Wakacje nie od Boga, ale z Bogiem. Czyli jak dobrze wykorzystać czas urlopu?

Fyda_1024x1024.jpg
Autor:
Adrian Fyda
beach-814679_1280.jpg
Zdjęcie ilustracyjne / Pixabay

Wielu katolików tłumaczy się, że w czasie wakacji „nie ma możliwości” uczestniczenia w niedzielnej Mszy Świętej. Nie jest to jednak prawda. Kościołów jest wiele, a współczesne środki transportu sprawiają, że przemieszczanie się jest stosunkowo łatwe. Zaniedbanie niedzielnej Mszy św. jest grzechem śmiertelnym, a przecież nie o to chodzi, żeby urlop był czasem splamienia naszego sumienia. Paradoksalnie, wakacyjny wypoczynek może być idealną okazją na poprawę naszej relacji z Bogiem.

Katolicy zobowiązani są do uczestnictwa we Mszy św. we wszystkie niedziele roku, a także w święta nakazane. Takim świętem nakazanym jest np. uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej obchodzona 15 sierpnia. I nie można na obowiązek niedzielny patrzeć jako na jakieś brzemię, które Kościół (albo nawet sam Pan Bóg!) na nas nakłada. Warto raczej zadać sobie pytanie: jak chcemy spędzić z Bogiem całą wieczność w niebie, skoro na ziemi nie potrafimy znaleźć dla Niego jednej godziny w tygodniu?

Współcześnie podróżowanie jest znacznie łatwiejsze niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Tym bardziej znalezienie katolickiego kościoła podczas wakacyjnego wyjazdu nie powinno stanowić większego problemu. Mimo to wielu katolików traktuje urlop jako wygodną wymówkę od uczestnictwa w niedzielnej Mszy św., twierdząc, że „nie mają możliwości” pójścia do kościoła.

Zróbmy to razem!

W miastach kościołów katolickich jest wiele, a Msze św. odprawiane są od wczesnego rana do wieczora. Również na wsiach zwykle można znaleźć dogodną godzinę uczestnictwa w liturgii. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, aby pogodzić wakacyjne aktywności z obowiązkami religijnymi. Można na przykład rozpocząć lub zakończyć dzień udziałem we Mszy św., a pozostały czas przeznaczyć na wypoczynek i rekreację.

W najgorszym wypadku – np. jeśli musimy odbyć długą podróż akurat w niedzielę i bardzo utrudnia nam to pójście do kościoła – można skorzystać z zapisu w prawie kanonicznym, który pozwala na wypełnienie obowiązku niedzielnej Mszy św. w sobotę wieczorem. I nie ma tutaj znaczenia czy kapłan sprawuje Mszę się w z formularza niedzielnego (czyli np. z czytaniami przeznaczonymi na niedzielę) czy nie, bowiem chodzi tu o uczestnictwo w jakiejkolwiek katolickiej Mszy św. Chodzenie do kościoła w sobotę wieczorem zamiast w niedzielę należy jednak traktować jako wyjątek, a nie regułę – w końcu to niedziela jest Dniem Pańskim, a w obowiązku niedzielnym nie chodzi tylko o „zaliczenie” pójścia do kościoła, ale o przeżycie tego dnia z Bogiem.

Katechizm Kościoła Katolickiego mówi jasno: Nakazowi uczestniczenia we Mszy świętej czyni zadość ten, kto bierze w niej udział, gdziekolwiek jest odprawiana w obrządku katolickim, bądź w sam dzień świąteczny, bądź też wieczorem dnia poprzedzającego (KKK 2180). Do wypełnienia obowiązku niedzielnego nie jest jednak konieczne przyjęcie Komunii św. Ba! Osobie będącej w stanie grzechu ciężkiego nie wolno (!) Komunii św. przyjmować, dopóki nie pojedna się z Bogiem w sakramencie pokuty.

Wakacyjne aktywności należy więc planować w taki sposób, aby znalazło się w nich miejsce na niedzielną Mszę św. Nie można usprawiedliwiać swojej nieobecności w kościele samym faktem wyjazdu. Urlop jest czymś dobrym i potrzebnym do regeneracji sił, ale nie może prowadzić do zaniedbania relacji z Bogiem.

W skrajnych przypadkach (np. wyjazd na Antarktydę albo do puszczy amazońskiej), w których zupełnie nie ma możliwości uczestnictwa we Mszy św., można przed wyjazdem poprosić swojego proboszcza o dyspensę od niedzielnej Mszy św. Są to sytuacje bardzo wyjątkowe, ale księża zgadzają się takiej dyspensy udzielić, zwykle nakazując pójście na Mszę św. w inny dzień. Ważne jest, że dyspensy może nam udzielić tylko proboszcz parafii na terenie której obecnie mieszkamy; nie wystarczy zatem wikary, nasz były proboszcz, ani „znajomy ksiądz”. Obowiązek niedzielny jest rzeczą poważną; Katechizm mówi dobitnie, że zaniedbanie niedzielnej Mszy św. skutkuje grzechem śmiertelnym:

Wierni są zobowiązani do uczestniczenia w Eucharystii w dni nakazane, chyba że są usprawiedliwieni dla ważnego powodu (np. choroba, pielęgnacja niemowląt) lub też otrzymali dyspensę od ich własnego pasterza. Ci, którzy dobrowolnie zaniedbują ten obowiązek, popełniają grzech ciężki – wyjaśnia Katechizm (KKK 2181).

Niedzielną Mszę św. można zatem opuścić tylko z poważnej przeszkody. Ale jaka przeszkoda jest wystarczająco poważna? Wyróżniamy ich dwa rodzaje: przeszkodę fizyczną i moralną.

Przeszkoda fizyczna ma miejsce wówczas gdy niezależne od nas okoliczności uniemożliwiają udział we Mszy św. Najbardziej oczywistym przykładem jest choroba: nie chcemy bowiem zarazić innych, albo po prostu sami czujemy się bardzo słabo. Trudno jednak za przeszkodę fizyczną uznać wyjazd wakacyjny. Decyzję o takim wyjeździe podejmujemy dobrowolnie, dlatego już na etapie planowania należy uwzględnić możliwość uczestnictwa we Mszy św. Katolik nie może bowiem świadomie stawiać się w sytuacji prowadzącej do zaniedbania obowiązku, którego niewypełnienie stanowi grzech ciężki.

Drugi rodzaj przeszkody to przeszkoda moralna i ma ona miejsce w sytuacji, w której chociaż fizycznie moglibyśmy pójść na Mszę św., to spowodowało by to naruszenie innego, wyższego dobra. Przykładem takiej sytuacji jest opieka nad chorą osobą (np. dzieckiem czy osobą starszą), której nie możemy zostawić samej ani zabrać ze sobą, a nie ma nas kto zastąpić. Ewidentnie wyjazd wakacyjny nie zalicza się i tutaj.

Temat niedzielnej Mszy św. jest zdecydowanie najszerszym, ale nie jedynym o jakim musimy pamiętać na wakacjach. Bo chociaż odpoczynek jest nam bardzo potrzebny do zregenerowania sił, to nasze wakacyjne plany nie mogą powodować popełnienia przez nas grzechu. Trzeba pamiętać o codziennej modlitwie, a to paradoksalnie może okazać się łatwiejsze na urlopie, bo nie mamy wtedy naglących nas obowiązków. Modlitwę można też w jakiś sposób wplatać w aktywności w ciągu dnia; przecież trwająca kilka godzin górska wędrówka jest świetną okazją na odmówienie choćby jednego różańca, a pewna część czasu spędzonego w samochodzie może być szansą na wspólną modlitwę dla całej rodziny. No i oczywiście w czasie wakacji trzeba uważać na inne zagrożenia na nas czyhające: musimy powściągać nasz wzrok gdy jest taka potrzeba, roztropnie korzystać z alkoholu itd. Bo co to za odpoczynek, który powoduje splamienie sumienia, albo chociaż jego niepokój? Odpoczywać trzeba w taki sposób, aby odbyło się to bez szkody dla duszy.

Wakacyjny urlop jest czasem kiedy poza regeneracją sił możemy „zregenerować” również naszą relację z Panem Bogiem. Stąd popularnym (i niedrogim!) sposobem na spędzenie urlopu mogą być pielgrzymki bądź rekolekcje. Po całym roku pracy, obowiązków domowych i innych zobowiązań mamy wreszcie okazję wyciszyć się i zastanowić nad swoim życiem duchowym i relacją z Panem Bogiem.

Ale nawet jeśli nie spędzamy wakacji na pielgrzymce czy rekolekcjach, to sam fakt wolnego czasu jest już dla nas okazją do wzmocnienia naszej relacji z Bogiem. Bo kiedy w ciągu roku zaniedbamy naszą modlitwę czy popadniemy w jakieś złe przyzwyczajenia, to czas wakacji może być dla nas okazją do swoistego resetu, przyjrzenia się sobie i wyciągnięcia wniosków. I jeśli spędzamy wakacje chodząc po górach, pływając kajakiem czy robiąc jakąkolwiek inną wspierającą regenerację aktywność, to możemy wtedy zastanowić się nad naszym życiem duchowym i spędzić więcej czasu na modlitwie – bo mamy na to czas. Dlatego już na etapie planowania swoich wakacji należy zagospodarować w nich czas dla Pana Boga, aby były to dla nas wakacje nie od Boga, ale z Bogiem.

Adrian Fyda

Fyda_1024x1024.jpg
Autor:
Adrian Fyda
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: