A społecznym kandydatem na prezydenta jest dr Karol Nawrocki… Słysząc taki komunikat niewielu dowierzało, że ten projekt w ogóle się uda. Wielu sądziło, że to tylko wybieg PiS, a kandydat będzie mocno zależny od lidera jednej partii. Mijające pół roku urzędowania Karola Nawrockiego pozwala powiedzieć, że mamy prezydenta innego niż wszyscy jego poprzednicy. Wrażliwego na ludzi, tradycję, ale też potrafiącego w obronie spraw ważnych pokazać siłę. Śmiało rzec można, że to był udany start prezydentury.
Świat politycznie ucieka do przodu, a demokracja zmienia swoje oblicze. Dziś coraz więcej do powiedzenia mają nie ci zblazowani politycy, ale ci potrafiący pokazać swoją siłę, determinację, którzy nie boją się użyć tych argumentów do umacniania pozycji swojego kraju. Polska polityka przez lata tego jakby nie dostrzegała. Wciąż patrzyliśmy jak w lokalnej piaskownicy tacy sami politykierzy okładają się na przemian, stosując tylko coraz bardziej prostackie metody. Brakowało męża stanu. Kogoś, kto będzie w stanie spojrzeć ponad interesami tłukących się obozów.
Coś zmieniło się wraz z wyborami prezydenckimi. Z początku w projekt społecznego kandydata mało kto wierzył. Ale udało się. Dr Karol Nawrocki 6 sierpnia 2025 roku został zaprzysiężony. I trzeba powiedzieć, że zaczęło się „coś” dziać.
Wesprzyj nas już teraz!
Oczywiście nie mogło zabraknąć ataków na prezydenta, prób jego dyskredytacji, głosów o nieważności wyborów… Zostawmy to wszystko, bo to „zabawki” z piaskownicy, do której Karol Nawrocki zaciągnąć się nie dał. Prezydent postanowił działać inaczej. To znaczy, zgodnie z powołaniem, społecznym właśnie. Można powiedzieć, że dr Nawrocki odrobił też lekcję z „PR-u”. Swoją otwartością na ludzi, poczuciem humoru, ale i twardością wobec próbujących go zdyskredytować zjednał sobie wielu obywateli.
W krótkim czasie udowodnił, że nie jest kopią Andrzeja Dudy, ale jest politykiem wyrazistym, zdecydowanym, silnym – nie tylko fizycznie i pewnym siebie. Niektórzy powiedzą, że ma cechy, które pozwalają mu pracować na miano „ojca narodu”. I to się podoba. Szczególnie, gdy te cechy przekładają się na realne decyzje i działania. Bo nie chodzi tu tylko o wrażenie, ale skuteczność w wypełnianiu hasła „po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”. A współcześnie na świecie tacy politycy się liczą i tacy są cenieni. Czas „demokracji gadającej” dobiega końca. Przyszedł czas silnych, konkretnych liderów. I do tego zadania Karol Nawrocki się znakomicie nadaje, co zresztą już miał okazję pokazać zarówno na arenie krajowej jak i międzynarodowej.
W kraju Prezydent nie boi się zatrzymywać wetem szkodliwych projektów. A co istotne, podejmując takie decyzje, słucha wyborców. Tak było chociażby przy szkolnej reformie. Bierze „na klatę” także te niewygodne weta, jak chociażby to dotyczące „ustawy łańcuchowej”. A czyni to mądrze, bo za wetem idzie propozycja konkretnego rozwiązania ustawowego, pozbawionego rozwiązań złych czy szkodliwych. Nawrocki w ten sposób wymykał się także zastawianym pułapkom populistów, którzy np. wrzucali mrożenie cen energii w szerszy projekt.
Trzeba docenić to, że prezydent chce rozmawiać ze wszystkimi siłami politycznymi. Oczywiście takiego entuzjazmu brakuje po drugiej stronie. I to nie dziwi, bo liderzy partii będących w opozycji do Pałacu Prezydenckiego boją się, że współpracą z prezydentem tylko umocnią jego pozycję i wpływy. A to – w przypadku budowania w przyszłości siły wyborczej skupionej wokół Nawrockiego – oznaczałoby dla nich marginalizację. Będą więc nieustannie stawać okoniem.
Trzeba przyznać, że Karol Nawrocki, wbrew narracji tych właśnie środowisk, sprawdza się w polityce zagranicznej. Dogaduje się na forach międzynarodowych, a efekty jego spotkań z liderami innych państw zwykle komentowana jest zagranicą z uznaniem.
To może inny poziom „dyplomacji”, ale nie można go nie zauważyć, że także w mediach społecznościowych polski prezydent zyskał za granicą sławę – za zdecydowanie, siłę. U początku jego prezydentury w mediach społecznościowych nie brakowało filmików z uznaniem i nieskrywaną zazdrością komentujących np. spotkania Nawrockiego z Wojskiem Polskim – w Polsce powiedzielibyśmy – „ciary”.
Ale przy tym nie brakuje akcentów definiujących do jakich wartości odwołuje się Karol Nawrocki i jakimi zasadami chce rządzić. Zapewne wojskowi, skoro o nich mowa, nie zapomną deklaracji, że prezydent w chwili zagrożenia, nie powie „naprzód”, ale „za mną”. Trudno mu też doczepić łatkę rusofila, bo przecież za swą aktywność (jeszcze jako prezes IPN) w zwalczaniu w Polsce sowieckich „śladów wdzięczności” jest na moskiewskiej liście ściganych. Nie boi się też mówić o ludobójstwie na Wołyniu, upominając się o pamięć i historyczną sprawiedliwość w ocenie zbrodniarza Stepana Bandery. Prezydent pamięta o polskich bohaterach jak Witold Pilecki, ks. Jerzy Popiełuszko, ale i o tych, co kształtowali Polskę i Polaków, jak np. ks. Piotr Skarga i o tych co pomordowano, bo byli Polakami (np. Katyń). W swoich przemówieniach nie boi się sięgać do tekstów biblijnych i wyrażać swoją osobistą wiarę. To ważne, bo tyle słyszeliśmy od już „prawicowych” polityków, jak to prywatnie są wiernymi Kościoła, ale w życiu politycznym muszą być demokratami i odkładają sumienie na bok.
Dość dodać, że jednoznaczna postawa Nawrockiego w kwestiach wiary sprawiła, że w Pałacu Prezydenckim nie doszło do uroczystości zapalenia świec chanukowych, za to przez pałacem stanęła bożonarodzeniowa szopka.
Wróćmy jeszcze do krajowej polityki. Bo Karolowi Nawrockiemu należą się gratulacje za to, że nie uległ Jarosławowi Kaczyńskiemu i wykazuje polityczną niezależność – tego spodziewano się po drugiej kadencji Andrzeja Dudy, który wiedząc, że nie będzie mógł kandydować po raz trzeci, nie wykorzystał swojej politycznej szansy. Swoją drogą, dziś już to nie dziwi, szczególnie po wypowiedziach byłego prezydenta, który pytany przez Bogdana Rymanowskiego dlaczego nie zawetował przepisów, które zakazały używania w ogłoszeniach o pracę form określających płeć odrzekł, że tego nie uczynił, bo uważał, że i tak dużo rzeczy blokuje…
Sześć miesięcy prezydentury nie pozostawia wątpliwości, że Karol Nawrocki obrał zupełnie inną drogę. Nieco żartując, tak jakby posłuchał rady poprzednika, że trzeba być twardym. Nawrocki odważny jest. I potrafi podejmować trudne decyzje. Ale jest też otwarty – zarówno na różne środowiska polityczne, jak i potrzeby obywateli – i mowa nie tyko o zaplanowanych spotkaniach, konsultacjach, ale i o tych szukających z nim kontaktu nieco spontanicznie.
Nie ma wątpliwości, że pół roku urzędowania dr Karola Nawrockiego może przynieść z różnych stron odmienne oceny. To normalne, bo nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na potrzeby wszystkich w sposób wszystkich zadawalający. Jedno jest pewne. Nawrocki stara się pozostawać wierny swoim obietnicom i sumieniu. I póki co skutecznie wypełnia mandat „społecznego kandydata”. To dobry prognostyk, bo działając w czasach rządów zdominowanych przez siły lewicowe nie raz będziemy potrzebowali jego determinacji, siły i odwagi w obronie cywilizacji chrześcijańskiej. Trzeba, na ile się tylko da, bronić polskiej edukacji przed zapędami lewicowych ideologów, trzeba bronić życia przed piewcami krwawego „wyboru”, trzeba bronić rodziny i małżeństwo przed szykowaną degradacją szumnie nazwaną „statusem osoby najbliższej”. Przed Prezydentem więc sporo pracy. Dla Polski i Polaków.
Olgierd Molik