Dzisiaj

Paweł Chmielewski: Kardynał Ryś i arcybiskup Kupny zaskakują. Chodzi o moralność

(PCh24.pl)

Co się dzieje z polskimi biskupami? Ledwo opadł kurz po liście w sprawie Żydów, który wywołał powszechne oburzenie Polaków, a dwóch ważnych hierarchów znowu zaskakuje dziwacznymi wypowiedziami. Tym razem chodzi o moralność, a „bohaterami” są kardynał Grzegorz Ryś i arcybiskup Józef Kupny.

W Wielki Piątek na łamach „Gazety Wyborczej” ukazał się obszerny wywiad, jaki Małgorzata Skowrońska przeprowadziła z arcybiskupem Krakowa, kardynałem Grzegorzem Rysiem. Na początku wywiadu pojawia się zagadnienie relatywizmu. Redaktor Skowrońska wygłasza liberalne credo współczesności: „Prawd może być jednak wiele. I – tu się chyba zgodzimy – jednej prawdy nie da się siłą narzucić. A jeśli ktoś tak robi, to stosuje przemoc” – mówi.

Kardynał Ryś nie potwierdza, że „prawd może być wiele”, choć zarazem nie oponuje. Skupia się na kwestii przemocy, mówiąc, że „nikomu nie wolno siłą narzucać własnego rozumienia prawdy”, bo „każdy ma prawo patrzeć na świat po swojemu, zgodnie z własnym sumieniem” i „nikt nie może powiedzieć, że jest posiadaczem całej prawdy”, jako że „wszyscy jesteśmy jej poszukiwaczami i odkrywcami”. Kardynał dodaje, że w przypadku chrześcijaństwa trzeba jeszcze rozważyć pewne aspekty. Jednym z nich – i to właśnie budzi zasadnicze wątpliwości – są zagadnienia moralne.

Wesprzyj nas już teraz!

Dosłowny cytat: „[G]dy chodzi o rozumienie prawd moralnych, każdy może mieć inne. W tej kwestii różnorodność jest możliwa”.

Co to dokładnie znaczy, że każdy może mieć „inne rozumienie” prawd moralnych, a „różnorodność” jest możliwa? O jakie „prawdy moralne” chodzi? Tego kardynał nie wyjaśnia, zdanie zostaje rzucone bez żadnego komentarza – do interpretacji własnej. Trzeba pamiętać, że kardynał rozmawia z „Gazetą Wyborczą” – odbiorcami są zatem w pierwszej kolejności ludzie odlegli od Kościoła albo po prostu niewierzący. Co myślą, kiedy słyszą z ust jednego z najważniejszych hierarchów kościelnych, że „każdy może mieć inne rozumienie prawd moralnych”? W kontekście „Wyborczej” niemal oczywiste są takie tematy jak aborcja, eutanazja, antykoncepcja, homoseksualizm, rozwody… Przesadzam? Bynajmniej – przecież właśnie to są problemy moralne, z którymi zmagają się czytelnicy „Wyborczej”; to kwestie, o które ciągle walczą, domagając się maksymalnego permisywizmu…

Zresztą w jakim w ogóle kontekście miałaby obowiązywać „różnorodność” prawd moralnych? Innymi słowy, czy jest taka przestrzeń życia ludzkiego, w której prawdy moralne można rozumieć na różne sposoby?  Wierzymy w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. To znaczy, że wszystkich obowiązuje to samo: mamy jedną, uniwersalną moralność. Kościół rozpoznaje fakt stworzenia człowieka przez Boga na Jego obraz i podobieństwo. Mamy jedną naturę, niezmienną na przestrzeni wieków. Różne są kultury, ale to odnosi się przecież do sfer drugorzędnych obyczajów. Gdziekolwiek pojawia się Kościół, wszędzie uczy tego samego: czcij ojca i matkę, nie zabijaj, nie kradnij, nie cudzołóż, szanuj świętość życia, miłuj Boga i bliźniego… Gdzie i kiedy pojawia się ta „różnorodność” prawd moralnych?

Skąd pomysł, by prawdy moralne uznać za relatywne i stąd różnorodne? Wydaje się, że źródłem słów kardynała Grzegorza Rysia jest papież Franciszek. W trzecim paragrafie swojej najważniejszej adhortacji „Amoris laetitia” ogłosił: „[P]ragnę podkreślić, iż nie wszystkie dyskusje doktrynalne, moralne czy duszpasterskie powinny być rozstrzygnięte interwencjami Magisterium. Oczywiście, w Kościele konieczna jest jedność doktryny i działania, ale to nie przeszkadza, by istniały różne sposoby interpretowania pewnych aspektów nauczania lub niektórych wynikających z niego konsekwencji”.

Jak wiadomo, Franciszek wywiódł z tego konkrety: zgodził się na możliwość udzielania Komunii świętej rozwodnikom w powtórnych związkach, nawet jeżeli nie żyją w czystości; wprowadził błogosławienie par tej samej płci… Oto „różne sposoby interpretowania pewnych aspektów” moralności.

Dokładnie ten element własnego nauczania Franciszek przypomniał jeszcze raz jesienią 2024 roku. Ogłosił wówczas „Notę towarzyszącą” dla „Dokumentu finalnego” Synodu o Synodalności. „Z przekonaniem nawiązuję tutaj do tego, co wskazałem na zakończenie drogi synodalnej, która doprowadziła do promulgacji «Amoris laetitia»” – napisał, podając następnie wskazany wyżej cytat.

Różnorodność doktryny, moralności i duszpasterstwa – oto naczelna zasada Kościoła synodalnego. Wydaje się, że kardynał Grzegorz Ryś, głosząc „Wyborczej” różnorodność moralną, odnosi się właśnie do tego.

Od bardziej praktycznej strony to samo zdaje się poruszać inny ważny polski hierarcha, metropolita Wrocławia, arcybiskup Józef Kupny. „Dokonam pewnego rozróżnienia. Skłonność homoseksualna nie jest grzechem. Skłonność homoseksualna. Natomiast akty homoseksualne już są jakimś poważnym nieuporządkowaniem moralnym, nazywanym przez niektórych grzechem” – ogłosił w rozmowie z portalem „tuWrocław”.

Zgodnie z nauczaniem Kościoła katolickiego, akty homoseksualne są grzechami „wołającymi o pomstę do nieba”. Od arcybiskupa Wrocławia słyszymy, że akty homoseksualne są „poważnym nieuporządkowaniem moralnym”, które „niektórzy” nazywają grzechem. Nie dowiadujemy się, co to za „niektórzy” i co na ten temat sądzi sam arcybiskup. Użyte wyżej sformułowanie, jeżeli nie jest po prostu jakimś nieszczęśliwym przypadkiem, znamionuje dość ewidentne odcięcie się od kategoryzacji aktów homoseksualnych jako grzechu. „Niektórzy tak sądzą, ale to nie ja” – chciałoby się logicznie dopełnić wypowiedź arcybiskupa. Być może należy ją jednak czytać w kluczu, który zaoferował kardynał Grzegorz Ryś idący za Franciszkiem, to znaczy w kluczu różnorodności moralnej. Jedni uznają homoseksualizm za grzech, inni nie, przecież różnorodność w sprawach moralnych jest „możliwa”.

Język kształtuje świadomość. Jeżeli nie będziemy zdolni do tego, by nazwać homoseksualizm grzechem, to po prostu przestaniemy myśleć o nim w kategoriach grzechu. To samo dotyczy wszystkich innych grzesznych zachowań i działań.

Jeżeli będziemy twierdzić, że istnieje różnorodność w sprawach moralnych, to możemy od razu do kosza wyrzucić nauczanie Kościoła na wiele istotnych tematów, jednocześnie oddając antykościelnej lewicy całość życia politycznego. Jak argumentować za niedopuszczalnością aborcji i eutanazji, jeżeli na sprawy moralne można patrzeć różnie? Nie da się – kiedy nie ma obiektywnej prawdy, pozostaje tylko siła, brutalne „kto kogo”. Jedność prawdy moralnej to chyba najlepsza możliwa ochrona przed przemocą państwa. Relatywizm ją niweluje, rzucając wszystko na pastwę demokratycznego konsensusu.

Co zatem dzieje się z polskimi biskupami? Dlaczego nieustannie wzbudzają kontrowersje? Z jakiej przyczyny nie głoszą zwykłego nauczania Kościoła, tylko prowokują do jego rozmywania albo podważania? Moja teza jest prosta: do Polski dotarła rewolucja papieża Franciszka. W latach 2013-2025 kościelna hierarchia nie wiedziała, co robić: czy zmiany wprowadzane przez Jorge Mario Bergoglia to coś trwałego, czy może raczej jakiś dziwaczny wybryk, który zostanie unieważniony przez nowego papieża. Za pontyfikatu Leona XIV zapanowało przekonanie, że dziedzictwo Franciszka jest stałym elementem życia kościelnego; że rewolucja, którą przeprowadził, nie była na niby. Teraz widzimy tego konsekwencje. Wszystko wskazuje na to, że „zabawa” dopiero się zaczyna.

Paweł Chmielewski

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie