Dzisiaj

Profesor Kucharczyk: część polskich elit powiela narrację Berlina

(Prof. Grzegorz Kucharczyk. Fot. You Tube / Rymanowski Live)

– Jesteśmy świadkami pewnych konsekwencji systematycznie prowadzonej przez państwo niemieckie – bez względu na to, jaka koalicja rządowa akurat w Berlinie jest – długofalowej działalności, budowania wpływów w całej Europie Środkowej, wśród polskich elit, środowisk opiniotwórczych – mówił na antenie Radia Wnet profesor Grzegorz Kucharczyk.

 

Historyk, znawca dziejów Niemiec, zwrócił uwagę na strukturę obecności kapitału zza Odry w mediach ukazujących się w Polsce, również lokalnych. Szczególnie widoczne jest to na ziemiach zachodnich i północnych, należących przed II wojną światową do naszego sąsiada.

Wesprzyj nas już teraz!

Uczony mówił również o fundacjach afiliowanych przy głównych partiach niemieckich – na przykład im. Adenauera. W nowoczesny, ekspansywny sposób prowadzą one tak zwaną wymianę kulturalną czy programy stypendialne w krajach naszego regionu.

 – To wszystko przynosi efekt, bo to jest wpływ ponad 30 lat, a więc okres jednego pokolenia, gdzie praca systematyczna kolejnych rządów niemieckich nad tą niemiecką soft power w Polsce przynosi efekty. Nie chcę przez to powiedzieć, że każdy stypendysta polski, który korzystał ze stypendium jakiejś organizacji czy fundacji niemieckiej, jest jakimś agentem wpływu – zaznaczył historyk.

Widać tego efekty, kiedy spora część polskich elit politycznych czy intelektualnych czuje się w obowiązku powtarzać – nie wiem czy świadomie czy nie – narracje, które rodzą się w Berlinie. Jedna z nich mówi na przykład, że Niemcy nie mają tutaj żadnych interesów. Prowadzą tylko działalność dobroczynną w Europie Środkowej i w Polsce, więc proszę nie naginać rzeczywistości i nie doszukiwać się jakichś ciemnych sprawek czy interesów materialnych Berlina. Jednak chociażby każdy, kto wie, co wiązało się ze sprawą rurociągu Nord Stream 1 czy Nord Stream 2 wie, że to propaganda. Niestety znajduje ona rezonans właśnie w Polsce – zauważył gość Radia Wnet.

Już spojrzawszy od poziomu samorządowego dostrzegamy różne inicjatywy, które wpisują się w politykę historyczną Berlina. Przekonuje ona, że – po pierwsze Niemcy – już uporały się ze swoją niedobrą przeszłością, a po drugie – „to, co było niedobrego w historii relacji polsko-niemieckich, tak naprawdę nie było niedobre, tylko to trzeba na nowo interpretować”.

Historyk przypomniał niedawną inicjatywę radnych miasta Sopotu, którzy chcą upamiętniać architekta miejskiego z początku XX wieku, gdy kurort należał do Rzeszy. Zwolennicy tych honorów nie chcą pamiętać, że działalność tego człowieka była częścią szeroko zakrojonej niemieckiej strategii nazywanej przez naszych zaborców „kulturowym podnoszeniem Wschodu”. W imię tej polityki rzeczywiście rozbudowywano infrastrukturę miejską, w tym komunikację czy też wznoszono budynki użyteczności publicznej. Jednak tak naprawdę celem tych wszystkich skoordynowanych działań było umacnianie obecności Niemiec w naszej części Europy.

Pozornie drobnych wydarzeń tego rodzaju mieliśmy w nieodległym czasie więcej. Lokalne władze Barlinka uznały na przykład, że dobrze jest edukować młodzież akurat przy dębie, który został niegdyś posadzony dla upamiętnienia zwycięstwa Prus w wojnie z Francją w 1870 roku. Włodarze Wrocławia odkopali z kolei z dalekiej przeszłości nazwę mostu miejskiego – Kaiserbrücke („Most Cesarski”).

W opinii profesora Kucharczyka, takie pozorne szczegóły tworzą grunt pod spolegliwość władz państwowych względem Berlina w ważnych dla Polski sprawach, jak duszenie stoczni w Szczecinie i Świnoujściu, podczas gdy konkurencyjne zakłady w Rostocku i Wismarze uzyskiwały pomoc rządową z Berlina. W tej samej postawie „naszych” władz i „elit” swoje źródło ma idea zamiany Odry w „skansen” zamiast wykorzystywania jej do transportu rzecznego.

Kolejnym etapem będzie szukanie „potwierdzeń” tego, że jednak ta niemiecka przeszłość tych ziem była czymś lepszym. Ona zbliżała do Europy, do wartości europejskich, bo przecież w końcu szerokim strumieniem płynęły tu fundusze europejskie, chociażby przez pruską komisję kolonizacyjną, i tak dalej – przewidywał historyk.

Należy po prostu mieć świadomość tego, że za parę lat może być taka sytuacja, że od wschodu będziemy graniczyć z państwem, które posiadającym 800-tysięczną, zaprawioną w boju, uzbrojoną po zęby armię, czytaj państwo ukraińskie – już nie mówiąc o Rosji – a od zachodu będziemy mieli dozbrajające się Niemcy, kto wie, może wyposażone w broń nuklearną. Taki jest całkiem realny scenariusz – podsumował profesor Grzegorz Kucharczyk.

 

Źródło: Radio Wnet

Not. RoM

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie