60 lat temu Stolica Apostolska podjęła decyzję, która przyczyniła się do zaniku wiary w wielu rodzinach. Chodzi o zgodę na tzw. małżeństwa mieszane wyznaniowo.
Przed II Soborem Watykańskim sytuacja była jasna: katolik nie może zawrzeć małżeństwa z niekatolikiem, bo stanowi to oczywiste zagrożenie wiary dla dzieci. Jeżeli matka jest członkiem Kościoła katolickiego, ale ojciec należy do herezji Lutra czy Kalwina – to jak zostaną wychowane dzieci? Dlatego Kościół nie zgadzał się na małżeństwa mieszane wyznaniowo.
Z taką postawą nie zgadzali się progresywni katolicy w tych krajach, w których żyła duża wspólnota protestancka. To przede wszystkim Niemcy, Szwajcaria, Holandia i Stany Zjednoczone. Od lat 60. intensywnie zabiegano o zmianę podejścia i zgodę na mieszane małżeństwa.
Wesprzyj nas już teraz!
To zaczęło się w 1966 roku. W roku 1966 ówczesna Kongregacja Nauki Wiary, kierowana wtedy przez kardynała Alfredo Ottavianiego jako pro-prefekta, ogłosiła dokument pt. „Instructio de matrimonis mixtis”, czyli „Instrukcja o małżeństwach mieszanych”. Charakter tej instrukcji był quasi eksperymentalny – Ojciec Święty chciał zobaczyć, czy zaproponowane przepisy znajdą uznanie w oczach biskupów, księży i wiernych oraz czy okażą się po prostu praktyczne. Nowe reguły zachowywały generalną ocenę niegodziwości małżeństw mieszanych wyznaniowo, ale z ważną zmianą: pozwalały biskupom miejsca na udzielanie dyspensy, jeżeli ich zdaniem wystąpiły po temu ważne przyczyny.
Podkreślono tam, że katolik zawierający takie małżeństwo ma obowiązek chrzcić dzieci w Kościele katolickim i wychować je w katolickiej wierze.
Papież po kilku latach doszedł do wniosku, że wprowadzone przez dokument Kongregacji Nauki Wiary nowe regulacje są zasadniczo prawidłowe. Dlatego w roku 1970 ogłosił motu proprio „Matrimonia mixta”, gdzie autorytatywnie określił kilka konkretnych norm.
Najdziwniejsze było to, że Paweł VI ogłosił w tych normach, że… odradza takie małżeństwa, bo nie będą przyczyniać się do jedności wśród chrześcijan. Zarazem jednak na nie pozwolił.
Efekty są bardzo złe. Jak pisał w książce „Mass Exodus” brytyjski socjolog Stephen Bullivant, w małżeństwach mieszanych często załamuje się przekaz wiary. Nawet jeżeli dziecko jest wychowywane w jednym konkretnym wyznaniu, to otrzymuje w domu przykład relatywizmu. Często też dziecku pozostawia się do samodzielnej decyzji, jakiego chce być wyznania. Zwykle nie decyduje się na żadne.
Rodzina powinna być podstawowym miejscem przekazu wiary katolickiej. Jeżeli w łonie rodziny istnieje herezja, wyznawana przez ojca albo matkę, to sytuacja staje się skrajnie wypaczona. Dlatego małżeństwo mieszane jest wielkim zagrożeniem dla wiary dzieci.
Jeżeli młody katolik zakocha się w człowieku innej wiary, to powinien podjąć starania o jego nawrócenie, a dopiero po ewentualnym sukcesie myśleć o małżeństwie. W innym przypadku może zgotować swoim dzieciom los heretyka albo nawet ateisty.
Pach
Paweł Chmielewski: Niemiecka rewolucja małżeństw międzywyznaniowych