Dzisiaj

Roberto de Mattei: Leon XIV kontra synodalny neokomunizm Niemców

Synodalność w Niemczech przybiera formy de facto neokomunistyczne. Co zrobi z tym papież Leon XIV? Takie pytanie stawia włoski profesor Roberto de Mattei.

Trzydzieści lat temu francuski historyk François Furet opublikował głośną książkę, pomyślaną jako bilans komunizmu XX wieku, wydaną tuż po upadku Związku Sowieckiego: „Przeszłość pewnego złudzenia”.

Oryginalność tej pracy polegała na tym, że była to historia komunizmu nie jako systemu partyjnego czy państwowego, lecz jako siły przyciągania pewnej idei, która okazała się złudzeniem, a więc utopią.

Wesprzyj nas już teraz!

Dzieje tej utopii, pisał Furet, „są bardziej tajemnicze niż rzeczywista historia komunizmu”. Jej rozpowszechnienie na świecie było bowiem znacznie szersze niż zasięg władzy komunistycznej. Zanik tak zwanego realnego socjalizmu oznaczał jednak utratę wiarygodności historycznej obietnicy, a więc jej kres, ponieważ komunizm przestał jawić się jako świetlana przyszłość ludzkości. Stąd tytuł książki Fureta: Przeszłość pewnego złudzenia.

Można jednak zapytać, czy złudzenie rzeczywiście należy już do przeszłości? W porównaniu z XX wiekiem, choć brak dziś jednego ośrodka, jakim był ZSRR, komunizm przetrwał jako system władzy, choć w różnych odmianach, w Chinach, w Rosji, w Korei Północnej i na Kubie.

Przede wszystkim przetrwała jednak sama idea komunistyczna, w przestrzeni geopolitycznej znacznie szerszej niż ta wyznaczana przez reżimy, które ją ucieleśniają. Nawet w społeczeństwach, które nie utożsamiają się z komunistycznymi systemami politycznymi, utrzymuje się pewna atmosfera ideologiczna, odwołująca się nie tyle do złudzenia, ile do tego, co można by nazwać podstawowym błędem komunizmu.

Termin „złudzenie” oznacza bowiem zwodnicze, choć czasem szlachetne marzenie, skazane na rozbicie się o rzeczywistość. „Błąd” natomiast oznacza uporczywe trwanie przy fałszywej idei nawet wtedy, gdy rzeczywistość jej przeczy. Złudzenie ożywia nadzieja na idealne społeczeństwo, należące do przyszłości, błąd zaś napędza bunt przeciw rzeczywistości teraźniejszej. 

Społeczeństwo komunistyczne, tak jak przedstawili je Marks i Engels w Manifeście Partii Komunistycznej (1848), jest społeczeństwem egalitarnym i bezklasowym. Jak wyjaśniał Nikołaj Bucharin w ABC komunizmu (1919), „zlikwiduje ono podział ludzi na klasy, bogatych i biednych, rządzących i rządzonych”. Ta materialistyczna i egalitarna koncepcja jest niewątpliwie utopią.

Błąd komunizmu polega jednak nie tyle na proponowaniu pozytywnego modelu społeczeństwa, ile na uporczywym negowaniu wszelkiej formy nierówności we wszystkich relacjach społecznych: między rządzącymi a rządzonymi, rodzicami a dziećmi, mężczyznami a kobietami i tak dalej. Dziś ten egalitaryzm splata się z innymi narracjami: ekologicznymi, feministycznymi, pacyfistycznymi, antykolonialnymi, antyzachodnimi, „woke”. Komunizm przestał być teleologią historii, a stał się głosem radykalnego protestu przeciw wszelkiemu porządkowi, autorytetowi i różnicy, zarówno naturalnej, jak i społecznej.

Igor Szafarewicz pokazał, że korzenie komunizmu sięgają średniowiecznych i protestanckich herezji, takich jak katarzy, Bracia Wolnego Ducha, anabaptyści czy sekty doby rewolucji angielskiej. Marksizm przeniósł egalitarne postulaty tych ruchów na horyzont polityczny, przedstawiając się jako „religia świecka” – formuła, która według autorów takich jak Eric Voegelin i Augusto Del Noce wyraża zeświecczenie chrześcijańskiego napięcia eschatologicznego.

Dziś obserwujemy ponowne przesunięcie tych błędów ze sfery politycznej do kościelnej, w postaci egalitarnego „synodalizmu”, który, odwracając wyrażenie „religia świecka”, można by nazwać „świeckością religijną”. To już nie napięcie religijne zostaje wchłonięte przez politykę, lecz polityczny egalitaryzm zostaje wchłonięty przez nową religię progresistyczną.

Ideologia synodalna, rzecz jasna, nie ma nic wspólnego z dawnymi i czcigodnymi synodami Kościoła ani z uprawnioną formą współpracy papieża z kardynałami i biskupami poprzez organy doradcze, takie jak konsystorz czy synody. Proces synodalny zapoczątkowany przez biskupów niemieckich w 2019 roku (Synodaler Weg) i ugruntowany teoretycznie w ultraprogresywnej teologii należy natomiast rozumieć jako narzędzie demokratyzacji Kościoła, mające przekształcić jego monarchiczno-hierarchiczną konstytucję w strukturę egalitarną, w której papież i hierarchia kościelna zostają pozbawieni realnej władzy, przekazanej wspólnotom lokalnym.

Nowy paradygmat opiera się na idei Kościoła jako dobrowolnej wspólnoty wierzących (believers church), określonej na podstawie paktu między równymi. W tym ujęciu pierwotna równość członków poprzedza instytucję, a legitymizacja rodzi się z woli samego ciała społecznego. Komunizm stosuje tę woluntarystyczną logikę do porządku politycznego i gospodarczego; synodalizm przenosi ją na porządek kościelny, reinterpretując Kościół jako umowną wspólnotę równych, a nie jako hierarchiczną instytucję o boskim ustanowieniu. W koncepcji synodalnej władza kościelna nie jest pojmowana jako autorytet zstępujący od Chrystusa poprzez nieprzerwany łańcuch sukcesji hierarchicznej, lecz jako mandat wyłaniający się z konsensusu wspólnoty wiernych, zgromadzonych w trwałym, dobrowolnym zgromadzeniu.

Ta egalitarna koncepcja, zanim została sformułowana przez sekty protestanckie, była już implicite obecna w tezach Marsyliusza z Padwy, potępionych przez Jana XXII bullą Licet iuxta doctrinam z 23 października 1327 roku. Według tez Marsyliusza i Jana z Jandun, władza w Kościele nie należy do papieża, lecz do wsoólnoty wiernych (universitas fidelium), przy czym nie istnieje wyższość duchowieństwa nad świeckimi, ponieważ wszyscy wierni są zasadniczo równi. Przeciw tym „synom Beliala” Kościół orzekł, że „heretyckie, błędne i sprzeczne z Pismem Świętym” jest twierdzenie, iż „wszyscy wierni są równi we władzy i autorytecie duchowym” oraz że „między kapłanami a świeckimi nie ma żadnej różnicy poza tą wynikającą z urzędu czysto ludzkiego”.

Konferencja Episkopatu Niemiec podjęła samodzielną decyzję, by stanąć na czele „drogi synodalnej”, której celem jest rozszerzenie na Kościół powszechny „wiążących” decyzji ich „stałego synodu”. Należą do nich zrównanie duchownych i świeckich, święcenia kapłańskie kobiet oraz włączenie osób homoseksualnych do życia Kościoła z otwarciem dla nich wszystkich sakramentów, w tym małżeństwa). Błędy komunistycznego egalitaryzmu nadal więc rozprzestrzeniają się w świecie.

Stolica Apostolska interweniowała wielokrotnie, aby przestrzec biskupów niemieckich. Na przykład wtedy, gdy arcybiskup Filippo Iannone – którego w 2025 roku Leon XIV postawił na czele Dykasterii ds. Biskupów – napisał do przewodniczącego ich konferencji, kardynała Reinharda Marxa, wskazując, że podejmowane kwestie „nie leżą w gestii Kościoła w Niemczech, lecz Kościoła powszechnego i z nielicznymi wyjątkami, nie mogą być przedmiotem obrad ani decyzji Kościoła partykularnego”.

Biskupi niemieccy wielokrotnie jednak ignorowali upomnienia Rzymu. Ich celem, jak zauważa watykanista Nico Spuntoni na łamach „Il Giornale” z 17 stycznia, wydaje się „uruchomienie niemieckiego efektu domina w pozostałej części Kościoła”.

Czy neokomunizm synodalny znajdzie nowy, jeszcze bardziej radykalny wyraz podczas końcowego zgromadzenia Synodaler Weg, które odbędzie się w Stuttgarcie w dniach 29–31 stycznia? A może rewolucyjny proces niemieckich biskupów doczeka się strategicznego odwrotu? W każdym razie papież Leon XIV stanie wobec jednej z pierwszych rozstrzygających kwestii swojego pontyfikatu.

Roberto de Mattei

Corrispondenza Romana

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij

Udostępnij przez

Cel na 2026 rok

Zatrzymaj ideologiczną rewolucję. Twoje wsparcie to głos za Polską chrześcijańską!

mamy: 9 590 zł cel: 500 000 zł
2%
wybierz kwotę:
Wspieram