5 kwietnia 2012

Polska kupuje węgiel od Australii

(fot.espina/sxc.hu)

 

Równo dwa tygodnie temu, w czwartek 22 marca, zawinął do portu w Gdyni największy w historii tego portu statek z ładunkiem – MV Linda Fortune i rozładował w gdyńskim porcie … 75 tysięcy ton węgla kamiennego.

 

W Polsce wydobywa się niemal 80 milionów ton węgla rocznie. Mimo to sprowadzamy ten surowiec z odległej Australii. Tę ilość węgla pozyskiwaliśmy już w 1938 roku, nawet w 1989 wydobycie było dwukrotnie większe, niż obecnie. Jeżeli pomimo kosztów transportu import jest opłacalny, to powinniśmy zastanowić się nad funkcjonowaniem polskich kopalń.

 

Stare powiedzenie mówi: „Jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, na pewno chodzi o pieniądze”. Na korzyść Australii przemawia fakt, że około połowa z jej kopalń ma charakter odkrywkowy, co znacznie obniża koszty wydobycia w porównaniu do kopalń głębinowych, jak w Polsce. Jest jednak i inny aspekt. W Australii jest około 100 kopalń, do pracy w których zatrudnionych jest nieco ponad 30 tysięcy osób. W Polsce, o zgrozo, 30 kopalń zatrudnia ponad 100 tysięcy ludzi! Z prostego rachunku wynika, że Australia ma trzy razy więcej kopalń od nas, a pracuje w nich trzy tazy mniej osób, niż w Polsce, a wydobywa przy tym cztery razy więcej węgla od nas (320 milionów ton wobec naszych 80 milionów rocznie).

 

Być może właśnie tu leży źródło problemu, odziedziczone jeszcze po czasach PRL-u, kiedy górnicze związki zawodowe były hołubione, a rachunek ekonomiczny i efektywność schodziły na dalszy plan wobec pierwszorzędnego znaczenia propagandy, w myśl której Polska była światową potęgą gospodarczą. Jeżeli ponad 20 lat od „transformacji” ustrojowej sytuacja w kopalniach przedstawia się podobnie, jak w PKP, to nie ma nic dziwnego w tym, że taniej jest kupować i sprowadzać węgiel z odległej Australii.

 

Na marginesie warto odnotować, że Australijczycy interesują się polskim rynkiem węgla kamiennego. Niedawno autralijska delegacja przyjechała do Polski, zainteresowana sprzedażą swoich technologii naszym kopalniom. Lloyd Zenari, prezes Mine Site Technologies nie wykluczył  możliwości zakupu przez stronę autralijską polskich technologii, gdy australijskie kopalnie osiągną taką głębokość, jak nasze.

 

Tomasz Tokarski

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie