„Dzień gniewu” czy dzień nadziei? Czyli czego o Sądzie Ostatecznym uczy nas sekwencja z Mszy za zmarłych?

Fyda_1024x1024.jpg
Autor:
Adrian Fyda
Dzien Zaduszny_Dies irae.jpg
opr. PCh24.pl / GS

Tradycyjna sekwencja Dies irae z Mszy za zmarłych, odmawiana m.in. 2 listopada, nie pozostawia złudzeń: śmierć nadejdzie, świat przeminie, a człowiek stanie przed sądem Boga. Mówi o tym z przejmującą wręcz dosadnością. Nie jest jednak hymnem rozpaczy. Pośród obrazów grozy raz po raz pojawia się nadzieja – ten sam Chrystus, który przyjdzie jako Sędzia, przyszedł już wcześniej na ziemię jako Zbawiciel. Przebaczył pokutującej jawnogrzesznicy, obiecał raj łotrowi na krzyżu i nie odrzuca człowieka, który szczerze żałuje za swoje grzechy. Dlatego Dies irae stawia przed nami jedno z najważniejszych pytań Dnia Zadusznego: czego właściwie chrześcijanin może spodziewać się po śmierci?

Dzień Zaduszny skłania nas do refleksji nad rzeczami ostatecznymi: śmiercią, sądem Bożym, Niebem i piekłem. Odwiedzamy groby bliskich, zapalamy znicze, a przede wszystkim ofiarujemy za zmarłych modlitwy, Komunie Święte i odpusty. Myślimy przy tym, gdzie oni się teraz znajdują, jak wyglądało ich odejście z tego świata, i co się wydarzyło na sądzie, przed którym stanęli.

Myśląc o tych, którzy odeszli, nasza uwaga kieruje się również ku naszej własnej śmierci. Na co dzień rzadko się nad nią zastanawiamy, a niekiedy wręcz świadomie odsuwamy ją od siebie. Pewnym jest jednak, że nie zdołamy jej uniknąć. Przyjdzie czas, gdy również my staniemy przed Bożym trybunałem.

Zróbmy to razem!

Kościół naucza, że bezpośrednio po śmierci każdego człowieka czeka sąd szczegółowy. To właśnie wtedy rozstrzyga się jego wieczny los. Ci, którzy umierają w stanie łaski uświęcającej, zostają zbawieni, choć niektórzy muszą jeszcze przejść oczyszczenie w czyśćcu. Natomiast ci, którzy odchodzą z tego świata w stanie grzechu śmiertelnego, sami wykluczają się z wiecznej wspólnoty z Bogiem, skazując się tym samym na potępienie.

Będzie jeszcze drugi sąd

Nie będzie to jednak jedyny sąd. Na końcu czasów, gdy Chrystus powtórnie przyjdzie w chwale, nastąpi Sąd Ostateczny. Umarli zmartwychwstaną, ich dusze ponownie połączą się z ciałami, a cała ludzkość stanie przed swoim Stwórcą. Wówczas w pełni objawi się Boża sprawiedliwość.

Sąd Ostateczny ujawni to, co każdy uczynił dobrego, i to, czego zaniechał w czasie swego ziemskiego życia, łącznie z wszystkimi tego konsekwencjami (…). Poznamy ostateczne znaczenie dzieła stworzenia i ekonomii zbawienia oraz zrozumiemy przedziwne drogi, którymi Jego Opatrzność prowadziła wszystko do ostatecznego celu – wyjaśnia Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK 1039-1040).

To właśnie ten moment przywołuje sekwencja Dies irae, czyli „Dzień gniewu”. Jest ona częścią Mszy Requiem, czyli żałobnych Mszy za zmarłych, tradycyjnie odprawianych w czarnych szatach liturgicznych. Sprawuje się je między innymi podczas pogrzebów i w Dzień Zaduszny, ale także przy innych okazjach w ciągu roku.

Sekwencja ukazuje grozę Sądu Ostatecznego, przed którym nikt nie zdoła się ukryć. Jednocześnie przypomina, że człowiek nie jest pozbawiony nadziei na zbawienie. Dlaczego jednak wizja owego „dnia gniewu” budzi tak wielki lęk?

Płacz i łkanie

Żyjemy w świecie, w którym nie każde zło spotyka się z karą. Choć niektórzy przestępcy bywają osądzani i ponoszą konsekwencje swoich czynów, to wiele naszych grzechów pozostaje bez widocznej odpłaty. Niekiedy dostrzegamy wyrządzoną komuś krzywdę albo szkodę, jaką sami sobie zadaliśmy. Innym razem skutki złego postępowania umykają naszej uwadze – lub wolimy ich nie zauważać.

Pozornie wydaje się, że nie wydarzyło się nic szczególnego. Nikt nie dostrzegł naszego przewinienia, nie upomniał nas ani nie wymierzył kary. Łatwo wówczas uznać, że skoro nie ponieśliśmy żadnych natychmiastowych konsekwencji, nie ma się czym przejmować. Grzeszymy myśląc, że nic wielkiego się nie stanie, a jeden grzech ciężki więcej to „nic takiego”.

W ten sposób odsuwamy myśl o odpowiedzialności za własne czyny na bliżej nieokreślone „później”. Tymczasem jedną z najbardziej przejmujących prawd o Sądzie Ostatecznym jest właśnie to, że owo „później” nieuchronnie nadejdzie. Przyjdzie dzień, w którym ujawnione zostaną wszystkie nasze czyny, słowa i myśli – również te, o których nie wiedział nikt poza nami. Nie będzie już miejsca na ukrywanie prawdy, szukanie wygodnych usprawiedliwień czy przekonywanie innych, że wcale nie było tak źle.

Co więcej, przed tym sądem nie sposób uciec. Ziemski wymiar sprawiedliwości można próbować oszukać: zatrzeć ślady, wykorzystać ludzką niewiedzę, uniknąć odpowiedzialności. Wobec Boga takie zabiegi okażą się bezskuteczne. Jak przypomina sekwencja, „gniewu dłoń dosięże wszędzie”.

Dodatkowej powagi nadaje tej wizji prawda o zmartwychwstaniu ciał. O ile bowiem po sądzie szczegółowym cierpienie potępionych dotyka ich duszę, o tyle wieczne potępienie będzie dotyczyło również ich ciał, a zatem może się wiązać także z fizycznym bólem.

Owce i kozły

Sekwencja przywołuje zapowiedź Sądu Ostatecznego, którą pozostawił nam sam Zbawiciel, a którą odnajdujemy w Ewangelii według św. Mateusza:

Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale, a z Nim wszyscy aniołowie, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie (Mt 25,31-33).

Obraz ten nie pozostawia wątpliwości: nadejdzie chwila ostatecznego oddzielenia zbawionych od potępionych. Jedni usłyszą zaproszenie do wiecznego królestwa, drudzy zostaną od niego na zawsze wykluczeni.

Perspektywa ta może napawać strachem. Nie wiemy przecież, jak potoczy się nasze życie ani w jakim stanie duszy przyjdzie nam umrzeć – czy będziemy wówczas pojednani z Bogiem, czy też obciążeni grzechem ciężkim. Dlatego Chrystus wzywa nas do nieustannej gotowości – do życia tak, jakby śmierć mogła nadejść w każdej chwili.

Dopóki jednak żyjemy, droga do nawrócenia pozostaje otwarta. Przypominają o tym przywołane w Dies irae biblijne postacie jawnogrzesznicy, której Chrystus okazał miłosierdzie, oraz dobrego łotra.

Niewiasta przyłapana na cudzołóstwie

Jednym z najbardziej poruszających obrazów Bożego miłosierdzia jest ewangeliczna historia kobiety przyłapanej na cudzołóstwie. Przez wieki Kościół utożsamiał ją z Marią Magdaleną – siostrą Łazarza, choć sama Ewangelia nie podaje jej imienia, a utożsamienie tych postaci pozostaje przedmiotem dyskusji. Niezależnie jednak od tego, kim była ocalona przez Chrystusa niewiasta, przesłanie tej historii jest czytelne: nikt nie powinien uważać, że jego grzechy są zbyt wielkie, by mógł otrzymać Boże przebaczenie.

Oskarżyciele kobiety, powołując się na Prawo Mojżeszowe, domagali się jej ukamienowania. Chrystus nie zaprzeczył, że dopuściła się grzechu. Zwrócił się jednak do zgromadzonych słowami, które należą dziś do najbardziej znanych w całej Ewangelii: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem” (J 8,7). Oskarżyciele zaczęli odchodzić, jeden po drugim.

Do ocalonej kobiety Zbawiciel skierował słowa pełne nadziei: „I Ja ciebie nie potępiam”, dodając jednak: „Idź i odtąd już nie grzesz” (J 8,11).

Chrystus nie zbagatelizował cudzołóstwa ani nie uznał go za rzecz nieważną. Okazując miłosierdzie, jednocześnie wezwał kobietę do radykalnej przemiany życia. Pokazał tym samym, że popełnione grzechy nie muszą przesądzać o przyszłym losie człowieka. Warunkiem autentycznego nawrócenia jest jednak nie tylko żal za grzechy, lecz także szczere postanowienie poprawy.

Dobry łotr

Jeszcze bardziej niezwykłe świadectwo Bożego miłosierdzia odnajdujemy na Golgocie. Jeden z łotrów ukrzyżowanych wraz z Chrystusem, znajdując się już u kresu życia, zwrócił się do Zbawiciela z prośbą o miłosierdzie: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa” (Łk 23,42).

Nie mógł zejść z krzyża ani naprawić wyrządzonych za życia krzywd. Mógł jednak uznać swoją winę i z ufnością zwrócić się do Chrystusa. Tak też uczynił, a w odpowiedzi usłyszał obietnicę raju.

Historia dobrego łotra pokazuje, że na nawrócenie nigdy nie jest za późno – oczywiście dopóki człowiek żyje. Nie oznacza to więc, że możemy beztrosko odkładać spowiedź i poprawę życia na ostatnią chwilę. Śmierć może nadejść nagle, bez ostrzeżenia, nie pozostawiając czasu nawet na akt żalu doskonałego. Dlatego przykład dobrego łotra nie jest zachętą do zwlekania, lecz do ufności w Boże miłosierdzie.

Właśnie te dwa obrazy – jawnogrzesznicy, której Chrystus okazał miłosierdzie, oraz łotra, który w ostatnich chwilach życia usłyszał obietnicę zbawienia – przywołuje autor Dies irae:

Ty coś Marii grzech wybaczył
I wysłuchać łotra raczył,
Nie pozwolisz, bym zrozpaczył.

Wcielenie i ukrzyżowanie

Najgłębsze źródło nadziei obecnej w Dies irae odnajdujemy jednak w tajemnicy Wcielenia oraz w krzyżowej ofierze Chrystusa.

Syn Boży przyjął ludzką naturę i przyszedł na świat w konkretnym celu: aby odkupić człowieka. Całe Jego ziemskie życie, zwieńczone dobrowolnie przyjętą Męką i Śmiercią na krzyżu, było dziełem zbawienia. To właśnie dzięki tej ofierze przed całą ludzkością otworzyła się droga do życia wiecznego. Do tej prawdy odwołuje się autor sekwencji:

Racz pamiętać, Jezu drogi,
Żeś wziął dla mnie żywot srogi,
Nie gub mnie w dzień straszny trwogi.

Długoś szukał mnie znużony,
Zbawił krzyżem umęczony,
Niech ten trud nie będzie płony.

To, że odkupienie zostało dane wszystkim ludziom, nie oznacza jednak, że każdy zostanie zbawiony niezależnie od swoich wyborów. Dar Bożej łaski domaga się odpowiedzi, którym jest życie zgodne z przykazaniami. Kto zaś popadł w grzech ciężki, powinien szukać pojednania z Bogiem w sakramencie pokuty.

Człowiek pozostaje wolny. Może przyjąć ofiarowany mu dar zbawienia, ale może go również odrzucić.

Dzień gniewu czy dzień nadziei?

Lubimy słuchać zapewnień o Bożym Miłosierdziu. Znacznie trudniej przychodzi nam przyjęcie prawdy o sądzie, piekle i możliwości wiecznego potępienia. Są to tematy niewygodne, budzące lęk, dlatego nieraz wolelibyśmy o nich zapomnieć.

Tymczasem Boże Miłosierdzie nie stoi w sprzeczności z Bożą Sprawiedliwością. Sprawiedliwość domaga się kary za grzechy, lecz miłosierdzie daje człowiekowi szansę na nawrócenie, aby uniknął wiecznego potępienia. Podobnie, kiedy sprawiedliwość domagała się odkupienia upadłego człowieka, Miłosierdzie Boże sprawiło, że postanowił On złożyć Siebie samego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy.

Gdyby grzech nie był czymś poważnym, po co Chrystus miałby umierać na krzyżu? Dlatego też nasze wybory mają konsekwencje, nawet jeśli nie dostrzegamy ich od razu. A jednak nawet największy grzesznik może dostąpić przebaczenia, jeśli szczerze się nawróci i zaufa Chrystusowi.

Nie jest za późno

Nasi bliscy zmarli przeszli już sąd szczegółowy. Nie znamy jego rozstrzygnięcia, dlatego modlimy się za nich, prosząc Boga, aby ci, którzy potrzebują jeszcze oczyszczenia w czyśćcu, mogli jak najprędzej osiągnąć pełnię szczęścia w niebie.

My natomiast wciąż mamy czas. Dopóki żyjemy, możemy odwrócić się od grzechu, pojednać z Bogiem i rozpocząć nowe życie.

I to jest chyba największe przesłanie sekwencji Dies irae: stanięcie „po prawej stronie”, z „owcami” nadal jest możliwe. Nasze przeszłe grzechy nie muszą nas definiować, tak jak nie przekreśliły zbawienia pokutującej Marii czy dobrego łotra.

Sąd Ostateczny będzie dniem budzącym grozę – prawdziwym „dniem gniewu”. Ale Ten, który zasiądzie wówczas na tronie Sędziego, jest Tym, który wcześniej przyszedł na ziemię, aby nas odkupić. Sędzia jest zarazem Zbawicielem, a Jego ofiara otworzyła nam drogę do wiecznego szczęścia. To od nas zależy, czy odpowiemy na tę łaskę.

Adrian Fyda

Fyda_1024x1024.jpg
Autor:
Adrian Fyda
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: