Chęć zwolnienia matki z prawnej odpowiedzialności za aborcję jest świadectwem jakiejś wady myślenia. W imię takiego argumentu można by każdego dopuszczającego się złego czynu uniewinniać w imię ryzyka kosztów, które towarzyszą temu czynowi – mówi w rozmowie z PCh24.pl ksiądz prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz TChr, teolog, moralista, etyk, pracownik Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Przeciwnicy prawnego zagwarantowania pełnej ochrony życia powołują się na fakt, że Kościół w pewnych wypadkach dopuszcza częściowe ustąpienie w kwestiach moralnych, gdy nie ma możliwości osiągnięcia w prawodawstwie stanu optymalnego z punktu widzenia etyki katolickiej. Czy na przykład tzw. kompromis aborcyjny miałby być z tego powodu stanem nienaruszalnym, niezależnie od zmieniających się warunków politycznych?
Wesprzyj nas już teraz!
Kościół wyraźnie i szczegółowo określa taką sytuację. Mam na myśli numer 73 encykliki Jana Pawła II „Evangelium vitae”. Taki stan rzeczy, o którym pisał Papież, może mieć miejsce wtedy, gdy „nie byłoby możliwe odrzucenie lub całkowite zniesienie ustawy o przerywaniu ciąży”. Wówczas parlamentarzysta może udzielić „swego poparcia propozycjom, których celem jest ograniczenie szkodliwości takiej ustawy i zmierzających w ten sposób do zmniejszenia jej negatywnych skutków”.
Trzeba zatem mieć na uwadze wyraźnie sytuację takiej politycznej koniunktury, która stanowi o wspomnianej możliwości jako racji ostatecznej. Mówiąc konkretnie – taki stan rzeczy mógł mieć miejsce w sytuacji, w której parlament, choć wywodzący się z opozycji peerelowskiej, był faktycznie przesycony liberalizmem i neolewicą, w stopniu większym niż siły autentycznie konserwatywne. W chwili obecnej możemy wyraźnie zauważyć zmianę opcji politycznych. Tak więc ustalony wówczas niesatysfakcjonujący kompromis nie ma charakteru niepodważalnego. Wręcz przeciwnie.
Czy osoba publiczna może deklarować wszem i wobec: „jestem katolikiem”, przyjmować sakramenty święte a z drugiej strony wybierać z nauczania moralnego Kościoła tylko wygodne dla siebie fragmenty? Popierać bądź współdecydować o dopuszczeniu w prawie stanowionym choćby częściowego moralnego zła w sytuacji gdy możliwe jest osiągnięcie dobra?
To jest wyraz samozakłamania, które jest najgorszą postacią kłamstwa. To jest przejaw autodestrukcji moralnej człowieka. Nie można selektywnie wybierać z tego, co jest nauką Chrystusa, bo Ewangelia nie jest marketem idei. Jest dobrą nowiną, jest prawdą o człowieku i dla człowieka. Normy moralne są absolutne – to znaczy obowiązują zawsze i są uniwersalne, obowiązują więc każdego. Znów posłużę się tekstem św. Jana Pawła II, który od pierwszej chwili lektury Veritatis splendor bardzo zapadł mi w pamięć i serce: „Wobec norm moralnych, które zabraniają popełniania czynów wewnętrznie złych, nie ma dla nikogo żadnych przywilejów ani wyjątków. Nie ma żadnego znaczenia, czy ktoś jest władcą świata, czy ostatnim „nędzarzem” na tej ziemi: wobec wymogów moralnych wszyscy jesteśmy absolutnie równi”.
Co naucza Kościół w kwestii moralnej odpowiedzialności osób zaangażowanych w zabicie dziecka nienarodzonego?
To ważne pytanie. Dlatego, że w debacie publicznej często sprawa odpowiedzialności zostaje, z dość oczywistych względów, zawężona do odpowiedzialności matki. Święty Jan Paweł II w Evangelium vitae wymienił natomiast całe kręgi osób odpowiedzialnych za aborcję – od matki, ale i ojca dziecka poczynając (często przecież on współdecyduje albo wręcz wymusza tę decyzję), poprzez rodzinę matki, lekarza i personel medyczny, środowisko życia matki, aż po media, polityków i wszystkich tych, którzy współtworzą „kulturę śmierci”. Trzeba o tych kręgach odpowiedzialności przypominać, także na przykład dziennikarzom, którzy mówiąc o swej przynależności do Kościoła, powielają fałszywe argumenty na rzecz aborcji, na przykład opisując piekło podziemia aborcyjnego. Przypominać trzeba o tej odpowiedzialności politykom, którzy deklarując swoją (i tylko swoją) „kościelność” nie wahają się w imię dyscypliny partyjnej głosować przeciw życiu.
Czy matka dziecka poczętego poddanego tzw. aborcji powinna być zwolniona z odpowiedzialności karnej ze względu na osobiste zdrowotne koszty ponoszone w wyniku zabicia własnego potomstwa?
Taki wzgląd nie jest usprawiedliwieniem. To raczej świadectwo jakiejś wady myślenia. W imię takiego argumentu można by każdego dopuszczającego się złego czynu uniewinniać w imię ryzyka kosztów, które towarzyszą temu czynowi. Niemniej, warto problem penalizacji związać z problemem odpowiedzialności za czyn, o którym wcześniej mówiliśmy. W moim przekonaniu aborcja nie może być w żadnym wypadku traktowana jako zabieg leczniczy (jest on wszak – używając gorzkiej ironii – wysoce nieterapeutyczny dla płodu). Skoro tak, to ciężar penalizacji mógłby spoczywać na tych, którzy dopuszczają się tego procederu.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Roman Motoła