Dzisiaj

Rafał Ziemkiewicz dla KWARTALNIKA PCH24.PL: Gra o Polskę

„Przez ostatnie cztery lata świat zmienił się bardziej, niż przez poprzednich trzydzieści” – napisał Aleksander Stubb, prezydent Finlandii, na łamach prestiżowego amerykańskiego pisma „Foreign Affairs”. Jego artykuł ukazał się kilka dni przed publikacją przez Departament Stanu USA nowej, oficjalnej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Oba teksty zmierzają w tym samym kierunku i na wielu poziomach się uzupełniają. Nie powinno to dziwić, bo Finlandia i osobiście Stubb, obok Włoch i ich premier Meloni, są wyraźnie wskazywani jako najbliżsi europejscy sojusznicy Ameryki. Widać to było po pierwszej, bezpośredniej rozmowie telefonicznej Trumpa z Putinem, kiedy to prezydent USA zadzwonił, aby niezwłocznie poinformować o jej przebiegu szefową Komisji Europejskiej, prezydenta Francji, premiera Wielkiej Brytanii, kanclerza Niemiec, oraz właśnie prezydenta Finlandii i premier Włoch. Do Polski wtedy nie zadzwonił, choć można mieć nadzieję, że by to uczynił, gdyby prezydentem był już wtedy Karol Nawrocki.

Nowa strategia bezpieczeństwa narodowego USA wzbudziła w kręgach eurokracji i polityków „prounijnych” szok, bo potwierdziła rzeczy, które prezydent i wiceprezydent USA mówią publicznie już od dawna, rzeczy powszechnie znane i oczywiste – wspomniany szok jest więc wiele mówiącym symptomem syndromu „odjechanego peronu”, na który cierpią europejskie elity. Przede wszystkim, USA stwierdzają, że Europa nie jest dziś dla nich równorzędnym podmiotem polityki międzynarodowej. Przeciwnie, Amerykanie diagnozują, że Europa stoi na krawędzi cywilizacyjnej zapaści. Aby USA mogły traktować ją jak poważnego partnera – czego, deklarują, bardzo chcą, ale nie za wszelką cenę – musi odstąpić od planów centralizacji pod sztandarem lewicowej ideologii i oddać decydujący głos współtworzącym ją narodom, uporać się z „deficytem demokracji”, zmienić politykę migracyjną i  porzucić szaleństwo „klimatyzmu”, które wtrąca ją w gospodarczy kryzys, oraz znieść inne biurokratyczne bariery dla rozwoju gospodarczego.

Artykuł stanowi fragment tekstu opublikowanego w 3. numerze KWARTALNIKA PCH24.PL

Wesprzyj nas już teraz!

CAŁOŚĆ DOSTĘPNA TUTAJ

Amerykanie nie straszą, po prostu stwierdzają fakt: jeśli tego nie zrobicie, wypadacie z gry. Co jednak dla nas w tym dokumencie najważniejsze, sygnalizuje on „plan B”. Wskazuje na fakt, iż szczególne stosunki powinny USA mieć z krajami Europy Środkowej i Wschodniej. Nie jest to stwierdzone wprost, ale jasno wynika z omawianego tekstu, że jeśli zachodnia część kontynentu nie zdoła wyrwać się z ideologicznego szaleństwa, to Ameryka powinna szukać partnera w tym, co my nazywamy „trójmorzem” – krajach, które mają większą dynamikę gospodarczą niż Niemcy i Francja, a zarazem, w przeciwieństwie do nich, są Ameryce przyjazne.

Jeśli chodzi o zasadnicze cele strategiczne, które postawiła sobie Ameryka, to są one dwa. Pierwszym jest wewnętrzne wzmocnienie siebie samej: powrót na maksymalną skalę do taniej energii z paliw naturalnych i atomu, reindustrializacja, zatrzymanie niekontrolowanej migracji oraz nowa polityka finansowa i nowa rola dolara w globalnym obiegu gospodarczym. To nas nie dotyczy, może poza punktem ostatnim. Natomiast punktem wyjścia do wszelkich rozważań nad przyszłością Polski jest cel globalny. Jest to budowa „nowej równowagi świata”. Chodzi o takie przekonstruowanie globalnego porządku, aby „urealnić” w nim pozycję Stanów Zjednoczonych, to znaczy zwolnić je z przerastającej ich obecne siły roli „światowego żandarma”, w taki sposób, aby po światową hegemonię nie sięgnęły Chiny.

Wspomniany na wstępie Aleksander Stubb nazywa to „budową nowej symetrii”, teoretycy używają też czasem pojęcia „wielobiegunowości”. Wszyscy jednak poważni teoretycy zgodni są z tym, od czego Stubb swój artykuł zaczyna, i co jednoznacznie wynika z nowej amerykańskiej strategii bezpieczeństwa: że „dotychczasowy liberalny porządek świata umiera”. Umiera – i nie da się jego zgonu powstrzymać. Można co najwyżej nie przyjmować faktów do wiadomości. Ale samo to, jak uczy historia, nie zapobiega katastrofie, a jedynie potęguje jej skutki.

Jak zatem stworzyć nową symetrię, tę „wielobiegunowość” świata, która jest dla Zachodu jedynym ratunkiem przed całkowitym upadkiem i podbojem przez wroga cywilizację, nie znającą pojęć „praw człowieka i obywatela”, chrześcijańskich zasad miłosierdzia i sprawiedliwości ani żadnych naszych wartości? Wymaga to przekonania do uczestnictwa w przedsięwzięciu, jak to nazywa prezydent Finlandii, „mocarstw średniej wielkości”. Jeśli dostaną one od USA i innych państw Zachodu godziwą ofertę i przyjmą ją, jeśli w odpowiedni sposób przekonstruuje się ONZ, Światową Organizację Handlu, system finansowy i giełdowy – rzecz się uda. Jeśli nie, marny los, zarówno nasz, jak i, w dalszej perspektywie, owych „średnich” mocarstw.

Jako najistotniejsze dla budowy nowej światowej równowagi „mocarstwa średniej wielkości” wskazuje Stubb między innymi Indie, Brazylię, Meksyk, Nigerię, RPA, Turcję oraz Arabię Saudyjską. Charakterystyczne, że nie wymienia Niemiec ani Francji, ani też, jak nakazywałaby europoprawność, traktowanej jako jedno państwo Unii Europejskiej.

Nie wymienia też Rosji ani Polski.

W obu wypadkach – z tego samego powodu: ponieważ przyszłość obu tych krajów jest niejasna. Jedno, co można o niej powiedzieć, to że „albo oni, albo my”. Jeśli Rosja będzie zyskiwać na sile – my będziemy słabnąć, aż do upadku. I odwrotnie: silna Polska oznacza upadek Rosji oraz jej sojuszników, w tym szczególnie dla nas ważnych Niemiec. Jedno z dwojga.

Budowniczowie nowego, wielobiegunowego świata starają się być przygotowani na oba te warianty.

Zacznijmy od pierwszego, któremu ze wszech sił powinniśmy zapobiec. USA próbowały odciągnąć Rosję od sojuszu z Chinami, oferując jej status sprzymierzonego z Ameryką mocarstwa regionalnego; była to istota „resetu”, którym kusił Kreml Barack Obama. W styczniu 2022 wydawało się, że administracja Bidena ostatecznie dopięła swego – znakiem zawartego dilu była amerykańska zgoda na budowę Nord Streamu 2. Miesiąc później okazało się, że Putin wciąż uważa, iż dostał za mało – we wspólnej deklaracji z prezydentem Chin, Si Dżinpingiem, wypowiedział wojnę „złotemu miliardowi ludzkości” (czyli cywilizacji Zachodu) w imieniu pozostałych miliardów, które, wedle tej ideologii, Zachód okradł i wykorzystał w poprzednich wiekach. Ich kosztem budował swój dobrobyt, dziś zaś jest ich najlepszym prawem wymierzyć za to pomstę na potomkach krzywdzicieli i zmusić ich do zadośćuczynienia. Krótko potem rosyjskie wojska wkroczyły na Ukrainę. Putin liczył oczywiście, że będzie to wojna błyskawiczna, i gdyby w istocie spacyfikował kraj w kilka dni i osadził w Kijowie marionetkowe władze, i Europa, i Ameryka musiałyby się zgodzić dać mu jeszcze więcej niż zamierzały. Ale stało się inaczej – stolik rokowań został wywrócony i Putin uparcie odmawia ponownego zajęcia miejsca przy nim, nad czym najusilniej pracują Niemcy, opierający wszystkie swe nadzieje na przyszłość na rosyjskich surowcach i dostępie do rosyjskiego rynku.

Jaka ma być Polska przyszłości? [ODBIERZ NAJNOWSZY NUMER KWARTALNIKA PCH24.PL]

Oferta dla Rosji nadal leży na stole – i nietrudno się domyślić, że, podobnie jak za czasów Roosevelta, Churchilla i Stalina, ceną oferowaną za przejście na stronę Zachodu jest oddanie jej kontroli nad Europą Środkową. Na szczęście Rosja od tak dawna nastawiona jest na konfrontacje z Zachodem, a zarazem z każdym miesiącem wojny tak bardzo uzależnia się od Chin, że wymarzony przez Obamę zwrot jest coraz mniej prawdopodobny. Przebieg najnowszych rozmów pokojowych, w których Trump skłonny był iść na ustępstwa sięgające granic rozsądku, przekonał zapewne obecną administrację, że Rosji od Chin odciągnąć się nie da.

Ameryce pozostaje zatem tylko plan B: udzielenie pomocy „Trójmorzu” tak, aby koalicja państw „wschodniej flanki” dorosła do statusu „mocarstwa średniej wielkości” i stała się strategicznym partnerem USA w regionie, szachującym zarówno Rosję, jak i powiązane z nią wspólnymi interesami i dążące do sojuszu Niemcy i Francję. Dokładnie to, o czym pisałem w książce Wielka Polska.

Powinniśmy zrobić wszystko, aby podchwycić tę ofertę i wykorzystać szansę na zbudowanie takiej koalicji, aby następnie, dzięki niej, „wylewarować” pozycję Polski do rangi „średniego”, czy też „regionalnego” mocarstwa. Wymaga to przyśpieszenia polskiego rozwoju gospodarczego i umiejętnego, strategicznego pokierowania nim.

Jakie mamy w tej sytuacji atuty? Po pierwsze – położenie. Pilnym zadaniem jest przechwycenie i zagospodarowanie przepływów strategicznych na osiach wschód-zachód i północ-południe. Polskie porty mają lepsze warunki naturalne od  niemieckich, z natury są więc bardziej od nich konkurencyjne. We wrześniu 2025 otwarto na przemysłową skalę tzw. drogę północną z Chin do Europy. Rzecz bardzo znacząca, że armator kontenerowca „Istambul Bridge”, który przepłynął ją pierwszy z pełnym ładunkiem (zabiera on około 5000 tzw. TEU, czyli około 190 tysięcy metrów sześciennych ładunku) za port docelowy w tym eksperymencie wybrał nie Hamburg ani Rotterdam, ale Gdynię. A gra warta jest świeczki: przez Antarktydę, która otwiera się dla wielkich statków dzięki ociepleniu klimatu, transportowiec z Chin płynie do Europy ponad dwa raz krócej niż przez Kanał Sueski, co przekłada się na ogromne zyski. Po należytej rozbudowie, która jest obecnie celowo wstrzymywana przez rząd Tuska – terminal kontenerowy w Świnoujściu, „rurociąg północny” z Trójmiasta do petrochemii płockiej, spławność na całej długości Odry, jako najtańszego połączenia Szczecina i Świnoujścia z południowymi krajami „Trójmorza”, Polska staje się tranzytowym mocarstwem.

Drugim źródłem polskiej gospodarczej potęgi mogą być dochody z Centralnego Portu Komunikacyjnego. Ta inwestycja, ważna także z punktu widzenia wojskowego (duży port lotniczy cargo to możliwość szybkiego przerzutu znacznych sił wojskowych z ciężkim sprzętem), to kolejne miliardy rok w rok wprost do polskich  kieszeni. Uzupełnieniem muszą być linie kolejowe – nie tylko osławione „szprychy” CPK, ale także magistrale północ-południe, łączące polskie porty z czarnomorskimi. Idealnie, gdyby udało się też – jak swego czasu marzyło się Gierkowi – uczynić żeglowną Wisłę i połączyć ją z żeglugą na Dunaju. Otworzy to Polskę także na południową nitkę „jedwabnego szlaku”, przez państwa środkowoazjatyckie, Turcję, Morze Czarne i kraje bałkańskie (dodatkową geopolityczną korzyścią byłoby wyrwanie Węgier ze strategicznej zależności od surowców rosyjskich, która warunkuje obecnie politykę Orbana). Last but not least, warunki naturalne Polski, w większości nizinnej i płaskiej, predestynują nas do tego, aby przejąć większość połączeń światłowodowych.

Nie trzeba chyba bardziej udowadniać, że w nadchodzących latach przepływ towarów pomiędzy Azją a Europą będzie rósł, podobnie, jak i tego, że będzie rosło zapotrzebowanie na moce telekomunikacyjne. Wyścig do podziału tego tortu już trwa – swoje odpowiedniki CPK budują już Niemcy i Węgrzy, ci pierwsi nie ustają też w staraniach, aby szlak lądowy z Chin przez Białoruś i Polskę zastąpić alternatywą: transport lądem do Petersburga, stamtąd do portów niemieckich i z nich do wszystkich zakątków kontynentu. Ale to Polska właśnie ma tu największe naturalne przewagi, które predestynują nas do skonsumowania największej części rynku przewozów. Jest to dla wszystkich tak oczywiste, że – wbrew obawom laików, do których zręcznie odwołuje się antypolska propaganda rządzącego obozu – nie potrzebujemy nawet żadnych szczególnie znaczących środków budżetowych na inwestycje. Perspektywa tych biznesów jest tak kusząca, a ilość wolnego kapitału inwestycyjnego w zachodnim świecie tak wielka, że w zasadzie wystarczą tu jedynie gwarancje rządowe i obligacje. Tak naprawdę potrzeba tylko woli.

Jej jednak w tej chwili nie ma. I dopiero w świetle powyższego staje się oczywiste, jak straszliwą szkodą jest dla Polski to, że w chwili, gdy tworzą się zręby „nowej symetrii” wielobiegunowego świata (proszę spojrzeć, jaki splot wzajemnie się równoważących, globalnych interesów wytworzy realizacja zarysowanych wyżej planów) rządy w Polsce spoczywają w rękach formacji całkowicie podporządkowanej idei „sfederalizowanego (w istocie, przeciwnie: scentralizowanego) państwa europejskiego”, na bazie obecnej, niemiecko-francuskiej „starej unii”. Formacja, która z tej przyczyny blokuje wszystkie powyższe inwestycje, a zarazem, wprowadzając chaos totalnej wewnętrznej wojny postnomenklaturowych „elit” przeciwko tej części społeczeństwa, która postrzegają one jako gorsze, „nieeuropejskie” i „zacofane”, i ściągając do pomocy przeciwko niej „Europę”, osłabia Polskę do granic zdolności zachowania elementarnych atrybutów suwerenności. […]

Rafał Ziemkiewicz

Artykuł stanowi fragment tekstu opublikowanego w 3. numerze KWARTALNIKA PCH24.PL

CAŁOŚĆ DOSTĘPNA TUTAJ

Jaka ma być Polska przyszłości? [ODBIERZ NAJNOWSZY NUMER KWARTALNIKA PCH24.PL]

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(14)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie