13 marca br. w wieku 93 lat zmarł Paul Ehrlich, autor „Bomby populacyjnej”. Ten ekolog i – jak go niektórzy nazywają – „intelektualny oszust”, odcisnął ogromne piętno na wielu pokoleniach, strasząc przeludnieniem i katastrofami. Jak się okazuje, „mylił się niemal we wszystkim, co napisał, powiedział lub pomyślał”.
Magazyn „Dispatch” nie przebierając w słowach wskazuje, że „Ehrlich był intelektualnym oszustem, co łączyło go z wieloma sławnymi pseudonaukowcami, szarlatanami i dziwakami, którzy stali się intelektualnymi bohaterami postępowych czasów, od Zygmunta Freuda po Noama Chomsky’ego, Rachel Carson, Margaret Sanger i Roberta F. Kennedy’ego Jr., jeszcze do niedawna”. Ehrlich to „podobnie jak Karol Marks, kolejny wielki prorok szkoły «zawsze w błędzie, ale nigdy w wątpliwościach»”– czytamy w artykule Kevina D. Williamsona pt. „Paul Ehrlich Was Wrong About Everything” [Paul Ehrlich mylił się we wszystkim], który ukazał się 17 marca br. na łamach „thedispatch.com”.
Jak pisze postępowy „Project Syndicate”, jego proroctwa „nigdy się nie spełniły”, ale „mimo to rozpaliły globalne obawy dotyczące demografii i środowiska, do dziś ożywiające debaty i decyzje polityczne”.
Wesprzyj nas już teraz!
Ehrlich odcisnął ogromne piętno na całych pokoleniach, doprowadzając wielu do osobistej tragedii.
W książce „Bomba populacyjna” z 1968 roku, Ehrlich spopularyzował ideę, że świat zmierza ku masowemu głodowi i zagładzie. Straszył, że zasoby naturalne Ziemi wyczerpują się w niespotykanym tempie, a populacja na całym świecie ulegnie załamaniu. Jego przewidywania okazały się błędne, podobnie jak lansowane przez niego rozumienie świata. Od czasu ukazania się publikacji, globalna populacja wzrosła ponad dwukrotnie, z około 3,5 miliarda ludzi do 8,3 miliarda w 2026 roku.
„New York Times” twierdzi, że to była „przedwczesna” diagnoza, choć przekonuje zarazem, że wciąż grozi nam katastrofa związana ze wzrostem liczby ludności na świecie. W artykule pt. „Paul R. Ehrlich, Who Alarmed the World With ‘The Population Bomb,’ Dies at 93” [Paul R. Ehrlich, który zaalarmował świat „Bombą populacyjną”, zmarł w wieku 93 lat], który ukazał się 16 marca br. napisano: „Jego bestsellerowa książka z 1968 roku, w której prognozował globalny głód, uczyniła go liderem ruchu ekologicznego. Spotkał się jednak z krytyką, gdy jego przewidywania okazały się przedwczesne”. Komentując wywody zawarte w artykule „NYT”, analityk danych John Aziz napisał: „Jego przewidywania okazały się błędne. Nie były przedwczesne. Były błędne. Jego rozumienie świata było błędne. Nierealistyczne. Sfałszowane”.
Inny komentator, Andrew Follett z Klubu Wzrostu, stwierdził: „Zdumiewające jest nie tylko to, jak bardzo Ehrlich się mylił… czy jak bardzo był zły… ale również to, jak nieustannie nasze media go nagłaśniają i wciąż ukrywają jego niekończące się, nietrafione przepowiednie”.
Wiele innych osób wskazywało, że z powodu tez głoszonych przez młodego profesora ze Stanforda, ludzie zrezygnowali z posiadania potomstwa i później bardzo tego żałowali.
Paul Ehrlich to jednak z najbardziej złowrogich postaci publicznych ostatnich 50 lat. Był gloryfikowany w niektórych kręgach intelektualnych do samego końca. Zalecenia tego biologa i ekologa doprowadziły do zbrodniczej polityki przymusowych sterylizacji i aborcji wśród najbardziej bezbronnych ludzi na świecie.
W oficjalnej notce biograficznej, jeszcze niezmienionej i zamieszczonej na stronie wydziału biologii Uniwersytetu Stanforda czytamy, że „Paul Ehrlich jest emerytowanym profesorem studiów populacyjnych Binga i prezesem Center for Conservation Biology na Uniwersytecie Stanforda. Prowadził badania terenowe, laboratoryjne i teoretyczne dotyczące dynamiki i genetyki populacji owadów, ewolucyjnych interakcji roślin i roślinożerców, ekologii behawioralnej ptaków i ryb rafowych, wpływu zatłoczenia na ludzi, ewolucji kulturowej człowieka oraz problemów zdrowotnych związanych z industrializacją. Jest autorem i współautorem ponad 1100 artykułów naukowych i ponad 40 książek. Ehrlich jest członkiem Narodowej Akademii Nauk Stanów Zjednoczonych, Amerykańskiego Towarzystwa Filozoficznego i członkiem zagranicznym Towarzystwa Królewskiego. Wśród jego licznych wyróżnień znajduje się Nagroda Crafoorda przyznana przez Królewską Szwedzką Akademię Nauk (wyraźny zamiennik Nagrody Nobla). Wystąpił w ponad 1000 programów telewizyjnych i radiowych oraz był korespondentem NBC News”.
Poglądy
Portal LifeSiteNews przypomina, że „Ehrlich porównał ludzkie dzieci do ‘śmieci’, powiedział, że każda kobieta potrzebuje ‘swobodnego dostępu’ do aborcji i antykoncepcji, a nauki moralne Kościoła katolickiego były dla niego jak ‘akt terrorystyczny’”. To „niekwestionowany ojciec kontroli populacji, którego bestsellerowa, choć niezwykle zwodnicza książka z 1968 r. „Bomba populacyjna” została wykorzystana do uzasadnienia programów rządowych i organizacji pozarządowych, mających na celu promowanie antykoncepcji, normalizację aborcji, zachęcanie do masowej sterylizacji”.
Przepowiednie specjalisty od owadów, „alarmisty populacyjnego”, okazały się niewiarygodnie. Szczególnie niepokoi fakt, że Ehrlich był ciepło przyjmowany w Watykanie za pontyfikatu papieża Franciszka.
Watykan zaprosił Ehrlicha do wygłoszenia wykładu podczas konferencji poświęconej ochronie planety. Chodzi o konferencję zorganizowaną na początku 2017 r. przez Papieską Akademię Nauk i Papieską Akademię Nauk Społecznych, które promowały Agendę 2030, czyli program globalnej przebudowy świata realizowany pod pretekstem wdrażania celów zrównoważonego rozwoju.
Biolog opowiadający się za selektywną aborcją, przymusową sterylizacją i wszelkimi innymi dostępnymi środkami ograniczenia wzrostu populacji, wygłosił wykład koncentrując się na nierównowadze między światową populacją a tym, co Ziemia jest w stanie wyprodukować.
Organizatorzy wydarzenia podkreślali przed seminarium, że jeśli skuteczne kroki nie zostaną podjęte w celu odwrócenia tzw. globalnego ocieplenia – powodowanego ich zdaniem głównie przez człowieka – utracimy do 40 procent „wszelkiej różnorodności biologicznej na Ziemi” i „do końca tego wieku większość gatunków roślin”.
W swoje bestselerowej książce „Bomba populacyjna”, Ehrlich wraz z małżonką snuł ponurą przyszłość, zapowiadając powszechny głód na świecie jeszcze w latach 90. ub. wieku. Zoolog i etymolog z wykształcenia, pisał w 1968 roku, że połowa Amerykanów, mieszkańców Indii i Chin wymrze do 1990 roku. Brytyjczycy wymrą do roku 2000 (sic!).
Ehrlich wspomniał w książce o aborcji selektywnej (uśmiercanie np. dziewczynek zamiast chłopców) i aborcji w ogóle jako potencjalnie skutecznym narzędziu ochrony światowych zasobów poprzez zmniejszenie populacji, Swoich poglądów biolog nie zmienił aż do śmierci.
W 2011 roku w wywiadzie z Mara Hvistendahl, Ehrlich bronił aborcji selektywnej i dzieciobójstwa, argumentując, że „byłby to dobry pomysł, aby ludzie mieli wybór, by sami mogli zdecydować, ile chcą mieć dzieci i czy w ogóle je chcą posiadać.” Dodał, że aborcja selektywna, a nawet dzieciobójstwo może być lepsze dla kobiet niż życie, jakie je czeka w przeludnionym świecie np. żyjąc w slumsach. Opowiedział się również za masową i przymusową sterylizacją, o czym wcześniej wspominał w książce wydanej w 1977 r. pt. „Eko-nauka: populacja, zasoby, środowisko”.
Jako członek Klubu Rzymskiego postulował konieczność szybkiego wprowadzenia kontroli urodzeń, by odciążyć przeludnioną planetę.
Wiedzę i doświadczenie zgromadzone w czasie badań ekologii zwierząt Ehrlich wykorzystał poświęcając się później zagadnieniom dotyczącym ludności świata. Prowadził badania z zakresu prognozowania zmian środowiska pod wpływem wykładniczego wzrostu liczby ludności na świecie. Jako marksistowski strukturalista, zafascynowany matematycznym modelowaniem ludności Ziemi, wspólnie z Williamem Holdrenem i Barrym Commonerem zaproponował tzw. równanie IPAT. I = P*A*T, gdzie I oznacza presję ludności, P – wielkość populacji, A – konsumpcję zasobów, a T – to miara wpływu działalności technologicznej. Równanie wykorzystywane jest do prognozowania (jak się jednak wielokrotnie okazało, błędnego) zmian środowiska, rzekomo powodowanych przez ludzi.
Na początku lat 80. ub. wieku krytycznie wyrażał się o tym, że ekonomiści nie uwzględniają w swoich prognozach zwalczających inflację kwestii „fundamentalnej przyczyny, czyli coraz większej liczby ludzi” na świecie. Powtarzał wielokrotnie, że na Ziemi jest za dużo ludzi, że Ziemia przekroczyła punkt bez powrotu… Powtarzał, że trzeba obniżyć wskaźnik urodzeń, a nie skupiać się na wyżywieniu ludzi. Krytykował sprzeciw wobec antykoncepcji, uznając go za „niebezpieczny trend” religijnego „zaćmienia”.
Jeszcze 9 stycznia 2013 r. pisał, że obniżenie współczynnika dzietności poprzez antykoncepcję i aborcję to „obowiązkowa korzyść” dla społeczeństw. „Gdyby inteligencja przewidywania stała się powszechna, o wiele więcej naukowców i planistów politycznych (oraz społeczeństw) mogłoby na przykład zrozumieć demograficzny wpływ na tę sytuację, przestać traktować wzrost populacji jako coś „oczywistego” i rozważyć korzyści odżywcze, zdrowotne i społeczne wynikające z humanitarnego zahamowania wzrostu znacznie poniżej dziewięciu miliardów i rozpoczęcia powolnego spadku. Byłoby to monumentalne zadanie, biorąc pod uwagę tempo wzrostu populacji. Monumentalne, ale nie niemożliwe do zrealizowania, gdyby udało się wygenerować globalną wolę polityczną, aby zapewnić kobietom pełne prawa, edukację i możliwości, a także zapewnić wszystkim aktywnym seksualnie ludziom nowoczesną antykoncepcję i aborcję zastępczą. Stopień, w jakim te kroki obniżą współczynnik dzietności, jest kontrowersyjny, ale prawdopodobnie przyniesie korzyści obu stronom” – wskazywał.
11 stycznia 2013 r. zaznaczył, że „badania wykazały, iż kobiety, którym przyznano pełne prawa, rodzą mniej dzieci, co przyczyni się do spowolnienia wskaźnika urodzeń. Musimy również zapewnić każdej aktywnej seksualnie osobie bezpłatny dostęp do nowoczesnej antykoncepcji i aborcji w nagłych wypadkach”.
Argumentował, że „nikt… nie ma prawa mieć 12 dzieci, a nawet trojga”. W 2014 r. dalej postulował, że „społeczeństwo potrzebuje zmiany skali – musimy zmniejszyć skalę całego ludzkiego przedsięwzięcia”.
W tym samym roku krytykował Watykan i w ogóle Kościół katolicki, uznając „papieża i wielu biskupów” za „jedną z prawdziwie złych, regresywnych sił na planecie”. Pisał: „Pomyślcie o wpływie, jaki na seks mają wielkie, nieetyczne monoteizmy, które rządzą znaczną częścią naszego zachodniego świata i uważają się za niepodlegające krytyce. Przed ich dominacją poganie w Cesarstwie Rzymskim pozwalali sobie żyć, pod warunkiem, że pomagałeś chronić swoich współobywateli, składając odpowiednie ofiary lokalnym bóstwom. Poganie nie byli zainteresowani nawracaniem innych. Oczywiście, najbardziej nieetyczną rzeczą, jaka dzieje się obecnie w jednym z monoteizmów, katolicyzmie, jest sprzeciw wobec stosowania antykoncepcji. Głównym źródłem tego jest Watykan i jego biskupi. Mimo to katolicy stosują antykoncepcję tak samo często, jak niekatolicy, a aborcje zdarzają się u nich jeszcze częściej. Jednak powodem, dla którego hierarchia walczy z obiema grupami, jest to, że wyżsi rangą w Kościele nie chcą przyznać, iż protestanci i Żydzi mieli rację. Obraz islamu jest bardziej złożony i ani trochę nie tak szkodliwy jak stanowisko katolickie. Islam, podobnie jak protestantyzm i pierwotnie hellenistyczny judaizm, generalnie dopuszcza antykoncepcję, a od czasów faryzeuszy judaizm nie był zainteresowany prozelityzmem. Wszystkie te religie są nieetyczne, ponieważ ich przywódcy często próbują dyktować innym, co mają robić, zwłaszcza co do zachowań seksualnych, za pomocą co najmniej gróźb, a w najgorszym wypadku – tortur i morderstw. Wszystkie, z nielicznymi wyjątkami, mają tendencję do uciskania kobiet. W dużej mierze jest to ewolucyjna kontynuacja męskiej dominacji, obecnie często opartej na nakazach otrzymywanych od wyimaginowanych bytów. I oczywiście w większości społeczeństw krytykowanie absurdalnych idei religii nie może być częścią rozsądnego dyskursu społecznego”.
Ehrlich wskazywał, że sprzeciw wobec „kontroli reprodukcji” „bogobojnych” ludzi wobec „czegoś tak podstawowego, tak krytycznego dla przyszłości życia na Ziemi, jak kontrola reprodukcji, jest równie nieetyczny, jak jakikolwiek poważny atak na środowisko czy akt terrorystyczny”. „Papież i wielu biskupów to jedna z prawdziwie złych sił regresywnych na planecie, moim zdaniem zainteresowana przede wszystkim utrzymaniem swojej władzy. Jakie inne zbiorowe wnioski należałoby rozsądnie wyciągnąć z oburzającego pozwu złożonego w imieniu tak wielu ofiar pedofilii i innych zbrodni przeciwko ludzkości, tuszowanego przez Kościół? Pomyślmy o biskupach atakujących zakonnice za to, że starają się być dobrymi chrześcijankami i pomagać ludziom, jednocześnie odwracając się od molestowania dzieci, które stało się jednym z atrybutów definiujących Kościół. I nie chodzi tu tylko o Kościół katolicki. Pomyślmy o sytuacji kobiet w ogóle”. Wszystkie te wypowiedzi padły w wywiadzie „Hope on Earth: A Conversation”, reklamowanym przez ChurchAndState.org.
Alarmista populacyjny straszył, że przeludnienie może prowadzić do kanibalizmu.
W 2015 r. utrzymywał, że „posiadanie dzieci jest jak wyrzucanie śmieci na podwórko sąsiada”. Ekolog żalił się, że papież Franciszek jest „całkowicie w błędzie”, nie propagując kontroli populacji jako rozwiązania problemów środowiskowych. Skrytykował encyklikę środowiskową „Laudato Si’” z tego powodu, że nie promuje kontroli populacji. Wskazywał, że papież powinien zerwać z nauczaniem Kościoła katolickiego, wspierając „prawa kobiet i planowanie rodziny”.
Źródła: lifesitenews.com / nytimes.com / project-syndicate.org / biology.stanford.edu / PCh24
AS
Franciszek i ideologia zrównoważonego rozwoju – ścieżka, którą trudno będzie porzucić