Dzisiaj

Paweł Chmielewski: Zdrowy katolicyzm kontra błędy redpillu

Wyniszczenie rodziny jest faktem. Prowadzona od ponad 200 lat operacja przeciwko porządkowi naturalnemu osiągnęła wielkie sukcesy. W obliczu spustoszenia pojawiają się fałszywe ideologie, które proponują łatwe rozwiązania. Jedną z nich jest redpill – błąd, który uzurpuje sobie miejsce należne wyłącznie nauce Kościoła katolickiego.

Powszechny kryzys

Współczesny kryzys rodziny jest oczywisty, co doskonale obrazują konkretne liczby. Rozwodem kończy się co trzecie małżeństwo. Około 10 proc. par żyje bez ślubu, co tylko ułatwia rozstania. Szybko spada liczba dzieci. W 2025 roku urodziło się ich w Polsce 238 tysięcy. Wskaźnik dzietności to około 1,09 – gorzej jest tylko w kilku krajach świata, między innymi w komunistycznych Chinach. Więcej dzieci rodzi się w większości państw europejskich – zarówno tych bogatszych jak i biedniejszych, otwartych na migrację jak i zamkniętych. Oczywiście kryzys rodziny nie jest specyficzny dla Polski: to rzeczywistość globalna, ale naszego kraju z różnych przyczyn dotyka w szczególności.

Wesprzyj nas już teraz!

Kryzys rodzi frustrację – tym więcej, że znaczna część młodych ludzi nie jest w stanie zbudować stabilnego związku. Albo nie mogą znaleźć partnera, albo też partner ten nie chce mieć dzieci. W takim środowisku żerują ideologie. Kobiety są uwodzone przez feminizm, a mężczyźni przez redpill. Podczas gdy feminizm to dość dobrze znany prąd kulturowy, redpill jest relatywnie nowy, dlatego trzeba mu poświęcić nieco miejsca. To zespół poglądów i propozycji działania, który zrzuca odpowiedzialność za kryzys przede wszystkim na kobiety, oceniając świat i społeczeństwo w kategoriach czysto materialistycznych. Można powiedzieć, że redpill jest swoistą odpowiedzią na feminizm – ale jak każda odpowiedź wyzuta ze zdrowej antropologii otwartej na Boga, jest fałszywa. Redpill to swoiste „lustro” feminizmu – dokładnie odwrotne, ale tak samo błędne.

Fałszywa diagnoza redpillu

Redpill to zbiór głównie internetowych teorii na temat relacji kobiet i mężczyzn. Nazwa została zaczerpnięta z filmu „Matrix”. „Czerwona pigułka” to symbol drogi do przebudzenia, które pozwala przejrzeć na oczy i odkryć fałsz rzeczywistości. Ruch redpill miałby oferować taką właśnie pigułkę mężczyznom, zwłaszcza młodym, pozwalając im zajrzeć za kurtynę społecznych kłamstw, które wzniósł mainstream zdominowany przez feminizm. Mężczyźni mieliby być okłamywani w kwestii własnych ról społecznych, ról kobiet, sensu i celu małżeństwa. Byliby poddani wykorzystywaniu, niejako zaprzęgnięci w służbę systemu, który uprzywilejowuje kobiety. Redpill obiecuje, że mężczyźni przestaną być „ofiarami” tego systemu, stając się raczej tymi, którzy potrafią go wykorzystać dla własnego dobrostanu.

Ideologia redpillu jest tak właściwie marksistowska: zakłada nieodzowność ostrego konfliktu płciowego. Nie ma tu miejsca na współpracę dwóch grup, które dzieli przepaść wzajemnego wykorzystywania i hedonistycznych interesów. Relacje męsko-damskie opisuje się w kategoriach materialistycznych: rządzą prawa wojny napędzane biologicznym instynktem rywalizacji, dominacji i własnej korzyści. 

Redpill ma dać młodym mężczyznom narzędzia, które sprawią, że to oni będą górą w tym konflikcie – staną się sprytniejsi i bardziej bezlitośni, tak, by zamiast dać się wykorzystywać kobietom, sami mogli je wykorzystać. Według ideologów redpillu inne podejście jest niewłaściwe i nierealistyczne – to jedyne, co miałoby działać w świecie przeżartym feminizmem. Dlatego redpill uczy młodych ludzi sztuki manipulacji: mężczyzna wchodzi w relację z kobietą, ale jego celem nie jest stworzenie trwałego małżeństwa, które rozumie się sakramentalnie. Nie – relacja z kobietą służy maksymalizacji własnego sukcesu, w tym sukcesu „reprodukcyjnego”. Perspektywa katolicka, gdzie Pan Bóg tworzy człowieka jako mężczyznę i kobietę, przewidując dla nich wspólnotę o głęboko duchowym charakterze, jest tu całkowicie nieobecna. W ujęciu redpillowym ludzie są zwierzętami – szczególnym ich typem, to prawda, ale jednak zwierzętami.

Redpill obiecuje łatwe rozwiązania, a zdegenerowana moralnie młodzież właśnie tego szuka. Młodzi mężczyźni są w znacznej mierze uzależnieni od pornografii. Statystyki pokazują, że pierwszy kontakt z takimi treściami mają już we wczesnym wieku nastoletnim i bardzo często oglądają te materiały regularnie, nawet każdego dnia. Największą plagą są w tym zakresie smartfony używane przez dzieci i nastolatków bez żadnej kontroli rodziców, ale podobnie szkodliwe mogą być własne laptopy czy komputery stacjonarne, jeżeli młodzież używa ich w izolacji. Długotrwałe korzystanie z pornografii wypacza obraz kobiecości i rujnuje zdrowie psychiczne młodych mężczyzn. Dodatkowo młodzi mężczyźni dojrzewają często w rozbitych, dysfunkcyjnych albo patchworkowych rodzinach. Nieczęsto mają rodzeństwo; liczniejsze niż jeden brat czy siostra – prawie nigdy.

Brak prawidłowego wzorca i frustrująca struktura rzeczywistości stechnicyzowanego świata sprawia, że nie są w stanie znaleźć partnerki – i szukają kogoś, na kogo mogliby zrzucić winę za swoje niepowodzenia. Redpill przychodzi im z pomocą. Wskazuje na system, który preferuje kobiety, oprymując mężczyzn. Redpill nie jest jednak w stanie niczego wyleczyć. Młody mężczyzna nie dowiaduje się, w jaki sposób powinien przepracować swoje życie tak, aby uzdolnić się do naprawdę trwałej relacji z kobietą. To mógłby dać zdrowy katolicyzm, który wzywa do kształcenia się w cnotach. Zamiast tego młody adept redpillu otrzymuje zestaw wskazówek, które mają pozwolić mu na zdobycie lepszej pozycji w klasowej wojnie z kobietami. Redpill rozwija się bowiem głównie w internecie, a jego główni propagatorzy oraz ideolodzy nie są ludźmi wykształconymi. Ich propozycja jest moralnie i intelektualnie głęboko chaotyczna. To sprawia, że nowa ideologia tylko pogłębia problemy, które miałaby zwalczać. Etyka odpowiedzialności i powinności jest spychana na coraz głębszy margines, a zrozumienie sensu małżeństwa kompletnie zanika. „Czerwona pigułka” zamiast przebudzenia daje narzędzia do podbudowy własnego samopoczucia kolejną dawką fałszu. Innymi słowy, pacjent dalej śpi, tylko wydaje mu się, że teraz panuje nad własnym koszmarem.

Prawdziwe korzenie kryzysu

Żeby zyskać narzędzia, które pomogą rozwiązać problem, trzeba go najpierw dobrze zdefiniować. Kryzys rodziny i społeczeństwa nie jest wcale zakorzeniony w feminizmie. Bynajmniej, feminizm to raczej jeden z wielu skutków znacznie głębszego zepsucia. Korzenie współczesnej tragedii kulturowej sięgają rewolucji francuskiej. To właśnie ta rewolucja rozpoczęła długotrwały proces wyniszczania chrześcijańskiego porządku, który konstytuował solidne i stabilne ramy dla rozwoju społeczeństw. W miejsce ładu opartego na wierze, hierarchii i obowiązkach wobec Boga wprowadzono ideologię wolności jednostki oderwanej od naturalnego porządku. Deklaracja Praw Człowieka stawiała jednostkę ponad wspólnotą i moralnym prawem, a rodzinę sprowadzała do relacji czysto umownych.

To otworzyło drogę do postrzegania męskości i kobiecości w kategoriach czysto materialnych – marksizm wyciągnął jedynie wnioski z rewolucyjnych założeń francuskich ideologów. W ujęciu marksistowskim rodzina stała się swoistą miniaturą ucisku kapitalistycznego. Nie była już przestrzenią wychowywania kolejnych pokoleń dla Pana Boga, ale miejscem, w którym toczy się wojna pomiędzy ojcem a matką: ten pierwszy próbuje zniewolić kobietę stosując różne mechanizmy przymusu, zwłaszcza przy pomocy ekonomii i seksualności. Dlatego marksizm zaproponował „remedia” na to rzekome zniewolenie: wolność ekonomiczną kobieta miała zyskać wchodząc na rynek pracy, ale żeby to stało się możliwe, musiała uniezależnić się od rodzenia dzieci. W sukurs przyszła antykoncepcja i tzw. aborcja. Nie bez przyczyny to właśnie w Związku Sowieckim jako pierwszym kraju świata zalegalizowano dzieciobójstwo prenatalne.

Po II wojnie światowej problemy tylko się nasiliły. Nowa kultura materialnego dobrobytu i hedonizmu gruntownie przeorała społeczeństwo. W latach 60. wprowadzono na rynek bardzo skuteczną antykoncepcję, co stało się gwoździem do trumny rodziny. Kobieta stała się całkowicie niezależna od mężczyzny, a mężczyzna wyzbył się odpowiedzialności za dzieci. W połączeniu z rozpowszechnieniem łatwych rozwodów, stworzyło to mieszankę wybuchową, która skutkuje kompletnym rozerwaniem stabilności związków małżeńskich.

Mamy tu cały zestaw patologii: przeciwstawienie męskości i kobiecości zamiast wskazania na to, że są komplementarne; zamknięcie na życie zamiast otwartości na dzieci; karierę zawodową zamiast macierzyństwa; etykę lekkoduchostwa zamiast odpowiedzialności; kruchą wspólnotę małżeńską zamiast nienaruszalnej instytucji. Łatwo zauważyć, że wszystkie ze „zdobyczy rewolucyjnych” są dokładnie przeciwne nauce Kościoła katolickiego. Jest zatem logiczne, że gdyby oprzeć życie rodzinne na pryncypiach katolickich, wspomniane patologie zostałyby zlikwidowane. Z tego płynie wniosek, że lekarstwem na kryzys rodziny jest właśnie świadomy katolicyzm. O tym jednak redpill nie wspomina. […]

Paweł Chmielewski

 

CAŁOŚĆ ARTYKUŁU ZNAJDZIESZ W 4. NUMERZE KWARTALNIKA PCH24.PL – WOJNA PŁCI CZY WOJNA Z PŁCIĄ?

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie