Dzisiaj

Osoby konsekrowane: świadkowie Bożej miłości

(Karmelici Bosi. Fot. OCarm, CC BY-SA 4.0 , via Wikimedia Commons)

– Poprzez kontemplację i działanie, w samotności i braterskiej wspólnocie, przez służbę ubogim i najmniejszym, przez osobiste towarzyszenie czy na współczesnych areopagach bądźcie gotowi głosić i świadczyć, że Bóg jest Miłością, i że piękną rzeczą jest Go miłować – mówił Ojciec Święty Benedykt XVI w Święto Ofiarowania Pańskiego 2 lutego 2007 roku.

 

Osoby konsekrowane przypominają nam, że całkowite oddanie się Bogu to droga do odnalezienia najgłębszego sensu i wolności serca. Ich codzienna służba jest jak światło gromnicy – cicha, ale wytrwała w rozpraszaniu mroków współczesnego świata.

Wesprzyj nas już teraz!

 

Karmel to nie ucieczka. To czekanie na zagubionych

Dzień Życia Konsekrowanego jest momentem zwrócenia się uwagi Kościoła ku tym, którzy wybrali drogę rad ewangelicznych. Dla Karmelitów Bosych to nie tylko święto, ale okazja do stanięcia w prawdzie przed własnym powołaniem. Jak wygląda ten świat ukryty za murami klasztoru, który dla wielu pozostaje tajemnicą?

To również chwila rachunku sumienia z jakości swej służby. – Dla mnie osobiście jest to czas pochylenia się nad swoim życiem i zadania sobie pytania, na ile jest ono posługiwaniem wraz z Jezusem Kościołowi – mówi O. Wojciech Ciak OCD. – Kiedy dane mi było uczestniczyć w tym dniu we Mszy świętej sprawowanej przez biskupa diecezji w katedrze wraz z siostrami zakonnymi, zakonnikami – to rodziło w sercu przeświadczenie, że jesteśmy jakąś całością zaangażowaną w coś bardzo istotnego, i że to ma pieczęć Kościoła przez obecność biskupa diecezji i przez Eucharystię – dodaje zakonnik.

Często słyszy się, że sercem Karmelu jest modlitwa, ale co to oznacza w praktyce? – Sercem życia Karmelu jest modlitwa myślna. Jako akt osobisty zajmuje ona przepisowo sporo czasu, ale kluczowe jest to, co dzieje się przed nią i po niej. Chodzi o cały styl życia, który ma tej modlitwie służyć – wyjaśnia zakonnik.

Pojawia się więc pytanie: jak budować braterskie więzi w zakonie, który tak bardzo ceni milczenie? Okazuje się, że kluczem jest wnętrze człowieka. – Relacje z braćmi są odbiciem tego, co dzieje się na modlitwie. Jeśli tam podejmuję rzeczywistą próbę bycia dla Pana Jezusa, to i podczas wspólnej rekreacji będę potrafił prawdziwie być dla drugiego człowieka – tłumaczy zakonnik.

Choć Karmel kojarzy się z odosobnieniem, jego działalność w Polsce jest bardzo szeroka. Głównym polem jest sama modlitwa, ale tuż za nią idzie „apostolstwo modlitwy”. Realizuje się ono przez prowadzenie instytutów duchowości, domów rekolekcyjnych, grup modlitewnych, wydawnictw oraz przez kierownictwo duchowe.

Życie zakonne to ucieczka od rzeczywistości, ucieczka od świata, a może przebywanie w jego centrum? – To, o czym informuje świat, ma się nijak do tego, co widzi się w naszych kaplicach, instytutach, domach rekolekcyjnych czy też co słyszy się w ramach kierownictwa duchowego. Widzi się i słyszy ludzi, którzy zostawiają pozory i chcą podjąć w życiu coś bardzo istotnego; coś, co pozwala im odkryć w sobie szósty kontynent, co pozwala im odkryć skarby w Kościele i warto tych przebudzonych do życia otaczać troską i umacniać w tym, aby do tego świata wracali… Życie zakonne na obecny czas jest pewną propozycją wobec świata – że można inaczej i czekaniem na powrót zagubionych ze świata, oby tylko mieli gdzie wrócić… Oby mieli… – mówi ojciec Ciak.

Duchowa walka w ciszy klasztoru znajduje swoje dopełnienie w konkretnym działaniu tam, gdzie świat płonie – na areopagach współczesnych konfliktów.

 

Atrakcyjność czy bezinteresowność?

Życie konsekrowane działa w organizmie świata niczym strefy zieleni w betonowych miastach – choć często niedostrzegane i uznawane za zbędne, są nieodzowne, by inni mogli oddychać. W obliczu współczesnych konfliktów i osobistych kryzysów zakonnicy stają się przedłużeniem rąk niosących pomoc tam, gdzie zawodzi nadzieja. To droga dla tych, którzy zamiast na sobie, decydują się oprzeć na Kimś większym, oferując swoją obecność wszędzie tam, gdzie człowiek potrzebuje usłyszeć prawdę o sensie istnienia.

Dla Klaretynów ta obecność ma dziś bardzo konkretny wymiar – często naznaczony hukiem wybuchów i dramatem wojny. – Jako Polska Prowincja jesteśmy też w Ukrainie i Rosji. Tam jeździmy z pomocą do ludzi, którzy cierpią w wyniku wojny. Jeden z naszych współbraci był tam ponad sto czterdzieści razy od czasu rozpoczęcia konfliktu. Sam często podkreśla, że jest tylko „przedłużeniem rąk” tych, którzy dają wsparcie materialne i finansowe – mówi o. Piotr Bęza CMF. – To dla nas wielka radość, że wciąż są osoby, które chcą pomagać. Gdyby nie to, nie byłoby z czym jechać. Przez to widzimy, jak ogromne serca mają ludzie.

Gdzie jednak szukać następców tych, którzy dziś są „przedłużeniem rąk” darczyńców, skoro rzeczywistość powołaniowa drastycznie zmieniła się na niekorzyść w ciągu ostatnich dekad? Ojciec Prowincjał nie ukrywa, że liczby są alarmujące. – Z opowiadań starszych współbraci wiem, że czterdzieści lat temu w naszym seminarium było około czterdziestu kandydatów. Pamiętam czasy, w których na roku było nas kilkunastu. Teraz jest kilku… Dwa lata temu mieliśmy jedno powołanie, a w tamtym roku nie mieliśmy nikogo. Teraz mamy trzech współbraci razem z diakonem. To nie jest dużo, nie ma co zaklinać rzeczywistości – uśmiecha się duchowny.

Choć Klaretyni wciąż otwierają nowe placówki, przyszłość maluje się w barwach niepewności. – U nas to tąpnięcie nie jest jeszcze tak widoczne, bo średnia wieku nie jest wysoka, ale za kilka lat będzie bardziej odczuwalne. Jeśli w przyszłości nic się nie zmieni, za dekadę będziemy borykać się z poważnymi problemami – słyszymy.

Czy w obliczu tak niepewnej przyszłości życie zakonne może wciąż uchodzić za atrakcyjną drogę? A może po prostu przestało pasować do dzisiejszych czasów? – Może tak być, ale to pytanie o to, czego tak naprawdę szukamy. To samo możemy powiedzieć o małżeństwie, w którym są kryzysy – może ono też jest dziś „za mało atrakcyjne”? – zastanawia się o. Bęza. – Podstawowe pytanie brzmi: szukamy realizacji siebie, czy wierzymy, że jest Ktoś większy, kto tym wszystkim kieruje? Czy jestem zdolny, by ofiarować się bezinteresownie? Szczerze mówiąc, zawsze mamy jakiś interes, zwłaszcza mężczyźni. Jednak to, co robię, daje mi satysfakcję, a to jest pewna forma gratyfikacji – przyznaje.

Mimo trudności misjonarz pozostaje głęboko przekonany o konieczności swojej obecności w świecie. Przywołuje metaforę, która stała się fundamentem jego myślenia o powołaniu: – W filmie „Libres. Duc in altum” pada zdanie: „Życie konsekrowane jest jak strefy zieleni w miastach. Wielu uważa, że one są niepotrzebne, ale spróbuj z nich zrezygnować, to wtedy ludzie się poduszą”. Być może świat by istniał bez osób konsekrowanych, ale czy byłby tak dobry jak jest? Mam przed oczyma siostry klauzurowe, które świat nazwałby nieużytecznymi, a jestem przekonany, że dzięki ich modlitwie on w ogóle  jeszcze trwa.

