Dzisiaj

Paweł Chmielewski: Apatia i nienawiść, czyli powszechna śmierć cywilizacji

(Oprac. PCh24)

Apatia i nienawiść. Tak można byłoby określić nić przewodnią współczesnej kultury: apatia wobec istnienia, nienawiść do własnego dziedzictwa, do samych siebie, do świata w ogóle. Na nienawiść choruje nie tylko Zachód, ale również Wschód. Nowoczesny świat dławi się apatią i nienawiścią. Przyczyna jest prosta: brak Boga.

Kto wyjedzie z Polski, od razu to zobaczy: brudne ulice, zniszczone sklepy, grupy młodych, agresywnych, ciemnoskórych mężczyzn wałęsających się bez celu. To rzeczywistość wielu największych miast europejskich. Patrzą z głupkowatą miną na to, co ich otacza: kościoły, pomniki, piękne budynki. Nie wiedzą, co to jest. W ogóle ich to nie obchodzi. Gdyby mogli na tym zarobić choćby kilka euro, od razu by to wszystko spalili. Część jest może owładnięta świadomą niechęcią do Zachodu, którą sufluje im ideologia islamska, ale większość jest po prostu obojętna. Ktoś dał, oni biorą, to wszystko.

Skąd się tam wzięli? Przecież w większości nie przyjechali sami. Stworzono cały skomplikowany system, który pozwolił im przekroczyć europejskie granice, a później tu zostać: brak kontroli paszportowych, instytucja rozdawanego szeroką ręką azylu, świadczenia socjalne. Imigranci przyjeżdżają tu, bo chwytają istnienie – ale ktoś ich tu sprowadził. Spisek i teoria podmiany ludności? Może, ale w krajach zachodniej Europy ludzie od dekad konsekwentnie głosują na partie, które sprowadzają im na głowę niepracujących imigrantów. Nic się nie zmienia. Stworzony raz system trwa i jest podtrzymywany, a większość społeczeństwa biernie patrzy na tego efekty. Przyglądają się, jak przyjezdni zamieniają ich piękne miasta w cuchnącą ruinę. Są obojętni w obliczu dewastacji. Może zatem zwykła inercja i głupota?

Wesprzyj nas już teraz!

Dewastacji ulegają nie tylko miasta, ale i całe narody. W Republice Federalnej Niemiec przyszło w 2025 roku na świat 650 tysięcy dzieci. Część z nich to dzieci z rodzin imigrantów, którzy nie mówią nawet po niemiecku. Równolegle do kraju sprowadzono około 250 tysięcy przybyszów. Jeszcze wyższej liczbie ludzi nadano niemieckie obywatelstwo. Społeczeństwo spokojnie patrzy, jak z niemieckiego zamienia się w coś zupełnie nowego. To w dłuższej perspektywie oznacza śmierć narodowej kultury. Większości to jednak nie obchodzi. Są wobec tej śmierci obojętni, a głosy krytyków uważają za niepotrzebny ekstremizm.

Giną też inne narody, z innych przyczyn – w tym naród polski. W 2025 roku urodziło się u nas 238 tysięcy dzieci, rekordowo mało. Główny Urząd Statystyczny w najczarniejszych scenariuszach nie przewidywał takiej zapaści. Wskaźnik dzietności wynosi obecnie 1,09. To oznacza, że przeciętna Polka ma w życiu jedno dziecko. Z dwojga Polaków robi się jeden – i tak dalej, aż do zaniku. W Europie przodujemy, ale inni nas gonią. Niemcy, Czesi, Włosi, Hiszpanie, Brytyjczycy – oni też nie chcą mieć dzieci. To nie jest problem tylko Zachodu, Europy czy USA. Dzieci nie mają też Rosjanie i Chińczycy, Koreańczycy i Japończycy. Rozwinięty świat zrezygnował z dzieci. Wszyscy dobrze wiedzą, że wymierają, dane są na wyciągnięcie ręki – ale są obojętni.

Mamy tendencję do narzekania na „zgniły Zachód”. To zrozumiałe, w końcu żyjemy na Zachodzie. Tak naprawdę zgniły jest również Wschód – również tam obserwujemy błyskawiczną zapaść cywilizacyjną. Odrzucenie genderyzmu przez Rosjan niewiele znaczy. Wznoszenie drapaczy chmur i budowa nowych portów w Chinach to jeszcze za mało. Rosjanie i Chińczycy, podobnie jak my, wymierają. Wszyscy jedziemy na tym samym wózku, różnią się tylko szczegóły – Zachód zabija się rękami imigrantów, Rosja pijaństwem i tak dalej. Wszyscy są na samobójczym torze.
Co łączy wszystkich, od Ameryki, przez Portugalię, Francję, Polskę, aż po Rosję i Chiny? Przede wszystkim: bezbożność. Boga zabito w liberalizmie i komunizmie, z różnych przyczyn, ale z tym samym skutkiem – dominacją kompletnego bezsensu.

Życie, takie jakie jest, bywa nieznośne. Bez perspektywy wieczności nie ma też żadnego celu. Trzeba to sobie poważnie uświadomić: bez Boga życie po prostu nie ma sensu. Można tylko stwierdzić, że się wydarza – ale trzeba przyznać, że nie posiada żadnej ukierunkowanej treści. Dlatego współczesny świat może podpisać się pod znanym tekstem poezji egipskiej sprzed trzech czy czterech tysięcy lat: „Mury ich zniszczone, nie pozostały żadne ślady, tak jakby ich nigdy nie było. Ciesz się w sercu swoim, póki nie napełni się radością po brzegi. Będziesz żywy, gdy będziesz podążał za pragnieniami swego serca. Spójrz, nikt, kto odszedł, już stamtąd nie wrócił”. Korzystanie z życia celem maksymalizacji własnej przyjemności, oto jedyna racjonalna strategia w świecie bez Boga. Nie da się wymyślić nic innego. Etyka obowiązku, samopoświęcenia, ofiary – to wszystko jest zawieszone w próżni, jeżeli nie odnosi się do Stwórcy.

Skoro cały rozwinięty świat żyje dziś bez Boga, to w konsekwencji nie ma żadnego celu poza zwykłym trwaniem. Przecież każdy rozsądny nihilista przyzna, że tak naprawdę równie dobre (równie obojętne) byłoby nie istnieć. Na pytanie, dlaczego istnieje raczej coś niż nic, nihilista nie odpowiada. Nie wie, dlaczego: zresztą nawet go to nie obchodzi: „coś” jest przecież niczym. Nihilizm – a konsekwentny ateizm zawsze jest nihilizmem – to strukturalna obojętność wobec życia, która w przypadku niemożności „napełniania serca radością po brzegi” staje się koniecznie nienawiścią.

Ludzie pozbawieni perspektywy wieczności mogą przez całe swoje życie głosować na zdegenerowane formacje polityczne, które sprowadzają migrantów i walczą z rodziną, bo te formacje gwarantują im realizację jedynego rozsądnego celu życia w paradygmacie ateistycznym, czyli maksymalizacji własnej przyjemności. Francuscy nihiliści będą patrzeć, jak imigranci spalają ich Paryż – co ich to obchodzi? Przecież w ich perspektywie ten Paryż nie ma żadnego sensu. Niemieccy nihiliści zbudowali system zalewania własnego kraju imigrantami – i nie chce im się go zmieniać, bo to wymagałoby wysiłku. Po co się wysilać, skoro da się jeszcze wegetować? Polscy nihiliści przestali mieć dzieci, ale co z tego? Niech Polska się skończy – byleby nie teraz, póki żyją, bo po co ma istnieć Polska? Rosyjski i chiński aparat władzy zadba o własne przetrwanie, ale długa perspektywa go nie interesuje – nie może go interesować, bo bez Boga nie ma żadnej „długiej perspektywy”.

Bezbożny nihilizm, który dominuje myślenie większości współczesnych ludzi w rozwiniętych krajach, jest samobójczą obojętnością wobec cywilizacji. Ta obojętność przeradza się w nienawiść ilekroć ktoś stara się jej rzucić wyzwanie. Stąd ta wielka nienawiść do wierzących katolików, krytyków sodomii, aborcjonizmu, imigracjonizmu. Żywe trupy chcą spokojnie gnić dalej w swoim świecie pozbawionym znaczeń. Ci, którzy mówią im o Bogu i domagają się jakiegoś wysiłku, to jedyni, do których mogą odczuć nienawiść. Żywe trupy stanowią większość, mają masę – więc uchwalają różne prawa, które zamykają usta ich krytykom. Chcą spokojnie zgnić. Zachód i Wschód stał się zbiorowym Neronem. Podpala wszystko, z czego wyrasta – dla przyjemności.

Czy jest na to recepta? Tylko jedna: wiara w Boga, silna na tyle, by nadać życiu sens. Nie wiem, jak można ją przywrócić w szerokiej skali. W życiu ludzkim zawsze istniały momenty, które z druzgocącą mocą objawiały niedoskonałość tego życia, jego zależność. Dziś to występuje bardzo rzadko: społeczność ludzka stała się niemal doskonała, bo wyeliminowała większość poważnych przykrości, które dotąd ją trapiły. Została tylko śmierć, ale śmiercią większość nie przejmuje się, zanim ona nie nadejdzie, a kiedy nadejdzie, nie da się już nią przejmować. Widzę tu aporię – trudność, której nie da się przekroczyć. To jednak również jakiś scenariusz. Rzym z tętniącego witalnością i potęgą centrum świata stał się we wczesnych wiekach średnich wynędzniałą osadą. Taki może być los całej rozwiniętej ludzkiej kultury.

Karmiące się nienawiścią i obojętnością trupy muszą zgnić. Są jednak również ci, którzy wierzą i chcą żyć. Skupmy się właśnie na tym. Niech żyją ci, którzy żyć chcą. Nie będzie to wielu? Trudno. Do nas należy konsekwentnie wypełnianie obowiązków, które wynikają z prostego faktu: Bóg istnieje i daje nam życie wieczne. Weźmy to życie. Twórzmy kulturę, która o tym opowiada.
Czy to się uda, a jeżeli się uda, to kiedy – tego nie wiemy, ale nasza jest praca, a owoce są Pana Boga.

Paweł Chmielewski

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(7)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie