zsekularyzowanej formie przeniesiona na futurystyczne urządzenie świata dzięki rozwojowi tzw. Sztucznej Inteligencji. Taką „marksistowską” wizję ze szczególną siłą prezentuje najbogatszy człowiek świata, Elon Musk. Właściciel Tesli i SpaceX dał temu wyraz w rozmowie, jaką kilka dni temu opublikował magazyn „The Economist”. Musk przekonywał dziennikarkę, że w niedalekiej przyszłości praca nie będzie już koniecznością – stanie się czymś całkowicie opcjonalnym, tak, jak ogrodnictwo. Dziś każdy może iść do supermarketu i kupić taniego pomidora. Niektórzy wolą jednak uprawiać pomidory w swoich przydomowych ogródkach. Wprawdzie nie są tak dorodne jak te, które tworzy się przemysłowo, ale przygotowanie z nich kolacji dla znajomych może sprawiać szczególną przyjemność, przekonywał. Właśnie tak miałaby wyglądać praca przyszłości: wykonywana tylko o tyle, o ile jest źródłem autentycznego zadowolenia dla pracującego. Zdaniem Muska, w ciągu najwyżej dziesięciu lat rozwój AI osiągnie poziom, który permanentnie przewyższy zdolności ludzkiej inteligencji.
Multimiliarder przyrównał swoją wizję przyszłości pracy do tego, co stało się w szachach. W szachach istnieje program Stockfish, który – jeżeli pracuje z pełną mocą – jest po prostu niepokonany; nie poradzi sobie z nim nawet najwybitniejszy arcymistrz szachowy. Szachiści grają jednak ze sobą dalej, przyjmując do wiadomości, że maszyna jest od nich lepsza – i czerpią z tego zadowolenie. Analogię Muska można byłoby przenieść też na inne dziedziny sportu: samochód jest szybszy od dowolnego konia, ale ludzie nadal ścigają się konno – i tak dalej. Właśnie taka miałaby być przyszłość pracy: AI będzie w stanie wykonać każde zadanie lepiej od człowieka, a to sprawi, że ziści się wizja Karola Marksa – skończy się praca, którą „dyktuje nędza i celowość zewnętrzna”. Według Elona Muska, nie będzie też potrzeby zarabiania pieniędzy: produkcja będzie tak łatwa, że świat wejdzie w epokę niesamowitej obfitości. Każdy człowiek, jeżeli tylko zechce, będzie mógł posiadać liczne dobra – pożywienie, ubrania, wygodne mieszkanie, dostęp do szybkiego transportu. W efekcie trzeba będzie wprowadzić uniwersalny dochód gwarantowany – i to na wysokim poziomie. Rządy będą wydawać ludziom czeki, które pozwolą im na dostatnie życie bez żadnej pracy. Wizja Muska jest, oczywiście, pełna fundamentalnych dziur – ignoruje problem zasobów, rywalizacji statusowej, organizacji dystrybucji. Multimiliarder zbywa jednak takie trudności, mówiąc, że woli skupiać się na tym, co „pozytywne”. Jak twierdzi, droga do pełnej obfitości będzie wprawdzie „wyboista” – ale istnieje duża szansa, że uda się ją pokonać bez jakichś naprawdę dużych trudności.
Radykalna obfitość dla każdego
Podobną przyszłość wieszczą również inni przedstawiciele środowiska AI. Demis Hassabis, który kieruje firmą Google DeepMind, mówi o świecie „radykalnej obfitości”. Jego zdaniem ludzkość może dojść do momentu, w którym „czynnikiem ograniczającym rozwój nie będą już nawet zasoby”. Wynika to z założeń, że napędzane przez AI roboty będą same się replikować, wydobywać surowce – a surowców nie zabraknie, bo na odkrycie nowych złóż pozwoli postulowana w tym scenariuszu eksploracja przestrzeni kosmicznej. Z kolei Samuel Altman z OpenAI twierdzi, że nadchodzi czas „powszechnego dobrobytu”, który osiągniemy dzięki „niemal nieograniczonej inteligencji i wielkim zasobom energii”. Rewolucja AI miałaby doprowadzić do sytuacji, w której światowe bogactwo pozwoli każdemu „posiadać to, czego potrzebuje”. Podobne głosy można byłoby przytaczać jeszcze bardzo długo; cały ten wielki entuzjazm cechuje przekonanie, że quasi-marksistowska utopia raju bez koniecznej pracy nie jest już wcale utopią, ale wręcz nieuchronną przyszłością.
Ograniczenia praktyczne utopii AI
Wszystkie te wypowiedzi można byłoby zbyć jako czytelną próbę napędzenia swoim notowanym na giełdzie spółkom kolejnych udziałowców. Skoro dzięki firmom z branży AI przyszłość ma być tak radykalnie świetlana, to znaczy, że warto w nie inwestować, prawda? Kłamstwo powtórzone odpowiednią ilość razy staje się percepcyjnie prawdą, a to zapewnia właścicielom wielkich firm kolejne miliardy dolarów. Ostatecznie dla każdego, kto dłużej się nad tym zastanowi, jest jasne, że świat bez pracy nie jest możliwy, a wizja samoreplikujących się robotów, które wykonują dosłownie każdą pracę świadczoną dziś przez ludzi, to czysty absurd. Gdyby zresztą miała się spełnić, oznaczałoby to prawdopodobnie jakąś wielką tragedię. Dystrybucja pieniędzy z rządu „zgodnie z potrzebami” w sytuacji, w której faktyczną pracę wykonywaną przez roboty kontroluje grupka miliarderów – to nie jest bynajmniej powszechna szczęśliwość, ale wielki, nowoczesny obóz koncentracyjny, w którym nie ma żadnej prawdziwej wolności. Ze względu na ograniczenia materialne, bardziej racjonalne wydają się głosy tych, którzy widzą w AI możliwość znaczącego usprawnienia funkcjonowania indywiduów i całych społeczeństw. Trudno zaprzeczyć rzetelności takich wizji: ostatecznie rozwój przemysłowy gruntownie przemienił nasze życie, pozwalając wyeliminować wiele chorób, zlikwidować ekstremalną biedę czy tworząc nieosiągalną wcześniej swobodę transportu.
Zbędny Bóg – zbędny człowiek
To jednak, co interesuje mnie najbardziej, to wpływ tych wszystkich wizji na rozpowszechnione wyobrażenia o człowieku i świecie. Od wielu dekad żyjemy w paradygmacie scjentystycznym, przekonani, że nauka prędzej czy później rozwiąże większość problemów i odpowie na nierozwiązywalne dotąd pytania. Odmalowywanie świata powszechnej szczęśliwości w duchu zsekularyzowanej eschatologii może ten paradygmat tylko umocnić, zawężając przestrzeń dla doświadczenia Boga. Boga doświadczamy przecież najczęściej tam, gdzie namacalnie spotykamy się z ograniczeniami własnej egzystencji. Ból, cierpienie, śmierć bliskich – to momenty, które uwidaczniają kruchość ludzkiego życia i otwierają nas na przekonanie o konieczności dopełnienia tego życia transcendencją. Roztaczanie wizji takiej organizacji społecznej, która uczyni nasze życie całkowicie szczęśliwym, w nieuchronny sposób prowadzi do marginalizacji myśli o Bogu.
Można powiedzieć, że jedynym momentem naszego życia, który w tej optyce jest otwarty na transcendencję, staje się śmierć. W świecie eutanazyjnego zagłuszania śmierci nawet to może być już jednak za mało. Obawiam się, że utopia tzw. Sztucznej Inteligencji, dokładnie tak samo jak utopia komunistyczna, ściśle wiąże się z ateizmem. Tymczasem świat ateistyczny, jako wyłączne królestwo człowieka, to świat, gdzie nie ma żadnych stałych wartości ani żadnej nieusuwalnej godności ludzkiego życia. Kiedy Elon Musk et consortes malują wizję „radykalnej obfitości” napędzając swoim firmom akcjonariuszy i imaginując samych siebie w roli ziemskich panów rozdzielających powszechne dobra szczęśliwej ludzkości, mówią tylko o jednej stronie obrazu. Po drugiej jest ciemność – świat ludzkości sprowadzonej do poziomu zarządzanych zwierząt. Ostatecznie, Elon Musk marzy o przeniesieniu w przestrzeń kosmiczną „świadomości”. Jeżeli jednak jego maszyny napędzane przez AI mają przewyższyć ludzką inteligencję, to mogą być rozumiane jako cel sam w sobie – a człowiek, zgodnie z innymi jego wypowiedziami, będzie z perspektywy „historycznej” tylko biologicznym nawozem potrzebnym tej superinteligencji do zaistnienia. Kiedy spełni swoją rolę – będzie mógł odejść, czy raczej – zostać oddalony.
Paweł Chmielewski