W codzienności, w ciszy konfesjonału i krótkich rozmowach sens powołania objawia się poprzez najprostsze gesty. – Nie czuję się niepotrzebny. Czasami słyszę w konfesjonale, że ktoś nie planował spowiedzi, ale homilia go zachęciła. Albo po prostu zobaczył księdza idącego do konfesjonału i postanowił oczyścić duszę. Życie konsekrowane przypomina nam, że jest coś więcej niż to, co postrzegamy zewnętrznie. Jesteśmy znakiem dla świata, dziś może bardziej niż kiedykolwiek, bo świat jest mocno na „nie” – zauważa nasz rozmówca.

Mimo statystycznych trudności i malejącej liczby powołań, misja osób oddanych Bogu pozostaje czytelnym drogowskazem. – W codzienności widzę ludzi, którzy na nowo odkrywają Boga. To niesamowite. Za tym stoi Ktoś większy niż nasze myślenie. Mimo trudności czuję się bezpieczny, bo jestem w rękach, które nie zawiodą – podsumowuje ojciec prowincjał.

To oddanie, mierzone liczbą wyjazdów na front czy otwartych placówek, ma swoje źródło w nieustannym powracaniu do fundamentów – do charyzmatu, który napędza misję.

 

Celebrowanie wyboru

Świętowanie osób oddanych Bogu to nie tylko uroczyste liturgie, ale przede wszystkim głęboka, osobista podróż do korzeni. Dla Redemptorystów ten dzień staje się okazją do odnowienia pierwotnej gorliwości i charyzmatu, który przed wiekami nadał kierunek ich wspólnocie. – Każda osoba konsekrowana została wybrana przez Jezusa w bardzo konkretnym celu i do konkretnej misji, którą warto na nowo celebrować. Jest to czas wdzięczności za Boży wybór, który realizuje się wewnątrz wspólnoty, stając się fundamentem każdego podejmowanego działania – mówi o. Paweł Drobot CSsR.

Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela od lat kojarzone jest w Polsce z dynamizmem i odważnym wychodzeniem do ludzi. Obecność w środkach masowego przekazu to tylko jedna z form realizacji powołania. Najmocniej tradycja św. Alfonsa Liguoriego objawia się jednak podczas misji ludowych – intensywnych, kilkudniowych rekolekcji, które mają za zadanie rozpalić w parafiach ogień Bożej miłości. – Większość redemptorystów w Polsce jest zaangażowanych w bezpośrednie głoszenie Słowa Bożego – wyjaśnia o. Paweł Drobot CSsR. – To misje ludowe, parafialne misje i rekolekcje, które stanowią serce naszej codzienności.

Dla zakonnika Dzień Życia Konsekrowanego to moment, gdy uświadamia sobie, że jego obecność w danym zgromadzeniu nie jest przypadkiem. To świadoma odpowiedź na wezwanie Boga; odpowiedź zyskująca moc dzięki wspólnemu przeżywaniu charyzmatu. Każde spotkanie z wiernymi, każde wypowiedziane podczas misji słowo jest przedłużeniem tej pierwotnej misji, którą Bóg powierzył redemptorystom, by nieśli nadzieję tam, gdzie najbardziej potrzeba odkupienia. – Dzień Życia Konsekrowanego to przede wszystkim okazja do wdzięczności za dar powołania. To też okazja do tego, żeby wrócić do początków powołania, ale także do odnowienia misji, charyzmatu – mówi ojciec Drobot.

W świecie pełnym zgiełku życie konsekrowane staje się cichym, ale wytrwałym, gromnicznym światłem rozpraszającym mrok codzienności. Choć dla wielu pozostaje ono tajemnicą ukrytą za klauzurą, w rzeczywistości oznacza to stanięcie w samym centrum ludzkich potrzeb i tęsknot. Jak zauważa ksiądz biskup dr Arkadiusz Okroj, osoby zakonne są dziś światu potrzebne bardziej niż kiedykolwiek, by poprzez swoje charyzmaty realnie zmieniać go na lepsze.

Osoby konsekrowane, dzisiaj coraz bardziej nierozumiane przez ten świat, są temu światu potrzebne w stopniu większym niż kiedykolwiek. Konsekracja uzdalnia je do realnej przemiany tego świata na lepsze. Osoby konsekrowane czynią to dzięki licznym charyzmatom. Tych jest wiele, ale jeden jest wspólny – pogoda ducha – podkreśla biskup toruński, a zarazem członek Komisji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego; Przewodniczący Podkomisji ds. Indywidualnych Form Życia Konsekrowanego.

Marta Dybińska

 

 

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie