Z kronik socjalizmu: Jak urzędnikowi nie chciało się iść do sklepu po rower...

IMG_9557.jpg

Czy to jest normalne? UOKiK uderzył w polskiego przedstawiciela marki rowerowej Merida 2,5-milionową karą za to, że ten kazał dystrybutorom sprzedawać w sklepach stacjonarnych, a nie w internecie. Za przeproszeniem miłościwie panujących socjalistów, co wam do tego, gdzie ja – obywatel – sprzedaję swoje produkty? Jeżeli mam ochotę spotykać się z klientami twarzą w twarz, to sprzedaję w sklepie. Mogę w ogóle wycofać się z Polski i sprzedawać w innym kraju i co mi wtedy zrobicie? Nałożycie karę za to, że się na was wypiąłem?

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów „ustalił, że w latach 2014–2020 spółka zakazywała swoim dystrybutorom sprzedaży przez internet. Sklep, który oferował rowery stacjonarnie, mógł na swojej stronie internetowej jedynie prezentować produkty Merida i umożliwić zdalne składanie zamówień. Wprowadzone przez Meridę zasady nie zezwalały na finalizację transakcji on-line i wysyłkę towarów do klientów. Po odbiór wybranego roweru nabywca musiał udać się do sklepu stacjonarnego” – czytamy w oświadczeniu, które wskazuje, że te same zasady dotyczyły sprzedaży na Allegro.

I dalej: „Narzucone przez spółkę Merida Polska zasady sprzedaży rowerów powodowały ograniczenie konkurencji wśród dystrybutorów i prowadziły do podziału rynku między dealerami. Dla konsumenta oznaczało to brak możliwości skorzystania z atrakcyjniejszej oferty przez internet, co mogło skutkować wyższymi cenami oferowanych produktów. Zainicjowane i organizowane przez spółkę Merida Polska porozumienie ograniczające konkurencję stanowiło poważne naruszenie polskich i unijnych reguł konkurencji”.

Zróbmy to razem!

Pytanie pierwsze: Od kiedy to urzędy w Polsce troszczą się o zasady zdrowej konkurencji (wolny rynek) oraz o samego konsumenta?

Pytanie drugie: Czy naprawdę mamy tu do czynienia z ograniczaniem konkurencji przez firmę Merida Polska?

Odpowiedź na oba pytania jest (dla umysłu wolnego od naleciałości socjalizmu) oczywista: NIE.

Spółka rowerowa, której dotyka ta urzędnicza hucpa, w żaden sposób nie ogranicza konkurencji, gdyż jej działania nie dotykają innych producentów rowerów prowadzących sprzedaż na polskim rynku. Jedyne, co robi ta firma, to kształtowanie swojej własnej – wewnętrznej – polityki sprzedaży, w której wyłącznym decydentem jest zarząd spółki, a nie taki czy inny urzędnik państwowy.

Ograniczając własną sprzedaż w internecie firma konkuruje co najwyżej... sama ze sobą. Żadnym sposobem nie można zakazać tego typu działań, gdyż jest to interwencja w politykę sprzedaży danego przedsiębiorstwa, która w tym wypadku nie koliduje prawem (przynajmniej z prawem naturalnym, a co sobie wydumali na ten temat brukselscy czy domorośli urzędnicy, to inna sprawa).

Ostatnim bastionem tej urzędniczej hucpy mógłby być jeszcze argument powołujący się na dobro dystrybutorów, czyli mniejszych firm współpracujących z Meridą. Ale byłby on równie absurdalny, jak cała sprawa. Jeżeli jakiemuś dystrybutorowi nie podobają się zasady proponowane przez przedstawiciela producenta, to droga wolna – może sprzedawać jakiekolwiek inne rowery. To samo dotyczy konsumentów. Mogą jeździć Trekiem czy Scottem i nic na tym nie stracą. A jeżeli są przywiązani do Meridy, to i tak pofatygują się do salonu, żeby sfinalizować zakup.

Dlaczego interwencja urzędu w Warszawie jest niegodziwa? Ponieważ na tożsamość marki składa się nie tylko sam produkt końcowy, ale również cała otoczka. Urzędnik nie ma prawa ingerować w kształtowanie tożsamości marki na żadnym jej etapie (chyba że kolidowałaby ona z prawem), co w oczywisty sposób dotyczy również sposobów sprzedaży i utrzymywania integralności własnego modelu biznesowego poprzez narzucanie dystrybutorom takich czy innych rozwiązań. Powtórzę: jeżeli dystrybutorowi nie podoba się taka umowa, to może jej nie podpisywać. A choćby firma w ten sposób sprzedała mniej rowerów, to czy można jej tego zabronić?

Jeżeli mnie jako konsumentowi nie podoba się Merida, to idę do konkurencji. I tu należy postawić kropkę. Nic żaden urząd nie ma w tej sprawie do gadania i pozostaje mieć nadzieję, że ta urzędnicza hucpa zostanie pomszczona w sądzie, a jej skutki „karne” jak najszybciej uchylone.

Filip Obara

59393.jpg

Socjalizm – karykatura miłosierdzia

Socjaliści lubią powoływać się na miłosierdzie jako usprawiedliwienie gigantycznych programów państwowego wsparcia publicznego. Tymczasem nie tylko nie spełniają one swych założeń, lecz nawet nie opierają się na właściwych podstawach moralnych. Chrześcijańskie miłosierdzie wymaga bowiem dzielenia się własnym mieniem, a jego podstawę stanowi w znacznej mierze produkcja dóbr.Socjalistyczna realizacj...Czytaj dalej

Kaczynski-politycy.jpg

Rząd zwróci koszty przyjęcia uchodźców. Socjaliści kradną Polakom zasługę ich dobroczynności?

Jeżeli w natłoku informacji z ukraińskiego frontu umknęło komuś wystąpienie wiceministra spraw wewnętrznych na temat refundowania pomocy, jakiej polskie społeczeństwo udzieliło uchodźcom, to spieszę o nim przypomnieć i stanowczo potępić tę deklarację. Takimi poczynaniami warszawska władza już nie tyle strzela sobie w stopę, co leży na wznak i odstrzeliwuje to, co z tej stopy jeszcze pozostało...Wy...Czytaj dalej

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: