24 lipca 2019

Prawo o eutanazji w Belgii zawiera wiele nadużyć. Efektem całkowita banalizacja śmierci

(fot. pixabay.com)

Europejski Trybunał Praw Człowieka zgodził się rozpatrzyć sprawę wniesioną przez syna kobiety, którą poddano eutanazji bez wiedzy i informowania o tym jej dzieci. Europejskie Centrum Prawa i Sprawiedliwości wyraziło zaniepokojenie belgijskimi praktykami.

 

Zwrócenie uwagi na nadużycia w Belgii jest o tyle ważne, że np. we Francji, zwłaszcza po zabiciu Vincenta Lamberta, pojawiły się głosy upatrujące eutanazyjnego „wzorca” właśnie w tym kraju. Tymczasem belgijskie przepisy dotyczące tzw. „końca życia” nie tylko są interpretowane bardzo liberalnie, ale doprowadziły wręcz do całkowitej banalizacji śmierci.

 

ETC już zabierał stanowisko w sprawach dotyczących tzw. wspomaganego samobójstwa (Pretty przeciwko Wielkiej Brytanii w 2002 r., Haas przeciwko Szwajcarii w 2011 r., Koch przeciwko Niemcom w 2012 r., Gross przeciwko Szwajcarii w 2014 r.). ). ETC zatwierdzała także „ukrytą eutanazję”, godząc się na wstrzymanie opieki nad niepełnosprawnymi pacjentami jak Charlie Gard i Vincent Lambert (sprawy Lambert przeciw Francji w 2015 r. i Gard kontra Wielka Brytania w 2017 r.).

 

W przypadku Toma Mortiera, który skarży Belgię chodzi po raz pierwszy o wyrok i ocenę eutanazji, która została już przeprowadzona. Przypomnijmy, że sprawa była dość głośna i zupełnie skandaliczna. W 2012 roku Godelieve De Troyer – matka lekarza Mortiera, została uśmiercona przez onkologa Wima Distelmansa, który podał kobiecie śmiertelny zastrzyk. Według dokumentacji, konsultował trzech innych lekarzy, ale ci nigdy pacjentką się nie zajmowali. Była ona po prostu w depresji. O eutanazji nie zawiadomiono syna, ani córki, którzy dowiedzieli się o tym dzień po jej śmierci.

 

Sprawa ma wątek niemal korupcyjny, bo wspomniany dr Distelmans najpierw odmówił uśmiercenia kobiety, ale zmienił zdanie po tym, jak przekazało czeka 2500 euro na konto prowadzonej przez niego proeutanazyjnej fundacji. Postępowaniem Diestelmansa nie zainteresował się żaden sąd, ani izba lekarska.

 

Tom Mortier wyczerpał możliwości prawne w Belgii i skierował do ETC skargę na swój kraj, który nie uchronił życia jego matki, złamał przepisy i nie przeprowadził skutecznego śledztwa w tej sprawie. Jego zdaniem Federalna Komisja ds. Kontroli i Oceny Eutanazji (CFCEE) nie spełnia swojej roi, przeprowadza kontrole ex post i po prostu „przyklepuje” legalność decyzji lekarzy.  Adwokaci dra Mortiera wskazują, że lekarz, który uśmiercił jego matkę, sam jest… przewodniczącym Komisji Kontroli, także stowarzyszenia Levens Einde Informatie Forum (LEIF), które wspiera eutanazję (2,5 tys. euro od jego matki poszło na konto tej właśnie organizacji).

 

Sprawa Mortier przeciw Królestwu Belgii nie jest jakimś wyjątkiem. Media w Belgii i Szwajcarii podają przykłady podobnych nadużyć bardzo często. Nie zawsze jednak rodziny mają chęć i upór, by domagać się sprawiedliwości. Z roku na rok następuje rozluźnienie interpretacji przepisów o eutanazji, a zabijanie pacjentów po prostu się banalizuje.

 

Kiedy wprowadzano 28 maja 2002 r. ustawę o eutanazji w Belgii wyraźnie stwierdzano, że musi ona być przedmiotem „dobrowolnego, przemyślanego i powtarzającego się” wniosku „zdolnego i świadomego” pacjenta, który „zgłasza cierpienie fizyczne lub psychiczne, które ma charakter ciągły  i jest nie do zniesienia, a którego nie można uśmierzyć”. Dodawano, że ów ból musi wynikać „z poważnego i nieuleczalnego przypadku”.

 

Terminy takie są niedookreślone i pozwalały na rozmaite, z roku na rok coraz bardziej dowolne interpretacje. Już sam termin „cierpienia” jest pojęciem subiektywnym, podobnie jak jego skala użyta w terminie „nie do zniesienia”.  Zwłaszcza w przypadku „cierpienia psychicznego” trudno tu je obiektywnie ocenić i wyznaczyć jakiekolwiek kryteria. Stąd tak dużo nadużyć w przeprowadzaniu eutanazji właśnie osób „cierpiących na depresję”. Nie tak dawno 24-letnia Laura Emily, cierpiąca na depresję prosiła o śmierć, ale zmieniła zdanie w dniu jej wyznaczenia, bo jej stan „ostatnio się poprawił” – jak tłumaczyła. Wątpliwości budzi też traktowanie jako ważnej woli pacjentów, którzy przecież cierpią i mają zakłócony stan psychiczny. W przypadku depresji wola śmierci to nie „przemyślana decyzja” „świadomego” pacjenta, ale częściej symptom pewnej patologii.

 

Mówienie, że ​​oferuje się prawo do wspomaganego samobójstwa lub eutanazji – w imię poszanowania autonomii jednostki – osobom, których stan równowagi psychicznej jest akurat zakłócony to logiczny paradoks. Jeśli szanować autonomię osób to powinno się natychmiast zakazać eutanazji na własne życzenie osób z depresją lub chorobą psychiczną. Poza tym osoby, które są „niepełnosprawne” w rozumieniu Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych, powinny być dodatkowo chronione.

 

Bardzo wątpliwa jest też rola belgijskiej Federalnej Komisji Kontroli i Oceny Eutanazji (CFCE). Teoretycznie powinna ona przeciwdziałać nadużyciom ze strony lekarzy. Europejskie Centrum Prawa i Sprawiedliwości podaje tu jednak przykład ze sprawy dotyczącej matki Mortiera.  CFCEE okazała się ciałem bardzo dalekim od jakiejkolwiek bezstronności. Na szesnastu jej członków, co najmniej ośmiu to członkowie i działacze stowarzyszeń, które wspierają eutanazję! Sprawy do tej komisji kierują sami lekarze, ale rzadko to czynią, a jeśli już pojawi się budzący wątpliwości przypadek, to niemal zawsze orzecznictwo CFCE idzie po linii zaawansowanego libertynizmu.

 

Poza tym kontrole Komisji są już zawsze przeprowadzane po dokonaniu eutanazji, więc nijak życia nie chronią. W latach 2002–2016 CFCEE przekazała do prokuratury na 14,5 tys. dokonanych eutanazji… jeden przypadek, który uznała za wątpliwy.

 

Sprawa Mortier przeciw Belgii ma charakter precedensowy. Nie chodzi tu o pojedyncze nadużycie, ale zakwestionowanie całego systemu ochrony życia w tym kraju i funkcjonowania przepisów o eutanazji. System nie spełnia swojej roli, zabezpieczenia są wadliwe i pozorne. Trybunał Praw Człowieka uznał już, że  „nie można lekceważyć ryzyka nadużyć związanych z systemem ułatwiającym dostęp do wspomaganego samobójstwa” w sprawie Haas przeciw Szwajcarii, ale teraz sprawa Mortiera pokazuje, że takie ​​ryzyko nie tylko istnieje, ale się konkretnie materializuje.

 

Warto też wspomnieć o negatywnych społecznie skutkach eutanazji, która przez banalizację śmierci ma wpływ na rodzinę i jej więzi, na środowisko lekarskie i całe społeczeństwo.  Z roku na rok sytuacja się pogarsza. Są to rosnąca ilość przypadków eutanazji bez uzyskania zgody chorej osoby, czy wprowadzenie eutanazji dla osób nieletnich „obdarzonych zdolnościami rozeznania” bez limitu wieku.  Rośnie także liczba eutanazji, od 235 przypadków w 2003 r. do 2537 w roku 2018. W Belgii eutanazje to już 2 proc. całkowitej liczby rocznych zgonów. Przestaje też dziwić, że wg sondaży, 40 proc. Belgów jest już za wstrzymaniem leczenia osób powyżej 85 roku życia. Bez zatrzymania „postępu” cywilizacji śmierci będzie tylko gorzej…

 

Źródło: ECLJ

Bogdan Dobosz

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie