26 maja 2021

Przez macierzyństwo do doskonałości

Stojący na progu nieznanych wydarzeń świat potrzebuje dzisiaj szczególnie świętych matek. Tylko bowiem te – jak się zdaje – mogą zrodzić tak potrzebnych zbolałej ludzkości orędowników, przyszłych mieszkańców Nieba.

Koroną stworzenia uczynił Wszechmocny kobietę – Matkę, która na świat wydała swojego Stwórcę, czyż nie? Ten zamysł musiał wprawić w zdumienie nawet strąconych do piekła. Nieskończone jest, jak wiemy, Miłosierdzie Boga, równie wielka jest też pokora Bożego Syna. W tej tajemnicy ukazuje się nam również pewna wskazówka. Zbawiciel mógł narodzić się tylko z Niepokalanej, którą uczynił w Swojej dobroci Matką Kościoła, bo święte matki dają Niebu święte dzieci.

 

Wesprzyj nas już teraz!

Mama świętej Tereski

„Nasza mama obdarzona wielkim męstwem i charakterem nadzwyczaj energicznym, była uosobieniem ofiarności. Jej serce, bardzo czułe i hojne, zawsze było skierowane ku Bogu, w którym pokładała heroiczną ufność” – tak naszkicowany pokrótce portret duchowy i psychologiczny wychowawczyni świętej Teresy od Dzieciątka Jezus zawiera w sobie treściwy opis cnót tej wyjątkowej osoby.

Urodzona 23 grudnia 1831 roku św. Zelia Martin, z domu Guerin, jest godnym naśladowania wzorem dla kobiet, tak mocno zagubionych w dzisiejszym świecie. Blask jej przykładu może oświecić każdą strapioną swoim losem niewiastę, ponieważ jej życie nie było wolne od cierpienia i trosk charakterystycznych dla codzienności każdej domowej wspólnoty. Jest drogowskazem tym cenniejszym, im większy zdaje się być obecnie problem rozumienia kobiecości, skutkujący nieznanym dotąd kryzysem rodziny. Jest więc opatrznościowym darem na czas, zgodnie ze słowami siostry Łucji dos Santos, „ostatecznej bitwy między Panem a królestwem szatana o małżeństwo i rodzinę”.

Mama Teresy z Lisieux na wzór swej starszej siostry postanowiła oddać się Bogu w życiu zakonnym. Nie było jej to pisane, zapragnęła zatem powierzyć Mu całkowicie swoje przyszłe potomstwo. Tak się wówczas modliła: „Boże mój, skoro nie jestem godna być Twoją oblubienicą jako zakonnica, wyjdę za mąż, aby móc wypełnić Twoją świętą wolę. Dlatego też proszę, daj mi dużo dzieci i niechaj wszystkie Tobie będą poświęcone”. Niebawem na życiowej drodze Zelii Guerin stanął syn emerytowanego kapitana, Ludwik Martin, którego poślubiła 13 lipca 1858 roku.

Owocem tego płodnego związku było dziewięcioro dzieci, z których czworo odeszło do Pana bardzo wcześnie. Nietrudno wyobrazić sobie ból matki po drogocennej stracie, zważywszy na jej korespondencję pełną silnych wyrazów macierzyńskiej miłości. W jednym z listów do swojego brata Izydora Guerin pisała: „Nie mogę pojąć zaszczytu bycia matką tak zachwycającego stworzonka”. Mówiła też: „Kocham dzieci do szaleństwa”; „Jak wdzięczna to praca zajmować się małymi dziećmi”.

Swoje powołanie widziała jednak w perspektywie wzbogacania Nieba o nowych wybranych. Jej radykalna w tym względzie postawa uwidoczniła się szczególnie w modlitwie, którą wypowiadała tuż po narodzinach każdego dziecka: „Panie udziel mi łaski, aby to dziecko było Tobie poświęcone i aby nic nie skaziło czystości jego duszy. Jeśli miałoby iść na zatracenie, wolę byś zabrał je natychmiast”.

Nie znaczy to, iż nie opłakiwała końca życia swoich maleństw. Odejście każdego z nich było dla niej wielkim ciosem. Po śmierci drugiego synka św. Zelia miała nałożyć dziecku wianek z białych róż i do samego końca trwać przy trumnie. Jak wspomina jedna z jej córek, Maria Celina, mama jęczała momentami: „Mój Boże, czy naprawdę muszę włożyć go do ziemi?! Ale, skoro Ty tego chcesz, bądź wola Twoja”. Do swojej bratowej, pogrążonej w smutku po stracie noworodka, skierowała podobne przesłanie: „Kiedy zamykałam oczy moim ukochanym dzieciom i gdy je grzebałam, odczuwałam wielką boleść, ale zawsze była ona połączona z poddaniem się woli Bożej”.  

Ten akt całkowitego zawierzenia Stwórcy był stale obecny w modlitwach, rozmowach i listach Świętej. Wynikał z jej głębokiego przekonania, wręcz pewności, że „Bóg kieruje wszystkim, że nas kocha i że to, co czyni, jest dobre”. Maria Celina, znana też jako siostra Genowefa od Najświętszego Sakramentu była zdania, że „Mama w swoim ślepym zaufaniu Bogu i niezachwianą wiarą w niczym nie ustępowała swej siostrze zakonnicy”, która pisała do niej: „Bóg jest równie łaskawy wtedy, gdy nam odbiera, jak wtedy, gdy nam daje”. Zelia nie miała z kolei wątpliwości, iż „prawdziwego szczęścia nie ma na tym świecie. Marnujemy czas, szukając go tutaj”. „Poza tym – jak napisała w jednym z listów do brata – jest rzeczą pewną, że stała pomyślność oddala od Boga. On nigdy nie prowadzi swoich wybranych tą drogą, zawczasu przechodzą przez tygiel cierpienia, aby się oczyścić”.

Oczyszczenie to, nad wyraz bolesne, przyszło wraz ze śmiertelną chorobą (rak piersi), którą mama św. Tereski od Dzieciątka Jezus zniosła z heroizmem spotykanym niemal wyłącznie wśród kanonizowanych przez Kościół. Swoje całkowite posłuszeństwo woli Bożej wyraziła w korespondencji do bratowej: „Niczego się nie boję, nasz Pan mnie podtrzymuje, mam łaskę chwili, i mieć ją będę do samego końca”. Pragnęła jednak żyć, by móc wychować małe jeszcze dzieci. Z tego powodu udała się do Lourdes, oczekując cudu uzdrowienia za wstawiennictwem Matki Bożej, do której miała szczególne nabożeństwo. Odpowiedź Nieba Zelia Martin przyjęła z typową dla siebie pokorą i poddaniem się Bożej Opatrzności. Realizm, z jakim patrzyła na doczesność, ujawnia w jednym z listów, w którym przywołuje słowa Najświętszej Panny do św. Bernadety: „Obiecuję uczynić cię szczęśliwą, ale nie na tym, lecz w przyszłym świecie”.

Ostatnie dni życia świętej mamy pełne były bólu. W informacji przekazanej wujostwu przez najstarszą córkę Marię, późniejszą siostrę Marię od Najświętszego Sakramentu, możemy przeczytać: „Wczoraj wieczorem jej cierpienie było tak wielkie, że mówiła na głos: Ach, Boże mój, wszak widzisz, że nie mam już siły cierpieć. Ulituj się nade mną. A skoro muszę pozostać na tym łożu boleści i nie można mi już w żaden sposób ulżyć – błagam, nie opuszczaj mnie!”.

Maria Celina, siódme z kolei dziecko świętych małżonków, w opracowanych przez siebie wspomnieniach zapisała: „Nasza cudowna Mama została nam zabrana we wtorek 28 sierpnia 1877 roku pół godziny po północy. Miała zaledwie czterdzieści pięć lat i osiem miesięcy”.

 

Z mamą do Nieba

Największym pragnieniem Zelii Martin była świętość i zbawienie dusz jej wszystkich dzieci. Mając na uwadze ostateczny cel ludzkiego życia, nie szczędziła swoich modlitw i wysiłku, by wyjednać potomstwu w tym względzie przychylność Nieba. Owocem tego duchowego i fizycznego trudu było powołanie do życia konsekrowanego jej pięciu córek, wśród których znalazła się prawdziwa perła Kościoła – Teresa od Dzieciątka Jezus, apostołka „małej drogi”. 

O tym, że święte mamy rodzą święte dzieci, dowodzi ponadto świadectwo ks. Walerego Persona, który napisał: „[…] 26 marca 1923 roku uczestniczyłem w przeniesieniu członków Teresy z cmentarza do Karmelu. Bardzo wzrusza mnie i moich parafian, którym to opowiadam, pewien szczególny moment. Otóż wóz z trumną zatrzymał się przed grobem Państwa Martin i odmówiliśmy wspólnie BENEDICTUS”.

 

Anna Nowogrodzka – Patryarcha

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(14)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie