Dzisiaj

Paweł Chmielewski: Kapłaństwo synodalne. Czy Leon XIV zatwierdzi rewolucję?

(Oprac. PCh24.pl)

Papieże się zmieniają, ale synodalna transformacja Kościoła trwa nadal. Watykan ogłosił 3 marca projekt zmian dotyczący kształcenia kapłanów. Jeżeli Leon XIV to zaaprobuje, oznacza to poważne – i bardzo dziwne zmiany.

Papież Franciszek rozpoczął w 2021 roku wielki proces synodalny. Rzecz odbyła się i została zamknięta wśród wielkiego hałasu – ale realnych skutków nie widać. Życie kościelne wygląda dokładnie tak samo, jak przed całą „synodalną aferą”. Nie oznacza to jednak, że Franciszek nie wiedział, co robi, albo że po prostu „przestrzelił”. Bynajmniej; organizowane na całym świecie debaty synodalne były tylko jednym elementem transformacji katolicyzmu – bynajmniej nie najważniejszym.

Poprzedni papież powołał do życia cały szereg specjalnych Komisji Studyjnych, którym powierzył zadanie opracowania reformy Kościoła katolickiego w wielu różnych obszarach. W gruncie rzeczy chodzi o nadanie „synodalnego” charakteru każdemu aspektowi życia kościelnego: od dyplomacji, przez funkcjonowanie episkopatów, aż po trudne kwestie doktrynalne i moralne. Już wkrótce na biurko papieża Leona XIV trafi cały zestaw raportów z tych komisji, ale gdyby papież się nudził – może zacząć lekturę już teraz, bo pierwsze teksty zostało oficjalnie opublikowane 3 marca.

Wesprzyj nas już teraz!

Jeden wypracowała komisja zajmująca się ewangelizacją w przestrzeni cyfrowej, drugi – komisja odpowiedzialna za kwestie kapłaństwa. Na szczególną uwagę zasługuje ten drugi tekst, bo jego propozycja to tak naprawdę gruntowne odejście od modelu kształcenia kapłaństwa oraz rozumienia kapłaństwa, który obowiązuje w Kościele katolickim.

Materiał został opublikowany na oficjalnej stronie Sekretariatu Generalnego Synodu Biskupów. Ma 25 stron, a jego zasadniczą intencją jest dokonanie formalnej rewizji zasad, które rządzą formacją kapłańską. Chodzi o tak zwane Ratio fundamentalis institutionis sacerdotalis. To dokument Stolicy Apostolskiej, który określa ramy kształcenia przyszłych księży. Jego obecna wersja pochodzi z 2016 roku. Została ogłoszona przez papieża Franciszka, ale nie jest rewolucyjna. Nie ma też żadnego komponentu „synodalnego”. To właśnie miałoby się zmienić: ów dokument należałoby przepisać w kluczu synodalności. Jeżeli Leon XIV się na to zdecyduje, będzie to mieć znaczenie także dla Polski. Ogólnokościelny dokument watykański jest implementowany w każdym kraju – Ratio institutionis sacerdotalis pro Polonia ogłoszono w 2021 roku. Oczywiście, nie zawiera komponentu synodalnego – po ewentualnej rewizji tekstu watykańskiego Polska potrzebowałby zatem nowej wersji.

Co miałoby zmienić się w związku z synodalnymi planami watykańskiej komisji? Chodzi przede wszystkim o trzy rzeczy.

Po pierwsze, należałoby przełamać „izolację” kapłanów i „włączyć” ich silniej w Lud Boży, przede wszystkim poprzez formację „w świecie”, a nie tylko za zamkniętymi murami seminarium.

Po drugie, należałoby zaoferować seminarzystom regularny kontakt z kobietami, które miałyby też współdecydować o losach kandydatów do święceń.

Po trzecie, zmianie miałby ulec sposób wykonywania władzy. Decyzje mają zapadać bardziej partycypacyjnie – już nie indywidualny werdykt proboszcza, ale wspólnotowa decyzja, której pojedynczemu księdzu, nawet na jakimś urzędzie, trudno byłoby się przeciwstawić bez naruszania paradygmatu synodalnego.

Skąd takie pomysły? Środowiska progresywne uważają, że księża są kształceni w sztucznym środowisku. Seminaria nie istniały od zawsze – w dawnych wiekach kształcenie księży było poddane znacznie większej swobodzie. Skuteczną instytucję seminaryjną wypracowano dzięki Soborowi Trydenckiemu. Sprawdzała się przez długi okres, ale – twierdzą progresiści – dziś już się nie sprawdza. Z seminariów mają wychodzić księża, którzy nie znają świata i prawdziwego życia. W efekcie nie potrafią ewangelizować, używają przestarzałych metod duszpasterskich, a w konfrontacji z nowoczesnością szybko się gubią. W dodatku przez okres formacji byli w dużej mierze odizolowani od kobiet, a to sprawia, że nie rozumieją połowy swoich wiernych. Ponadto kobiety dopuszczone do kształcenia i ewaluacji seminarzystów miałyby zapewnić unikalną perspektywę, która przynosiłaby owoc w postaci „pełniejszej” formacji. Wreszcie księża mieliby rządzić dziś zbyt autorytarnie i stąd konieczność ujęcia ich władzy w strukturę quasi-demokratyczną.

Według dokumentu synodalnego, trzeba postawić na integrację księdza z Ludem Bożym. Innymi słowy, należałoby zerwać z obrazem „wyizolowania” kapłana z powodu święceń. Posługa księdza powinna być doczytywana w perspektywie relacyjnej, czego istotnym komponentem byłyby relacje ze świeckim mężczyznami, kobietami, dziećmi, z całymi rodzinami i ze światem nie-kapłańskim w ogóle. W praktyce można byłoby to osiągnąć wypychając część formacji kapłańskiej z seminarium, tak, by przyszli księża musieli się kształtować w nieustannej czy przynajmniej regularnej styczności ze światem. Kluczowym elementem tej integracji mają być kobiety. Według synodalnego dokumentu panie powinny być obecne „na każdym etapie” kształcenia przyszłych księży. Mają też dokonywać ewaluacji kandydatów – ich opinia byłaby niezbędna przy ocenie seminarzysty.

Czy takie zmiany naprawdę mogą pomóc w lepszym kształceniu księży? Trudno przewidzieć, bo dziś powołania do kapłaństwa są wielką rzadkością. Wydaje się, że wypychanie kandydata poza mury seminarium czy częstsze konfrontowanie go z kobietami – zakładając, że ma normalne skłonności – nie musi sprzyjać spokojnemu dojrzewaniu powołania, wprost przeciwnie. Jeżeli nawet proponowane zmiany nie miałyby takiego negatywnego skutku, trzeba zwrócić uwagę na coś innego: o ideologiczną narracją, która temu przyświeca. W propozycji synodalnej transformacji kapłaństwa nie chodzi tylko o to, by dokonać tej lub innej technicznej zmiany procesu kształcenia. Chodzi o coś więcej – o nową wizję kapłaństwa. Równolegle pracuje przecież synodalna komisja ds. liturgii, którą powołał do życia sam Leon XIV w lipcu 2024 roku. Komisja ma opracować reguły bardziej synodalnej liturgii, to znaczy takiej, która silniej „włącza” świeckich – mężczyzn, kobiety, młodzież. Zarazem ograniczona miałaby zostać władza księdza, zwłaszcza proboszcza, tak jak zostało to wcześniej opisane.

W sumie mielibyśmy zatem zupełnie nowego kapłana:

– wykształconego i żyjącego razem z nie-kapłanami;

– rozumiejącego swoją rolę w ramach relacji ze świeckimi;

– chętnie współpracującego z kobietami;

– zarządzającego w ramach struktur kolektywnych.

W jakiejś mierze przypomina to model posługi protestantów znany z krajów Europy Północnej i Zachodniej. Pytanie tylko, na ile cały ten projekt synodalizacji kapłaństwa pozostaje interesujący dla papieża Leona XIV. Ostatecznie jako zakonnik augustiański ma zupełnie inne doświadczenie formacji i posługiwania, zdecydowanie bardziej klasyczne. Synodalna propozycja ma poważne cechy eksperymentu, jakby stworzenia „nowego księdza” przy biurku, w zgodzie z jakimiś odgórnie przyjętymi założeniami.

Co zrobi Ojciec Święty, zobaczymy. Póki co zachował przy sobie ludzi, których w sprawach synodalnych powołał Franciszek. Konieczne jest pamiętać, że wiele zależy od nas. Ogólne watykańskie wytyczne, jakie by nie były, podlegają zawsze krajowej implementacji i swoistej inkulturacji. Można zadbać o to, by ująć synodalną rewolucję w karby i nie wywracać trydenckiego modelu kształcenia księży do góry nogami. Jeszcze raz: pamiętajmy, to nie ten model jest winny obecnemu kryzysowi powołań. Winny jest kryzys wiary, a dlaczego zanika wiara – to zupełnie inna historia, której nie da się opowiedzieć ani „rozwiązać” żadnymi synodalnymi mechanizmami.

Paweł Chmielewski

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(1)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie