W najbliższej przyszłości nie przyjdzie nam zobaczyć pokoju na Ukrainie – powiedział prezydent Finlandii Alexander Stubb, który we wtorek, w czwartą rocznicę wojny, odwiedził Kijów.
– Nie ośmielam się i nie potrafię tego przewidzieć, na ile jeszcze lat wojny należy się przygotować – przyznał Stubb. Według niego obecne wysiłki na arenie międzynarodowej na rzecz osiągnięcia pokoju między Rosją i Ukrainą prowadzone są w oparciu o trzy scenariusze.
– Pierwszy zakłada, że wojna będzie trwała co najmniej przez ten rok. Drugi, że w jakiejś formie osiągnięte zostanie porozumienie pokojowe; na co trzeba mieć nadzieję. Według zaś trzeciego scenariusza jedna ze stron osłabnie – stwierdził Stubb podczas wystąpienia w ambasadzie Finlandii w Kijowie.
Wesprzyj nas już teraz!
Wymienił jednocześnie kilka warunków, których spełnienie jest niezbędne do osiągnięcia pokoju. Według niego przede wszystkim należy kontynuować wsparcie wojskowe i gospodarcze dla Ukrainy, a także wywierać presję ekonomiczną i polityczną na Rosję. Ponadto prezydent Finlandii uznał, że skoro Ukraina nie może wygrać wojny, to należy… zmienić „narrację”, czyli głosić, że Rosja strategicznie przegrała ten konflikt i jest w gorszym położeniu niż Ukraina.
Wyraził przy tym zdanie, że należy odciąć się od przeświadczenia, że Ukraina nie wygra tej wojny. – Owszem, wygra – oświadczył prezydent Finlandii.
Stubb przyznał jednocześnie, że obecnie najważniejszą kwestią w negocjacjach pokojowych jest przejęcie przez Rosję obwodu donieckiego we wschodniej Ukrainie. Rosja nie ustąpiła jednak w swoich żądaniach co do przejęcia władzy nad obszarami, nad którymi nie sprawuje kontroli militarnej.
Według niego najrozsądniejszym podejściem do rozwiązania tej kwestii terytorialnej byłoby zamrożenie sytuacji na froncie i utworzenie strefy zdemilitaryzowanej. – Wątpię jednak, by Rosja zaakceptowała takie rozwiązanie. Dlatego wojna niestety będzie trwała – stwierdził prezydent Finlandii.
Źródło: PAP
Von der Leyen w Kijowie: Podanie konkretnej daty wejścia Ukrainy do UE nie jest możliwe